Tytuł: Bądź radufny

O autorze: Ajahn Brahmavamso

Wersja pdf: pdf2.jpg

zobacz źródło

print

Wersja epub: epub2.jpg

Plik z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")

Ok. Świetnie. Więc, myślę, że większość z was jest już w środku. Zacznę dzisiejszy wykład ze względu na pytanie, zadane wcześniej, które brzmi: w jaki sposób poradzić sobie, a właściwie przekroczyć strach, niepokój i zmartwienia.

Czy światło jest włączone, bo zwykle jest nieco jaśniej niż dziś? Powinno być jaśniej, ponieważ jest to nagrywane i powinno być zdecydowanie jaśniej. O, teraz lepiej. W każdym razie, jak sobie radzić ze strachem, zmartwieniami, niepokojem i tego typu rzeczami, ponieważ tylu ludzi martwi się dosłownie wszystkim, a to z kolei sprawia ogrom problemów i trudności w ich życiu.

Powinniście spojrzeć na mnie – ja w ogóle nie mam żadnych zmartwień. Spójrzcie na mnie, nie mam żadnego zaplecza finansowego, a wiecie dlaczego? Ponieważ nie dostaję emerytury. Nie mam żadnych świadczeń emerytalnych, żadnego zabezpieczenia, nie mam prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, ani też konta bankowego, czy karty kredytowej.

Przyglądałem się, statutowi Buddyjskiego Towarzystwa Zachodniej Australii i okazało się, że w każdej chwili mogą mnie wywalić… W przyszłym miesiącu będzie walne zgromadzenie… Mogą mnie poprosić, żebym odszedł. I wyląduję na ulicy, bez domu, bez pracy, bez pieniędzy, bez żony, czy rodziny. Moje zabezpieczenie finansowe jest równe zeru. Czy wyglądam na zmartwionego? To dlaczego wy się martwicie? Macie przecież tyle. I w tym właśnie tkwi rzecz. Im więcej posiadacie, tym więcej macie zmartwień.

Jednocześnie wiem, że moja przyszłość jest bezpieczna i stabilna. Wiele podróżuję. I nie wykupuję ubezpieczenia zdrowotnego za każdym razem, kiedy wyjeżdżam w różne miejsca. Oczywiście ludzie chcieli mi je kupić, ale powiedziałem: "Nie ma mowy", ponieważ moją polisą ubezpieczeniową jest cała życzliwość, dobroć i pomoc bardzo wielu ludzi, której doświadczam od lat. I to niesamowicie efektywne, nawet w Korei. To niesamowite, że nawet ludzie w Korei mnie znają. A nie czułem się zbyt dobrze, trochę kaszlałem, będąc tam, ze względu na temperaturę -10 stopni na zewnątrz. I nie uwierzycie, myślę, że jest kilkoro ludzi z Korei na sali - wyobraźcie sobie, że w pomieszczeniu jest 26 stopni ciepła i mróz na zewnątrz. Nie wiem, czemu tak mocno tam podkręcają temperaturę wewnątrz. Nieważne, w każdym razie trochę kaszlałem. I tylu ludzi chciało mi pomóc, dać mi lekarstwa, tak jak powiedziałem wam wcześniej, muszę się kryć z każdą chorobą, jaką łapię. Ponieważ, jeśli kaszlnę raz… Zdarzyło się to tutaj kilka tygodni temu, zakaszlałem i w środku wykładu dostałem trzy butelki syropu na kaszel. Naprawdę. W środku wykładu ktoś do mnie podszedł, żeby mi coś dać. To właśnie jest moje ubezpieczenie zdrowotne. Ludzie będą się o mnie bić, żeby mi pomóc.

Czyż to nie wspaniałe? To wiele mówi. Jeśli naprawdę jesteś dobrym, życzliwym, hojnym i cudownym człowiekiem, to jest najlepsza inwestycja na twoją przyszłość. A nazywa się to KAMMA - twoja emerytura. Dajesz troszeczkę z siebie, a Buddyjskie Towarzystwo da resztę. I jest to prawda. Zawsze mówię ludziom podczas medytacji, że jeśli chcecie mieć spokojną , szczęśliwą i zdrową przyszłość, kiedy wasza przyszłość się kreuje? Więc właściwie w tym momencie, możemy ze swoją przyszłością zrobić wszystko. Jeżeli potrafisz sprawić, że ten moment będzie szczęśliwy, spokojny i zdrowy, jest to najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić dla swojej przyszłości. Co oznacza, że nie musisz się o nic martwić. Robisz, co tylko jest w twojej mocy skupiając się bardziej, dając z siebie jeszcze więcej życzliwości, wkładając więcej wysiłku, więcej hojności, więcej piękna w to co jest teraz. Wtedy właśnie kreujesz piękną przyszłość. Więc po co w ogóle się zamartwiać… Jest w tym sporo prawdy, czyż nie?

I mówiłem to wcześniej, wiele razy. Warto to powtarzać w nieskończoność, jest to pewne pranie mózgu. Jak widzicie reklamę w telewizji, czy tam mówią coś tylko raz? Nie, powtarzają to wiele razy. Jeśli widzimy np. spoty przedwyborcze w telewizji, wiadomość przekazywana jest w kółko, bez końca. To nazywa się praniem mózgu. I w piątkowy wieczór, wasz mózg jest totalnie wyprany. Dlatego też muszę powtarzać wiadomości, które wam przekazuję, dopóki nie zdacie sobie sprawy: "ok, dlaczego nie?" Czasami nie zgadzacie się ze mną, kiedy mówię, że coś jest dla was dobre. To dlatego, że uważacie, iż nie żyję w prawdziwym świecie. Jednak, ja żyję w prawdziwym świecie. Kiedy podróżuję, ludzie często mnie pytają: "Ajahn Brahm, gdzie mieszkasz?" Ja wtedy odpowiadam: "Cóż, w samolocie". Co może i jest prawdą, że czasem dłużej mieszkam w samolocie niż w klasztorze Bodhinyana. Możliwe. Ponieważ zawsze dużo podróżuję, nauczając. Czasami, kiedy dużo się podróżuje, spóźnia się na samolot. Czasami nie wiesz, czy kogoś spotkasz na drugim końcu. Czasami nie wiesz, czy ktoś przypadkiem nie znajdzie czegoś nielegalnego w twoim bagażu. Czasami możesz zniknąć, ale czy się tym martwię. Otóż, nie martwię się tym wcale. Ponieważ zdałem sobie sprawę, że jeśli pójdziesz do więzienia, szczególnie w Australii, dostaniesz trzy posiłki dziennie, a czasem nawet cztery. Kiedy jestem w klasztorze dostaję tylko dwa, jeśli mam szczęście. W więzieniu możesz dostać gruby materac, podczas gdy w klasztorze sypiam na podłodze. W więzieniu możesz nawet oglądać telewizję. To niesamowite. Za każdym razem, kiedy chcesz pobyć sam, wszystko, co musisz zrobić to uderzyć jednego ze współwięźniów w nos. Wtedy zaprowadzą cię do izolatki na trzy miesiące. Kiedy chcę odosobnienia… nigdy nie mogę tego dostać tutaj. Czy mam się przejmować, tym, że mogę pójść do więzienia? Nie, ponieważ widzę pozytywne aspekty tych sytuacji.

Czym naprawdę jest strach i niepokój? To patrzenie na przyszłość z pesymizmem. Czasami mamy negatywne nastawienie, zawsze widzimy w rzeczach to, co najgorsze – najgorsze w życiu w innych, czy nawet w swoim własnym. Ten sam pesymizm przesłania nam przyszłość: "O matko, wszystko pewnie pójdzie źle, wiem, że tak będzie, ekonomia się wali, guz na mojej piersi to na pewno rak, który mnie zabije. Wiem, że problemy z oddawaniem moczu to pewnie rak prostaty, który również mnie zabije. Wiem, że umrę i to niebawem. Spadnie kometa i zniszczy wszystko." To niesamowite jak bardzo ludzie się przejmują. I jeśli nie martwią się oni życiowymi problemami, wtedy włączają telewizję i przejmują się tym, kto wygra w krykieta lub w piłkę nożną. Albo co stanie się w kolejnym odcinku "Sąsiadów", czy w czymkolwiek innym. Po prostu kochamy się przejmować. Po co to robicie? To zupełne szaleństwo.

Tak więc, zamiast martwienia się o przyszłość i patrzenia na nią pesymistycznie, powinniśmy spojrzeć na nią z nadzieją. Dlatego podczas jednego z wykładów sprzed kilku lat, ukułem nowe wyrażenie. Antonimem przejmowania się, czyli patrzenia na przyszłość z pesymizmem, jest patrzenie na przyszłość z nadzieją. Powiedziałem więc "Nie martw się, bądź hopey" [gra językowa związana z tytułem piosenki "Don't worry, be happy" przyp. tłumacz]. Nie "szczęśliwy" – pełen nadziei. Cóż za wspaniałe angielskie słowo, które ukuliśmy razem w tym miejscu. [po polsku: radość + ufność = radufność] Co to znaczy być "hopey"? To znaczy mieć nadzieję na to, co może w przyszłości, w twoim życiu, karierze, związku, ciele, wykładzie, pójść dobrze. Mieć nadzieję to przeciwieństwo przejmowania się. Nie można mieć tych dwóch rzeczy naraz. Więc nie bój się, bądź "hopey". [z publiczności: "Tak jak nazwa Indian z plemienia Hopi?"] Ach, racja Indianie Hopi, dzisiaj zostało ich niewielu, ostatecznie przetrwali, więc byli "hopey". Ale to słówko ma inną pisownię H-O-P-E-Y - nowe słowo.

Kiedy nie masz żadnych zmartwień, kiedy masz nadzieję, możesz zrobić dosłownie wszystko i możesz cieszyć się życiem w pełni. Oznacza to również, że jeśli nie jesteś tak bardzo zmartwiony, jeśli się nie boisz, jesteś o wiele bardziej śmiały, w robieniu nowych rzeczy, czy też wypowiadaniu się. Tak mam, kiedy jadę za granicę. Kiedy pojechałem do Korei, to co robiłem jako mnich było niesamowite. Debatowałem ze światowej sławy mnichami z Japonii, a wszystko to, było transmitowane w telewizji. Dokładnie tak. Zupełnie jak podczas meczu Freemantle Dockers z West Coast Eagles. A tu: Ajahn Brahm przeciwko światowej sławy mnichom, w Korei. Kto zwycięży? To było ekscytujące. Było zabawnie.

Więc, nie wchodzi się w życie, starając się wygrać, jak w jakiejś grze, albo pokonać innych ludzi. Ponieważ to tylko może nam dać wiele lęku, niepokoju i zmartwień. Zamiast tego, żyjemy, żeby po prostu dobrze się bawić, odkrywać, być ciekawym świata. Ponieważ kiedy czujesz niepokój, nie możesz być w ogóle odważnym. Jesteś wtedy spięty i robisz zbyt wiele życiowych pomyłek. Tak więc, bądź "radufny”. I bądź śmiały, odważny w życiu. Nieważne co się dzieje w życiu i tak to znajdziesz. Właściwie to nigdy nie zawiedziesz. Jednym z problemów niepokoju, jest strach przed porażką. Nie ma w życiu czegoś takiego jak porażka. Jeżeli popełniasz błąd, powiedz o tym wszystkim. A wtedy sprawisz, że inni będą szczęśliwi. To prawda.

Kojarzycie sceny z programów, gdzie pokazują całemu światu, wpadki różnych ludzi na wizji? To sprawia, że inni się śmieją. Czy to nie śmieszne. Widzieć ludzi, którzy się mylą. Kiedy już popełniasz błąd, to jest to zabawne. Nawet, pewien człowiek w buddyjskim klasztorze Bodhinyana, z najdłuższą służbą jako anagarika w klasztorze. Również pisał o mnie w niewielkiej książeczce, wydanej z okazji moich sześćdziesiątych urodzin. Opowiem wam coś (i będzie to prawdziwa historia). To są okulary do czytania – nie potrzebuję ich, żeby was widzieć. Zakładam je tylko do czytania, nie noszę ich cały czas. Raz jechaliśmy razem z klasztoru Bodhinyana, właśnie tu, na weekend. W połowie drogi do Nollamara, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem swoich okularów. Co nie było zbyt komfortowe, ponieważ miałem uczestniczyć w pewnych obradach, więc pomyślałem, że muszę wrócić, przecież tam wszystko będę musiał czytać. Zapytałem, czy moglibyśmy zawrócić, gdyż zostawiłem swoje okulary w klasztorze. A wtedy on spojrzał na mnie i powiedział: „Ajahn Brahm, spójrz na swój nos.” Więc… miałem okulary na nosie. Czy to czasami przytrafia się i wam? Mogło się wam to przydarzyć, ale on opisał to w książce, tak, że każdy mógł to przeczytać. To świetnie. Tak naprawdę oznacza to tyle, że możesz sprawić, by inni byli szczęśliwi, kiedy popełniasz głupiutkie pomyłki.

Rzecz w tym, że kiedy już popełniamy drobne błędy, nie boimy się, że je popełniliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że robienie błędów jest czymś, co ktoś nazwał "porażką naprzód". Nie tylko porażką, ale porażką naprzód. Oznacza to tyle, że w rezultacie uczymy się, wzrastamy w siłę i stajemy się lepsi. Jeżeli nie boisz się porażek, możesz stać się bardziej śmiałym, próbować nowych rzeczy. A jeśli jesteś odważny i próbujesz nowych rzeczy, jesteś o wiele bardziej szczęśliwy i odnosisz w życiu więcej sukcesów.

Problem z ludźmi jest taki, że wielu z nas za bardzo martwi się tym, co inni sobie o nas pomyślą. A jest to głupie, ponieważ ludzie o tym nie myślą. Kiedy masz około dwudziestu lat, zawsze się przejmujesz co inni o tobie pomyślą. Dlatego faceci muszą wypowiadać się fajnym językiem, dziewczyny muszą wyglądać modnie… Kiedy masz dwadzieścia lat, zdecydowanie przejmujesz się tym, co myślą o tobie inni. Kiedy masz około czterdziestu lat, zyskujesz coś, co nazywa się "pewnością siebie". Oznacza to, że masz gdzieś, co powiedzą inni, i tak zrobisz swoje. Znacie takich ludzi, prawda? "Tak, po prostu to zrobię, ubiorę się jak tylko zechcę." A kiedy jesteś po sześćdziesiątce, w końcu i tak dowiadujesz się, że tak naprawdę nikt o tobie nie myśli. Gdybyś tylko mógł to wiedzieć, kiedy byłeś młodszy, miałbyś o wiele lepsze życie. Ludzie o tobie nie myślą. Nie jesteś tak ważny.

Warto tu zacytować Winstona Churchilla. Miał on świetną odpowiedź na pytanie "Czy mnie pamiętasz?" Jego odpowiedź brzmiała: "A dlaczego powinienem?" Zawsze myślimy, że jesteśmy tak ważni, że ludzie nas pamiętają. Moja odpowiedź byłaby nieco bardziej delikatna i miła. Naprawdę spotykam mnóstwo ludzi każdego roku. Więc, kiedy przychodzą i pytają: "Ajahn Brahm, czy mnie pamiętasz?" A więc ja odpowiadam: "Ach tak, oczywiście, że pamiętam. Ty jesteś tą osobą, której imię ciągle wypada mi z głowy". Jest to o wiele milsze, nieprawdaż? W każdym razie…

Dlaczego, tak często czujecie niepokój i przejmujecie się tym, co inni o was pomyślą. Więc nr 1… albo 2, lub 3, nie pamiętam… Ze zmartwieniami i niepokojem, za każdym razem kiedy się martwisz o swój wizerunek, o to, co inni powiedzą, zyskujesz tylko i wyłącznie zmartwienia i niepokój. Możesz być homoseksualistą, który boi się do tego przyznać przed innymi. Boisz się co pomyślą inni. Ale po co, przecież bycie homoseksualistą jest okay. Z tego strachu możesz zostać mnichem i żyć w celibacie. Celibat, jako jeden z rodzajów seksualności jest ostatnimi czasy coraz częściej dyskryminowany. Czytałem nawet kilka tygodni temu artykuł jakiegoś eksperta, który twierdzi, że celibat nie jest naturalny. To samo mówią o homoseksualizmie, wiecie; że nie jest naturalny, często faszerują cię jakimiś lekami, żeby to naprawić. A teraz mówią to o celibacie. "Ajahn Brahm, może potrzebujesz jakiejś porady, żeby posmakować życia". Naprawdę tak mówią. Więc znowu walczę o prawa tych, którzy żyją w celibacie. Rozmawiałem o tym z paroma osobami. Zawsze to powtarzam, następna parada równości Mardi Gras w Perth, muszę tam być. Za celibat – żądam prawa do celibatu.

Wracając do tematu, co zrobić, żeby nie czuć lęku przed tym, co ludzie powiedzą. Jest mnóstwo rzeczy, które powodują naszą niepewność. Możesz wpaść w ogromne kłopoty i pójść do więzienia, obawiając się co na to powiedzą inni. Znam mnóstwo wspaniałych ludzi, cudownych ludzi, którzy tam byli jak np. Nelson Mandela, Gandhi – oni obaj byli w więzieniu. Czasami zastanawiamy się, co inni o nas myślą, kiedy popełnimy błąd, kiedy coś nam się nie uda. Błagam… naprawdę to nieistotne, co myślą inni, ale to co my sami myślimy o sobie. To właśnie jest najważniejsze. A tylu ludzi postrzega siebie przez pryzmat opinii innych. A to sprawia, że jest się podatnym na strach i obawy. Tutaj, na duchowej ścieżce buddyzmu, sami poznajecie kim jesteście, sami, poprzez własną medytację. Nie możecie być zależnymi od innych. Co inni o was wiedzą? Jak mogą wiedzieć, kim tak naprawdę jesteście, co zrobiliście, jakich trudności doświadczyliście w swoim życiu, w jaki sposób doszliście do tego miejsca, w którym jesteście ile poświęciliście na to wysiłku. Jak ktokolwiek inny może was oceniać? Zdecydowanie nie może. Nikt tak naprawdę was nie zna. Nawet wasi partnerzy, z którymi dzielicie życie przez tak długi czas… Przez te wszystkie lata, ta osoba ciągle się was uczy, tak jak uczy cię poznawać samego siebie. To część związku, żeby odkrywać siebie nawzajem, wtedy można odkryć również kim się jest. Jak ktokolwiek może was podsumować, nazywając głupcem albo świnią. Nikt nie może tego robić. To jest niemożliwe. Ale ludzie w to wierzą, a to inna historia.

Jeśli ktoś nawet nazwie cię idiotą, jedynym powodem, dla którego ty jesteś smutny, zdenerwowany, jest to, że mu wierzysz. Gdybyś wiedział, że się myli, wtedy nigdy z tego powodu nie czułbyś się źle. Jeśli ludzie przychodzą i nazywają cię idiotą, trzeba powiedzieć: "Przykro mi, ale się mylicie" I wtedy można odejść. Czy potraficie to zrobić? Wiele razy nie. Ktoś przychodzi i nazywa cię głupcem, idiotą, frajerem. Cudne słowo, prawda? Nawiasem, nawet lepsze od słowa idiota. Więc, ktoś wyzywa cię za pomocą tych niezbyt przychylnych słów, a ty w to wierzysz i dlatego czujesz się źle. Gdybyś wiedział, że tak nie jest i miałbyś swój własny obraz siebie, który byłby poparty zrozumieniem tego, kim naprawdę jesteś, wtedy oczywiście nie miałbyś z tym więcej problemów. I nie przejmowałbyś się tak bardzo, co inni ludzie o tobie pomyślą. Twoja pewność siebie wychodziłaby z głębi ciebie, a nie była kontrolowana przez otoczenie. To cudowna rzecz, wiedzieć kim się jest i czuć się z tym dobrze. Jak mówiłem na odosobnieniu, kiedy cenisz samego siebie, żyjesz w zgodzie z samym sobą, rozumiesz kim jesteś, ze wszystkimi pomyłkami jakie popełniasz, kiedy masz do siebie szacunek. To oznacza, że masz spokój i żyjesz beztrosko, z tym, kim jesteś w swoim życiu. To co inni myślą – wchodzi jednym uchem, wychodzi drugim.

Ktoś pytał mnie wcześniej o krytykę w pracy. Ale tak naprawdę zawsze jesteśmy krytykowani, czegokolwiek nie zrobisz. Nawet ja czasami jestem krytykowany. Nie do końca wiem dlaczego. Inni mnisi na przykład twierdzą, że opowiadam kiepskie dowcipy. Nawet nie wiem, dlaczego tak mówią. Ale mam niezły dowcip w tym tygodniu: Był początek roku szkolnego, kilka dni w szkole. Jeden dzieciak został zapytany jak nazywa się jego mama. - Moja mama nazywa się Uśmiech. - A Twój tata? - Tata nazywa się Śmiech – To chyba Żart? - Nie, ja jestem Dowcip, to mój brat nazywa się Żart. Tak, ten był naprawdę śmieszny. Pewnie nikt z was go wcześniej nie słyszał. Ten jest nowy… Powtórzę, żebyście mogli go powtórzyć, kiedy stąd wyjdziecie. Tak więc, mama nazywa się Uśmiech, tata Śmiech, chyba żartujesz, nie ja nazywam się Dowcip, mój brat to Żart.

Tak więc sami widzicie, jedynym powodem, dla którego mogę opowiadać kiepskie dowcipy jest to, że nie obchodzi mnie to, co o mnie myślicie. W innym przypadku, w ogóle nie opowiadałbym dowcipów. Nie można czuć strachu, że wszystko zawsze pójdzie źle. Jeśli czulibyśmy strach, czy w ogóle bylibyśmy w stanie opowiadać kawały? Dlaczego więc się boimy? Jaki jest w tym sens? Naprawdę boimy się, co inni o nas pomyślą, boimy się porażek, które popełniamy w życiu. Dla mnie, porażki to etap, w którym tak naprawdę się uczymy. Więc jeśli popełniasz błąd, proszę pozwól sobie na to i szanuj to. Czy można przewidzieć, że coś w życiu pójdzie nie tak? Zawsze przecież popełniamy te błędy. I mam na to również inne powiedzenie. Ludzie mówią, żeby martwić się o swoją przyszłość, trzeba ją porządnie zaplanować. Są tacy ludzie, którzy zawsze mają jakiś plan A, B, czy C, którzy mają cały alfabet planów. Potem mają plany A1, A2, A3, B1 itd… To po prostu niesamowite, jak wiele ludzie potrafią zaplanować. A ja nauczyłem się z doświadczenia – a mam teraz 61 lat – kiedy nie snuję planów, rzeczy nie idą dobrze. To prawda, idą źle, jeśli nie będziesz miał wystarczającej ilości planów. Wiecie, to jak z planami dla Buddyjskiego Towarzystwa Zachodniej Australii – kto będzie prezesem, kto będzie sekretarzem i tego typu rzeczy. Kiedy nie planujesz, coś idzie nie tak. Ale jeśli snujesz plany, i tak idą źle. To prawda. Tak więc, albo po prostu idą źle, albo robisz plany a one i tak idą źle. Zamiast tego, możesz przestać planować i cieszyć się życiem. A wiedząc, że życie jest tym, co i tak pójdzie źle, bo zawsze tak jest, inaczej rzecz ujmując, jest serią nieoczekiwanych wydarzeń. I to jest moje rozumienie życia. Seria niespodziewanych i nieprzewidywalnych przygód. A to z kolei oznacza, że nigdy nie możesz przewidzieć, co zrobisz.

I tak np., podczas swojego wyjazdu do Korei, jedną z bardziej niespodziewanych rzeczy, jaka mnie spotkała, było wystąpienie w KBS, narodowej stacji telewizyjnej, w wiadomościach wieczornych, w programie o najwyższej oglądalności. A kiedy jesteś w programie z najwyższą oglądalnością z prezenterem, który przeprowadza z tobą wywiad, po pierwsze musisz… iść na makijaż. Wiecie co, kiedy zostałem mnichem, nigdy się nie spodziewałem, że kiedyś będę miał na sobie makijaż. Właściwie, to był czwarty raz, kiedy miałem make-up. Dlaczego w ogóle chce się słuchać mnicha podczas wiadomości wieczornych? Oczywiście nigdy również nie spodziewałem się, że to wszystko się stanie. Ponieważ bycie w telewizji na żywo, w wiadomościach wieczornych, które miało zobaczyć tysiące ludzi. Nawiasem, bylibyście zestresowani? Właściwie nie, to nie ma znaczenia. Jeśli się poważnie pomylę, to świetnie. Wtedy zyskam dużo spokoju i nie będę musiał tam więcej wracać. Mogę cieszyć się życiem. Oczywiście, jeśli wszystko pójdzie dobrze, mogę zostać ponownie zostać zaproszonym i dotrzeć do większej ilości ludzi. Za każdym razem mam to pozytywne nastawienie w patrzeniu na przyszłość.

Cokolwiek się stanie i tak będzie w porządku. Kiedy stracisz pracę, świetnie, możesz pojechać na wakacje. Wiecie jak ciężko jest w tych czasach pojechać na wakacje, starać się zyskać odpowiednią ilość czasu i dłuższy urlop. Zawsze kiedy chcesz wziąć dłuższy urlop, twoi pracodawcy chcieliby, żebyś pracował i może tej pracy nie być dla ciebie kiedy wrócisz po urlopie. To naprawdę trudne w dzisiejszych czasach, żeby pojechać ma wakacje. A kiedy cię zwolnią, możesz powiedzieć sobie: "Taaak, nareszcie wakacje, mogę cieszyć się wolnością". Nie martw się problemami finansowymi. Właściwie nie wiem, czemu ludzie tak wiele czasu poświęcają na zamartwianie się pieniędzmi. I tak umrzesz i nie zabierzesz pieniędzy ze sobą. A, jeszcze nie dawaj ich swoim dzieciom, bo i tak je zmarnują.

Tak więc kiedy tak bardzo w życiu się nie przejmujesz, możesz się nim cieszyć o wiele, wiele bardziej. Co również oznacza, że nie musisz martwić się tym, kiedy popełniasz błąd. Ile razy tak naprawdę byliście w poważnych kłopotach? Kiedy twoje życie się sypie – dostałeś wymówienie, straciłeś pracę… Pamiętam jednego człowieka, z którym rozmawiałem. Opowiadał mi, że pracował dla firmy. Było to w Indonezji. Jego szef wezwał go do biura i poprosił grzecznie, żeby ten złożył wypowiedzenie. On na to, że nie chce tego robić. Myślicie, że macie ciężkiego szefa, to posłuchajcie co zrobił ten… Otóż ten szef, wyjął ze swojej szuflady broń, przyłożył do skroni człowieka i powiedział: "Zrezygnuj". Więc ten, mając naładowany rewolwer przyłożony do skroni – nie sądzę, żeby związek zawodowy miał z tym coś wspólnego. No cóż, tak więc musiał zrezygnować i myślał, że jest do dla niego koniec świata. No wiecie, dwójka małych dzieci, piękna żona, pokaźny i bogato wyposażony dom i nagle oto został bez pracy. Nie do końca wykopany, ale bliski tego by kopnąć w kalendarz. Co zrobił? Powiedział, że to była najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mu się w życiu. Posiadał wszystkie swoje kontakty biznesowe, wiedział wszystko o pracy, którą wykonuje – kwestie związane z importem/eksportem – więc otworzył własną firmę. A potem stał się multimilionerem. Widzicie, czasami myślimy, że wszystko idzie źle, ale nigdy nie wiemy, co się stanie, a on powiedział, że to była najlepsza rzecz, jaka mu się w życiu przytrafiła.

Ilu było ludzi, którym przytrafiło się coś złego i mówili, że to ogromna porażka, a potem, kiedy spojrzeli wstecz, ta porażka okazała się najlepszą rzeczą w ich życiu. I dlatego właśnie nie powinniście się o nic w życiu martwić. Jest taka historia, którą czasem opowiadam, a ma ona tendencję do uciekania mi z głowy i przypominania na nowo. Jest to historia człowieka, który jechał na lotnisko w Bombaju. Czy mówiłem wam ostatnio tę historię? Pewien człowiek opowiadał mi ją dawno temu, a był to biznesmen, który robił interesy w Bombaju. Kiedy załatwił swoje sprawy, miał bardzo dużo czasu, złapał taksówkę, która miała go zwieźć na lotnisko, ale…. taksówkarz zabłądził. Zabłądził w mieście, w którym mieszkał. Mężczyzna miał sporo czasu, ale podczas, gdy tak jeździli, czas powoli uciekał. Jeździli w kółko, ciągle w dużej odległości od lotniska, więc zaczął się przejmować, że spóźni się na swój samolot. W dalszym ciągu błądzili i wiedział, że z pewnością spóźni się na samolot… Kiedy zbliżyli się do lotniska, pomyślał, że może jest jakaś szansa, w końcu w Indiach często loty mogą być opóźnione. Ale kiedy byli już odpowiednio blisko lotniska, zdał sobie sprawę, że ten nie był opóźniony, bo widział, jak jego samolot właśnie startuje. Kiedy widzicie samolot, często na ogonie można zobaczyć znak linii lotniczych. Zobaczył, jak jego samolot odlatuje i tak bardzo zdenerwował się na tego głupiego taksówkarza. Krzyczał na niego i zdecydowanie nie były to miłe słowa. I w tym momencie, kiedy właśnie krzyczał na głupiego taksówkarza, zobaczył jak samolot spadł na ziemię. Rozbił się i nikt nie przeżył. "Cudowny taksówkarz. Wspaniały taksówkarz. Kocham cię tak bardzo, cmok, cmok, cmok. Weź ten wielki napiwek." Ten taksówkarz uratował mu życie i człowiek, który mi to opowiadał powiedział, że od tamtego momentu nie zamartwia się niczym. Ponieważ, był tak przejęty, że spóźni się na swój własny samolot i nie zdawał sobie sprawy z tego, że spóźnienie się na ten lot tak naprawdę uratuje mu życie.

Wszystkie sprawy, o które się martwimy mogą pójść nie tak, a zawsze coś może pójść źle. To zdarza się ciągle. Seria nieoczekiwanych zdarzeń, zwanych twoim życiem. Jest to pozytywne podejście. U schyłku życia, kiedy spojrzysz na wszystkie te sprawy, którymi się przejmowałeś, większość z tych obaw się nie spełniła. Te, które się spełniły nie były powodem do tego, by się o nie martwić, bo to szczęście w nieszczęściu, ile głębi wniosły do twojego życia. Ci z was, którzy uważają, że wszystko w waszym życiu nie potoczyło się tak jak powinno. To wcale nie tak. To część, która dodaje życiu barw i doświadczeń. Jestem na to dobrym przykładem – ja, który stałem się mnichem. A dlaczego nim zostałem? Bo rzuciła mnie dziewczyna. To co zrobiło, było dla mnie naprawdę straszne. Nie, to było wspaniałe! "O nie, co teraz zrobię, dziewczyna mnie rzuciła… Więc zostanę mnichem!" Zostałem mnichem, żeby zapomnieć. Właściwie… może mnie rzuciła, nie pamiętam teraz… No dobra, nie zostałem mnichem, żeby zapomnieć. Ale to była wspaniała rzecz, która się wydarzyła – zostałem mnichem. Cieszę się tym najlepiej jak potrafię. Robiąc wszystkie te rzeczy, których po mnichu zwykle się nie spodziewa, np. występy w telewizji, czy podróże do tych wszystkich antycznych klasztorów, jak ten najbardziej znany klasztor, w którym miałem okazję być, w Korei Południowej. Jest położony na szczycie gór, to naprawdę odległe miejsce, liczące około sześciuset lat. Piękne budowle, pokryte śniegiem, który topi się spadając dosłownie z dachów świątyni. Każda jedna kropla to osobna możliwość zostania oświeconym. A wszystko to, otoczone zamarzniętą rzeką. Ponad sześćset lub siedemset lat, mnisi medytowali stając się oświeconymi przez wszystkie moce, było to coś na wzór tego co znamy z filmów o kung-fu. A ja oczekiwałem, że ci wszyscy mnisi, w wieku około dwustu lat, powiedzą coś mądrego.

A to niesamowite, jak mnisi wspaniale potrafią spędzać czas, to nawet, powiedziałbym, niespodziewane. Bo wiecie, mój pogląd na bycie mnichem był taki, że nie robią oni nic innego jak tylko siedzenie cały dzień i medytowanie. Ale moje życie okazało się być zupełnie inne. Wasze życie też nie jest pewnie takie, jakie wydawałoby się, że będzie. Więc przestań się przejmować tym, co mogłoby być, ale zamiast tego otwieraj się na to co nieoczekiwane w przyszłości. Przyjmij tą niepewność. Nie wiem dlaczego ktoś zapytał mnie wcześniej, czy potrafię przepowiadać i wróżyć przyszłość. Powiedziałem: "Tak. Przyznaję się, potrafię przewidywać przyszłość." Mogę wywróżyć waszą przyszłość, właśnie teraz. Wasza przyszłość jest niepewna. I będzie to prawda. Przyszłość każdego, kto urodził się w roku smoka, który zacznie się za kilka tygodni…A przepraszam, nie smoka, tylko węża. Widzicie, popełniam błędy. I jest mi z tym dobrze. Dobrze więc, będzie to rok węża. Przyszłość każdego, kto urodził się w roku węża będzie…. niepewna. Nie wiemy co się stanie. To dlatego, jako buddysta, wiem, że przyszłość jest dla mnie nieznana. Nie można jej przewidzieć. Żadna wróżka nie może powiedzieć, co się wydarzy w przyszłości, ponieważ zawsze masz wpływ na to co się dzieje. To ty kreujesz swoją przyszłość. To niesamowite, zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteś ofiarą przyszłości. Jesteś jej twórcą. Jeżeli zdasz sobie sprawę, że jest to esencja kammy w buddyzmie, wiesz, że nie jesteś ofiarą, nic nie jest ustalone z góry, więc tak naprawdę możesz zrobić wszystko co chcesz z tym co posiadasz. To zdumiewające, widzieć pomysłowość ludzi.

Podczas nocy sylwestrowej, wigilii nowego roku, pokazywałem tutaj kilka filmów. Jednym z nich był film o Orkiestrze Śmieciowej. Nie jestem pewien na sto procent. Ale filmik był o dzieciakach w Kolumbii. Mieszkały w mieście, gdzie było duże wysypisko śmieci i te dzieci kolekcjonowały przedmioty z wysypiska a potem wyrabiały z nich klasyczne instrumenty muzyczne. Pamiętam wiolonczelę, która była wykonana z beczki na ropę i kawałka drewna. Myślę, że gdzieś dostali, czy znaleźli struny. Niesamowite, ale to brzmiało jak prawdziwa wiolonczela. Wytwarzali również ze śmieci skrzypce. Grali naprawdę świetną muzykę klasyczną. Było to niezwykle inspirujące nagranie, na którym można było zobaczyć, jak dzieci, stały się innowacyjnymi muzykami w wiosce, o tym co mogły zrobić z tego, co inni wyrzucali na śmietnik. Kiedy można było zobaczyć beczkę na ropę, z kijem przytwierdzonym do niej i strunami, ludzie grający na takim instrumencie, naprawdę pięknie, było to inspirujące.

Chodzi mi o to, jak wiele można zrobić z tego, co posiadamy. Co oznacza, że możesz kreować przyszłość. Jeśli zdasz sobie z tego sprawę, wszystkie twoje zmartwienia znikają. Zamiast martwić się, że wszystko pójdzie źle, okropnie, co się z nami stanie, zastanów się co możesz zrobić, z tym co posiadasz. Kwestia wówczas się zmienia, z zamartwiania się na aktywne uczestnictwo w kreowaniu własnej przyszłości. Posiadasz wówczas wiedzę, że jesteś w stanie kreować przyszłość na taką, jaką chcesz by była. Ta wiedza jest piękna. Ty jesteś twórcą. Więc przestań się martwić przyszłością, wyjdź jej naprzeciw i zamiast tego zacznij ją kreować.

Ile miejsca zajmuje przejmowanie się. Jeśli ciągle się martwisz i martwisz, tak naprawdę nic nie robisz dla swojej przyszłości pożytecznego, poza martwieniem się. Zamiast tego, wejdź w nią i bądź sprawcą swojej przyszłości. I możesz to zrobić, a nazywa się to prawem kammy. Czy to nie wyzwalające? To zarówno daje ci wyzwolenie, jak i ogromną odpowiedzialność. Nie możesz tylko iść i się modlić i błagać: "Ajahn Brahm, czy możesz stworzyć moją przyszłość za mnie, proszę? Dam ogromny datek, powiedz mi tylko liczby, które pojawią się na loterii abym mógł wygrać pokaźną sumę." albo „Czy mógłbyś, proszę sprawić, by ta dziewczyna z ostatniego rzędu się we mnie zakochała?" Ludzie proszą mnichów często o niesamowite rzeczy. Wszystkie te rzeczy, które wymieniłem były mi powiedziane. Więc nie, ja nie będę tworzył waszej przyszłości za was. Jeśli chcesz, żeby dziewczyna z ostatniego rzędu się w tobie zakochała, po pierwsze: umyj zęby… och ty też możesz brzydko pachnieć… więc ty sam robisz coś, żeby kreować swoją przyszłość.

Wtedy zdasz sobie sprawę, że nie masz w ogóle zmartwień związanych z przyszłością. Twoje skupienie jest skierowane na czas teraźniejszy, bo jak możesz sprawić, żeby coś się wydarzyło. Dla tych, którzy cierpicie na chroniczne zamartwianie się i stany niepokoju, zawsze mówicie o tym, co jest poza waszym zasięgiem. "Ciągle się martwię, ciągle czegoś się boję." To dlatego, że zbyt długo było to w was zakorzenione. Za każdym razem, kiedy coś się nie udało byłeś karany, ograniczany, mówiono ci, że nic nie jesteś wart. Więc byłeś zawsze przerażony możliwością porażki. Byłeś poniżany tym, że mówiono, że nie jesteś wystarczająco ładny, bystry, dobry, bla bla, bla… Teraz kiedy widzisz siebie, masz wyrobioną własną opinię na swój temat. Patrzysz w lustro i nie jesteś wstanie powiedzieć jestem wystarczająco dobry. Nie rób tego więcej. Jesteś zaniepokojony swoją przyszłością, więc co możesz z tym zrobić? Możesz dużo medytować albo po prostu przychodzić tutaj i mieć robione pranie mózgu przez cały czas. Innym sposobem na radzenie sobie ze zmartwieniami w twojej głowie, jest zrozumienie, że te zmartwienia, niepokój, lęk, cokolwiek, jest to, że czujesz to w swoim ciele. Twoje ciało jest fizycznym odzwierciedleniem twoich emocji. Za każdym razem kiedy czujesz niepokój, nie patrz na niepokój w twoim umyśle, poczuj go w swoim ciele.

Istoty ludzkie, żyjące w czasach współczesnych są skupione na swoim ciele i ty możesz poradzić sobie z tym problemem w swoim ciele, poprzez relaksację części ciała, w której jest on umiejscowiony. Jest taka stara historia, którą opowiadałem wiele razy, o kobiecie, która cierpiała na chroniczne stany lękowe. Zapytałem się jej, gdzie to czuje, odpowiedziała po jakimś czasie, że w swojej klatce piersiowej. Poprosiłem ją, żeby opisała to uczucie, żeby była go w pełni świadoma. Bądźcie świadomi tego, gdzie to czujecie, kiedy macie wiele zmartwień. Nie skupiajcie się na swojej głowie. Jak czujecie to w swoim własnym ciele, kiedy się o coś martwicie. Kiedy wiecie w jaki sposób się czujecie, kiedy macie pełną uważność swojego ciała - jest to ćwiczenie buddyjskiej psychologii - kiedy masz uczucie w swoim ciele, zamiast uczucie w swoim umyśle, wtedy masz władzę nad swoimi lękami. Możesz masować to miejsce, żeby chcieć je zrelaksować, poczuj, jak odczuwanie w twoim ciele się zmienia. A naprawdę się zmienia. Jeśli odczuwasz napięcie dalej w swoim ciele, to znaczy, że to nie ten kierunek. Jeśli poczujesz, że twoje ciało jest bardziej zrelaksowane, wtedy oznacza to, że obrałeś dobry kierunek. Powtórzę – uważność daje ci informację zwrotną. To jedna z jej wspaniałych wartości. Zyskujesz kontrolę, wiesz, ponieważ masz pewnego rodzaju miarkę, pogląd, czy czujesz napięcie, czy czujesz się zrelaksowany. A po pewnym czasie to wydaje się jeszcze prostsze. Wiesz dokładnie co masz zrobić, by zrelaksować to uczucie, kiedy jesteś zaniepokojony lub zmartwiony. Możesz zrobić to samemu. Jest to dokładnie współczucie i życzliwość. To wszystko. Ciągle odprężasz swoje ciało. Jeśli chodzi o tę kobietę, powiedziałem jej, żeby masowała swoją klatkę piersiową za każdym razem kiedy czuje stany lękowe. A miała z tym ogromny problem. Masaż to bycie świadomym swojego ciała i obdarzenie go szacunkiem. Ciągły masaż dopóki uczucie nie minie. Tak właśnie ta kobieta poradziła sobie ze swoim chronicznym stanem lękowym, który sprawiał, że była przykuta do łóżka, smutna, bo nikt, żaden lekarz nie był w stanie jej pomóc. Ale ta metoda zadziałała. Jeśli jesteś kimś, kto naprawdę dużo się martwi, jest niepewny w pracy, zmartwiony w domu, albo idąc ulicą, cokolwiek, poczuj to zmartwienie w swoim ciele. Nie próbuj tego problemu rozwiązywać w swojej głowie. Nie masz takiej mocy, żeby to zrobić. Poczuj to w swoim ciele, gdziekolwiek jest to umiejscowione i zrelaksuj tę część ciała. Jeżeli zrelaksujesz swój fizyczny odpowiednik lęku i zmartwień, te dwa uczucia również wtedy znikają. Te dwie rzeczy idą ze sobą w parze, kiedy zrelaksujesz swoje ciało, twój umysł także jest odprężony. Jeśli miewasz atak paniki, postaraj się zrozumieć, w której części ciała jest on umiejscowiony. Poznaj to uczucie bardzo dobrze. Weź swoją rękę i masuj. To tak bardzo odpręża a uczucie paniki i niepokoju znikają.

Są to sposoby zwalczania niepokoju i zmartwień, jakie pojawiają się w twoim życiu. Wiele razy wynikają one po prostu ze złego nastawienia umysłu, błędnego toku myślenia. Ponieważ kiedy tylko zaczynasz się martwić, pogarszasz sprawę. Można to porównać do śnieżnej kuli, toczącej się w dół coraz szybciej, nabierającej większych rozmiarów. Czasami jest to błędne koło. Masaż napiętych części ciała jest genialny, ponieważ trzyma cię z dala od wzmagania stresów, przenosi problem z twojego umysłu do ciała, dzięki czemu możesz zrelaksować się do maksimum. Jeśli tyle się nie martwisz, czerpiesz wiele korzyści. Ale są również pewne efekty uboczne dla tych, którzy się nie martwią. Ponieważ, ja sam nie martwię się w życiu zbyt wiele, bo po co. Idę, wykładam, nie obchodzi mnie to, co ludzie o tym myślą, opowiadam dowcipy, nie przejmując się za bardzo tym, co inni będą potem mówić na ich temat. Ubieram się jak dziewczyna, nakładam makijaż będąc w telewizji i nie przejmuję się innymi, dobrze się bawię. Jest jeden minus, kiedy nie martwimy się w swoim życiu. A minusem jest to, że jeśli nie przejmuję się za bardzo, przybieram na wadze. Ludzie mi mówią: "Ajahn Brahm, jeśli się martwisz, stajesz się szczuplejszy." Więc staram się jak mogę, żeby martwić się nieco więcej, żeby spalić zbędne kilogramy. Nawet nie jem tak dużo, ale mam bardzo wolny metabolizm i dlatego jako mnich przybieram na wadze. Dlatego też wszyscy najlepsi mnisi i mniszki są grubi. Bo na pewno się nie martwią. Jeśli znajdziecie mnicha, który jest naprawdę chudy, to będzie oznaczało, że jest z pewnością zmartwiony, że ma stany lękowe, zupełnie tak jak wszyscy inni, że powinien poświęcić się razem z nimi medytacji. Nawet, kiedy pojechałem do Korei byli mną bardzo zachwyceni, grubym mnichem, mówiąc mi „jesteś bodhisattą”. Ci, którzy wiedzą coś na temat buddyzmu – w odłamie buddyzmu Mahayana mają bardzo grubego Buddhę. I tam w Korei powiedzieli: "Ach, to Ty, nie wiedzieliśmy, że mają grubego Buddhę w Australii". Wiecie co robią, kiedy idziesz zagrać na loterii, musisz pogłaskać grubego Buddhę. Stałem kiedyś przy takim stoisku, kiedy podeszła do mnie jedna chińska dziewczynka i pogłaskała mnie po brzuszku. Nie miałem nic przeciwko, to bardzo dobre. Właściwie będę chciał znaleźć fundusze dla klasztoru, powinienem stanąć w takim miejscu z jakimś kubeczkiem i pozwalać się głaskać za dolara. Myślę, że w taki sposób można by zarobić sporo pieniędzy.

Więc, jak wcześniej wspominałem, jest wiele sposobów radzenia sobie z niepokojem i zmartwieniami w życiu. Choć powinienem jeszcze powiedzieć o jednym. Od wielu, wielu lat, miałem bardzo dużo publicznych wystąpień i ludzie przychodzili do mnie, mówiąc, że najbardziej przerażającą rzeczą, jaką możesz robić w życiu, jest dawanie właśnie publicznych przemówień. Właściwie można powiedzieć, że jestem dosyć odprężony, kiedy daję publiczne wykłady, wiele lat temu nie byłem aż tak zrelaksowany.

Pamiętam, że przyszedłem tutaj i musiałem dać wykład i nagle przyszła mi do głowy myśl, że wszyscy ci ludzie przychodzą w dzisiejszy piątkowy wieczór, żeby go posłuchać. Co jeśli się zatnę albo mój wykład będzie naprawdę zły. Prawdopodobnie zawiodę tylu ludzi, a co gorsza, nie przyjdą tu nigdy więcej. Wystarczy jeden zły wykład, jeden kiepski żart i koniec. Wiele razy byłem naprawdę bliski. Przypomniało mi się to, ponieważ będziemy mieli teraz sporo pracy w klasztorze, mamy most ponad strumieniem. I ja między innymi robiłem ten most. Wszystko było zaprojektowane, trzeba było się upewnić, że jest wystarczająco mocny, żeby unieść ciężarówki z betonem. W tamtym czasie zastanawialiśmy się po jednej stronie mostu będzie strona dla mnichów, a po drugiej dla mniszek. Więc napisałem żart, że teraz most jest na tyle silny, żeby unieść dwie grube mniszki, idące nim w tym samym czasie. Dostałem potem naprawdę kiepskie listy, po tym wydarzeniu. "Co Ty wygadujesz?" Dwie grube mniszki, to seksistowskie. Po tym żarcie kilka osób chciało zrezygnować z Towarzystwa Buddyjskiego itd. Więc czasami naprawdę opowiadam kiepskie kawały. I to był właśnie jeden z nich. Nie mam problemu z przyznawaniem się do błędów przed ludźmi.

Więc czasami popełniasz błędy. Później można się z tego śmiać, bo przecież wszyscy popełniamy błędy. Więc trzeba dać innym spokój, dać spokój sobie. Bo kiedy mówię ludziom o swoich błędach, mogą mieć oni wówczas nieco mniej problemów ze swoimi pomyłkami, nie muszę być perfekcyjnym. Jaka to ulga, wiedzieć, że człowiek nie musi być perfekcyjnym. Nie muszę się martwić tym, że moje wykłady zawsze będą perfekcyjne. Nie muszę ciągle się przejmować, żeby ludzie śmiali się z moich dowcipów. Nie muszę się martwić w ogóle. Dlaczego? Bo to w porządku być niedoskonałym. Próbujecie być zawsze tak cholernie perfekcyjnymi? Dlatego się martwicie. Kiedy rzeczy dzieją się nie po naszej myśli, jest dosyć dobry przełom w życiu, bo to wtedy właśnie się uczymy, wzrastamy w siłę i zyskujesz nowe wyzwania. Kiedy na przykład ucieka ci samolot, ilu wtedy interesujących ludzi poznajemy, zaprzyjaźniamy się z ludźmi, którzy również czekają, bo, nie wiem, lot został odwołany. To nadzwyczajne, kiedy coś w życiu idzie nie tak, jak wielu ludzi spotykasz, kiedy jesteś w szpitalu, bo np. masz raka. Czasami to dobrze, kiedy rzeczy idą nie tak jak trzeba.

Wspominam tylu ludzi, którzy poznali swoich partnerów życiowych. Myślę tu o kilku znajomych z Anglii. Znajomy miał wypadek samochodowy. Trafił do szpitala z pokiereszowanym ciałem a potem poślubił swoją pielęgniarkę i od tamtej pory żyją długo i szczęśliwie. Tak więc ten wypadek był piękną rzeczą, która mu się przytrafiła, gdyż znalazł miłość swojego życia. To dzieje się tak często w życiu. Więc nie bój się popełniać pomyłek, ponieważ błędy są doskonałe. Ty też jesteś idealny. Kiedy nie masz w ogóle żadnych zmartwień, rzeczy nie dzieją się źle.

Nie sądzę, żeby w ogóle istniało takie słowo jak "źle". Wszystko, co spotyka nas w życiu jest w porządku. Kiedy twój partner cię rzuci, świetnie. Kiedy umrzesz młodo, idziesz do nieba wcześniej od innych. Wspaniale. Jeśli stracisz wszystkie swoje pieniądze, to cudownie, możesz żyć jak Ajahn Brahm. To prawda, że brak pieniędzy to brak zmartwień. Jak zapłacić rachunki? Przecież to problem banku, a nie twój. Jeśli nie masz dokąd pójść, możesz zostać siostrą zakonną lub mnichem, oni cię przygarną. Czym tu się przejmować? Zupełnie niczym. A to dlatego, że masz prawo popełniać błędy. Ponieważ jesteś idealny, kiedy je popełniasz. Powiem wam teraz pewną starą historię. Kiedy pójdziesz do lasu, oczywiście w mieście nie ma za bardzo lasów, ale idziemy do lasu przy klasztorze. Chodzisz i próbujesz znaleźć w nim idealne drzewo. Takie, które jest naprawdę proste, z gałęziami, które są w równej odległości od siebie, z liśćmi, które są tak perfekcyjne, jakbyś się tego spodziewał. Nie ma tak naprawdę idealnie prostego drzewa, z idealnie rozłożonymi gałęziami. Każde drzewo jest nieco pochylone, złamane, z kilkoma brakującymi gałęziami, z brązowymi liśćmi. Gdyby wszystkie drzewa w lesie były rozmieszczone w prostych rzędach, nazwalibyśmy to plantacją rządową. A to nie las. A w lesie jest wszystko porozrzucane. Patrząc na was w tym miejscu, stwierdzam, że wszyscy jesteście podłamani, zgarbieni, starzy, z odpadającymi rzeczami… A to czyni was ludźmi, pięknymi, perfekcyjnymi.

Kiedy zdacie sobie sprawę z tego, czym jest perfekcja, wtedy nie będziecie się zamartwiać pomyłkami. A to z kolei prowadzi do tego, że będziecie żyć w spokoju z samym sobą. A wtedy nie będzie więcej zmartwień. Wszystkie zmartwienia to niezrozumienie perfekcyjności życia, niezrozumienie, że błędy są nieuniknioną częścią życia. Trzeba je przyjmować jako część życia. Cokolwiek się wydarzy w twojej przyszłości, jest tym co musisz przyjąć i z czego wyciągnąć lekcję, a także zdać sobie sprawę, że jedyną rzeczą jaką możesz zrobić jest zrobić coś dobrego z czegokolwiek, co daje ci życie. Tak jak można stworzyć piękną orkiestrę ze zwykłych śmieci. Ważne jest zauważenie tego, co możesz zrobić ze swojego życia, nawet jeśli czasami w swoim życiu zostałeś wyrzucony na śmietnik. To niesamowite, ile możesz zrobić. Więc czym tu się przejmować? Nawet jeśli jesteś śmieciem, możesz stworzyć piękną wiolonczelę. Dlatego też, nie ma się zupełnie czym martwić. Jeśli podążysz za tą radą, będziesz równie… gruby jak Ajahn Brahm. To by było na tyle jeśli chodzi o dzisiejszy wykład o niemartwieniu się.

Sadhu! Sadhu! Sadhu!

Mamy teraz kilka pytań z zagranicy. No to jedziemy.

Nawiasem, to niesamowite, że te pytania napływają z całego świata. Dzisiaj będziemy mieć pytania z Sydney, Holandii i Niemiec.

1.) Ajahn Brahm, w jaki sposób zbalansować współczucie i mądrość. Czy współczucie wymaga żeby poświęcić czyjeś szczęście, spokój i radość?

Nie, to nie jest współczucie. Współczucie i mądrość oznaczają, że nie ma czegoś takiego jak Ja, czy Ty. Jesteśmy My. Podobnie, jak ktoś powiedział mi wcześniej, jaka jest różnica pomiędzy chorobą a wyzdrowieniem. Cóż… Choroba zaczyna się od C(iebie) a wyzdrowienie od W(as). To mądre, czyż nie? Jest to prawda. Jeśli zwracasz uwagę na C(iebie), wtedy jest to choroba, jeśli W(as) to wyzdrowienie. Nie chodzi tu o Ja, nie chodzi o Ciebie, wszystko opiera się na My, na Was. Dlatego też mądrość i współczucie to nigdy nie jest poświęcanie samego siebie. Nie chodzi o bycie samolubnym. Zawsze trzeba pamiętać, że chodzi o NAS. W życiu zawsze chodzi o więcej niż tylko siebie. Problemy nigdy nie są tylko twoje, czy moje, zawsze są nasze. Jeśli jesteś w związku, nigdy nie obwiniaj dziewczyny, czy chłopaka. Nigdy nie obwiniaj siebie. Jeżeli macie trudny dzień, ten problem jest Wasz. Wspólnie macie problem. Możecie go wtedy wspólnie naprawić. Więc czyj to jest problem. Czy to problem Tony'ego Abbott'a czy Julii Gillard? Nie, to ICH problem. A mogli naprawić to razem. Ale by było, gdyby zdali sobie z tego sprawę wcześniej. To zmieniłoby całą scenę polityczną. Wracając do tematu, tym właśnie jest szczęście, współczucie i radość.

2.) Z Holandii: Drogi Ajahn Brahm, w filmie "Sekret" uczą, że możesz przyciągać dobre rzeczy w życiu poprzez wizualizację i wypełnienie rzeczy, które już mamy.

O mój bożyczku, to spora głupota. Rzeczy nie działają w taki sposób. Nie jest to tak proste. To nie żaden sekret tylko szachrajstwo. Sekretem jest to, że możesz zrobić w balona tylu ludzi i zbić na tym fortunę. W końcu jest tylu łatwowiernych ludzi. Jeśli chcesz przyciągać w życiu dobre rzeczy, trzeba być nastawionym pozytywnie. Bądź uprzejmy, spokojny bądź hojny i bądź po prostu dobrą osobą. Wtedy przyciągniesz do siebie dobrych ludzi, z którymi będziesz miło spędzać czas. To jest prawdziwy sekret i powtarzam to co tydzień.

3.) Pytanie trzecie z Niemiec: Mój partner ciągle się o mnie martwi, kiedy nie ma mnie w domu. To na mnie wpływa i przez to zarówno on, jak i ja nie czuję spokoju. Co powinnam zrobić?

Czemu właściwie twój partner się martwi, że znajdziesz sobie innego faceta? I że uciekniesz z nim, czy z nią? Bo ta osoba nie zdradziła, czy ten ktoś miałby być mężczyzną, czy kobietą. Jeżeli naprawdę kochasz swojego partnera.. Bo właściwie co tak naprawdę znaczy kochać. Prawdziwa miłość, to po prostu chcieć, żeby twój partner był szczęśliwy. Szczęście i radość waszych partnerów jest dla was najważniejsza. To prawdziwa miłość. Więc, wyobraź sobie, że twój partner odchodzi, ale kocha cię tak bardzo, że możesz odejść. Twoje szczęście jest dla niego najważniejsze. Więc, jeśli znajdziesz sobie innego faceta, który jest nawet lepszy w łóżku od obecnego, czy nie będzie to wspaniałe? "Och, spędzasz z nim czas o wiele lepiej niż ze mną, a twoje szczęście jest dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie. Jesteś z nim szczęśliwsza, och, jaka radość”. Więc czym się martwisz? Myślę, że odpowiednie tu będzie to, co powiedział Dalajlama. Krótkie, piękne powiedzenie: Jeśli jest coś co możesz zrobić, zmienić na lepsze, wtedy możesz się o to martwić. Ale jeśli nie pozostało już nic do zrobienia i nie masz nad tym kontroli, po co się martwić? Jeśli twój parter odchodzi, no cóż, nic z tym nie można zrobić. Więc, dlaczego masz się tym zamartwiać. Można martwić się tylko tym, na co mamy jakikolwiek wpływ. W innym wypadku jest to tylko strata czasu i energii, wpływ negatywnych emocji. Więc proszę, nie martwcie się rzeczami, z którymi nic nie można zrobić.

Po drugie, jeśli możesz coś zrobić, nie ma sensu się martwić. Na rany koguta, po prostu to zrób. Kiedy martwisz się za bardzo tym, co masz zrobić, wtedy kończysz działania w danym momencie. Jeśli martwi się za bardzo, kiedy cię nie ma w domu, możesz założyć sobie jedną z tych bransoletek GPS, żeby twój partner zawsze wiedział gdzie jesteś, a ty będziesz czuła się szczęśliwa. To okropne, kiedy żyjesz w ten sposób. Więc nie ma co się martwić. Wiem, że niektórzy mnisi martwią się, kiedy mnie nie ma. Pamiętacie, kiedy było tsunami, takie naprawdę duże, kiedy to było? 2004 czy 2005. Właściwie byłem wtedy w Pjongjang, kiedy uderzyło tam tsunami. Kilka osób wtedy zginęło, a ja wtedy byłem w Pjongjang. Drugi mnich tak bardzo się o mnie martwił, był tak przejęty, że dzwonił do ogromnej ilości ludzi, żeby upewnić się, że byłem bezpieczny. Kiedy go o to zapytałem, powiedział mi, że wcale nie był zaniepokojony o mnie, tylko siebie. Powiedział, że gdybym umarł, on musiałby zostać opatem, a tego nie chciał. Więc martwił się tylko dlatego, żebym przyjechał cały i zdrowy, żeby on nie musiał ciężko pracować, pełniąc tę funkcję.

Martwienie się, jaki jest tego sens. Przede wszystkim nie pozwalaj, żeby jego zmartwienia odbijały się na tobie. To wszystko co możesz zrobić i czego możesz nauczyć swojego partnera. Jeśli się nie boisz i nie martwisz, ten brak zmartwień udzieli się również twojemu partnerowi i to ukoi jego własne. Będzie to w pewnym sensie zaraźliwie. Podobnie jak martwienie się jest zaraźliwe. Kiedy jedna osoba zaczyna się przejmować i bać, wiecie, to wpływa na innych. Ty zaczynasz się martwić również.

Pamiętam taką historię. Ach, byłem wtedy w Tajlandii jako młody mnich. Podróżowałem po mieście starodawnymi autobusami, a Tajlandia to dosyć biedny kraj, starając sobie jakoś radzić ekonomicznie. Ponieważ w tych autobusach ludzie palili papierosy, więc co chwilę stawały w płomieniach. Ludzie byli tam uwięzieni i ginęli. Było to potem puszczane w wiadomościach. Jeden z moich przyjaciół, mnich, był uwięziony w jednym z takich autobusów. Udało mu się uciec, ale jego miska i zapasowe szaty spaliły się. Również byłem w jednym z nich, ale wiecie, zawsze wypychają mnicha na początek autobusu… Opowiadałem wam tę historię wcześniej. Wypychają mnicha na początek autobusu ponieważ dobra kamma mnicha gwarantuje, że autobus nie będzie miał wypadku. Naprawdę tak robią. Pamiętam, że jechałem takim autobusem, jechałem wtedy do Bangkoku. Jak tylko wsiadłem kazano mi iść na sam przód autobusu, kierowca ciągle się uśmiechał i powiedział, że nie muszę płacić za bilet. Na przedzie autobusu był telewizor i kierowca cieszył się, że mnich jest z przodu, bo od teraz nie musiał patrzeć na drogę, mógł oglądać film. A moim zadaniem było pilnować, żeby autobus nie miał wypadku. To było przerażające. Próbowałem kiedyś tego samego w tajskich liniach lotniczych. "To jest to co robię w autobusach, mogę zapobiec przed wypadkiem tego samolotu, jeśli usiądę na początku samolotu. Czy mogę dostać pierwszą klasę?" Niestety się nie udało.

Wracając do tematu, zaraz, na czym to ja skończyłem? Aha, na autobusie. No więc, nagle ktoś krzyknął: "Pożar! Pożar!" Kierowca w tym momencie bardzo szybko nacisnął na hamulec, wszyscy wtedy rzucili się do wyjścia. Ja nie wiedziałem do końca co się dzieje, nie widziałem wcześniej wiadomości, więc po po prostu sobie spokojnie siedziałem dalej. Nawet mężczyzna obok uciekł. A ja sobie dalej siedziałem w spokoju. Nagle okazało się, że zostałem w autobusie prawie sam z ludźmi, którzy jeszcze nie zdążyli uciec z autobusu. Wtedy jeden mężczyzna, który również został w środku powiedział, że to nie był prawdziwy pożar, tylko papieros. To była jedna z tych chwil, z których jestem dumny w moim życiu. Nie było żadnego pożaru i wszyscy wrócili do autobusu z powrotem. "Och, oświecony mnich." "Nie ma w tobie lęku". "Och, jesteś tak wspaniały." To nie tak, że w ogóle się nie przejąłem, tylko po prostu nie wiedziałem, co się dzieje. To kolejny sposób, żeby pokonać zmartwienie – bądź głupi. Nie wiesz co się dzieje, więc nie musisz się o to martwić. Pamiętam, to było wspaniałe doświadczenie. Ludzie myśleli, że jestem oświecony, a po prostu nie wiedziałem co się dzieje, to wszystko. Więc jeśli nie masz żadnych zmartwień, możesz pozwolić swojemu partnerowi odejść. I tak wróci. Tak więc możesz być szczęśliwa i czuć się dobrze.

Jakieś pytania z widowni z Perth? Może jedno, dwa pytania. Próba mikrofonu, raz, dwa. O to był niesamowity taniec, dzięki za dobry balet. Proszę.

4.) Interesuje mnie technika medytacji, o której mówiłeś przy okazji chronicznych stanów lękowych. Jak różni się ta technika od medytacji, którą wykonujemy tutaj i jaką medytację poleciłbyś komuś z chronicznymi stanami lękowymi?

To, co robimy tutaj, jest wprowadzeniem do rozwoju uważności, poprzez odprężenie i bezruch ponieważ umysł jest skupiony na czasie obecnym. Musisz być tu i teraz, wraz ze swoim uczuciem, które czasami jest całkiem nieprzyjemne. Jeżeli czuje się niepokój jako drobne uczucie jest to czasami dość przerażające. To czego uczymy się w tym miejscu, to uważność i akceptacja tego, czego akurat doświadczamy. To z kolei sprawia, że jesteśmy bardziej świadomi swojego ciała i uczuć. To niesamowite ilu ludzi nie ma kontaktu ze swoim ciałem. Nawet go nie czują, nie znają go. Szczególnie jeśli chodzi o bolesne uczucia. Często nie można się z nim uporać, pozbyć się go. Kiedy już poznamy te uczucia, wtedy, o czym wspominałem w wykładzie, mamy nad nim władzę. Bo możemy to poczuć. Wiemy kiedy jest lepsze, czy gorsze, zauważamy, co sprawia, że się poprawia. Co sprawia, że odpuszcza i uczucie staje się łatwiejsze do zniesienia. To jest współczucie. Miłująca dobroć, zyskiwanie spokoju, przyjmowanie a nie zwalczanie. Zauważamy, że na początku ból staje się tylko odrobinę mniejszy, potem jeszcze bardziej i bardziej. Taki przykład, którym można się posługiwać w wielu kwestiach, więc uwielbiam tę historię opowiadać. Kilka lat temu, miałem zatrucie pokarmowe. Wszyscy w klasztorze to mieli, takie ryzyko zawodowe. Bo wiecie, dają nam różne jedzenie, nie wiemy co wkładamy do ust. Więc, czułem się naprawdę źle. Zamiast wezwać doktora, co zdecydowanie powinienem był zrobić, po prostu się rozluźniłem, byłem świadomy, zamiast to zwalczać, przyjąłem to na siebie, byłem życzliwy. To prawda, dwadzieścia minut uważności i miłującej dobroci i wszystko zniknęło. Nie miałem już później żadnych symptomów zatrucia pokarmowego. Po prostu wstałem i znowu było normalnie. Dwadzieścia minut, żeby pozbyć się dokuczliwego zatrucia pokarmowego. To jest to, co możesz zrobić. Możesz nauczyć się odprężać swoje ciało, otworzyć je, a to sprawia, że tak szybko zdrowieje. Medytuję już od wielu lat i jest to moja siła, żeby w ten sposób właśnie medytować. Stany lękowe wymagają nieco więcej czasu, są bardziej problematyczne, ale wkrótce nauczysz się to uczucie odprężać, traktować je z życzliwością, bo to właśnie powinniśmy zrobić. Niesłychaną rzeczą jest to, że jeśli zniknie fizyczne uczucie, podobnie stanie się z problemem emocjonalnym. Jest to genialna metoda na kontrolowanie swoich emocji.

Uważność, ale także współodczuwanie. Więc tak, można się tego nauczyć, można tez tego nauczać. Wielu psychologów stosuje tę metodę, bo powiedziałem im, jak to robić i mogą w ten sposób leczyć swoich pacjentów i to nie tylko z problemem stanów lękowych. Można tak leczyć nawet złość. Kiedy jesteście źli, możecie to tak dobrze poczuć w swoim ciele. Poznajcie to uczucie, które towarzyszy wam, kiedy jesteście naprawdę rozgniewani. Poznajcie je, a wtedy nauczycie się, jak je osłabić. Kiedy wam się to uda, złość również mija. Są bowiem połączone. Jedno odejdzie, drugie również. To dobra metoda, żeby radzić sobie z lękiem i z każdą inną emocją, którą odczuwamy. Nawet żal. Kiedy go czujecie, ponieważ ktoś wam bliski odszedł z tego świata, ktoś kogo bardzo kochaliście. Gdzie to uczucie jest umiejscowione w ciele, czym ono jest? Opiszcie je sobie samym, albo komuś innemu – to nawet lepsze. To pozwala na lepsze zrozumienie żalu. Potem naucz się, jak to uczucie odprężyć. Z życzliwością, masażem, czy czymkolwiek innym. Wtedy okaże się, że żal również ustępuje. W taki sposób to działa. Medytacja tutaj, uczy was, jak być bardziej świadomym swojego ciała. Czy odpowiedziałem na pytanie? Bardzo dobrze. Następne pytanie.

5.) Nie jest to bardzo poważne pytanie. Czy kiedykolwiek podziękowałeś swojej byłej dziewczynie za to, że zostałeś mnichem?

Nie. Byłbym wdzięczny, gdybym mógł ją gdzieś znaleźć. Powiedziałbym trzykrotnie dziękuję. "Gdybyś nie rzuciła mnie dla kogoś innego, byłbym żonaty…prawdopodobnie z tobą." Wszystkie te dzieci, kredyty hipoteczne.

Czy nie byłoby wspaniale, gdyby cię teraz oglądała?

O tak, zdecydowanie. Jeśli mnie pamiętasz – Dziękuję bardzo! Pamiętacie ten stary żart. O nie, zaczyna się, kiedy zacznę, nie mogę tak po prostu się powstrzymać, nawet jeśli opowiadałem go tydzień temu.

Znacie najkrótszą bajkę? Więc, bajka zawsze musi się zacząć od słów "dawno, dawno temu" a kończyć "i żyli długo i szczęśliwie". Więc, najkrótsza bajka świata brzmi: Dawno dawno temu, chłopak oświadczył się swojej dziewczynie. Powiedziała "nie". I oboje żyli długo i szczęśliwie. Mnisi żart. Opowiadałem ten kawał naszemu bibliotekarzowi jakiś czas temu. A on odpowiedział, z poważną miną, że niebawem się żeni. Pomyślałem, o boże, po co to mówiłem. To jest jeden z tych momentów, kiedy człowiek popełnia głupie błędy. W ogóle nie uznał tego za śmieszne

Dziękuję wszystkim za uwagę, dziękuję za pytania. Możemy teraz złożyć szacunek Buddzie, Dhammie i Sandze, bo jest już i tak po czasie.


Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: BlinkListblogmarksdel.icio.usdiggFarkfeedmelinksFurlLinkaGoGoNewsVineNetvouzRedditYahooMyWebFacebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Oryginał można znaleźć na tej stronie: https://www.youtube.com/watch?v=I1kRCVjF94A&index=57&list=UU6M_EhnSSdTG_SXUp6IAWmQ

Źródło: bswa.org

Tłumaczenie: KuHarmonii