Plik z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")

Ci z was, którzy przychodzą tu regularnie co piątek wiedzą, że często otrzymuję sugestie co do tematu moich mów. Proszę, nie nadsyłajcie więcej propozycji na przyszły miesiąc lub dwa, gdyż te które otrzymałem starczą na długo. Dzisiejszy temat czekał na omówienie od kilku miesięcy. Ludzie mówią: „Często wygłaszasz mowę, która dotyczy związków, a co z tymi, którzy nie są w żadnym związku?” Dzisiejsza mowa dedykowana będzie zatem singlom, ludziom żyjącym w pojedynkę, bez partnera, być może żyjąc w małym mieszkanku, czy domku. Dzisiejszy temat zatem to „Jak radzić sobie z byciem singlem.”

Nawet jeśli jesteś teraz w związku, zawsze pamiętaj, że urodziłeś się samotnie i samotnie umrzesz. Oczywiście, przy twoim łożu śmierci mogą zgromadzić się ludzie, ale pod koniec będziesz mieć zamknięte oczy i ostatnie momenty życia spędzisz z sobą samym. Wiele momentów w życiu spędzisz samotnie. Jako mnich spędzam większość swojego czasu sam. Wiem, że kiedy tylko otworzę rano oczy pierwszą osobą którą ujrzę będę ja. Przez wiele lat wypracowałem więc pewien zwyczaj. Kiedy budzę się rano, mówię sobie: „Witaj! Jak dobrze cię znowu widzieć! Życzę ci miłego dnia!” A ponieważ jestem sam, nikt mnie nie widzi i nie myśli, że mi odbiło. Dlaczego by tak nie mówić? Kiedy w pobliżu nie ma nikogo innego, kto by mógł nam powiedzieć ‘dzień dobry’, przywitaj sam siebie. Czemu nie? Daj sobie trochę więcej szczęścia. Ostatnią osobą, którą widzę przed zaśnięciem jestem również ja, więc mówię: “Dobrej nocy, Ajahn Brahm. Dobrze się wyśpij i do zobaczenia rano!”

Możecie powiedzieć, że to głupiutkie, ale nie, to przekazywanie pozytywnej energii samym sobie. Idąc spać po prostu dobrze sobie życzcie. Nawet nie wiecie, jaka tkwi w tym moc. Ci z was, którzy dobrze nie sypiają, lub mają koszmary senne, często wynika to z tego, że przed zaśnięciem zamęczacie się negatywnymi myślami, na przykład martwiąc się o miniony dzień. Kiedy nauczycie się choć trochę medytacji i odpuszczania przeszłości, to przynajmniej będziecie w stanie całkowicie odpuścić wszystko, co was spotkało danego dnia. Zawsze powtarzam, że mam nadzieję, że… Kiedy kładziecie się spać, ilu z was pakuje się do łóżka w butach? „Czasami”?! O rany! Może w kapciach, ale nie w butach! Macie więc parę butów. Kiedy zdejmujecie buty, lewy but niech reprezentuje waszą przeszłość, a prawy przyszłość. Proszę, nie zabierajcie tych butów ze sobą do łóżka: przeszłości i przyszłości. Kiedy bowiem odpuścicie cokolwiek się wam przydarzyło w ciągu dnia i odpuścicie to, co może was spotkać jutro, to przynajmniej się porządnie wyśpicie. Ciągle powtarzam, że nie mam pojęcia dlaczego ludzie tak się przejmują czymś, co się prawdopodobnie i tak nie wydarzy. Wszystko to, czego się obawiałem nigdy nie nadeszło. Zwykle było znacznie gorzej. Ale czasem było znacznie lepiej. Ale nie da się przewidzieć przyszłości, więc zapomnijcie o tym i dobrze się wyśpijcie.

Odpuście więc przeszłość i przyszłość, tak jak robią to dzieci. Jest tutaj z nami kilkoro dzieci, ta dziewczynka szykuje się właśnie do spania. Ja będę mówił, a ona niczym się nie przejmuje. Dzieciaki są świetne, możecie się sporo od nich nauczyć. Nie są obciążone przeszłością i przyszłością, dlatego mogą spać gdziekolwiek i o każdej porze. Co więcej, ta dziewczynka ma obok siebie tatę, a za nią siedzi mama, więc dziecko czuje się komfortowo, czuje się kochana i bezpieczna. Jeśli chcecie się dobrze wyspać, poczujcie się nieskrępowani, kochani. Odpuśćcie przeszłość i przyszłość i bądźcie dla siebie samych mili. Bezsenność często bierze się ze strachu. Bycie miłym i kochanym zapewnia wspaniały sen.

To był wstęp dotyczący bycia singlem. Zacznę od podstawowych zasad buddyjskich, a potem rozszerzę to w ten sposób, by dotyczyło tematu bycia singlem, bycia w związku małżeńskim, trójkącie, czy czworokącie… Nie obchodzi mnie, co robicie. Najważniejsze jest jak to robicie. To podstawowe prawo kammy. Ludzie często źle interpretują buddyjskie pojęcie kammy. Kamma z przeszłości daje wam składniki, to gdzie się teraz znajdujesz, ludzie, którzy cię otaczają, twoje finanse, zdrowie – to wszystko jest wynikiem kammy z przeszłości. Ale to nie jest najważniejsza część. Na to nic już nie poradzicie. Ale co zamierzacie zrobić z waszą teraźniejszością? Jak wykorzystacie posiadane składniki? Kamma teraźniejszości, to jest naprawdę ważne. Nie ma więc znaczenia to, z czym musicie się zmierzyć w życiu. Ważne jest to, co z tym robicie. Znacie już tę sztandarową przypowieść o pieczeniu ciasta. Do dyspozycji macie najgorsze i najlepsze składniki – kto przyrządzi lepszą potrawę? Znany kucharz z najdroższymi składnikami, czy uliczni sprzedawcy? Często najlepsze potrawy są dziełem ulicznych kucharzy. Opowiadałem ostatnio tę historię przytaczając klasyczne porównanie. Kiedy byłem w Singapurze, odbywał się tam konkurs gotowania pomiędzy znanym kucharzem, a straganiarzami. Zarówno kucharz jak i straganiarze mieli za zadanie przygotować potrawę, a publiczność miała wydać werdykt. Przechodnie nie wiedzieli, kto przygotowywał daną potrawę.

Wygrali uliczni kucharze, przyrządzili znacznie pyszniejszą potrawę, niż znany kucharz. To prawda, nie byli tak wykwalifikowani, nie mieli najlepszych składników, nie dysponowali nowoczesną kuchnią, ale mieli… To, jak wykorzystali swoje zasoby jest fantastyczne. Ten przykład ilustruje, że najważniejsze w kammie są nie ‘składniki’ waszego życia, tylko to, jak je wykorzystacie. Nie ma więc znaczenia, czy jesteś chłopcem, dziewczyną, czy jesteś stary, czy młody, nieważna twoja rasa, czy to, czy jesteś gejem, osobą transgenderową, czy heteroseksualną, czy jesteś mnichem, czy nie żyjesz w celibacie – czy jesteś taki, czy owaki, wyznajesz tę religię czy inną – nie o to w tym wszystkim chodzi. Chodzi o to, jak zarządzasz składnikami swojego życia. Nie wiem, czy dostajecie kartki świąteczne, mnie w dalszym ciągu przysyłają i mówię wtedy: „Nie przysyłajcie mi kartek bożonarodzeniowych, przysyłajcie kartki z okazji narodzenia Buddhy.”

Tak więc dostaję kartki, a niektóre z nich są wykonane przez osoby bez rąk. Są malowane przy użyciu stóp. Ja nie potrafię malować nawet za pomocą rąk, więc dla mnie te wspaniałe dzieła sztuki malowane stopami są czymś niesamowitym. To przykład na to co można zrobić wykorzystując dostępne środki. Inspirują mnie historie ludzi, którzy byli na przykład wykorzystywani seksualnie, ale mówią „To nie ma znaczenia, zrobię z tego coś niesamowitego” i kreują z tego piękne życie. Widzicie, czasem ludzie wywodzący się z biednych środowisk, ci dyskryminowani, oni mówią: „Nie szkodzi, coś z tym zrobię”. I to co robią jest naprawdę inspirujące. To inspiruje, daje ci nadzieję, że nie ma znaczenia, co spotkało cię w życiu, zawsze możesz coś z tym zrobić. To kamma obecnej chwili.

Wielu z was słyszało już to porównanie: czasem w życiu trafiasz na gówno, kiedy tak się dzieje, nie pozbywaj się go. To nawóz, zakop go pod drzewkiem mango. Rok później twoje owoce mango będą słodsze niż kiedykolwiek. Teraz w Perth jest akurat sezon na mango, mamy ich dużo. Skąd się wzięły te owoce? Z gówienka! Zawsze jedząc owoce pamiętajcie, co było nawozem.

To przykład na to, że kiedy wiesz jak radzić sobie z życiowymi trudnościami, możesz w ten sam sposób wszystkie problemy zamienić na soczyste mango. Dlatego też mówi się, że prawo kammy nie jest fatalistycznie, daje ci ono niesamowite możliwości, bez względu na to, kim jesteś, co się zdarzyło w twoim życiu, czy jesteś uzdolniony, czy masz problemy ze wzrokiem czy słuchem – to nie ma znaczenia. Liczy się to, co z tym robisz. Z reguły da się wykreować cudowne życie prawie ze wszystkiego. Czasem ciężej jest osobom naprawdę uzdolnionym. Wiele uzdolnionych osób staje się próżnymi, leniwymi ludźmi. W zasadzie nie muszą wkładać wysiłku w życie, bo jest ono im podane na talerzu. A ponieważ nie musieli oni przechodzić przez trudy życia, nie musieli walczyć o przetrwanie, stają się słabi, egoistyczni, zarozumiali i nie pracują wystarczająco ciężko. Jeśli przechodziłeś w życiu trudne chwile, to duży wysiłek, ale koniec końców rezultat jest dobry, bo stajesz się mądrą osobą pełną współczucia. Byłem tego świadkiem.

Wracając do tematu singli, nieważne czy jesteś singlem czy jesteś w związku małżeńskim. Liczy się to, jak to robisz. Jak sobie radzisz będąc singlem. W dzisiejszym świecie fajne jest to, że możesz być kim chcesz. Nie ma obowiązku żeniaczki. Wiecie, jakieś 30-40 lat temu jeśli ktoś był singlem, to myślano o takiej osobie, że jest z nią coś poważnie nie tak, to było piętno społeczne. Rodzice wierciliby ci dziurę w brzuchu: “No dalej, hajtaj się! Masz 30, 40, 50 lat!” Tak jest szczególnie w krajach azjatyckich. Właśnie wróciłem z Pinang, z Singapuru. Tam rodzice wywierają presję na swoich dzieciach, by wchodziły w związki małżeńskie. Nie musicie tego robić. To wasz wybór i możecie mieć fantastyczne życie w pojedynkę. Macie ten wybór, to prawo i przywilej, by być singlami. Jednakże single zazwyczaj szukają partnera, a ci co już go mają chcą być singlami. I to jest problem, bo nigdy nie jesteśmy zadowoleni, zawsze chcemy czegoś innego.

Przypomniała mi się historia, którą opisałem w mojej nowej książce “Dobrze czy źle, któż to wie?”, która jest do kupienia, chyba że wszystkie egzemplarze zostały już kupione. W książce przywołuję historię farmera ze zgniłym sianem. Dawno temu pewien australijski farmer miał całą furę zgniłego siana, które zostało mu z zeszłego roku. Oczywiście chciał zminimalizować straty, więc postanowił nakarmić krowy starym sianem zanim poda im świeże. Ale krowy wiedziały co się święci i odmówiły zjedzenia zgniłego siana. Kolejny plan zakładał wmieszanie świeżego siana z tym zgniłym, w ten sposób krowy nie rozróżnią jednego od drugiego i zjedzą całość. W taki sposób farmer chciał pozbyć się starego siana. Ale krowy były znacznie przebieglejsze od farmera, nosami rozgarnęły siano – świeże na jedną stronę, zgniłe na drugą. Tak samo jest z kangurami w klasztorze Bodhinyana w Serpentine. Podczas odosobnienia otrzymujemy dużo jedzenia, zbyt wiele, i bardzo często wystawiamy nadmiar żywności dla kangurów. Czasem ludzie mówią, że to im szkodzi. Cóż, kangury się nie żalą, uwielbiają to! Pamiętam pierwszy raz, kiedy to zrobiłem. Ponieważ dbam o zwierzęta, karmię je zdrowym jedzeniem, trochę marchewek, sałaty, jabłek i tym podobne. Za pierwszym razem nie wierzyłem własnym oczom: wyłożyłem im to zdrowe pożywienie, a one nosem odrzuciły marchewkę i sałatę i wiecie, po co sięgnęły? Po pizzę! Tak było. Zostawiły zdrową żywności, one kochają pizzę. Myślę, że kangury z klasztoru buddyjskiego są jedynymi w Australii, które dostają pizzę. Podobno reinkarnowanie w klasztorze buddyjskim oznacza dobrą kammę. Żadne inne kangury nie dostają pizzy. A one to uwielbiają, to dla nich rarytas. Wiecie, niektóre z tych kangurów zaznajomiły się już z mnichami, a ponieważ mnisi są tacy mili i uprzejmi, często zdarza się tak, że kładziesz misę z jedzeniem przed drzwiami i wchodzisz po coś do środka i zanim się zorientujesz nos kangura już węszy w misce. To twój jedyny posiłek w ciągu dnia, a kangur ma pierwszeństwo wyboru, szperając w misce w poszukiwaniu smakołyków. Wspaniale jest żyć wśród zwierząt!

Ale wracając do krów. Odgarnęły one niechciane siano i dobrały się do świeżego. Tak więc farmer ciągle nie wiedział co zrobić ze zgniłym sianem. Nagle go olśniło! Wpadł na pomysł, od którego powinien był zacząć. Kiedy jesteście na wsi i widzicie krowy czy owce pasące się na łące, czy zauważyliście ogrodzenie, które ma na celu utrzymanie zwierząt z dala od drogi? Krowy i owce uwielbiają wystawiać łby przez płot, by zjadać trawę, która znajduje się po drugiej stronie. Ta trawa jest zawsze solidnie wyskubana. Więc co zrobił farmer? Proste rozwiązanie, położył przegniłe siano nie na wybiegu, lecz poza nim. Wiecie, z dala od płotu, ale wystarczająco blisko, by zwierzęta mogły po nie sięgnąć, jeśli tylko się wychylą. I całe zgniłe siano zniknęło w jeden dzień. Wszystko co zakazane, czego nie znamy, co znajduje się “po drugiej stronie płotu” jest pyszne. Niektórzy mówią, że najlepszą przyprawą jest głód. Nie, to nie tak. Zakazany owoc jest najlepszą przyprawą. Spróbujcie. Jeśli powiecie dziecku “Tego nie możesz zjeść”, to od razu nabierze apetytu. Z jakiejś przyczyny wszystko co zakazane smakuje lepiej.

Muszę opowiedzieć tę historię. Nie wiem, czy są tu dzisiaj obecni, chodzi mi o pewną Malezyjkę, żonę Australijczyka. Przychodziła tutaj przez wiele lat i zdała sobie sprawę z korzyści z tego płynących – medytację, nastawienie, filozofię i porady. Oczywiście kochała swojego męża, dlatego pomyślała sobie “gdyby tylko posłuchał niektórych z tych mów, na pewno by mu się spodobało.” Ale wiecie jak to jest z Australijczykami. Religia? Nie, dziękuję. Jej mąż był jednym z tych, którzy są przekonani, że religie są po to, by dobrać się do waszych pieniędzy. Nie wierzył w życie po śmierci, a cała reszta była dla niego przestarzałą kulturą. Odrzucał wszystko, co związane z religią. Tak więc kiedy żona poprosiła go, by jej towarzyszył, on wolał iść do pubu. Zapytała mnie więc, jak może zwabić męża, by przyszedł z nią tutaj. Odpowiedziałem jej: “To bardzo proste, daję 100% gwarancji, że zadziała, a jak nie, to zwrócę pieniądze.” A ponieważ nie płacicie za wstęp tutaj, łatwo mi było złożyć taką obietnicę. Nawet jeśli kupicie jedną z moich książek, zawsze daję gwarancję zwrotu pieniędzy. Jeśli któraś z moich książek nie przypadnie wam do gustu – mówię to w obecności Buddhy i was wszystkich – zawsze możecie poprosić o zwrot pieniędzy. 100% gwarancji. Jeśli wam się nie podoba, zawsze możecie poprosić o zwrot kasy. Nie dostaniecie pieniędzy, ale poprosić zawsze możecie. Ja nie kłamię.

Powiedziałem więc tej kobiecie, żeby kupiła jedną z moich książek i jak tylko wróci do domu żeby powiedziała do męża: “Kochanie, to jest święta księga buddyjska, ręce precz! Nie możesz jej czytać!” I to wszystko. Oczywiście wiecie, co się stało. Kilka dni potem kobieta poszła na zakupy, mąż został w domu. Co myśli typowy Australijczyk? “Co to znaczy, że nie mogę przeczytać tej książki?” Zajrzał więc do książki, przeczytał pierwszą historyjkę i nie odłożył książki póki nie przeczytał jej od deski do deski. Przerobił całą książkę za jednym zamachem. Nie wiem, czy jest dzisiaj z nami. Ale ta metoda działa. Jeśli więc wasze dziecko nie radzi sobie na przykład w szkole, powiedzcie mu: “W przyszłym roku masz zakaz odrabiania prac domowych!” Nie róbcie tego, dzieciaki są zbyt mądre.

I tak właśnie było z krowami. Po drugiej stronie płotu wszystko wygląda bardziej apetycznie. Tak samo z byciem w związku małżeńskim lub byciem singlem. Jeśli żyjesz w pojedynkę to myślisz “Będę szczęśliwy jak tylko z kimś się zwiążę.” To stare porzekadło, że nieznana za płotem zawsze wydaje się bardziej smakowita i zabawna. Ale tak nie jest. Zanim kogoś poznacie, spytajcie osób, które zawarły już związki małżeńskie, przeprowadźcie ankiety, posłuchajcie dowcipów o małżeństwie. Jeden z moich ulubionych opowiada o parze żyjącej tu, w Perth. Kiedy byli w fazie zalotów i chodzili na randki, on zawsze trzymał ją za rękę. Czy to nie słodkie, że po 30 latach życia razem w dalszym ciągu trzymają się za ręce? Kiedy chodzili na randki on trzymał ją za rękę z miłości. Po trzydziestu latach trzyma jej rękę jako akt samoobrony. I czemu się śmiejecie? Bo czasem wiecie, że to prawda. Ale nie zawsze.

Kiedy się nad tym zastanowić, istnieją udane małżeństwa, gdzie kwitnie szczęście. Czasem jestem pytany, czy buddyści powinni zawierać związki małżeńskie, czy to trochę nie miganie się od duchowości, skoro mamy uwolnić się od przywiązań? Wiecie, to jest pół na pół. Tak, przywiązujecie się do drugiej osoby, ale z drugiej strony kiedy się pobieracie, musicie odpuścić swoje potrzeby. Zawsze w jakimś stopniu odpuszczacie kontrolę i swoje upodobania. Jako single możecie chodzić i robić co chcecie i kiedy chcecie. Ale w związku małżeńskim macie drugą osobę, którą trzeba brać pod uwagę. Więc w każdym związku w grę wchodzi odpuszczanie. Tak więc bycie w związku przynosi korzyści duchowe. Z drugiej strony bycie singlem też ma korzyści: nie ma tyle obowiązków i przywiązań. Tak czy siak, korzyści są po obu stronach. Nie można powiedzieć, że jeden stan jest lepszy od drugiego. Liczy się to, w jaki sposób jesteś singlem, czy osobą w związku partnerskim. Prawo kammy mówi o tym, że najważniejsze jest to, co robisz z daną sytuacją. Czasem nie jesteście w stanie tego zaplanować, to się po prostu dzieje – ci z was, którzy są w związkach to wiedzą: spotykasz kogoś, jedna rzecz prowadzi do drugiej i zanim się obejrzysz już masz założone kajdany – mówicie na to obrączki. Ja na to mówię ‘kajdany na palce’. Potem się pobieracie. Czy nie zauważyliście, że życia nie da się zaplanować? Nie mówicie: “Wychodzę dzisiaj na miasto poznać miłość mojego życia, z którą się pobierzemy.” Jeśli tak powiecie, to się nie spełni. To się po prostu przytrafia. Tak samo z byciem singlem.

Nie możesz zaplanować, że będziesz singlem. Tak samo było ze mną, nie planowałem zostać mnichem. Po prostu obudziłem się pewnego ranka w brązowych szatach, z ogoloną głową… Jak to się stało?!

Czasami życie przynosi wydarzenia, które wydaje się, że musiały się zdarzyć. To znaczy nie do końca tak, chodzi o to, że są niekontrolowane. Warto zrozumieć głęboką naukę buddyjską: “życie jest poza kontrolą”. Wyluzuj więc, nie przejmuj się, wszystko jest poza kontrolą. Gdybyś miał nad tym kontrolę, wtedy miałbyś się czym przejmować. Jego Świętobliwość Dalaj Lama mówi tak: “Martw się tylko tym, na co masz wpływ.” Jeśli masz na coś wpływ, w porządku, przyłóż się i dopnij swego. Ale w większości przypadków nie możecie nic zrobić, więc po cóż martwić się czymś, na co nie macie żadnego wpływu? Wiele razy w życiu jest tak, że coś się wydarza lub nie wydarza i niewiele możecie na to poradzić. Po prostu cieszcie się z procesu. Jeśli proces oznacza, że będziecie parą, lub zostaniecie singlami – po prostu wykorzystajcie to jak najlepiej. Jeśli jesteś singlem, to po pierwsze niech ci się nie wydaje, że coś cię w życiu ominęło. Ludzie mnie o to pytają. Jestem mnichem od prawie 40 lat, a oni pytają: “Czy myślisz, że coś cię ominęło?” Odpowiadam: “Poranne wstawanie do pracy i stanie w korkach w każdy poniedziałkowy poranek. Ominęło mnie bycie budzonym w środku nocy przez istotę wrzeszczącą co sił w płucach.” Mówię tu o żonie. Myśleliście, że o dziecku, prawda? Przez całe życie coś się traci, coś się zyskuje. Bez względu na wynik, w życiu jest równowaga. Najważniejsze pytanie to czy naprawdę chcesz być w innym miejscu? Czy po prostu jesteś szczęśliwy będąc singlem? To jest w buddyzmie najważniejsze. Często podczas odosobnień poruszam temat wolności w więzieniu. Jak się ma wolność do przebywania w więzieniu?

Jaka jest różnica? Odwiedziłem wiele więzień, pomagając, nauczając, opiekując się więźniami, ucząc ich medytacji. Zawsze przytaczam historię mojej pierwszej mowy na temat medytacji wygłoszonej w zakładzie karnym Canning Vale w zachodniej Australii, teraz chyba to miejsce nazywa się Hakea. Nieważne. Byłem pod wrażeniem, bo w tych czasach, 30 lat temu, w tym zakładzie było około 110 osadzonych, a na mój wykład przyszło około 105. Tak więc 95% więźniów pojawiło się, żeby posłuchać o medytacji. Nie mogłem uwierzyć, że są aż tak zainteresowani! Skoro zamierzali przychodzić, to ja starałem się dać z siebie wszystko. Zacząłem więc wykład na temat medytacji. Po 5 minutach jeden z więźniów podniósł rękę i wstał, by zadać pytanie. Przerwał mi w połowie zdania! Gdybyście go widzieli, ponad 180 cm… szerokości w barkach… wytatuowany, z bliznami, chłop jak dąb. Kiedy ktoś taki zadaje ci pytanie, odpowiadasz: “Co chciałbyś wiedzieć, słucham cię?” Do tego był przywódcą jednego z gangów więziennych. Po kilku tygodniach zostaliśy kumplami. Zawsze się zastanawiam, co się z nim potem stało. W każdym razie wstał mówiąc: “Czy to prawda że dzięki medytacji można lewitować i przelatywać ponad murami?” To wtedy zdałem sobie sprawę skąd taka wysoka frekwencja na moim wykładzie. To nie żart, tak było naprawdę. Odpowiedziałem, że być może po 30-40 latach medytowania, jeśli ma się zdolności, to może po tylu latach jednemu lub dwóm z was się to uda. Tydzień później na moim wykładzie pojawiły się trzy osoby… Niektóre doświadczenia z bycia mnichem są niezapomniane.

Opowiem po krótce inną historię. Jeden z naszych mnichów nauczał w zakładzie karnym Casuarina. Po kilku tygodniach więźniowie bardzo go polubili. Kiedy miał się zebrać do odejścia, zapytali: “Czy nie mógłbyś zostać jeszcze pół godzinki? Chcielibyśmy cię zapytać o mnisie życie. Jak żyjesz?” Opowiedział więc im o życiu w klasztorze Bodhinyana w Serpentine: pobudka o 4 rano jest dobrowolna, bo zawsze można wstać wcześniej. Bardzo skromne śniadanie, bo tak jadamy. Tylko jeden posiłek dziennie, w dodatku wszystko wymieszane razem w jednej misce. Tak, zaledwie kilka tygodni temu mieliśmy lody truskawkowe ze spaghetti. Kto powiedział ‘fuj’? Ilu z was pomyślało ‘Jejku, lody na spaghetti..’ No kto? Nie macie pojęcia, co tracicie, mówiąc ‘blee’. A w sumie to macie racje, to JEST obrzydliwe! Coś okropnego! Ale takie życie.

Nawet więźniowie zamknięci w izolatkach mają na tacy przegródki, a w naszych miskach wszystko się miesza. Nie możemy uprawiać żadnego sportu, seksu, nie możemy grać w karty, zero telewizji, zero filmów, cały dzień medytacji a potem spanie na podłodze. Ja też śpię na podłodze. Klasztor Bodhinyana to pod wieloma względami ascetycznie miejsce, ci z was którzy sie tam zatrzymali, albo w klasztorze mniszek, wiedzą o tym, to skromne miejsce. Nawet bardziej niż jakiekolwiek więzienie australijskie. Kiedy więźniowie o tym usłyszeli, jeden z nich, całkowicie zapominając, gdzie się znajdują, powiedział kultowe zdanie, które zapamiętam na zawsze. Kiedy usłyszeli o fatalnych warunkach, w których musiał żyć mnich, którego tak polubili, jeden z ich wypalił: “Żyjesz w okropnych warunkach! Może zechciałbyś zamieszkać z nami?” Zaprosili mnicha do więzienia! I mieli w pewnym sensie rację. Gdybym ja przebywał w więzieniu, mógłbym oglądać telewizję, jeść trzy posiłki dziennie, uprawiać sport i było by mnóstwo zabawy. Więc nie obawiam się zamknięcia w pace.

Dla micha to jak wakacje! Często powtarzam, że gdybym chciał sobie zrobić odosobnienie będąc w więzieniu, to wystarczyłoby uderzyć strażnika i ma się dwa miesiące odosobnienia jak w banku! Tak więc wiem, że bawiłbym się wyśmienicie. Dlaczego więc żeby dostać się do klasztoru Bodhinyana trzeba zostać wpisanym na listę oczekujących? Ile teraz jest? 16, 17 osób? Coś koło tego, 17 osób chce spróbować bycia mnichem. Czy istnieje lista osób, które chcą się dostać do więzienia? Wręcz przeciwnie, lista chcących się stamtąd wydostać jest znacznie dłuższa. Czym zatem jest więzienie? Ta krótka historyjka jasno to obrazuje: nieważne jak surowe i niekomfortowe warunki panują w danym miejscu, jeśli chcesz tam przebywać, to nie jest więzienie. Jeśli miejsce jest pełne udogodnień, luksusowe i wyposażone w gadżety, a ty chciałbyś być gdzie indziej, to jest właśnie więzienie. Jedyną różnicą pomiędzy wolnością a więzieniem jest to, czy chcesz być w danym miejscu, czy gdzie indziej.

Tak samo jest w przypadku bycia singlem. Jeśli cieszy cię życie w pojedynkę, to znaczy, że jesteś wolny. A jeśli chciałbyś być w innym miejscu… Czy bycie singlem jest dla ciebie jak więzienie? Tak samo jeśli tkwisz w małżeństwie, którego nienawidzisz i marzysz o separacji, o życiu w pojedynkę, wtedy małżeństwo staje się twoim więzieniem. Niektórzy z was cierpią na nowotwory i inne dolegliwości. Czy jesteście zadowoleni z waszego położenia, czy chcielibyście być gdzie indziej? Ci z was, którzy starzeją się jak ja – czy wasz wiek jest dla was więzieniem, czy wolnością? Jeśli jesteście zadowoleni z bycia starymi, czujecie wielką wolność. Jeśli pragniecie być kimś innym lub w innym miejscu, stworzyliście właśnie dla siebie kolejne więzienie. Niechciane miejsce staje się więzieniem. Nawet teraz, kiedy tu siedzicie, a marzycie o przebywaniu w innym miejscu, to ta sala w ośrodku buddyjskim staje się dla was jak więzienie. Warunki zewnętrzne nie mają więc znaczenia, nie liczy się to, jak ciężko być singlem. Ważne jest to, czy chcecie w tym trwać, czy uciec gdzie indziej.

Jeśli więc jesteś singlem, a chcesz być szczęśliwy, po prostu bądź szczęśliwy żyjąc w pojedynkę. To wspaniałe. Tak samo jest z chorobą. Choroba może stać się więzieniem, jeśli jej nie doceniasz. Przecież choroba oznacza, że nie musisz iść do pracy, ludzie cię rozpieszczają, dostajesz specjalne posiłki, a nawet śniadanie do łóżka – jeśli macie wspaniałomyślnego partnera. Czasem trzeba uważać, jeśli kogoś zbytnio rozpieścicie, bo nie będzie chciał wyzdrowieć. Spodoba im się bycie chorym. Nigdy nie zapomnę, przychodziła do naszego klasztoru pewna kobieta, której ojciec był śmiertelnie chory, miał raka płuc, czy coś w tym rodzaju. W każdym razie był umierający, odwiedzałem go w hospicjum w Murdock. Bardzo tam o niego dbano. Przez lata choroby nie mógł jeść wielu rzeczy, ale w hospicjum się przecież umiera, więc można jeść czego tylko dusza zapragnie. Nie trzeba już się martwić o cholesterol, cukrzycę itp., bo przecież umierasz. Ten człowiek powiedział, że to cudowne, bo pierwszy raz od 3 czy 4 lat mógł zjeść rybę z frytkami i wszystko inne, co przez te wszystkie lata miał zabronione. Jak tylko zaczął jeść rzeczy, na które naprawdę miał ochotę, zaczęło mu się polepszać. Po kilku tygodniach został wypisany. To prawda. Zmarł dopiero później, ale czas spędzony w hospicjum i wolność wyboru jedzenia tego co chce sprawiła, że stan jego zdrowia się poprawił. Mówi wam to coś? W większości wypadków po prostu chodzi o to, czy chcecie być tu i teraz, czy gdzie indziej.

Jeśli więc jesteś singlem, w porządku, przyjrzyj się korzyściom. Nie patrzcie pożądliwie na trawę po drugiej stronie płotu. Wykorzystajcie stan bycia singlem najlepiej jak potraficie. Czasami nie można tych rzeczy zaplanować, czasem po prostu kogoś poznajesz, zaczynacie się spotykać. Tak jest bardzo często, bo życie jest poza kontrolą. Pamiętam liczne historię mężczyzn, którzy przychodzili do klasztoru Bodhinyana i mówili mi: “Właśnie postanowiłem zostać mnichem, chcę opuścić świecki świat.” Zostawali na kilka miesięcy, a potem mówili: “W porządku, zanim zostanę mnichem chciałbym wpaść jeszcze do domu by pozałatwiać parę spraw.” Dwa tygodnie później dostaję list: “Nie zostanę jednak mnichem, gdyż poznałem fantastyczną dziewczynę i się w sobie zakochaliśmy.” I tyle ich widziałem. To nie są wymysły, tak się w życiu zdarza. Zapomnijcie więc o planowaniu. Chodzi mi o plany w stylu: “Oh, będę singlem na wieki wieków, o rany, co ja pocznę?!” Ciesz się tym stanem. Albo: “Idę na miasto w poszukiwaniu Pana Słusznego” – jeśli go znajdziecie, to będziecie się wiecznie kłócić, bo Pan Słuszny ma zawsze rację, dlatego tak go nazywają…

Tak czy siak problemy zawsze się pojawiają. Jeśli dotknęło cię cierpienie singla, naucz się cieszyć z tego stanu. Oczywiście największym problemem w życiu w pojedynkę jest samotność. Problem w tym, że ludziom się wydaje, że muszą dzielić z kimś życie. Masz już kogoś takiego, to TY. Jedynym powodem dlaczego single cierpią jest to, że nie mają przyjaciela. Mam na myśli to, że sami nie są swoimi przyjaciółmi. To jeden z powodów dla których zostałem mnichem, żyłem w samotności przez długi czas. Mój rekord to pół roku w chatce w pobliżu klasztoru Bodhinyana w Serpentine, kiedy to nie widziałem ani nie rozmawiałem z ludzką istotą. Absolutne odosobnienie. Ludzie pytają, czy od tego nie można aby zwariować, czy nie czułem się samotny. Nigdy nie czułem się samotny, bo zawsze ktoś mi towarzyszył: JA!

Zawsze byłem obecny. A mam ze sobą dobre relacje, właściwie bardzo siebie lubię. Czasem opowiadam sobie dowcipy, a potem się z nich śmieję, bo są zabawne. Dlaczegóż by nie?

Jeśli masz ze sobą dobre relacje, to znaczy, że zawsze jesteś w towarzystwie swojego najlepszego przyjaciela. Wiecie kogo? Siebie! Niektórych dowcipów nie odważę się powiedzieć, ale jeden przyszedł mi do głowy. Może przekroczę granicę i wpadnę w tarapaty. Jeśli chcecie zasłonić dzieciom uszy, to proszę bardzo. To dowcip o facecie w barze topiącym swe smutki w alkoholu. Pytają się go co się stało, facet odpowiada: “Wróciłem wcześniej z pracy i zastałem żonę w łóżku z moim najlepszym przyjacielem.” “I co zrobiłeś?” “Kazałem jej spakować swoje manatki i wynosić się w diabły.” “A co zrobiłeś z przyjacielem?” “Spojrzałem mu w oczy i powiedziałem: zły pies, zły pies!” No co, najlepszy przyjaciel! Jeśli nie będziecie chcieli przyjść w przyszłym tygodniu ze względu na moje zachowanie, to super, odpocznę sobie w Bodhinyana! Zawsze powtarzam, że jeśli tylko zapragnę wieść spokojne mnisie życie, wystarczy że obrażę sporą ilość osób – ale niestety tak to nie działa. Wydaję mi się, że im bardziej skandaliczne jest moje zachowanie, tym więcej osób chce przyjść, by mnie posłuchać.

Tak więc mam do siebie samego dobry stosunek, co oznacza że kiedy jestem sam, jestem szczęśliwy i zadowolony. I taka jest różnica między samotnością, izolacją, a byciem w pojedynkę i poczuciem, że coś jest nie tak. Ważna jest relacja jaką masz ze sobą, czy siebie lubisz czy też nie. Albo czy dajmy na to potrafisz sobie wybaczyć. Wieki temu wybaczyłem sobie, że odpowiadam takie fatalne dowcipy. Stało się tak, ponieważ udało mi się dojść do tego, dlaczego tak się dzieje. To dlatego, że kiedy byłem młody mój ojciec opowiadał marne dowcipy. Zostałem więc uwarunkowany przez niego, to jak pranie mózgu, odziedziczyłem kiepskie żarty w genach po ojcu. To święta prawda. Skoro już jesteśmy przy złych żartach, to opowiem jeszcze jeden zasłyszany od ojca, który utkwił mi w pamięci.

Pamiętajcie, że to kawał mojego ojca, nie mój. Pyt.: Jaka jest mniszka rozrywka? Odp.: Mniszka? [ang. “What fun does a monk have?” “Nun”]

Oczywiście to bujda, mnisi z Bodhiyana są przyzwoici. Ale wiecie, ponieważ usłyszałem to od ojca, zapadło mi to w pamięć, więc nie mam poczucia winy i pretensji do siebie za kiepskie żarty, które opowiadam w świętym miejscu jak to.

A czy wy popełniacie błędy? Podjęliście jakieś kiepskie decyzje lub złe uczynki? I co z tym zrobić? Jeśli macie poczucie winy, odczuwacie negatywne emocje, wkręcacie się w złe traktowanie siebie samych na zasadzie: ‘Nie zasługuję na szczęście, wolność, spokój, nie zasługuję na bycie w związku.’ Wiele osób żyje w pojedynkę tylko dlatego, że we własnej psychice zniszczyli jakąkolwiek możliwość szczęścia, bo myślą, że nie zasługują na szczęśliwe życie. Jeśli spojrzycie do mojej książki “Dobrze czy źle, któż to wie?”, znajdziecie tam Licencję na Szczęście. Ponieważ wielu ludzi jest przekonanych, że nie zasługują na szczęście, a z drugiej strony bardzo mnie cenią, postanowiłem dać im Licencję na Szczęście. Ładnie zatytułowana kartka, podpisana przeze mnie: ‘Niniejszym daję ci….’ i tak dalej. Któż zasługuje na szczęście? Komu się ostatnio nie wiedzie? Ojej, znów będę miał problemy. Pan Putin w Rosji. ‘Niniejszym daję Władimirowi Putinowi, prezydentowi Rosji, pozwolenie na uśmiech.’ Nigdy nie widziałem, żeby się uśmiechał. A wy? Teraz wyślą za mną KGB… Tak więc daję komuś pozwolenie na bycie szczęśliwym – i podpisuję się pod tym. Ludzie szanują mnie do tego stopnia, że wieszają to oświadczenie na ścianie i przychodzi im do głowy: “Zasługuję na szczęście. To w porządku, kiedy sukces i szczęście przychodzą, kiedy jestem w związku. Nie zniszczę tego przez poczucie winy związane z czymś, co zdarzyło się wieki temu.” Zapytajcie pierwszego lepszego psychologa, Licencja na Szczęście od kogoś, kogo szanujesz, ma potężną moc.

Brak dobrej relacji ze sobą samym to jeden z powodów dlaczego kiedy jesteś sam, nie możesz tego znieść. Kiedy już podejmujesz próbę bycia z kimś, to zaraz to rujnujesz, jakbyś chciał zepsuć każdą możliwość szczęścia i sukcesu w życiu. Kolejną rzeczą jest zadanie sobie pytania, czy zrobiłeś kiedyś w życiu coś złego? Jeśli tak, to witaj w klubie istot ludzkich, wszyscy kiedyś popełniliśmy duże błędy. W książce, o której już wspominałem, wymieniam swoje trzy największe błędy, czy też trzy o których pamiętam. Te, których nie wyparłem jeszcze ze świadomości. Takie przykłady z życia wzięte. Na przykład? Chyba opowiadałam tę historię w Singapurze któregoś dnia: kiedyś byłem bardzo zmęczony, bo wiadomo, ciężko pracuję, udzielałem właśnie tradycyjnego buddyjskiego błogosławieństwa nowożeńcom. Ponieważ byłem zmęczony, zamiast pieśni weselnej odśpiewałem pogrzebową. Pomyliło mi się. Nikt się nie zorientował, bo było to w języku palijskim, więc nie mieli pojęcia o czym tak nucę. To jedna z moich pomyłek. A najbardziej niesamowite jest to, że ci nowożeńcy są ciągle ze sobą. Tak więc moja wpadka nie miała znaczenia. Każdy z nas popełnia jakieś głupstwo od czasu do czasu, ale ja nie zamierzam się za to karać. Ja o swoich pomyłkach opowiadam, bo ludzi to śmieszy, a ciebie czyni bardziej ludzkim. Celebrujcie więc swoje błędy, nie miejcie wyrzutów sumienia i nie karzcie się za nie. To oznacza, że każdy może mieć z sobą samym dobre relacje.

W książce “Otwierając drzwi twojego serca” pisałem o czymś, czego powinien doświadczyć każdy z was, bez względu na to, czy jesteście singlami, czy w związkach, starzy czy młodzi – proszę was, prędzej, czy później – najlepiej prędzej – wybierzcie swoje ulubione miejsce na świecie, gdzie jest cisza i gdzie wam wygodnie, gdzie czujecie się bezpiecznie, powiedzcie sobie: “Cokolwiek uczyniłem ciałem, mową, czy nawet myślą, co zraniło inną istotę lub mnie samego, uczynki których się wstydzę, wybaczam sobie. Drzwi mojego serca są otwarte dla całej mojej istoty.” Otwórzcie drzwi waszych serc nie tylko na te części siebie, z których jesteście dumni, ale na te, których nie lubicie.

Ktoś z Pinang opowiedział mi, że kiedy przeprowadzał ten proces, zobaczył obraz samego siebie – tą samą twarz, włosy, figurę i ciuchy, tylko wszystko w ciemnych kolorach, takie samotne i opuszczone. Te części jego samego, które od zawsze były poza sercem, ponieważ ich się wstydził. I człowiek ten wyobraził sobie schody prowadzące z tej czeluści w górę do serca bijącego w jego piersi i małe ludziki wchodzące po tych schodach w górę, ku sercu, jakby wracały do domu. Obraz siebie samego witającego te ludziki, części tego kim jesteś, twojej historii, przeszłości, która zawsze była na zewnątrz. Jak tylko to zrobił, wszystkie części jego samego zostały w końcu połączone. I cała nienawiść do siebie samego, poczucie winy i wszystkie te części, które do tej pory odrzucał zniknęły zupełnie. Od tej pory kiedy tylko był sam, był w zupełności zadowolony i szczęśliwy. Kiedy przebywał z innymi, nie obawiał się już szczęścia i miłości.

Ale najpierw musiał przejść przez ten proces. Jeśli nie jesteś w stanie byś swoim własnym przyjacielem, jeśli nie potrafisz żyć w pojedynkę i kochać ten stan, nigdy nie będziesz miał nadziei na stworzenie związku. Jeśli nie potrafisz stworzyć relacji ze sobą samym, jak możesz to zrobić z kimś innym? Taki związek byłby jak ucieczka, droga ewakuacyjna. A związki polegają na stawianiu czoła, na byciu z kimś, a nie na uciekaniu. Odkryjecie, że jeśli ze sobą samymi macie piękne relacje, to bez względu na to, czy jesteście singlami, czy w związku, będziecie szczęśliwi tak czy siak. Jeśli jesteś singlem, wypróbuj to.

Nie ma znaczenie, czy jesteście w związku małżeńskim, czy jesteście częścią dużej rodziny, każdy z was doświadczy życia w pojedynkę. Być może wasz partner umrze, lub na jakiś czas wyjedzie – zawsze będzie czas, kiedy zostaniecie sami. A dla singli zawsze będzie okazja do przebywania w towarzystwie innych. Życie nie jest ekstremą w jednym kierunku, istnieje balans między czasem spędzanym w samotności i czasem spędzanym z innymi. Jeśli we właściwy sposób podejdziecie do tematu bycia singlem, to bycie z innymi będzie łatwizną. Popatrzcie na mnie, powinienem być pustelnikiem, żyć w swojej jaskini, medytować, stawać się mądrzejszym i pełnym mocy i wszystkiego tego, czego spodziewacie się po mnichu. Ale tyle czasu spędzam z wami. Co ja wyrabiam? Nigdy tego nie chciałem. Pamiętacie tę historię z mojej młodości? No to opowiadam…

Cztery, nie, pięć lat po zostaniu mnichem wyruszyłem na północ Tajlandii w poszukiwaniu odosobnienia. Było to dawno temu, 36 lat wstecz. Na północy Tajlandii odkryłem ustronny klasztor z pięknymi jaskiniami i świetnie się bawiłem, aż do czasu święta Vasak. Ludzie z pobliskich wiosek i miast przybyli tłumnie do klasztoru. Nie przeszkadzało mi towarzystwo ludzi, chcieli zadać kilka pytań odnośnie buddyzmu i medytacji. Ale nie pytali o to. Przyszli pogapić się na pierwszego człowieka z zachodu, jakiego widziały ich oczy, nie wspominając już o tym, że byłem w dodatku mnichem. Podeszli więc wszyscy do mnie pytając: “Z jakiego kraju pochodzisz? Co porabiają twoi rodzice? Ilu masz braci? Dlaczego zostałeś mnichem?” W porządku, byłem uprzejmy i odpowiadałem, ale nie były to poważne pytania. Kiedy 30 osób zadaje ci w kółko te same pytania, zaczynasz się w końcu niecierpliwić. Co robić? Jak uciec? Muszę do toalety! Do klopa zawsze puszczą. No, nie zawsze, ale czasem się udaje. Tak więc udałem się w kierunku WC, ale oczywiście nie wróciłem. Poszedłem do swojej chatki po latarkę, zabrałem też butelkę wody. Czy miałem poduszkę? Latarka, woda i myk do jednej z jaskiń. Wybrałem najgłębszą z jaskiń w tych górach wapiennych, głęboką na około 40-50 metrów. Powietrze w środku było w porządku. Zanim doszło się do samego końca, trzeba było najpierw wspiąć się po drabince, skręcić tu i tam i minąć parę zakrętów. Ależ tam było cicho! Usiadłem więc wygodnie, wreszcie trochę samotności! Całe 10 minut, tyle dostałem. Następnie usłyszałem ludzkie głosy. Co się okazało, przełożony klasztoru wygłaszał nudną pogadankę, bez dowcipów, więc ludzie mieli dosyć i postanowili pozwiedzać jaskinie. Wybrali akurat moją. Co za niesprawiedliwość! Prawie mi się upiekło, gdyż zauważyłem światełka ich lamp oliwnych, które przybliżając się świeciły coraz jaśniej. Siedziałem na końcu jaskini, jakieś 20 metrów od zakrętu, kiedy jeden z mężczyzn wyszedł na przód i zobaczywszy mnie rzucił się pędem z powrotem. Rozumiałem, co mówią, gdyż krzyczeli: “Duch, duch na końcu jaskini!”

Myśleli, że jestem duchem. Pomyślałem: super! Udało mi się! Słyszałem, jak debatują: “To nie mógł być duch!” “Ależ tak, sam widziałem!” “Niemożliwe!” “Mówię ci!” Zza zakrętu wyłoniły się dwie głowy i usłyszałem: “To nie duch, to ten mnich z zachodu!” I wtedy zdałem sobie sprawę, że przegrałem… I podeszło do mnie z dwadzieścia osób, usiedli na przeciwko mnie i powiedzieli: “Skąd jesteś? Co robi twój tata? Czym się zajmuje twoja mama? Dlaczego zostałeś mnichem?” O rany… Od tego czasu zdałem sobie sprawę, że nie ma ucieczki, trzeba akceptować co się wydarza. Moje plany nigdy nie wypalały. Nie planujcie więc, przystosowujcie się do tego, co się wydarza.

Kiedy jesteś singlem i planujesz wyjść za mąż, coś się zawsze wydarzy. Albo na odwrót, tkwisz w małżeństwie, a chcesz żyć sam - jeśli tak się nie dzieje, po prostu żyjcie z prądem i przestańcie planować. Znajdujcie radość na każdym etapie życia, ma którym obecnie się znajdujecie – w pojedynkę, w małżeństwie, w trójkącie… Pod warunkiem że wszyscy o tym wiedzą i nikogo nie oszukujecie. Gdziekolwiek się znajdujesz – zero planów, po prostu ciesz się. Najważniejsze jest to, co robisz z danym stanem. A jeśli pragniecie być w innym miejscu, jeśli kusi was siano po drugiej stronie płotu, to pamiętajcie, że ono jest zawsze zgniłe.

Bądźcie więc gdzie jesteście i cieszcie się z tego, co macie. Nawet z najbardziej odrażających rzeczy w życiu można wyhodować niesamowite mango. Problem nie tkwi w byciu singlem, czy w związku małżeńskim. Liczy się to, co z tym robicie, jak to wykorzystujecie, co oznacza, że bez względu na to, w jakiej życiowej sytuacji się znajdujecie, macie okazję się rozwinąć i znaleźć szczęście. Nawet jeśli przebywacie w więzieniu, macie raka, czy inną dolegliwość. Spójrzcie co Steven Hawking, wielki naukowiec z Cambridge, robi ze swoim życiem, a jest przykuty do wózka inwalidzkiego. Pamiętajcie o tym. To nie sytuacja, w której się znajdujecie, tylko co z nią robicie daje wam pełną wolność do bycia szczęśliwymi, niezależnie od tego, czy jesteście singlami, małżonkami, czy cokolwiek innego. Dziękuję za uwagę.

Sadhu, sadhu, sadhu!

Bardzo dobrze. Macie jakieś pytania? Najpierw odpowiem na wasze pytania dotyczące związków. Nie ma pytań? W porządku, czas więc na pytania zza granicy. Te są z Sydney, Malezji i Londynu. Zaczynamy.

Na początek Sydney: ‘Co możesz poradzić nie-buddyście spotykającym się z buddystą i czy taki związek może się udać?’

Oczywiście, że może się udać. W Singapurze mam uczennicę, która jest buddystką… nie, on jest buddystą, a ona jest muzułmanką. I to nie żart, mają dwójkę dzieci, z czego jedno jest chrześcijaninem, a drugie wyznawcą hinduizmu! To prawda! Ojciec byddysta, matka muzułmanka, jeden syn chrześcijanin, a drugi hindus. Przez lata namawiałem ich na kolejne dziecko, by mieli jeszcze Żyda w kolekcji. Nie chodzi przecież o to, czy jesteś wyznawcą buddyzmu, muzułmaninem czy ateistą. Chodzi o to, co z tym robisz. Oczywiście, ja jestem buddystą, ale są też buddyści, z którymi ciężko przebywać. Są zbyt nudni, nie uśmiechają się, nie cieszą życiem, nie pogłębiają medytacji, zawsze rozkazują innym. Znam takich buddystów. Znam też chrześcijan, którzy starają się wszystkich nawrócić. Znam też chrześcijan, którzy mogą być dobrymi przyjaciółmi. Tak samo z muzułmanami. Nie jest więc ważne, jaką religię wyznajesz, tylko jak ją wykorzystujesz. To się najbardziej liczy. Nie myśl więc sobie: ‘Jestem buddystą, więc jestem lepszy niż wszyscy inni. Pozostałe religie są drugiej kategorii. Nie to co buddyzm.

A buddyzm Theravada to prawdziwy buddyzm, nie jak te wszystkie Mahayany i buddyzm tybetański z rytuałami, my jesteśmy lepsi. A tradycja leśna jest najlepszą ze wszystkich, jest prawdziwa, my nie oglądamy telewizji w naszych wioskach. A z tradycji leśnej najlepsza jest ta Ajahna Brahma, cała reszta nie wie, co robi.’ Niektórzy naprawdę tak myślą, dacie wiarę? Myślą, że są najlepsi. Chyba coś jest nie tak w takim sposobie myślenia, nie uważacie? Nie liczy się to, kim jesteś, tylko co z tym robisz, czy jesteś dobrym, współczującym człowiekiem, którego wypełnia spokój – liczy się charakter, a nie etykiety. Wracając więc do pytania o randkowanie z buddystą – nieważne, czy buddysta spotyka się z nie-buddystą, dopóty jeden dobry człowiek spotyka się z drugim dobrym człowiekiem. Jeśli tak jest, brawo! Liczą się nie etykiety, tylko charakter.

Pytanie z Malezji: ‘Moi krewni ciągle mi powtarzają, że to rodzice dali mi życie, więc muszę wyjść za mąż i rodzić dzieci, w przeciwnym razie postąpię samolubnie. Proszę o radę.’

Wygląda na to, że to twoi rodzice są samolubni, nie ty. Tak, twoi rodzice dali ci życie, ale pamiętaj, że zgodnie z buddyjskim pojęciem strumienia świadomości jeśli nie urodziłabyś się u tych rodziców, to reinkarnowałabyś u innych. Na dobrą sprawę to nie rodzice dali ci życie, bo istniałaś już przed narodzeniem. Rodzice dali ci po prostu miejsce w brzuchu do wynajęcia na 9 miesięcy. Dali ci również dom do zamieszkania i edukację. Więc owszem, dużo ci dali, ale i ty dużo im dałaś. Kiedy pragniesz dziecka i ono się rodzi, daje ci tyle radości. Nie jest to więc tylko jednostronne. Rodzice mówią ‘Daliśmy ci wszystko, a ty nie dałaś nic w zamian.’ Wręcz przeciwnie, dziecko daje wam mnóstwo miłości, miłującej dobroci i szczęścia.

Teraz kiedy opuściłaś dom rodzinny, rodzice powinni cię wypuścić. Bądźcie jak ptaki, które są mądre, całymi dniami wysiadują jajka i ciężko pracują, by wykarmić pisklaki, kiedy te już się wyklują, i jak tylko te nauczą się latać, rodzice odlatują. Czyż to nie wspaniałe? Opiekowaliście się dziećmi, skończyły studia, mają dyplom, mają pracę – wynocha, wynocha! A co wy, matki robicie zamiast tego? “Ależ ja uwielbiam towarzystwo swojego syna..” I to jest problem. Więc nie, nie musisz wychodzić za mąż i rodzić dzieci. Ludzie lubią troszczyć się o Matkę Ziemię, a wszyscy wiemy, że jednym z największych problemów jest przeludnienie. Mieszkam w Perth od zaledwie 30 lat, a dzielnice tak bardzo się rozrosły. Kiedy tu przybyłem, wystarczyło, że przeszliśmy kawałek z Ajahn Jagaro i już byliśmy w buszu, widzieliśmy wilki, a w pobliżu nie było nikogo. Teraz trzeba się porządnie nachodzić, by znaleźć odosobnione miejsce. Jak bardzo możemy się jeszcze rozrastać? Kiedyś trzeba się zatrzymać. A to oznacza mniej dzieci. Więc możesz mówić, że chronisz planetę nie rodząc dzieci. Wcale nie jesteś egoistką, poświęcasz się dla przyszłości i równowagi Matki Ziemi.

I pytanie z Londynu: “Jeśli zawsze będę zadowolony z dowolnego stanu, w którym się znajduję, czy to jako singiel, czy to w związku, to czy nie oznacza to, że stanę się zbyt bierny, by wprowadzić jakiekolwiek zmiany, które polepszą moje życie?”

Co masz na myśli mówiąc “polepszą’? Zawsze dążymy do polepszenia życia i co się dzieje? Tylko pogarszamy sprawę. Nie moglibyście być zadowoleni z życia, które macie? Czasem wprowadzacie zmiany na gorsze. Czasami zbyt wiele chcemy poprawić zamiast być wdzięcznym i szanować to, co już jest. Zbyt wiele ulepszeń, zbyt mało doceniania. Te z was, które są zamężne, czy chcecie udoskonalić swojego męża? Chcecie go ulepszyć? Gdybym zaoferował wam magiczną miksturę, która podawana raz dziennie ulepszyłaby waszego męża, czy byłybyście tym zainteresowane? Łyknij sobie, a twoja żona będzie doskonalsza!

Znacie ten stary dowcip o mężczyźnie, który po raz pierwszy w życiu przyjechał do miasta i poszedł na zakupy do jednego z tych wielkich centrów handlowych ze swoją 70-letnią żoną? Pierwszy raz zobaczył windę, nie miał pojęcia do czego służy. Patrzy, a do środka wchodzi stara kobieta, drzwi się zamykają, cyfry idą w górę: 1,2,3,4,5,6,7,8,9, zatrzymują się, schodzą w dół: 9,8,7,6,5,4,3,2,1, drzwi się otwierają i z windy wychodzi piękna, młoda kobieta. Mężczyzna do syna: “Synu, leć po matkę!” Stary, ale bardzo śmieszny dowcip.

Czemu zawsze wam zależy na poprawianiu innych ludzi? Nie możecie ich kochać takimi, jacy są? To się tyczy ‘naprawiania’ wszystkich, także ciebie. Czy nie mógłbyś być zadowolony z tego, co masz? Masz dużo, a twój partner jest wspaniały. Czemu ich nie docenić? Jakie to uczucie, kiedy ktoś cię docenia? Kiedy ktoś cię kocha takim, jakim jesteś i nie próbuje cię zmienić? Czy to nie wspaniałe? Ile znacie osób, które za każdym razem jak się widzicie dają wam porady, jak robić rzeczy lepiej? Po jakimś czasie można dostać szału. Nie lepiej być kochanym i docenianym? Ostrożnie ze słowem ‘ulepszać’, bo może przysporzyć wiele stresu w waszym życiu. Więc tak, myślę że możesz być ciut bardziej bierny i nie wprowadzać zbyt wielu zmian. Całe życie to robiłeś. Czy w ten sposób da się ukończyć coś w życiu? Zmiany są rzeczą niezmienną w życiu, zawsze będą.

Powinienem już kończyć, bo dobiega dwudziesta pierwsza. Kiedy wrócicie dziś do domu, spróbujcie nie polepszać kuchni poprzez pozmywanie wszystkich naczyń i sztućców. Zanim się za to zabierzecie, policzcie ile jest brudnych naczyń, a ile czystych. Jeśli liczba czystych przewyższa liczbę brudnych, dajcie sobie spokój, póki jesteście na wygranej pozycji. W przeciwnym razie spędzicie wszystkie weekendy i wakacje na wykonywaniu prac, zamiast na korzystaniu z życia. Zawsze staracie się zmieniać ludzi w waszym życiu, zamiast ich doceniać, zawsze chcecie siebie zmienić, zamiast się docenić. Chcecie zmieniać swoje dzieci, zamiast po prostu je kochać.

Zdradzę wam sekret: jeśli tylko będziecie doceniać i kochać wasze dzieciaki, staną się lepsze. Jeśli siebie pokochasz i docenisz, i ty będziesz bardziej doskonały. Zmienianie czegoś na siłę tylko pogarsza sytuację. Rzeczy trzeba kochać takimi, jakie są. Jak słońce świecące w ogrodzie, dzięki któremu rosną kwiaty. To wszystko na dzisiaj. Jeszcze raz dziękuję, że przyszliście na pierwszą mowę w 2014 roku. Przekroczyliśmy czas. Możemy teraz pokłonić się Buddzie, Dhammie i Sandze. Jeśli macie jakieś pytania, stańcie w kolejce, a jak będzie za długo, to ja idę do toalety. Tylko błagam was, kiedy tylko opowiadam historię o jaskini, ludzie pytają: “Ajahn Brahm, skąd jesteś? Co robi twój tata? Czym zajmuje się twoja matka?” – nie róbcie tego!! Jeśli już macie pytanie, niech będą poważne. Dziękuję wam bardzo.

O autorze

brahm.jpg

Brahmavamso Ajahn
zobacz inne publikacje autora

Czcigodny Ajahn Brahmavamso Mahathera (znany jako Ajahn Brahm), właściwie Peter Betts, urodził się w Londynie 7 sierpnia 1951 roku. Obecnie Ajahn Brahm jest opatem klasztoru Bodhinyana w Serpentine w Australii Zachodniej, Dyrektorem ds. Duchowych Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Wiktoria, Doradcą ds. Duchowych przy Buddyjskim Towarzystwie Stanu Australii Południowej, Patronem Duchowym Bractwa Buddyjskiego w Singapurze oraz Patronem Duchowym ośrodka Bodhikusuma Centre w Sydney.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: bswa.org

Tłumaczenie: Aleksandra Łobacz

Image0001%20%281%29.png


Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/