Wersja z lektorem:

Wersja z napisami:

Dawniej ludzie myśleli, że buddyzm jest bardzo pesymistyczny, że uczy tylko o cierpieniu, cierpieniu i cierpieniu. Ale obecnie ludzie zaczynają sobie uświadamiać, że nie, że Buddha tak naprawdę mówił o szczęściu. Mówił o cierpieniu, bo chciał, żebyśmy zrozumieli, że jest ono częścią życia, ale mówił też, że odnalezienie szczęścia jest możliwe. Tak naprawdę celem wszystkich jego nauk jest doprowadzenie nas do szczęścia.

Jednak zdarza się, że interpretacja tych nauk jest dość pesymistyczna – jako nauczania o tym, że wszystko się zmienia i że musisz to po prostu zaakceptować. Że wszystko będzie się stale zmieniać. Więc uczysz się, jak to akceptować i żyć z tym w zgodzie, żeby być szczęśliwym. To dosyć ponure. Sprawia wrażenie, jakbyśmy nic nie mogli zrobić i że nie ma w życiu długotrwałego spokoju ani szczęścia. Nie ma głębszego ani bardziej wyjątkowego szczęścia, a wszystko, co możemy zrobić, to być pasywni i zgadzać się na to, co przyniesie los. To jest bardzo pesymistyczne. Buddha tak naprawdę uczył czegoś bardziej wzniosłego i bardziej wartościowego – że istnieje szczęście, które możemy osiągnąć dzięki naszym działaniom. Uczył, że istnieje coś wyjątkowego, co nie podlega uwarunkowaniom. Coś, co istnieje ponad zwykłymi przyjemnościami, które przychodzą i odchodzą, coś, co leży głębiej w sercu.

Myślę, że to wyobrażenie – że po prostu musisz akceptować to, co się dzieje ¬– pochodzi stąd, że gdy bierzesz pod uwagę dwie ważne nauki buddyjskie: o trzech cechach istnienia oraz Cztery Szlachetne Prawdy, to uznajesz trzy cechy istnienia za ważniejsze. A Cztery Szlachetne Prawdy za mniej ważne. Buddha mówi, że rzeczywistość jest nietrwała, pełna cierpienia, i że nie istnieje trwałe „ja”. W zasadzie tak się czasem definiuje Właściwy Pogląd – po zaakceptowaniu tych faktów. I bazując na tym, ludzie wysnuwają pewne wnioski. Jeden z nich to interpretowanie nauki o braku istoty jako nauki o tym, że nie istnieje żadne „ja”, czyli że nie ma niczego, co dokonywałoby wyboru, nie mamy sprawczości, odbieramy tylko zewnętrzne bodźce zależnie od uwarunkowań, ale nie mamy żadnego wpływu na nasze życie. To pierwszy wniosek.

Drugi wniosek jest taki, że cierpienie pochodzi z nieakceptowania zmian: jeśli myślisz, że masz realny wpływ na swoje życie, będziesz cierpiał. Zmiana będzie obecna tak czy inaczej, trzeba się nauczyć, jak ją zaakceptować i wtedy będzie dobrze. Ludzie myślą, że tak należy robić, żeby nie cierpieć. Gdy na tym bazujesz, pojawia się kwestia przywiązania. Przywiązanie oznacza, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że wszystko jest nietrwałe, więc nie potrafisz odpuścić, bo masz nadzieję, że to, czego się trzymasz, nigdy nie przeminie. Jeśli natomiast akceptujesz to, że wszystko się zmienia, nie przywiązujesz się, tylko swobodnie coś przyjmujesz, by następnie móc to odpuścić. Ale gdy przyjrzysz się, w jaki sposób to działa, to okazuje się, że ludzie nie zawsze przywiązują się do czegoś z myślą, że to będzie trwałe.

Dwie najważniejsze rzeczy, do których przywiązujemy się w życiu, to jedzenie i seks. Czy ktoś myśli, że jedzenie jest trwałe? Nie. Czy ktoś myśli, że seks jest trwały? Nie. Wszyscy wiemy, że te rzeczy nie są trwałe, a mimo to przywiązujemy się do nich. A przyczyną tego przywiązania jest nie tyle nasze przekonanie, że dadzą nam one trwałe zaspokojenie, co przekonanie, że wysiłek włożony w ich zdobycie jest tego wart. Buddha mówi, że przywiązujemy się do różnych rzeczy dla przyjemności, jaką nam dadzą, a my myślimy, że przyjemność jakiej doświadczamy z trzymania się tych rzeczy jest warta wysiłku włożonego w przywiązanie.

Istoty ludzkie bardzo źle radzą sobie z ocenianiem tego, co jest warte wysiłku, a co nie. Mieszkam w Ameryce, i gdy chcę przejść się po lasach, muszę pojechać na północ w okolice Wielkiego Kanionu. Żeby tam dotrzeć, trzeba przejechać przez Las Vegas. Las Vegas to świetny przykład na to, że ludzie nie potrafią oceniać, co jest warte ich wysiłków. Tam są nawet takie znaki przy drogach – ktoś kiedyś powiedział, że jedną rzeczą, która jest fajna w Las Vegas jest to, że jest uczciwe – na tych znakach jest napisane: stopa zwrotu 93%. Czyli mówią ci wprost: dajesz dolara, a zwraca ci się 93 centy. A i tak w każdy piątkowy wieczór mnóstwo ludzi tam jedzie. W każdą niedzielę korki na wyjeździe z Las Vegas są niesamowite. Bardzo źle radzimy sobie z ocenianiem, co jest warte wysiłku w naszym życiu.

Kiedyś był taki lekarz specjalizujący się w psychologii pozytywnej. Ta gałąź psychologii zajmuje się badaniem, jak sprawić, żeby ludzie czuli się szczęśliwi, a także bada, co oni sami robią, żeby to szczęście osiągnąć. Zauważył ciekawą rzecz: ludzie zapytani o to, co czyni ich szczęśliwymi, wymieniają pewną ilość rzeczy. Ale później przeprowadzał z nimi rozmowę, gdy doświadczali tych rzeczy, i pytani o to, czy są szczęśliwi, mówili, że w sumie nie do końca. A mimo to ludzie wciąż twierdzą: „To czyni mnie szczęśliwym”. Możesz myśleć o posiłku, który zjesz dzisiaj po tej mowie. Singapur to prawdziwy raj, jeśli chodzi o jedzenie. Masz dania z całego świata. Więc możesz przez całą godzinę myśleć o pizzy albo jedzeniu z Syczuan, o jakimkolwiek. Możesz cieszyć się rozmyślaniem o tym przez całą godzinę i zupełnie przegapić mowę Dhammy. A potem, kiedy już jesz, to jest to dosyć szybkie – jesz, jesz, jesz, i zabierasz się do kolejnej rzeczy. Nie doświadczasz, aż tyle przyjemności.

Tak więc ten psycholog zadał sobie pytanie, dlaczego ludzie tak źle radzą sobie z ocenianiem tego, co naprawdę może dać im szczęście. Pomyślał wtedy o sobie samym – lubił chodzić po górach. Czy jest coś głupszego od wspinania się po górach? Wchodzisz na górę, a potem musisz zejść. Musisz włożyć mnóstwo wysiłku, żeby wejść, a potem, żeby zejść. Kiedy był w górach i zdał sobie z tego sprawę, pomyślał, że to jest dosyć smutne. Ale wrócił i nie mógł się doczekać ponownego wyjazdu w góry. Więc nasze przywiązanie zasadniczo pochodzi ze złej oceny sytuacji. Myślimy, że coś jest warte wysiłku, podczas gdy tak nie jest. Dlatego Buddha zachęca nas, żebyśmy zbadali, dlaczego przywiązujemy się do pewnych rzeczy. Jest tak nie z powodu naszego przekonania, że dadzą nam trwałe zaspokojenie, ale dlatego, że nasza ocena sytuacji podpowiada nam, że ta przyjemność jest tego (wysiłku) warta. Tak więc celem tych nauk nie jest sprawić, żebyśmy tępo akceptowali to, co nam przynosi życie, ale żeby nauczyć nas, jak lepiej oceniać, co jest warte naszych starań, a co nie.

Dlatego zamiast uznawać trzy cechy istnienia za ważniejsze, uznajemy, że ważniejsze są Cztery Szlachetne Prawdy. Bazują one na tym, że nasze podejście do życia cechuje się aktywnością. Nie siedzimy tylko, odbierając bodźce z otoczenia, jesteśmy bardziej aktywni, i tak jak powiedział Buddha: wszystkie dhammy bazują na pragnieniu. Wszystko, czego doświadczamy w życiu, bazuje na pragnieniu tego czy tamtego. Nasze poczucie tego, kim jesteśmy, nasze wyobrażenie o świecie, wszystko to bazuje na pragnieniach, na tym, czego chcemy.

Dam wam przykład. Mój starszy brat jest alkoholikiem. Kiedyś przyjechał odwiedzić mnie w klasztorze. Kiedy jechaliśmy autem z lotniska, minęliśmy sklep z alkoholem. Ja nigdy nie zauważyłem tego miejsca, bo nie byłem tym zainteresowany. Gdy tylko minęliśmy ten sklep, zapytał: „Jeff, mogę jutro pożyczyć auto?”. Odpowiedziałem: „Nie”. Jestem jego bratem wystarczająco długo, wiem o czym myśli. Ale jego świat jest inny od mojego. Mówią, że gdy alkoholik wchodzi do domu, szybko się orientuje, gdzie trzymany jest alkohol. Gdy do domu wchodzi mnich, szybko się orientuje, gdzie trzymana jest gorzka czekolada. Nasze wyobrażenie o świecie ściśle zależy od naszych pragnień. Poczucie tego, kim jesteśmy też zależy od naszych pragnień. Poprzez Cztery Szlachetne Prawdy Buddha mówi nam, że musimy spojrzeć na to, czego chcemy, na nasze pragnienia – czy prowadzą do szczęścia, czy do cierpienia? Wszyscy wiemy, co mówił Buddha: że cierpienie bierze się z naszych łaknień [taṇhā].

Istnieje pragnienie przyjemności zmysłowych, pragnienie stawania się i pragnienie niebytu. Pragnienie przyjemności zmysłowej to to, o czym teraz mówiliśmy – to myślenie o przyjemnościach zmysłowych. To nasza fascynacja planowaniem: nasz następny posiłek, nasza następna podróż, jakakolwiek następna przyjemność zmysłowa. Problem nie leży w samej przyjemności, ale w naszej fascynacji myśleniem o niej. Kontynuując przykład z obiadem, możesz całą godzinę o nim myśleć, robić drobne zmiany w planach, co zjesz i gdzie zjesz. Sam posiłek nie jest problemem, tylko ilość czasu, jaki spędzasz na myśleniu o nim.

Jeśli chodzi o łaknienie stawania się – to po prostu twoje poczucie tego, kim jesteś w określonym świecie doświadczenia. To opiera się na pragnieniu. Znowu, jeśli jest w tobie pragnienie związane z tym, żeby zjeść pizzę, to jesteś osobą, która będzie cieszyć się pizzą oraz osobą, która może dostarczyć ci tę pizzę. Innymi słowy, ty jako konsument i ty jako dostawca. To jest twoje poczucie tego, kim jesteś. A wtedy świat wokół ciebie składa się z tego, co pomoże ci kupić pizzę oraz z tego, co może ci w tym przeszkodzić. A wszystko, co niezwiązane z pizzą jest zupełnie nieistotne w tym świecie.

Kiedy już zjesz pizzę, jakie jest kolejne pożądanie? Pojawią się kolejne pragnienia, kolejne poczucia tego, kim jesteś i kolejne światy. Czasem odczuwamy sprzeczne pragnienia i przez to myślimy, że wewnątrz nas trwa konflikt. Wchodzimy też w konflikty w świecie na zewnątrz. Tak więc właśnie to Buddha miał na myśli, mówiąc o stawaniu się. To jest twoje poczucie tego, kim chcesz być i to świat, w którym chcesz zaistnieć. To jest rodzaj pożądania, które doprowadzi do cierpienia.

Jest też pragnienie niebytu. To wtedy, gdy nie podoba ci się poczucie tego, kim jesteś. Chcesz się tego pozbyć. To jest łaknienie niebytu.

Buddha mówi, że cierpimy przez te różne pragnienia. Ale nie każde pragnienie jest złe. Pragnienie Przebudzenia jest częścią Ścieżki. Pragnienie pozbycia się nieumiejętnych myśli, pożądanie rozwinięcia umiejętnych myśli w swoim umyśle – to wszystko część Właściwego Wysiłku, będącego częścią Ścieżki. Tak więc przy pomocy Czterech Szlachetnych Prawd Buddha uczy nas przyglądania się swoim pożądaniom i uświadamia nam, że pragnienia kształtują nasze poczucie tego, kim jesteśmy. Kształtują świat, w którym żyjemy i że mogą iść w dwóch zupełnie różnych kierunkach: prowadzić do szczęścia albo do cierpienia.

Kiedy Buddha wyjaśnia tę część Czterech Szlachetnych Prawd, tłumaczy, że trzy rodzaje łaknienia są przyczyną, a cierpienie jest rezultatem. Z drugiej strony pragnienie, które jest częścią Właściwego Wysiłku, jest przyczyną, która prowadzi do zakończenia cierpienia – zakończenie cierpienia jest rezultatem. Tak więc mamy Cztery Szlachetne Prawdy.

Z każdą z tych Czterech Szlachetnych Prawd wiąże się pewien obowiązek. Obowiązek związany z cierpieniem polega na jego zrozumieniu. Na zrozumieniu go na tyle dogłębnie, żeby przestać odczuwać wobec niego jakiekolwiek pożądanie. Wydaje nam się, że nie pożądamy cierpienia, ale gdy przyjrzysz się temu, jak ludzie cierpią, znowu i znowu, i znowu, jak wracają do tych samych rzeczy, przez które cierpieli, to dostrzeżesz, że jest tam pożądanie. Gdy Buddha mówi o łaknieniu albo o przywiązaniu, ma na myśli nałogowe działania, przez które cierpieliśmy w przeszłości, ale które wciąż powtarzamy. Tak więc naszym obowiązkiem jest zrozumieć to, że w naszym przywiązaniu naprawdę jest cierpienie.

Obowiązek związany z przyczyną cierpienia polega na porzuceniu jej. Widzimy, jak pojawia się łaknienie, to jest coś, czego powinniśmy się pozbyć. To są konkretne działania, które musimy podjąć. Problem z tymi dwiema Szlachetnymi Prawdami polega na tym, że zwykle rozumiemy je odwrotnie. Myślimy, że cierpienie jest naszym wrogiem, a łaknienie przyjacielem. A właśnie, że nie: musisz postrzegać łaknienie jako wroga, a cierpienie jako przyjaciela. Przyjaciela w tym rozumieniu, że chcesz go dobrze poznać, zrozumieć. A kiedy go zrozumiesz, możesz wznieść się ponad to cierpienie. Ale dla większości z nas cierpienie jest tym, czego chcemy się od razu pozbyć, i to jest niewłaściwe. To tak, jakbyś wrócił do domu, zobaczył, że jest pełen dymu i chciał pozbyć się samego dymu. Zamiast tego powinieneś sprawdzić, gdzie się pali i zgasić ogień, bo inaczej będzie się pojawiało coraz więcej dymu. Podobnie musisz odpuścić łaknienie.

Mamy też koniec cierpienia i obowiązkiem w tym przypadku jest to urzeczywistnić. A realizujemy to dzięki postępom na Ścieżce. To jest coś, co musisz powołać do istnienia. Tak więc są to cztery obowiązki związane z Czterema Szlachetnymi Prawdami.

Kiedy Buddha nauczał o trzech cechach istnienia, to po pierwsze nie nazywał ich trzema cechami istnienia, tylko trzema percepcjami, sposobami postrzegania. A celem tych sposobów postrzegania jest pomoc w wykonywaniu obowiązków związanych z Czterema Szlachetnymi Prawdami. Innymi słowy, jest cierpienie i chcesz widzieć w nim nietrwałość. Widząc to, dostrzegasz cierpienie, a kiedy widzisz, że nietrwałość powoduje cierpienie, zdajesz sobie sprawę, że nie warto uznawać je za własne „ja”. To ocena – nie warto się tego trzymać, powinienem to zostawić.

Podobnie jest z przyczynami cierpienia. Widzisz, że prowadzą one do czegoś złego, więc musisz postrzegać je jako niestałe, nie można na nich polegać. Prowadzą do cierpienia, nie powinieneś się z nimi identyfikować. Możesz myśleć o swoim umyśle jak o komitecie. Z częścią członków tego komitetu nie chcesz się identyfikować. Jeśli chodzi o Ścieżkę, nie stosujesz jeszcze trzech cech istnienia, czy raczej trzech percepcji – starasz się rozwinąć Ścieżkę, a trzy percepcje stosujesz do tego, co odciąga cię od Ścieżki. Na przykład częścią Ścieżki jest moralność. Buddha mówił, że czasem boimy się przestrzegać wskazań, bo czujemy, że albo nasze zdrowie będzie zagrożone, albo majątek, albo bliscy. Buddha mówi, że musisz sobie uświadomić, że to wszystko jest nietrwałe.

Jeśli złamiesz wskazania, pójdziesz do piekła i będziesz się tłumaczył: „Złamałem to wskazanie przez matkę, złamałem je, żeby zarobić więcej pieniędzy i móc dać matce”. Jak myślisz, co powie strażnik piekła? „To sprawa twojej matki, do piekła idziesz ty. Nie obchodzi nas, jak szlachetne były twoje intencje, złamałeś wskazania”. Więc nawet w takich przypadkach musisz powiedzieć: „Nie mogę kłamać, żeby zapewnić sobie zdrowie, majątek, a nawet dla dobra swoich bliskich”. Musisz widzieć te rzeczy jako nietrwałe, powodujące cierpienie, nienależące do ciebie. Podobnie, kiedy praktykujesz skupienie, to stosujesz trzy percepcje w stosunku do tego, co może cię odciągnąć od praktyki i do tego, co może stanąć na drodze wnikliwości. Tak więc musisz umiejętnie stosować te percepcje.

To istotne, żeby rozumieć, że Cztery Szlachetne Prawdy są ważniejsze, a trzy percepcje należy rozumieć w kontekście Czterech Szlachetnych Prawd. Nie akceptuj po prostu, że rzeczy przychodzą i odchodzą, ponieważ Buddha mówi: „Przyjrzyj się swoim pragnieniom. Są takie pragnienia, które doprowadzą do zakończenia cierpienia”. A pragnienie Przebudzenia jest dobre. Wiara w to, że możesz to osiągnąć, chociaż nazywana przez Buddhę zuchwalstwem, jest umiejętnym zuchwalstwem, czymś, co powinieneś wspierać. Każdy może to zrobić. Więc to, co robimy, to nie tylko: „OK, przychodzą dobre fale, złe fale, będę tylko siedział nad brzegiem i akceptował to”. Wkrótce jakaś fala cię przykryje i nie wiadomo, gdzie wyrzuci z powrotem na brzeg. Wyobrażenie, jakie podsuwa nam Buddha, to nie tylko siedzenie i akceptowanie wszystkiego – są niebezpieczne rzeki, które musisz przekroczyć, ale da się to zrobić. I robisz to, trzymając się Ścieżki. A także dzięki Właściwemu Wysiłkowi, musisz płynąć, używając rąk i nóg, ale na końcu jest bezpieczne miejsce, do którego możesz się dostać. Jeśli wejdziesz na tratwę i powiesz: „Patrzcie, nie będę się trzymał”, to spadniesz i porwie cię nurt.

Ajahn Chah udzielił takiej nauki: kupiłeś w sklepie banana i wracasz, trzymając go w ręce. Wtedy ktoś podchodzi i pyta: „Czemu trzymasz tego banana?”. Odpowiadasz: „Trzymam go, bo chcę go zjeść”. „A co ze skórką? Ją też zjesz?”. „Nie”. „To po co niesiesz skórkę?”. Jak mu odpowiesz? Odpowiedź ma dwie części. Najpierw musisz mieć pragnienie – chęć dania dobrej odpowiedzi. Innymi słowy, twoja wnikliwość nie przyjdzie bez pragnienia, musisz chcieć dać dobrą odpowiedź. I oczywiście odpowiedź brzmi: „Nie przyszedł jeszcze czas na to, żeby pozbyć się skórki, jeśli to zrobię teraz, to banan zamieni się w mus w mojej ręce”. To samo jest na naszej Ścieżce, są rzeczy, których musimy się trzymać. Jeśli nie będziesz trzymał się Ścieżki, twój umysł zamieni się w mus. Trzymasz się Ścieżki i uświadamiasz sobie, że twoje pragnienie, żeby to robić, jest umiejętnym pragnieniem, powinieneś się go trzymać. Buddha powiedział: „Mądrość bierze się z pytania: co mogę zrobić, żeby to doprowadziło do mojego długotrwałego szczęścia?”. Posłuchajcie uważnie: „Co mogę zrobić, żeby to doprowadziło do mojego długotrwałego szczęścia?”. To jest pytanie, które nadaje kierunek twojemu pragnieniu. Po pierwsze uświadamia, że jest coś takiego jak długotrwałe szczęście, a nie tylko fale, które przychodzą i odchodzą. Niektóre przyjemności są dłuższe, inne krótsze. Niektóre przyjemności są szkodliwe, inne nie. Chcesz szukać przyjemności, które nie szkodzą ani tobie, ani innym ludziom. Chcesz przyjemności, które trwają. A to będzie zależeć od twoich działań – to druga część mądrości – nie tylko od fal, ale od tego, co sam zrobisz. Twoje czyny są tutaj kluczowe.

Tu właśnie zaczyna się mądrość, od uświadomienia sobie tego. Gromadzenie zasług to pierwszy poziom w odpowiedzi Buddhy na pytanie: „Co mogę zrobić, żeby doprowadziło to do mojego długotrwałego szczęścia?”. Inne odpowiedzi to podążanie Ścieżką, rozwijanie skupienia i wnikliwości. Ale dzisiaj chciałbym się skupić na gromadzeniu zasług. Niektórzy patrzą z góry na gromadzenie zasług, mówią, że to niepoważne, że ludzie to robią samolubnie, żeby mieć potem szczęście na loterii. Czy tak jest w Singapurze? Macie tu loterię? Dookoła naszego klasztoru w Ameryce mamy 5 kasyn. Mieszkamy na obszarze, gdzie znajduje się wiele rezerwatów Indian. A w Ameryce na obszarze rezerwatów można budować kasyna, w rezerwatach obowiązują inne prawa niż stanowe. Więc te kasyna są jak pułapki dla tych, którzy chcą odwiedzić nasz klasztor. Mogą cię złapać na wejściu i pójdziesz do kasyna zamiast do klasztoru. Albo złapią cię na wyjściu, bo pomyślisz: „Zrobiłem coś dobrego, odwiedziłem klasztor, może teraz poszczęści mi się na loterii”.

Jeśli takie jest twoje podejście do zasług, to jest ono samolubne i nie o to chodziło Buddzie. Buddha uczył gromadzenia zasług po to, żeby rozwinąć mądrość i wnikliwość, i żeby przygotować się na bardziej zaawansowaną część treningu. Jeśli przyjrzymy się nauce Buddhy o gromadzeniu zasług, to okaże się, że nie chodzi tylko o bycie hojnym, ale również o przestrzeganie wskazań, a także o medytowanie i rozwijanie miłującej dobroci – dobrej woli wobec wszystkich istot. Zasadniczo Buddha mówi, że gromadzenie zasług to droga do odnalezienia szczęścia. Gromadzenie zasług to inna nazwa na szczęście. Pomyślcie o tym: jeśli odnajdujecie swoje szczęście dzięki byciu hojnym, dzięki moralnemu postępowaniu, kierowaniu dobrych myśli do wszystkich istot – to nie jest to samolubne. To jest rodzaj szczęścia, które burzy mury między tobą a innymi ludźmi. Gdy jesteś hojny, korzystasz zarówno ty, jak i inni. Tak samo, gdy postępujesz moralnie, korzystasz i ty, i inni. Gdy roztaczasz dobre myśli, korzystasz tak samo ty, jak i inni. Więc to zaciera podziały.

Jeśli odnajdujesz swoje szczęście w takich rzeczach jak bogactwo, status, pochwały, przyjemności zmysłowe, to tworzysz nowe podziały. Gdy się bogacisz, to ktoś inny traci. Gdy osiągasz jakiś status, inni tracą. Gdy starasz się o pochwały, to inni będą ci zazdrościć. To wszystko tworzy podziały, więc jeśli chcesz zdobyć szczęście dzięki robieniu czegoś pożytecznego, przez gromadzenie zasług, to jest to właśnie nieegoistyczna droga.

Buddha radził, żeby praktykować gromadzenie wszystkich trzech rodzajów zasług, a nie tylko hojności, bo jeśli będziesz tylko hojny albo będziesz tylko przestrzegał wskazań, to pojawią się pewne niebezpieczeństwa. Wiele lat temu słynny nauczyciel z Tajlandii, Ajahn Wan, powiedział, że jeśli jesteś hojny, ale nie przestrzegasz wskazań ani nie medytujesz, to możesz liczyć na odrodzenie jako pies w domu w Ameryce. Będzie ci bardzo wygodnie, ludzie będą cię kochać, ale niczego nie będziesz rozumiał. Nie zrozumiesz ani słowa z mów Dhammy, nawet gdy będziesz ich słuchać cały dzień. Jeśli jesteś hojny i przestrzegasz wskazań, możesz liczyć na odrodzenie jako istota ludzka, żyjąca we względnym dobrobycie. Jednak jeśli nie będziesz medytować, to nie będziesz mieć mądrości, żeby dobrze wykorzystać swój majątek. Może nawet dojść do sytuacji, że twój majątek obróci się przeciwko tobie i cię zrujnuje. Wszyscy widzieliśmy to wiele razy – ludzi z wielkim majątkiem, którzy źle go wykorzystują, kupują rzeczy bez wartości albo takie, które są szkodliwe. Więc jeśli chcesz, żeby twoje zasługi były bezpieczne, musisz rozwijać wszystkie trzy rodzaje: hojność, moralność i praktykę dobrych myśli wobec wszystkich istot.

Chciałbym przejść przez te trzy rodzaje po kolei, żeby pokazać, że oprócz tego, że są umiejętnymi sposobami na odnalezienie szczęścia, to przygotowują cię też do wyższych poziomów praktyki. Na przykład hojność: kiedy Buddha uczył o hojności, jedną z pierwszych rzeczy, na które zwrócił uwagę było to, kogo powinno się obdarowywać. Takie właśnie pytanie zadał mu pewien król. Wcześniej zadawał je braminom, dźinistom i innym grupom religijnym tamtych czasów. Gdy zapytał braminów, odpowiedzieli: „Dary powinny być składane braminom”. Gdy zapytał dźinistów, odpowiedzieli: „Dary powinno się składać dźinistom”. Więc król spodziewał się, że Buddha odpowie: „Dary powinno się przekazywać buddystom”. Ale Buddha tak nie odpowiedział, powiedział: „Przekaż dar tym, którzy cię inspirują. Tam, gdzie będzie dobrze wykorzystany”. Nie ma żadnego nacisku, żeby obdarowywać jakąkolwiek konkretną osobę. Buddha nigdy nie powiedział: „Powinieneś wesprzeć tych czy tamtych”. Koniec końców to twój majątek. Ale idąc dalej, wskazuje też na konieczność uświadomienia sobie, że hojność powinna być twoim wolnym wyborem. Stara się nauczyć podstawowej zasady kammy – że mamy wolność wyboru. Jednym z najlepszych sposobów na zrealizowanie tego jest podarowanie czegoś, wykorzystując zupełną wolność wyboru, jeśli chodzi o to, gdzie i komu chcesz to podarować. Spróbuj przypomnieć sobie, kiedy pierwszy raz coś podarowałeś, ale nie dlatego, że tego od ciebie oczekiwano, że był chiński Nowy Rok, że były czyjeś urodziny czy ślub, tylko dlatego, że sam chciałeś dać komuś podarunek. Takie coś znaczy o wiele więcej, niż kiedy robisz to, bo tak wypada.

W moim przypadku… Rozmyślałem nad tym jakiś czas temu i przypomniałem sobie, że gdy miałem 10 lat przeprowadziliśmy się z farmy do małego miasta. W mieście mogłem wsiąść na rower i pojechać do sklepu. Tu w Singapurze to normalne, sklepy są wszędzie. Ale kiedy mieszkałem na farmie było bardzo trudno dostać się do sklepu. Ale teraz żyłem w mieście, mogłem wsiąść na rower i za 5 minut byłem w sklepie. Więc wziąłem trochę pieniędzy do kieszeni i pojechałem do sklepu, jako 10-latek. I zauważyłem, że mają rozdzielacz do jajek. A moja matka lubiła piec. Piekła ciastka, ciasta, babki. Spędzała dużo czasu na oddzielaniu żółtek od białek. Pomyślałem, że pewnie ucieszyłaby się z takiego rozdzielacza. To taki mały przyrząd, do którego wkładasz jajko, ma otwory, przez które przechodzi białko. Takie coś kosztowało z 15 centów. Więc kupiłem mamie rozdzielacz do jajek. Myśląc o tym, zdałem sobie sprawę, że to był pierwszy raz, kiedy dałem coś nie dlatego, że musiałem, ale dlatego, że chciałem. Po wielu latach, kiedy moja mama umarła, przeglądaliśmy jej rzeczy osobiste i znaleźliśmy ten rozdzielacz do jajek. Kiedyś się pomyliła i włożyła go do zmywarki, a on się stopił. Ale zostawiła go sobie, i rozumiem dlaczego. Bo kiedy dajemy coś bezinteresownie, znaczy to o wiele więcej. Tego właśnie uczy Buddha: jeśli dajesz coś z prawdziwej hojności serca, uczysz się wolności. Nie jesteś niewolnikiem własnej chciwości, własnej zaborczości. Masz wolność w oddawaniu czegoś. Buddha chce to chronić. Mówił mnichom, że jeśli ktoś będzie pytał komu ma przekazać dary, powinni odpowiedzieć: „Kieruj się sercem, przekaż dary tam, gdzie czujesz, że to będzie dobre i że będzie dobrze wykorzystane”.

Kilkanaście lat temu miałem ucznia, którego matka była dosyć bogata. Chciała przeznaczyć 2 miliony dolarów na jakiś ośrodek buddyjski. On chciał, żeby to był nasz ośrodek, więc zadzwonił do mnie i spytał: „Co mam powiedzieć matce?”. Odpowiedziałem, żeby przekazała pieniądze tam, gdzie czuje, że to będzie dobre i będzie dobrze wykorzystane, w miejsce, które ją inspiruje. Więc przekazała pieniądze innemu ośrodkowi. Pomyślałem wtedy, że dochowałem wskazań, moje wskazania są warte więcej niż 2 miliony dolarów.

Buddha wiele razy nauczał mnichów, żeby nie prosili ludzi ani w żaden sposób nie próbowali na nich wpływać, żeby ci ich obdarowywali. Był taki przypadek, że mnisi zaczęli budować chaty, ale wkrótce potrzebowali na to nowych środków. W niedługim czasie ludzie, gdy tylko zobaczyli mnicha, zaczęli odwracać się i odchodzić, zamykali drzwi. Nawet gdy szła krowa, a pomylili ją z mnichem, to uciekali. Gdy Buddha o tym usłyszał, zebrał mnichów i powiedział, że ludzie nie lubią, gdy się od nich chce pieniędzy. Nie lubią zrzutek. Powiedział, że nawet zwierzęta nie lubią dawać. Opowiedział historię o mnichu żyjącym w lesie, w którym było wielkie bagno. W nocy przylatywały ptaki, siadały na drzewach i hałasowały, aż do rana. Mnich stwierdził, że chce się pozbyć tych ptaków. Buddha powiedział mu, żeby następnej nocy ogłosił, że od każdego ptaka chce jedno pióro. Kolejnej nocy niech ogłosi, że od każdego ptaka chce kolejne pióro. Trzeciej nocy też ma wziąć po piórze od każdego ptaka. W końcu ptaki się skrzyknęły, uznały, że ten mnich jest chciwy i wszystkie odleciały.

Tak więc Buddha chce chronić twoją wolność wyboru, gdy coś dajesz. Bo rozumiesz, że pochodzi to z twojego własnego wyboru. A wtedy zdajesz sobie też sprawę, że naprawdę masz wolność wyboru – to jest zasada numer jeden w kammie. Nie jest tak, że twoja zła kamma cię dopadnie. Masz wolność wyboru, więc to co robisz naprawdę czyni różnicę. I uczysz się tego, będąc hojnym. Uczysz się też, że stajesz się inną osobą, a także świat wokół ciebie staje się inny, kiedy jesteś hojny. To jest lekcja o stawaniu się. Chodzi o umiejętne stawanie się: stajesz się hojniejszy, twoje serce rośnie, świat staje się przyjaźniejszy. Więc to jest dla ciebie ważna lekcja o tym, jak twoje działania kształtują to, kim jesteś i jak twoje działania kształtują świat wokół ciebie, gdy jesteś hojny. Kiedy podchodzisz do hojności nie tylko jak do czegoś, co chcesz żeby cię charakteryzowało, ale jak do umiejętności, to Buddha daje ci więcej instrukcji. Zależą one od twojej motywacji, od twojego podejścia, od adresata, od daru, który przekazujesz. O tych czterech rzeczach musisz myśleć, jeśli chcesz uczynić hojność umiejętnością.

Buddha mówi, że jeśli chodzi o motywację, to najniższą jej formą jest taki rodzaj myślenia: „Dam coś, bo wtedy dostanę coś z powrotem”. To jest dobra motywacja, choć najniższa, ale wciąż lepsza niż brak hojności. Wyższa motywacja to: „Dawanie jest dobre”. Jeszcze wyższą jest: „To nie jest dobre, że ja mam tyle, a inni mają znacznie mniej, są biedni. Jeśli nie dam, to nie będzie to dobre”. Jeszcze wyższą motywacją jest to, że dawanie czyni umysł spokojnym. Aż w końcu staje się to naturalnym zachowaniem umysłu, że mając coś, myślisz: „Jak mogę się tym podzielić?”. Twoja motywacja rośnie, a wraz z nią jej rezultaty.
Jeśli chodzi o twoje podejście, to chcesz, żeby dawanie było wyrazem szacunku, chcesz też być uważnym podczas dawania, chcesz również, żeby było wyrazem współczucia dla osoby, którą obdarowujesz. Chcesz odczuwać zadowolenie, gdy myślisz o tym dawaniu, odczuwać zadowolenie podczas dawania, odczuwać zadowolenie, kiedy już dałeś. Jeśli rozwijasz takie podejście, to zasługi, których podstawą był podarunek, rosną coraz bardziej.

Buddha opowiedział pewną historię o bogatym hodowcy bydła. Miał on wielki majątek, ale nie mógł z niego korzystać. Stać go było na najlepsze jedzenie, ale kiedy jadł, to wymiotował, więc musiał jeść bardzo skromnie. Kiedy jechał rydwanem, robiło mu się niedobrze, więc musiał wszędzie chodzić pieszo. Kiedy mieszkał w swoim pięknym domu, atakowały go insekty, tak że nie mógł tam wytrzymać i musiał mieszkać w małym szałasie. W końcu umarł, a cały jego majątek przejął król. Buddha mówił, że ten człowiek w poprzednim życiu dał podarunek pacceka-Buddzie [samodzielnie Przebudzonemu], ale potem pomyślał: „Po co to zrobiłem, wolałbym tego nie zrobić, mogłem to zachować dla siebie”. Dar oznaczał, że stanie się bogaty, ale to, że żałował daru znaczyło, że nie będzie mógł cieszyć się bogactwem. Więc jeśli dajesz, staraj się być szczęśliwy przed tym, kiedy to zrobisz, w czasie, kiedy to robisz i po tym. Wtedy będziesz miał najwięcej korzyści z daru.

Jeśli chodzi o sam podarunek, powinieneś chcieć dać coś przydatnego. Na przykład w Ameryce lubią dawać mnichom czapki, bo jest zimno. Nie sądzę, żebyście w Singapurze potrzebowali czapek. Nie powinieneś też dawać czegoś, co krzywdzi ciebie albo innych. Innymi słowy, nie łamiesz wskazań: nie kradniesz czegoś, żeby potem to podarować. Albo nie oszukujesz, żeby móc coś podarować. Dajesz coś, co uczciwie zdobyłeś.

Jeśli chodzi o adresata, to chcesz znaleźć kogoś, kto dobrze wykorzysta twój podarunek. Buddha zaleca kogoś wolnego od chciwości, niechęci i ułudy albo kogoś, kto jest na ścieżce do pozbycia się chciwości, niechęci i ułudy. Szukasz takich ludzi, bo jest bardziej prawdopodobne, że będziesz szczęśliwy, gdy właśnie takim ludziom coś dasz. Jeśli obdarujesz kogoś chciwego i zdasz sobie sprawę, że źle wykorzystał twój dar, nie będziesz potem zadowolony. Więc poszukaj właściwego adresata. Buddha nie mówi, że musisz to zrobić, ale jeśli chcesz być bardziej umiejętny w dawaniu, to pomyśl o swojej motywacji, podejściu, o właściwym darze i wreszcie o właściwym adresacie. Gdy w ten sposób podchodzisz do dawania, to dar niekoniecznie musi być materialny. Możesz dać swoją mądrość, energię, czas, wybaczenie – to jest często najtrudniejsze, ale najwięcej znaczy.

Innymi słowy, dawanie nie jest rytuałem, nie robisz tego, bo wszyscy mówią, że powinieneś. Musisz do tego podejść jak do pewnej umiejętności, posiadającej te cztery cechy. Im lepiej ją opanujesz, tym więcej osiągniesz szczęścia płynącego z dawania. A dawanie będzie miało większy wpływ na świat wokół ciebie i w końcu zacznie mieć większy wpływ na to, jaką osobą się stajesz. To właśnie hojność.

Podobnie jest z moralnością. Przestrzegasz wskazań, stajesz się lepszym człowiekiem, świat wokół ciebie staje się lepszy. To dla ciebie lekcja o stawaniu się, o tym, jak ukierunkować swoje pragnienia. Niektórzy ludzie narzekają na wskazania. Mówią, że są zbyt sztywne. Ale lepszym określeniem jest to, że są jednoznaczne i jasno ustalają granice wtedy, kiedy najbardziej kusi nas, żeby je złamać. Bo jeśli wskazania są rozwlekłe, opisują wiele różnych przypadków – kiedy coś można albo nie można – wtedy łatwo nam je przekroczyć. Ale kiedy wiesz, że w zupełnie żadnym wypadku nie wolno zabijać, kraść, nie wolno tworzyć cierpienia powodowanego seksem, nie wolno pić, kłamać, to gdy czujesz pokusę, bardzo szybko łapiesz się na tym: „OK, jest na to jasne wskazanie”.

Na Alasce żyją niedźwiedzie i ktoś mi kiedyś powiedział, że są tam wielkie znaki: „Uwaga! niedźwiedzie!”. Jest na nich długa lista, co robić i czego nie robić, gdy jakiegoś spotkasz. Pierwszy punkt to: „Nie uciekaj”. A to twój pierwszy odruch, chcesz uciekać. Ale na znaku jest krótko i wyraźnie: „Nie uciekaj”, „Zostań tam, gdzie jesteś”, „Unieś ręce, żebyś wydawał się większy”. Niedźwiedzie mają bardzo, bardzo słaby wzrok, więc gdy podniesiesz ręce, wydajesz im się większy. Potem jest napisane: „Mów do niedźwiedzia spokojnym głosem”. Innymi słowy, nie krzycz. Dalej jest jeszcze długa lista podobnych zaleceń, ale każde z nich jest bardzo krótkie i zwięzłe. Ostatnie brzmi: „Jeśli niedźwiedź zaatakuje, połóż się i udawaj martwego”. A dalej najtrudniejszy fragment: „Jeśli niedźwiedź zacznie cię gryźć, spróbuj dojść, czy robi to z ciekawości, czy z głodu” – tak napisano na znaku. „Jeśli gryzie z ciekawości, to przestanie, bo pomyśli, że jesteś martwy i odejdzie”. „Jeśli gryzie z głodu, zaatakuj niedźwiedzia”. A to znaczy, że potrzebne ci będzie dużo uważności i przytomności. O tym będzie na medytacji jutro, to temat jutrzejszej mowy.

Podobnie ze wskazaniami, są krótkie i zwięzłe z prostej przyczyny: potrzebujesz czegoś krótkiego i zwięzłego, kiedy czujesz największą pokusę, żeby je złamać. Jeśli kusi cię, żeby skłamać – nie wolno kłamać. Jeśli kusi cię seks, który może wyrządzić komuś krzywdę – nie wolno uprawiać takiego seksu, kropka. W ten sposób możesz trzymać się zasad.

Niektórzy ludzie często narzekają, że wskazania są zbyt ograniczone. Jest wskazanie o zabijaniu, ale nie ma wskazania o jedzeniu mięsa. Ludzie mówią, że jeśli jesz mięso, to przyczyniasz się do zabijania zwierząt. Wskazania koncentrują się na tych obszarach życia, za które ty odpowiadasz, na które ty masz wpływ. Są to: to, co robisz i to, co mówisz innym ludziom, żeby robili – na to masz wpływ. Nie masz wpływu na nic ponad to. Często skupiamy się na tym, co jest poza naszą kontrolą, a zapominamy o tym, na co mamy wpływ. Więc wskazania są po to, żeby skupić się na tym, na co wpływ masz. Jeśli zdecydujesz, że nie będziesz jeść mięsa, to w porządku. Ale wskazanie zaczyna się od tego, co ty sam robisz i co komunikujesz innym, żeby robili. Za to jesteś odpowiedzialny. I znowu, skupia to twoją uwagę na tym, że to ty sam kształtujesz swój świat, poprzez swoje intencje i pragnienia. To ty jesteś za nie odpowiedzialny. Jednocześnie wskazania budują w tobie cechy takie jak uważność, przytomność i gorliwość – wszystkie są częścią treningu uważności. Uważność i przytomność oznaczają, że musisz pamiętać, by przestrzegać wskazań, że musisz zdawać sobie sprawę z tego, co robisz.

Mój nauczyciel miał kiedyś uczennicę, która miała przestrzegać ośmiu wskazań. Przyszła do klasztoru po południu, minęła drzewo guawy, a owoce na nim wyglądały bardzo dobrze, były dojrzałe, i zanim się zorientowała, zjadła jedno. Mój nauczyciel stał parę metrów dalej i powiedział: „Chwileczkę, co masz w ustach?”. Wtedy zdała sobie sprawę, że była nieuważna. To jest brak uważności, przytomności. Tak więc wskazania wymuszają uważność w chwili działania. Gorliwość oznacza, że musisz się wysilić. Czasem czujesz pokusę, żeby skłamać tylko trochę, to tylko błahe kłamstewko – nie. Musisz wykombinować, jak kogoś nie urazić, ale jednocześnie nie skłamać. Wtedy wskazania rozwijają przytomność i gorliwość, ale również wnikliwość. Wskazania to nie rytuały. Są po to, żeby ćwiczyć umysł w umiejętnościach, których potrzebujesz podczas medytacji.

I na koniec praktykowanie dobrej woli. Ja wolę tłumaczyć słowo metta jako dobra wola, choć niektórzy tłumaczą je jako miłującą życzliwość. Bierze się to z kanonu, kiedy Buddha wypowiada słowa tłumaczone czasem w ten sposób: „Tak jak matka miłuje swoje jedyne dziecko, tak należy miłować wszystkie żyjące istoty”. Ale Buddha tak nie powiedział, to co powiedział brzmiało: „Tak jak matka chroniłaby dziecko swoim własnym życiem, w ten sam sposób powinieneś chronić swoją postawę dobrej woli”. Chronisz swoją dobrą wolę za każdym razem. To znaczy, że nie musisz lubić drugiej osoby. Jeśli masz dobrą wolę wobec węża, nie znaczy to, że podejdziesz do niego i zaczniesz go głaskać po głowie. To raczej by mu się nie spodobało.

Kiedyś do pokoju mojego nauczyciela wprowadził się wąż. Mój nauczyciel uznał, że to dla niego test. Więc mieszkał z wężem przez 3 dni, kierował w jego stronę mnóstwo dobrej woli, ale w końcu stwierdził, że 3 dni wystarczą. Podczas medytacji skierował ku wężowi myśli: „Nie czuję do ciebie niechęci, ale jesteśmy innymi gatunkami, a różnym gatunkom łatwo o nieporozumienia. Jest mnóstwo miejsca na zewnątrz, w lesie, gdzie możesz być szczęśliwy, więc proszę znajdź jakieś inne miejsce, do którego możesz się udać”. I wąż opuścił pokój. To była dobra wola. To nie miłująca życzliwość, nie idziesz i nie głaszczesz węża, ale to dobra wola, życzysz wężowi dobrze.

Powinieneś sobie zdać sprawę, że praktyka dobrej woli jest czymś, co sam musisz wykonywać. I nagle okazuje się, że dotykamy nauki o kammie, związanej z tym, czego życzysz drugiej osobie. Innymi słowy, życzysz innym dobrze dla własnego dobra. Nie dlatego, że jesteśmy jednością z innymi albo dlatego, że każdy ma naturę Buddhy. Życzymy innym dobrze, bo chcemy mieć pewność, że nasze działania będą umiejętne nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Więc masz dobrą wolę w stosunku do ludzi, których nie lubisz, np. szefa. Jeśli masz trudny dzień z szefem, pomyśl coś dobrego, żebyś potem nie powiedział szefowi czegoś krzywdzącego albo komukolwiek innemu, kogo nie lubisz. I robisz to dla swojego własnego dobra.

Po drugie dobra wola jest czymś, co musisz rozwinąć, nie jest wrodzona. A jeśli jest wrodzona, to tak samo jak zła wola. Zła wola może w nas powstać tak samo łatwo jak dobra wola, a czasem łatwiej. Więc pamiętajcie, że to jest coś, nad czym trzeba pracować. To cecha, którą muszę rozwijać. I w końcu dobra wola to nie tylko życzenie innym dobrego, ale też tego, żeby zrozumieli przyczyny szczęścia i byli w stanie to wykorzystać. Innymi słowy, myślisz w kategoriach kammy. Jeśli mają być szczęśliwi, to musi to być ich kamma. Więc życzysz drugiej osobie, żeby zrozumiała przyczyny szczęścia i mogła je wykorzystać. Taką myśl możesz skierować do kogokolwiek, nieważne, jak źli byli w przeszłości albo czy skrzywdzili ciebie, albo osoby, które kochasz. Możesz tak nawet myśleć o politykach. Kiedy mówię to w Ameryce, wszyscy się śmieją. Możesz nie lubić tej osoby ani praw, które wprowadza, ale możesz pomyśleć: „Niech ta osoba zrozumie przyczyny prawdziwego szczęścia i będzie w stanie je zrealizować”. Możesz tak myśleć bez hipokryzji.

Więc jeśli rozwijasz w ten sposób dobrą wolę, rozwijasz też wgląd w naukę o kammie, a także wgląd we własny umysł. W to, że twój umysł ma potencjał, który musisz rozwinąć. Odczuwasz pragnienia, które idą w różnych kierunkach i musisz uważać, za którym z nich podążysz. Więc jeśli rozwijasz hojność, moralność i dobrą wolę, to pobierasz bardzo ważną lekcję o tym, jak twoje pragnienia kształtują świat, w którym żyjesz, oraz ciebie samego. I jeśli podążysz za umiejętnymi pragnieniami, to zarówno ty staniesz się lepszą osobą, jak i świat wokół ciebie stanie się lepszy. Nie wiem, jak w Singapurze, ale w Ameryce ludzie nie lubią słowa „zasługa”. Macie tutaj skautów? W Ameryce brzmi to jak zdobywanie odznak u skautów. Myślę, że lepszym słowem w Ameryce byłaby „dobroć”. Rozwijasz swoją dobroć i dobroć w świecie. Niestety rzadko słyszymy to określenie. Jak często mówicie o czyjejś albo o swojej dobroci? Kiedyś zrobiłem taki eksperyment: wszedłem na stronę amazon.com – choć rzadko korzystam z Internetu – i wpisałem słowo „dobroć”. Wynikami wyszukiwania były tylko książki o ciastach, tortach i wypiekach. To jest dobroć we współczesnym świecie. Buddha mówi, że istnieje znacznie większa dobroć – dobroć twojego serca, którą rozwijasz zasługami. Gdy jesteś hojny, moralny i rozwijasz dobrą wolę, rozwijasz też swoją dobroć. Zyskujesz wgląd w to, jak pożądania kształtują twoje życie. Wprawiasz się w uważności, przytomności i gorliwości, które przydadzą się, gdy będziesz na dalszym etapie Ścieżki. Znaczy to, że jeśli będziesz miał właściwe nastawienie do gromadzenia zasług, to nie będzie to tylko rytuał albo samolubny sposób na odniesienie korzyści. To nie dla ludzi, którzy nie podchodzą do tego poważnie. To dla tych wszystkich, którzy podchodzą poważnie do praktyki. Powinieneś przyjrzeć się swojej moralności, hojności, dobrej woli. Buddha powiedział: „Jeśli ktoś jest skąpy, nie ma szans na osiągnięcie właściwego skupienia i nie ma zupełnie żadnych szans na Przebudzenie”. Tak więc wszystko zaczyna się od zasług. Nie powinniśmy tego lekceważyć, kiedy staramy się zrobić coś dobrego. Powinniśmy uświadomić sobie, że nie żyjemy w świecie, w którym jedynie przychodzą i odchodzą kolejne fale, ale w świecie, który kształtujemy swoimi pragnieniami – to jest w naszej mocy. Choć świata jako całości raczej nie będziemy w stanie znacząco zmienić, to nasz własny świat, ten, w którym żyjemy my, możemy bezpośrednio kształtować. I kiedy to robisz, stajesz się mądrą osobą, uczysz się, jak zmienić swoje działania, żeby prowadziły do długotrwałego szczęścia. Szczęścia, które nie rani ciebie ani innych. Szczęścia, które jest dobre dla wszystkich.
To były moje przemyślenia na dzisiejszy wieczór.

Sadhu, sadhu, sadhu.

Gdzie się podział mój zegarek? Mamy czas na parę pytań. Czy ktoś chce podnieść rękę, czy poczekamy na spisane pytania?

OK, pytanie: „Muszę poświęcać czas na wiele niekończących się obowiązków związanych z rodzicami. Radzenie sobie ze starymi rodzicami może być czasem bardzo frustrujące. Nie mam czasu dla siebie. Jak mogę to rozwiązać?”.

Po pierwsze uświadom sobie, że obowiązki wobec twoich rodziców nie są wieczne. Albo ty umrzesz pierwszy albo oni. Jeśli chcesz bez żalu spoglądać wstecz, na czas ze swoimi rodzicami, myśl o tym jak o formie hojności. Dajesz w ten sposób swój czas, energię. Kiedy jesteś z rodzicami, to jest to dobra okazja, żeby być ze swoim oddechem, żeby starać się rozwijać dobre samopoczucie wewnętrzne podczas wykonywania swoich obowiązków. W ten sposób, gdy zajmujesz się rodzicami, możesz jednocześnie praktykować uważność i hojność.

„Kontakt z rodzicami może być frustrujący”. Myślisz, że kiedy byłeś dzieckiem, nie byłeś frustrujący? Pamiętaj, że wraz z wiekiem rodzice tak jakby wracają do dzieciństwa. Prawdopodobnie jako dziecko bardzo frustrowałem swoich rodziców, więc teraz mam okazję rozwinąć swoją cierpliwość i wiele innych wartościowych cech. I pogodzić się z tym.

„Nie mam też czasu dla siebie” – nawet kiedy jesteś z rodzicami, możesz oddychać, czyż nie? Bądź ze swoim oddechem, postaraj się uczynić go miłym, komfortowym. To cię ugruntuje, więc będziesz mógł jednocześnie być z rodzicami i medytować.

Następne pytanie dotyczy medytacji, więc zachowam je na jutro, w porządku?

„Czy możesz dać przykład, jak wykorzystać Cztery Szlachetne Prawdy w codziennym życiu?” – właśnie dałem wam wiele przykładów. Bycie moralnym. Właściwe Działanie, Właściwa Mowa, Właściwy Sposób Życia. Myśli dobrej woli. Właściwe Intencje, Właściwe Skupienie. To jest Ośmioraka Ścieżka w twoim życiu. Dostrzeganie tego, do czego się przywiązujesz, dostrzeganie swoich uzależnień, uczenie się, jak się od tego odseparować – to jest realizowanie obowiązku związanego z Pierwszą Szlachetną Prawdą. Właśnie w ten sposób rozwijacie Cztery Szlachetne Prawdy w swoim codziennym życiu: ćwicząc się w zasługach, w czynieniu dobra.

„Jak możemy wyeliminować złość, która przepełnia dzisiejszy świat?”. I znowu: nie tylko dzisiejszy świat jest przepełniony złością, ona istniała też w starożytności. Problemem jest tylko to, że atakuje nas złość o wiele większej ilości ludzi. Musisz sobie uświadomić, że ich złość to ich złość, nie musisz się nią zajmować. Pamiętaj, że ich złość to ich kamma. Reagowanie na ich złość można porównać do takiej sytuacji: ktoś w ciebie rzuca gorącym węglem, jeśli go podniesiesz i rzucisz z powrotem, sam się poparzysz. Więcej na ten temat powiem w niedzielę, kiedy będziemy się uczyć pokonywania nieumiejętnego nastawienia w umyśle. Powinniśmy sobie uświadomić, że gdy np. włączamy Internet, to możemy zadać sobie pytanie: „Czy muszę to robić?”. To zawsze powinno być twoje pierwsze pytanie. Ajahn Fuang zwykł mawiać: „Zanim coś powiesz, zadaj sobie pytanie, czy jest to konieczne”. Ta sama zasada obowiązuje przy włączaniu Internetu: „Czy to konieczne?”. Bo tak wiele chciwości, niechęci i ułudy wpływa na nas przez kontakt z innymi ludźmi. Tak więc możesz zmniejszyć ilość czasu spędzanego w Internecie. Robić tylko to, co jest absolutnie konieczne, dzięki czemu mniej złości innych ludzi będzie miało na ciebie wpływ.

„Czy złamię wskazania, jeśli postawię w domu pułapkę na karaluchy?”. A co się dzieje z karaluchem, który wpadnie w pułapkę? Umiera? Tak? To łamiesz wskazanie. Musisz być bardzo ostrożny w stosunku do jedzenia, wody. W Ameryce mają hotele dla karaluchów. To takie pułapki, w których one nie giną. Możesz je wtedy zabrać do parku i wypuścić. Znajdź jakiś inny sposób na pozbycie się karaluchów, bez ich zabijania.

Dwa pytania dotyczące mnie: „Co skłoniło cię do zostania mnichem?”. Cierpiałem. I znalazłem kogoś, kto nie cierpiał – to był Ajahn Fuang. Stwierdziłem, że chcę tego, co ma on. Kiedy byłem w szkole, miałem wielkie szczęście, bo odwiedzali nas mnisi z Tajlandii i Japonii, żeby uczyć medytacji. Zdałem sobie sprawę, że to bardzo przydatna umiejętność, której niestety w tamtym czasie nie znaliśmy w Ameryce. Więc udałem się do Tajlandii z zamiarem znalezienia nauczyciela medytacji, który nauczyłby mnie więcej. Znalezienie Ajahna Fuanga zajęło mi 2 lata. Nie wiedziałem nic o tradycji leśnej, nie było żadnych książek. Po prostu przyjaciel przyjaciela zaprosił mnie, żebym go poznał. Stwierdziłem, że to ktoś wyjątkowy. I tak jak powiedział: nie od razu był wyjątkowy. Zaczął u swojego nauczyciela, więc powiedziałem: „OK, chcę tego treningu”. Zostałem z nim i stwierdziłem, że jest bardzo mądry i uprzejmy. I mimo że był dla mnie dosyć szorstki, byłem przekonany, że to dla mojego własnego dobra, więc z nim zostałem.

Teraz odpowiedź na kolejne pytanie: „Było tylu innych sławnych mnichów w Tajlandii w tamtym czasie, dlaczego wybrałeś Ajahna Fuanga?”. Był pierwszy, którego spotkałem. Ktoś mnie kiedyś spytał: „Jest tylu sławnych Ajahnów: Ajahn Chah, Ajahn Mahaboowa, Ajahn Fan, Ajahn Mun, Ajahn Thate. Dlaczego nie udałeś się do nich?”. Były dwa powody. Kiedy spytałem Ajahna Fuanga o wizytę u innych Ajahnów, zapytał: „Czy masz już jakiegoś Ajahna, czy nie?”. Powiedziałem, że już mam Ajahna. „W takim razie nie potrzebujesz kolejnego”. Drugi powód. Ktoś mnie kiedyś spytał, czemu nie odszedłem, a ja odpowiedziałem: „Jeszcze nie skończyłem (treningu) z Ajahnem Fuangiem”. On zmarł, zanim skończyłem u niego trening, więc zostałem z nim, aż do śmierci.

Kolejne pytania.

„Jak buddyzm podchodzi do chorób psychicznych”. Tak jak do każdej choroby. Twoja choroba może być kombinacją dwóch czynników: przeszłej i obecnej kammy. Jeśli chodzi o obecną kammę, to chcesz zmienić swoje postępowanie. Na część przeszłej kammy można wpłynąć lekami, na inną część nie. Więc najpierw próbujesz leków, żeby sprawdzić, czy na chorobę można nimi wpłynąć, lub jakiejkolwiek formy leczenia, może to być psychoterapia. W niektórych przypadkach medytacja pomaga, ale w innych nie. Ludzie z psychozą nie powinni medytować. Ludzie z neurozami powinni medytować. Znacie różnicę między neurozą i psychozą? W psychozie myślisz, że 2+2=5. W neurozie, że 2+2=4, ale podle się z tym czujesz. Innymi słowy, żyją w świecie realnym, ale nie czują się w nim dobrze. Ludzie z psychozą nie mają kontaktu z rzeczywistością, są jakby w innym świecie. Nie powinni wtedy medytować.

„Urojenia mojej matki bardzo negatywnie wpływają na moje życie i przynoszą mnóstwo stresu i napięcia. Jak mam sobie z tym poradzić w związku z moimi obowiązkami jako dziecka?”. To zależy od urojeń, trudno dać ogólną odpowiedź. Mój ojciec pod koniec życia miał demencję i parkinsona. Na przykład mówił, że w pokoju obok jest czarny pies, chociaż tam żadnego psa nie było. Ale jeśli mu to powiedziałeś, denerwował się. Za to, gdy poszedłeś do tego pokoju i wróciłeś, a potem powiedziałeś: „Już go tam nie ma”, uspokajał się. Jeśli mówimy o takich urojeniach, to naucz się, jak sobie z nimi radzić w taki sposób. Jeśli matka jest bardzo negatywna przez cały czas, myśl po prostu: „Dobra wola, dobra wola, dobra wola”, w stosunku do matki, i rób, co możesz. Nie chcę się przechwalać, ale ktoś mi kiedyś powiedział, że mój głos działa bardzo uspokajająco. Więc możesz puścić w tle jakieś moje mowy Dhammy, żeby ją uspokoić. Kiedyś spotkałem kobietę, która powiedziała, że puszcza moje mowy Dhammy dziecku, kiedy ono nie może spać. Posłodziła mi. Ale może uspokajająca mowa Dhammy w tle będzie pomocna.

„Jak można rozwinąć dobrą wolę wobec samego siebie, jeśli miało się trudne dzieciństwo, żyło się biednie i przeżywało wiele trudów emocjonalnych?". Pamiętaj, czym jest dobra wola: jest życzeniem, żeby zrozumieć, czym jest źródło szczęścia, i życzeniem, aby to wykorzystać. Twoja przeszłość nie jest problemem. Czasami ludzie czują, że nie zasługują na szczęście. W takim wypadku powinieneś pamiętać, że absolutnie każdy zasługuje na bycie szczęśliwym. Pamiętaj, że Buddha nie nauczał tylko tych, którzy zasługiwali na szczęście, uczył wszystkich. Nie uczył, jak wyjść z cierpienia, tylko tych, którzy nie zasługiwali na cierpienie. Uczył również tych, którzy na nie zasługiwali, uczył, że jest Ścieżka prowadząca do wyjścia. Oczywiście słowo „zasługiwać” nigdy tak naprawdę się nie pojawia w tych naukach. Pamiętajcie, że wszyscy mamy złą kammę z przeszłości, a Buddha mimo to miał współczucie dla nas wszystkich. Więc powinniśmy zrozumieć, że nawet jeśli mamy jakąś starą złą kammę, to i tak powinniśmy mieć współczucie dla siebie. To, że miałem złą przeszłość nie oznacza, że mam mieć złą przyszłość. To, że inni ludzie sprawili, że jako dziecko czułem, że na coś nie zasługuję, nie powinno teraz na mnie wpływać. Każdy może zrozumieć szczęście i jego źródła, bo koniec końców to nie jest samolubne. Czasem, gdy byłeś dzieckiem, inni mogli zwymyślać cię, że jesteś samolubny. Ale ten rodzaj szczęścia, który pochodzi od bycia moralnym, hojnym, rozwijania myśli dobrej woli, nie jest samolubny. Więc musimy mieć w pamięci, że tak, zasługuję na to, by być szczęśliwym, nieważne, co było kiedyś. Jeśli potrafię przezwyciężyć przyczyny nieszczęścia w swoim życiu, to zyskam większą wprawę w działaniach oraz będę mógł dać więcej innym. Dlatego życzenie sobie szczęścia oraz kierowanie do siebie myśli dobrej woli nie jest samolubne.

„Czy możesz doradzić, jak kontynuować podążanie Ścieżką? Po wysłuchaniu mowy Dhammy albo po przeczytaniu buddyjskiej literatury zawsze czuję się lepiej, ale potem pochłania mnie praca, rodzina, i oddalam się od Ścieżki”. Musisz sobie uświadomić, że twój oddech ciągle jest przy tobie, nawet kiedy pracujesz, kiedy jesteś z rodziną. Możesz czuć się z nim swobodnie. Jest to jedna z ważnych zasad medytacji, nie chodzi tylko o bierne dostrzeganie tego, co się dzieje, ale o przyjęcie bardziej aktywnej postawy i zaangażowanie się w działania, które prowadzą do tego, że czujesz się swobodniej, odczuwasz ulgę, czujesz się lepiej. A potem uczysz się, jak to zrobić, żeby ten stan się utrzymywał. Jeśli masz ten problem w pracy, możesz gdzieś na biurku umieścić małą kartkę z napisem „oddychaj”. Porozwieszać takie kartki w domu, np. z napisem „Buddha”. Z czymkolwiek, co ci przypomni.
To nie tak, że Dhamma ma znaczenie tylko, kiedy tutaj siedzisz i jej słuchasz. Według Buddhy powinieneś właśnie zastosować ją w życiu. Kiedy pracujesz, masz okazję do obserwacji wskazań. Być może trudno to zrobić w twojej pracy, ale wtedy z kolei masz możliwość rozwinięcia wnikliwości i pomysłowości, tego, jak być bardziej umiejętnym w obserwowaniu wskazań.

„Jeśli chodzi o wyświęcenia mniszek, bhikkhuni, co sugerowałbyś kobietom, które chcą wieść święte życie, aż do urzeczywistnienia, ale bez zostawania mniszką. Jakie są najlepsze uwarunkowania do kroczenia Ścieżką?”. Zostanie mniszką przestrzegającą 8 wskazań liczy się jako ordynacja. Są dobre społeczności z dobrymi nauczycielami, gdzie można zostać mniszką przestrzegającą 8 wskazań, jeśli taki jest twój wybór. Więc szukaj dobrych społeczności. Podobnie istnieją złe społeczności mniszek i mnichów, musisz uważać gdzie praktykujesz.

„Mogę zaakceptować wiele rzeczy, których uczył Buddha, ale kiedy mówi o istotach niebiańskich i innych przedziwnych historiach, np. o koniach w niebie, ciężko mi to zaakceptować. Co o tym myślisz?”. Buddha prosi cię, żebyś wierzył w jedną rzecz, w kammę. Jeśli chodzi o konie w niebie, to nie ma to nic wspólnego z pytaniem: „Dlaczego teraz cierpisz?”. Wszystko co ma związek z pytaniami: „Dlaczego cierpisz?" i „Co możesz zrobić, żeby przestać cierpieć?”, zależy od twoich czynów i Buddha mówi, żebyś wierzył właśnie w to. Bo zasad kammy nie da się udowodnić, nie da się udowodnić tego, że masz wybór, nie da się udowodnić, że twoje działania mają rezultaty, ale jeśli tak założysz, będziesz bardziej skłonny do umiejętnych działań, które ostatecznie przyniosą ci korzyść. Dlatego właśnie poprosił cię, żebyś wierzył. A co do koni w niebie – to zdążyłem już o nich zapomnieć. Nie daj się koniom wprowadzić w błąd, nie daj im się zrobić w konia.

„Wytłumacz, proszę, współzależne powstawanie w prostych słowach”. A ile dacie mi na to wieczorów? Są dwie najważniejsze rzeczy, które trzeba sobie uświadomić.

Pierwsza: dwie najważniejsze przyczyny cierpienia, to przyczyny z twojej przeszłości oraz z twoich aktualnych czynów, ale twoje aktualne czyny są ważniejsze. To objaśnia dużą część współzależnego powstawania.

Druga rzecz: kiedy patrzysz na listę współzależnego powstawania, to kontakt zmysłowy jest pośrodku. A to znaczy, że kiedy coś widzisz czy słyszysz, wiele rzeczy już się wydarzyło w umyśle. Pojawiło się już dużo wytworzeń, wiele aktywności umysłu miało już miejsce, praktycznie wyłoniliście się, by coś dostrzec. Pamiętajcie o zasadzie, o której mówiłem wcześniej, rzeczy bazują na pragnieniach, to pragnienia wszystko napędzają. Nie cierpisz przez to, co do ciebie dochodzi, ale przez to, co wychodzi z umysłu. Jeśli wytrenujesz się tak, żeby mieć więcej wiedzy o tym, co wychodzi z umysłu, będzie mniej prawdopodobne, że będziesz cierpieć przez to, co do ciebie dochodzi. Więc obserwuj swój umysł. Zbyt często zdarza się, że siedzimy sobie niewinnie, kiedy pojawia się coś pięknego, i czujemy pożądanie. Pojawia się coś złego, i czujemy złość. Zbyt często to my sami szukamy czegoś pięknego, żeby spotęgować nasze pożądanie. Albo szukamy czegoś, na co moglibyśmy się wkurzyć. W klasztorze mam jednego ucznia, mnicha, a mnisi czasem muszą udać się na lotnisko, żeby odebrać innego mnicha. Powiedział, że w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że cały czas, gdy czekał, rozglądał się za pięknymi kobietami. Później zastanowił się, co by było, gdyby spróbował poszukać oznak starzenia się. Więc innym razem, kiedy był na lotnisku, zaczął rozglądać się za zmarszczkami, siwymi włosami, zgarbionymi ludźmi, i dostrzegał to wszędzie dookoła! Chociaż wcześniej tego nie zauważył. Więc to, co widzisz, zależy od tego, czego szukasz. Więc zapytaj sam siebie, czy szukasz kłopotów. OK, to jest współzależne powstawanie.

Ostatnie pytanie: „Jeśli ktoś jest psychotyczny i nie może medytować, to co może zrobić?”. Może być hojny, może nauczyć się przestrzegania wskazań. Przyczyną tego, że ludzie są psychotyczni jest to, że w ich osobowości są cechy, z powodu których czują się bardzo źle i próbują im zaprzeczyć. Więc trenowanie hojności i moralności daje im więcej okazji do czucia się dobrze. To tak jakby mieć więcej dobrych członków w komitecie, możesz wtedy przyznać, że są tutaj też źli członkowie, więc poprawia to twoją samoocenę. Tak więc wciąż pozostaje mnóstwo praktyki: moralność i hojność. Jest to do zrobienia.

OK, mamy 9:00.

Sadhu! Sadhu! Sadhu!

Dziękuję za waszą uwagę.

O autorze

Thanissaro06.jpg

Thanissaro Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Thanissaro Bhikkhu (Geoffrey DeGraff) (1949 - ) jest amerykańskim buddyjskim mnichem tajskiej leśnej tradycji Kammatthana. Po ukończeniu historii europejskiej w Oberlin College w 1971 roku wyjechał do Tajlandii gdzie uczył się medytacji u Ajaana Fuang Jotiko, ucznia Ajaana Lee.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie:

Źródło:

Tłumaczenie: Marcin Sulski
Redakcja polska: Alicja Brylińska
Polskie udźwiękowienie: sponsorowane przez anonimowego darczyńcę
Czyta: Aleksander Bromberek

Image0001%20%281%29.png


Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/