Tytuł: Dlaczego buddyści powinni popierać małżeństwa jednopłciowe

O autorze: Bhikkhu Sujato

Wersja pdf: pdf2.jpg

zobacz źródło

print

Wersja epub: epub2.jpg
bz_0050.jpg

Kwestia traktowania jednopłciowych związków partnerskich to jedna z kluczowych kwestii politycznych i społecznych naszych czasów. Chciałbym przedstawić sprawę z buddyjskiej perspektywy.

Podobnie jak w przypadku innych kwestii etycznych, czy społecznych, w szczególności dotyczących seksualności, religie próbują dyktować warunki. Konserwatywne chrześcijańskie kościoły przodują wśród opozycji wobec równego traktowania związków jednopłciowych. Nie powinniśmy jednak generalizować na podstawie konkretnego wyznania. Dla wielu chrześcijan pozytywne przesłanie Jezusa, skupiające się na współczuciu i miłości, oraz fakt, że Jezus nigdy nie ustosunkowywał się do kwestii homoseksualizmu wystarczy, aby popierać równouprawnienie związków jednopłciowych.

W Australii doszło do ciekawej wymiany między wyraźnie konserwatywnym katolickim przywódcą, kard. Georgem Pellem, a organizacją Australian Marriage Equality (Australijskie Równouprawnienie w Małżeństwie). AME zaproponowały kardynałowi spotkanie, a ten zgodził się pod warunkiem, że organizacja przyzna, że sprzeciwianie się małżeństwom jednopłciowym nie musi wynikać tylko z homofobii lub chęci dyskryminowania ludzi. AME zgodziło się i opublikowało takie oświadczenie:

Przyznajemy, że to możliwe by sprzeciwiać się równouprawnieniu małżeństw jednopłciowych bez nienawiści do homoseksualistów. Prosimy jednak o to, by ludzie o innym niż my poglądzie na tę ważną sprawę również przyznali, że da się popierać równouprawnienie małżeństw jednopłciowych nie próbując przy tym podważać takich rzeczy jak małżeństwo, rodzina, czy religia.

To świetny początek dyskusji i jeden z niestety bardzo rzadkich przykładów prawdziwego dialogu.

Co w takim razie z buddyzmem? Jak w każdym innym temacie można spotkać cały wachlarz różnych opinii, oraz tak jak w każdym innym temacie – przepraszam jeżeli to zabrzmi cynicznie – większość tych opinii nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, czego nauczał sam Buddha.

W niektórych przypadkach mamy do czynienia z buddyjskimi autorytetami wyraźnie określającymi swoje opinie w tej sprawie. Ajahn Brahm bardzo otwarcie wspiera społeczności homoseksualne od lat, zarówno w Australii, jak i za granicą. Mistrz Hsin Yun, założyciel międzynarodowej organizacji buddyjskiej Fo Guang Shan powiedział:

Ludzie często pytają mnie co myślę o homoseksualizmie. Zastanawiają się czy to coś złego, czy dobrego. Odpowiedź jest taka, że nie jest ani dobry, ani zły. To po prostu coś, co ludzie robią. Jeżeli ludzie nie robią sobie nawzajem krzywdy, to ich życie prywatne jest ich sprawą. Powinniśmy być tolerancyjni i ich nie odtrącać.

Z drugiej jednak strony Dalajlama wielokrotnie powtarzał, że zachowania homoseksualne są sprzeczne z buddyjskimi wskazaniami. Jednocześnie podkreśla potrzebę współczucia i obdarzenia wszystkich pełnią praw człowieka. Nie wypowiada się on jak powinno się tworzyć prawo, a tylko jak powinien do tego tematu podejść buddysta.

Dalajlama uważa, że ponieważ organy płciowe zostały stworzone do prokreacji, powinny być stosowane tylko w tym celu, a więc każda inna forma seksu nie wchodzi w grę.

Jest to według mnie radykalne i nierealistyczne podejście. Dalajlama powołuje się na pewnych średniowiecznych indyjskich uczonych (Vasubandhu, Asanga – ja jednak nie miałem okazji czytać ich tekstów). Nie opiera się to jednak na samych suttach. Wręcz przeciwnie! Sutty wyraźnie pokazują seks jako coś, co robi się również dla przyjemności i nie widzą w tym problemu. Buddyzm nie jest religią kładącą nacisk na płodność, więc nie mam pojęcia na jakiej podstawie seks miałby mieć cel wyłącznie prokreacyjny.

Wskazania we wczesnych tekstach buddyjskich nie mówią nic o tym, by seks miał służyć wyłącznie prokreacji. Odnoszą się tylko do tego, czy dane relacje seksualne naruszają jakieś społeczne umowy. Oto standardowy fragment, który można znaleźć choćby w MN 41, lub AN 10.176 i 10.211:

Kāmesu micchācārī hoti, yā tā māturakkhitā piturakkhitā mātāpiturakkhitā bhāturakkhitā bhaginirakkhitā ñātirakkhitā gottarakkhitā dhammarakkhitā sasāmikā saparidaṇḍā antamaso mālāguḷaparikkhittāpi, tathārūpāsu cārittaṃ āpajjitā hoti.’


[Kto] Błędnie prowadzi się co do zmysłowych przyjemności, ma stosunki z kobietami chronionymi przez matkę, ojca, przez matkę i ojca, brata, siostrę, czy krewnych, które mają męża, które są chronione przez prawo (przyp. tłum. - lub zwyczaj - dhamma) a nawet z tymi które są przyodziane w girlandy jako znak zaręczyn.

Większość tych punktów jest dość jednoznaczna. Dotyczą kobiet, które nie są „niezależne” we współczesnym tego słowa znaczeniu, kobiet, które żyją pod opieką innych ludzi. Zazwyczaj będą to młode kobiety mieszkające w domach rodziców lub później mężatki tworzące rodziny ze swoimi mężami. Istnieje bardzo wiele zmiennych, więc układy bywały bardzo różne.

Warto jednak zwrócić uwagę, że hinduskie teksty wprost mówią o tym, że kobieta zawsze musi być podległa jakiemuś mężczyźnie, a tutaj natomiast opieka matki jest postawiona tuż obok ojca, a siostry obok brata i nic nie sugeruje, że któraś z tych opcji jest preferowana.

Wygląda na to, że w niektórych sytuacjach kobiety żyły pod opieką dalszej rodziny. Kobiety „chronione przez dhammę” to pewnie osoby adoptowane, sieroty itd. Kobieta „nielegalna” to jednak termin niejednoznaczny. Nie wiemy czy chodzi o kobietę, która ma zostać ukarana za jakieś przestępstwo, czy o kogoś, z kim stosunek byłby złamaniem prawa. Nauki tego nie objaśniają.

Powyższy fragment odnosi się tylko do mężczyzny jako potencjalnego sprawcy, ale to nie znaczy, że kobieta nie jest w stanie złamać tego wskazania. Jak większość nauk i te są wypowiedziane z męskiego punktu widzenia, ale dotyczą w takim samym stopniu obu płci. Założenie jest tu takie, że to kobieta jest pod czyjąś opieką. Tak bowiem wyglądały realia w czasach życia Buddhy. Nie jest to żadnego rodzaju poparcie danej sytuacji, ani stwierdzenie, że kobieta nie może lub nie powinna być niezależna. Fragment ten po prostu mówi, że jeżeli kobieta (lub mężczyzna) żyje w jakimś stałym związku, nie powinna zdradzać swojego partnera.

Jasnym w tym momencie jest jedno. Wskazanie dotyczące seksualności nie ma niczego wspólnego z homoseksualizmem (ani żadną inną konkretną formą seksualności). Wskazanie ostrzega tylko przed łamaniem więzi zaufania z naszymi ukochanymi. Chociaż niuanse społecznych relacji z czasów Buddhy wyraźnie różnią się od panujących dzisiaj, to, przynajmniej w większości przypadków, nie powinno być problemem przełożenie danych nam przez Niego instrukcji na nasze warunki.

Zatem jeżeli wskazania nie dotyczą homoseksualizmu, to co właściwie Buddha na jego temat mówił? Mamy szczęście, że istnieją tysiące nauk, w których Buddha przekazuje swoje opinie na temat różnych etycznych problemów. Gwałt, pedofilia, zdrada małżeńska i wiele innych problemów dokładnie opisano we wczesnych tekstach i Buddha wyraźnie mówił, że nie popiera tego typu zachowań.

Jednak w suttach nie ma nic o homoseksualizmie. Przy tysiącach mów ani jeden tekst nie traktuje homoseksualizmu jako istotnej sprawy.

Jest jeden fragment w Cakkavattisihanada Sutcie, który często cytowany jest przez ludzi próbujących udowodnić, że Buddha był przeciwny homoseksualistom. Sutta wymienia liczne przykłady moralnego zepsucia jakie mogą przytrafić się społeczeństwu. Jednym z przykładów takich zachowań jest micchā-dhamma, co w języku palijskim jest w zasadzie tak ogólnym terminem na robienie czegoś złego, jak to tylko możliwe. Można to przetłumaczyć jako „fałszywe nauczanie,” „niewłaściwą praktykę,” „błędne zachowanie” itd. Komentarz do tego tekstu, sporządzony niemal 1000 lat później na Sri Lance twierdzi, że te słowa oznaczają „Pożądanie mężczyzn przez mężczyzn lub kobiet przez kobiety” (Micchādhammoti purisānaṃ purisesu itthīnañca itthīsu chandarāgo). Ponieważ nie ma to żadnego potwierdzenia w samym tekście świadczy to tylko o postawie średniowiecznego komentatora. Nie mamy nawet, z tego co wiem, podstaw, by uznać to za postawę typową dla dawnych Theravādinów lub Lankijczyków.

Sutty po prostu ignorują wszystkie kwestie związane z homoseksualizmem. Trudno wyprowadzić argument z niewiedzy. Jednak fakt, że istnieją tysiące mów, w których Buddha wymienia różne szczegółowe listy moralnych uchybień sugeruje, że Buddha starał się w miarę możliwości kompleksowo odnosić do problemów etycznych, do których w takim razie nie zaliczał homoseksualizmu.

Z Vinayą jest już inaczej. Vinaya to kodeks praw dotyczący mnichów i ponieważ reguluje sprawy wewnątrz zakonu, w którym panuje pełen celibat, musi odnosić się do wszelkiego rodzaju zachowań seksualnych. Robi to z resztą z taką szczerością i bezpośredniością, że wywoływało to szok u wczesnych europejskich tłumaczy. Nawet do tego stopnia, że niektórzy całkowicie omijali spore fragmenty Vinayi, a inni ze specyficznej troski o swoich młodych czytelników tłumaczyli je tylko na łacinę.

W Vinayi można znaleźć opisy aktów homoseksualnych, jak i praktycznie wszystkich innych aktów seksualnych, które potrafimy sobie wyobrazić. Za każdym razem Buddha reaguje w typowy dla siebie, bezpośredni i zdroworozsądkowy sposób. To oczywiste, że homoseksualne zachowania, tak jak i każde inne praktyki seksualne są zabronione wśród mnichów i mniszek objętych celibatem. Zakazy te jednak w żaden sposób nie różnią się od zakazów dotyczących heteroseksualistów i nie ma żadnych przesłanek, by traktować je jako krytykę homoseksualizmu poza środowiskiem monastycznym.

Co więcej, w niektórych przypadkach kary za zachowania homoseksualne są wręcz lżejsze niż przy heteroseksualnych odpowiednikach. Na przykład dotykanie przez mnicha drugiego mężczyzny w charakterze seksualnym jest mniej poważnym przewinieniem, niż dotykanie w ten sposób kobiety. Tak samo seks między dwiema kobietami jest mniejszym przewinieniem niż między kobietą, a mężczyzną. Sāriputta, główny uczeń Buddhy, miał kiedyś wziąć sobie na uczniów dwóch nowicjuszy, którzy później zaczęli uprawiać ze sobą seks. Buddha nakazał wtedy mnichom nie brać na raz dwóch uczniów! (Ten przepis, jak wiele innych, został później złagodzony)

Jednak nie powinniśmy interpretować tego jako przykład, że stosunki homoseksualne są traktowane w jakiś preferencyjny sposób w ramach Saṅghi. Vinaya, jako kodeks praw często ustanawia wyroki w oparciu o różne aspekty sprawy i nie ma żadnego wyraźnego powiązania między ciężarem moralnym przewinienia, a tym jak poważnie jest ono karane. Dla przykładu zbudowanie przesadnie dużej [mnisiej – przyp. red.] chaty jest poważnym przewinieniem, a pobicie kogoś do nieprzytomności tylko lekkim.

Nie powinniśmy zatem nadawać zbyt dużego znaczenia temu, że niektóre zachowania homoseksualne w Vinayi traktowane są bardziej wyrozumiale. Najważniejsze jest po prostu to, że homoseksualność traktowana jest w zasadzie tak samo jak każdy inny przejaw seksualności człowieka.

W tych przykładach nie ma tak naprawdę niczego, co moglibyśmy porównać z „orientacją seksualną” jak ją definiujemy dzisiaj. W większości przypadków zachowania homoseksualne traktowane są właśnie jako pojedyncze zachowania. Nie pojawia się koncepcja osoby, która wyłącznie lub w większości odczuwa pociąg seksualny do przedstawicieli swojej płci.

W tekstach pojawia się natomiast ktoś taki jak „paṇḍaka.” Są to w większości mężczyźni, choć są też przykłady kobiet (itthīpaṇḍikā). Paṇḍaka nie może zostać wyświęcony i w większości kojarzony jest z niepohamowaną seksualnością. Nie wiadomo jednak niestety co dokładnie ten termin oznacza. Istnieje kilka definicji paṇḍaki. Choć nie zawsze są ze sobą zgodne, to jednak wydaje się, że chodzi o konkretne cechy fizyczne i pewien zestaw zachowań. Możliwe, że chodziło o rodzaj eunuchów świadczących usługi seksualne. Na pewno jednak paṇḍaka nie jest tym co dzisiaj nazywamy homoseksualistą. Paṇḍakowie mogą być związani z tzw. hidżrami, czyli trzecią płcią. W Indiach do tej klasy zalicza się m.in. transseksualistów, hermafrodyty i eunuchów.

Podsumowując – wczesny buddyzm odnotowywał zachowania homoseksualne, ale nigdy nie traktował ich jako jakiś etyczny problem. Nie występuje natomiast nic takiego jak orientacja homoseksualna.

Jest to całkowicie zgodne z tym jak Buddha traktował etykę. Nie oceniał on bowiem ludzi, tylko konkretne uczynki. Ludzie to po prostu ludzie i robią zarówno rzeczy dobre, jak i rzeczy złe. Tylko te zachowania, które powodują krzywdę Buddha nazywał niewłaściwymi.

W trzecim wskazaniu największy ciężar kładzie się na zdradę. „Złe seksualne prowadzenie się” powoduje krzywdę, gdyż niszczy zaufane, jakie pokłada w nas ukochana osoba. Buddha był pełen współczucia i nigdy nie tworzył zasad, które powodowałyby ból, albo krzywdę. Moralne potępienie homoseksualizmu oznaczałoby natomiast zmarginalizowanie i skrzywdzenie ludzi, którzy nie zrobili niczego złego, więc jest sprzeczne z podstawami etyki buddyjskiej.

Niezbędne jest pamiętanie o tym podstawowym etycznym problemie, ponieważ w dyskusjach o homoseksualizmie, jak i o jakimkolwiek innym kontrowersyjnym problemie etycznym, istnieje dominująca tendencja do rozmywania tematu. Czemu jest nam tak trudno w racjonalny sposób patrzeć na problemy etyczne? Faktycznie istnieją skomplikowane problemy, których detale są trudne do ustalenia. To jednak nie jest jeden z tych tematów.

Na przykład bardzo często mówi się, że homoseksualizm jest „nienaturalny.” Wystarczy jednak chwila zastanowienia się, by zrozumieć, że to nieprawda, ponieważ w świecie zwierząt istnieje mnóstwo przykładów homoseksualizmu. Z drugiej strony, w jaki sposób seks dwóch mężczyzn jest bardziej nienaturalny od takich czynności jak pisanie na klawiaturze komputera, albo pakowanie żywności w plastikowe opakowania? Z resztą to i tak nieważne, bo to, czy coś jest naturalne, czy nie, nie jest problemem etycznym. Liczy się to, czy zachowanie powoduje jakąś krzywdę, a nie czy można je nazwać naturalnym. Równie dobrze moglibyśmy nazwać dylematem etycznym wybór między warzywami produkowanymi ekologicznie, a pryskanymi.

Homoseksualizm często również kojarzy się ludziom z seksualną „dekadencją.” Homoseksualistów nazywa się pedofilami, ludźmi rozwiązłymi i upatruje się w nich przyczyny rozprzestrzeniania się różnych chorób zakaźnych jak AIDS. Wtedy przyznanie praw związkom jednopłciowym oznaczałoby wyrażenie zgody na wszystkie zachowania tego typu. Jednak ten argument również jest nieprawdziwy. Różni homoseksualiści zachowują się w różny sposób. Tak samo jak osoby heteroseksualne.

Obwinianie homoseksualistów o AIDS jest jednym z najokrutniejszych możliwych argumentów. Czujemy potrzebę znalezienia przykładów ilustrujących jak absurdalne jest to twierdzenie. Co z dziećmi, które rodzą się z AIDS? Co z ludźmi, którzy zarazili się podczas transfuzji krwi? Malaria występuje o wiele częściej wśród ludzi biednych. Czy to znaczy, że mamy ich o nią obwiniać? Czemu przypadków AIDS wśród lesbijek jest o wiele mniej? Czy to znaczy, że lesbijstwo jest w jakiś sposób kammicznie lepsze?

Nie powinniśmy jednak w ogóle szukać takich przykładów. Argument odnoszący się do AIDS, tak samo jak poprzednie, jest po prostu niezwiązany z meritum tematu. W najgorszym wypadku, gdyby sprawdziły się wszystkie stereotypy geja jako rozwiązłego, nieodpowiedzialnego narkomana – czy to, że nie uważamy jego zachowania za godne pochwały i mądre oznacza, że zasługuje na powolną, uporczywą i bolesną śmierć? Czy naprawdę jesteśmy w stanie spokojnie oznajmić w takim moralizatorskim tonie, że zniszczenie drugiemu człowiekowi życia jest czymś sprawiedliwym tylko dlatego, że uważamy sposób w jaki zapewniał sobie przyjemność jako nieodpowiedzialny? Cały ten argument jest po prostu nieludzki i nic niewarty.

Jeżeli na przykład jakieś zachowania osób homoseksualnych zwiększają szansę na zarażenie się wirusem HIV, powinniśmy próbować im pomóc w poprawieniu tych zachowań tak samo jak zrobilibyśmy to w przypadku każdego innego zachowania prowadzącego do krzywdy. Ruch na rzecz równego traktowania małżeństw jednopłciowych chce po prostu umożliwić ludziom o różnej orientacji seksualnej żyć w ramach pewnych uznawanych i akceptowanych norm prawnych, które korzystnie wpływają na rozwój kochających i pełnych wzajemnego oddania związków. Skazywanie małżeństw jednopłciowych to najlepsza metoda marginalizowania homoseksualistów.

Kolejnym uciekaniem od sedna sprawy – mimo że to istotny fakt, któremu często ludzie próbują zaprzeczać – jest mówienie, że homoseksualizm jest czymś wrodzonym. Zwolennicy równouprawnienia homoseksualistów lubią zaznaczać, że niektórzy ludzie po prostu się tacy rodzą i nie mogą tego zmienić. Co jeśli część homoseksualistów nie uważa swojej orientacji za rzecz wrodzoną? Co jeżeli ich zdaniem dokonali oni świadomego wyboru? Co z tego, czy jest to prawda, czy kryje się za tym jakiś nieznany czynnik biologiczny? Uprawianie seksu z przedstawicielem tej samej płci, tak samo jak branie z nim ślubu nie powoduje żadnej krzywdy. Nie ma tu żadnego znaczenia czy dochodzi do tego z powodu czynników biologicznych, czy z powodu naszego wyboru. Nie dzieje się krzywda, więc nie ma żadnego etycznego problemu.

Prawdopodobnie najbardziej błędnym argumentem ze wszystkich jest twierdzenie, że małżeństwa jednopłciowe po prostu zakłócają porządek społeczny. Małżeństwo zawsze dotyczyło tylko związku kobiety i mężczyzny, więc zmiana tego będzie po prostu szkodliwa.

Ten, bardzo lubiany przez konserwatystów argument też mija się z celem. Szkody już teraz mają miejsce. Przemoc, znęcanie się i trauma to część codziennego życia dla milionów dobrych ludzi, których jedyną winą jest to, że uprawiają lub chcą uprawiać seks z przedstawicielami swojej płci. Część naszego społeczeństwa ma problem i trzeba go naprawić.

Tego samego argumentu używano, gdy inni próbowali delegalizować niewolnictwo, nadawać kobietom prawo do głosowania lub wszystkim ludziom prawo do posiadania ziemi. Za każdym razem przedstawiciele uprzywilejowanej grupy starają się po prostu uniemożliwić innym dostęp do równych praw, a ponieważ to nie oni płacą cenę tej nierówności, dla nich problem nie istnieje.

Jednak patrząc na to przez pryzmat współczucia możemy dostrzec, że społeczeństwo nigdy nie było idealne. Tylko dlatego, że coś odbywało się w przeszłości nie oznacza, że jest czymś słusznym. Być może kiedyś obecny status małżeństw miał większy sens niż teraz. Nie ma to jednak nic do rzeczy. Liczy się to, jak powinno być teraz. Powinniśmy kontynuować wykluczanie, marginalizowanie i dyskryminowanie ludzi, czy może powinniśmy poszerzyć horyzonty naszej moralności i objąć nimi wszystkich ludzi?

Jeżeli zatem homoseksualizm nie jest problemem, co z małżeństwami jednopłciowymi? Okazuje się, że w tym temacie Buddha miał jeszcze mniej do powiedzenia. Nie ma zresztą nawet czegoś takiego jak buddyjskie małżeństwo. Buddyści po prostu przyjmują zwyczaje ślubne panujące w ich środowisku. Dlatego najbardziej podstawowym modelem były zwyczaje panujące w starożytnych Indiach. Na nich opierały się zwyczaje wykształcone przez buddystów we wszystkich społecznościach, w których się pojawiali.

W starożytnych Indiach istniało kilka form małżeństwa. Jak zwykle, gdy mamy do czynienia z Indiami, nie było żadnego nacisku na jakiś jeden prawdziwy model zachowania. Niektóre hinduskie teksty prezentują całe wachlarze możliwych typów ślubów, które wiążą się z hinduską kosmologią. Najwyższą formą ślubu jest „Ślub Brahmy,” w którym państwo młodzi wywodzący się z nieskazitelnych linii rodowych i kast jednoczą się podczas najdoskonalszej ceremonii. Jeżeli małżeństwo nie jest idealne w każdym najdrobniejszym detalu przypisuje się go do niższej klasy bóstw. „Dobrym” ślubem najniższej klasy jest „ślub gandharava,” podczas którego para młoda po prostu razem ucieka. Są jednak jeszcze niższe klasy ślubów przypisywanych yakkhom lub rakkhasom, przy których na przykład dochodzi do porwania kobiety wbrew jej woli.

Oprócz różnorodnych ślubnych stylów istniały różne małżeńskie umowy. Monogamia wydaje się być powszechnym standardem. Często małżeństwa były wcześniej aranżowane przez rodziny młodych, ale starożytne buddyjskie teksty wspominają również o kobietach starających się uzyskać więcej prawa wyboru w tej kwestii. Poligamia również występowała często i była standardem dla królów. Poliandria nie była tak rozpowszechniona, ale odgrywa kluczową rolę w najsłynniejszym hinduskim dziele, Mahabharacie. Natomiast w Tybecie poliandria była dość powszechna.

Nie próbuję tutaj przedstawiać modelu indyjskiego jako lepszego niż nasz. Ma on swój zestaw problemów związanych choćby ze ślubami ludzi z różnych kast, aranżowaniem małżeństw, czy przemocą domową. Zwracam tylko uwagę na to, że istniał wachlarz bardzo zróżnicowanych związków, które uznawano za legalne małżeństwa i możemy potraktować to jako rodzaj precedensu dla dzisiejszych małżeństw jednopłciowych.

Występujący w kulturze indyjskiej zestaw różnorodnych zwyczajów ślubnych wyraźnie różni się od znanego we współczesnych głównych religiach monoteistycznych modelu z jedynym poprawnym rodzajem zawierania ślubu. Z tego co wiem w kręgu kultury indyjskiej nie występowały formalnie małżeństwa jednopłciowe, jednak nie istniały też żadne prawa ich zabraniające. Jednak biorąc pod uwagę jak wiele tradycji ślubnych istniało i że wiele z uznawanych wtedy rodzajów małżeństw nie uznaje się dzisiaj, można nazwać indyjskie podejście jako cechujące się tolerancją i otwartością. Dzięki temu, gdy w 2009 r. zniesiono narzucone przez Brytyjczyków prawo penalizujące seks homoseksualny część hinduskich autorytetów głośno ten czyn pochwalało twierdząc, że homoseksualizm jest częścią boskiego porządku.

Niestety dzisiaj nie zawsze możemy spotkać się z tolerancyjnym podejściem. M. in. hinduskie ruchy nacjonalistyczne potępiają homoseksualizm. Co smutniejsze często wiążą to z atakami na rzekomo rozpustną moralność „Zachodu” jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego, że to właśnie wrogie nastawienie do homoseksualizmu jest cechą zapożyczoną od zachodnich religii monoteistycznych. Uwagę na tę dwuznaczność zwracały największe autorytety Indii. Ówczesny radca generalny, a późniejszy prokurator generalny Goolam Vahanvati na zebraniu Rady Praw Człowieka ONZ powiedział:

Na początku XIX w, jak pewnie wiecie, w Anglii potępiano homoseksualizm, więc istnieją źródła historyczne pokazujące, że różni ludzie wyruszali do Indii, aby skorzystać z panującego tam, bardziej liberalnego podejścia do różnych form seksualności.

Dzięki temu, gdy w 1860 r. uchwalono Indyjski Kodeks Karny, napisany wcześniej przez lorda Macaulaya, umieszczono w nim sekcję 377, która wprowadzała pojęcie „występku seksualnego przeciwko porządkowi natury.”

Wcześniej w Indiach nie patrzyliśmy na nic jako na „niezgodne z porządkiem natury” Było to pojęcie typowo zachodnie, które pozostało u nas przez lata. Obecnie homoseksualizm w ogóle nie pojawia się w naszym Kodeksie Karnym i bardzo trudno będzie udowodnić, że jest czymś „niezgodnym z porządkiem natury.”

Podobnie wygląda sytuacja w innych buddyjskich krajach. Pierwsi chrześcijańscy misjonarze byli zszokowani widząc, że w takich krajach jak Chiny, czy Japonia homoseksualizm jest traktowany przez buddystów jako coś normalnego. Od razu postawili sobie za cel przekonanie świata, że ich własny model wychowania seksualnego jest jedynym właściwym modelem dla wszystkich.

Niestety współczesne pokolenia buddystów i hindusów często robią to za nich, całkowicie nieświadomi swojej bardziej współczującej i tolerancyjnej przeszłości. Gdy tajski mnich jak Thattajiwo, jeden z przywódców Ruchu Dhammakaya, wypowiada się przeciwko „zboczeńcom seksualnym,” którzy ściągnęli na siebie kammicznie sprawiedliwą karę w postaci AIDS („kata na seksualnie oszalałych”) nieświadomi tego jak głęboko zanurzyli się w grzechu, ani tego jak okropne cierpienie czeka ich w nadchodzących, przeżartych chorobami piekłach, po prostu papuguje on chrześcijańskich, czy islamskich fundamentalistów (Phra Thattajiwo Bhikku. Waksiin Porng-kan Rook Eet [Szczepionka Chroniąca Przed AIDS], Patumthani: Fundacja Thammakaya). Tak apokaliptyczne i potępiające podejście do „etyki” nie ma żadnych podstaw w naukach Buddhy.

Co zatem możemy zrobić w obecnej sytuacji? Dla Buddhy homoseksualizm ewidentnie nie był istotną kwestią. Tym bardziej nie było nią tworzenie praw regulujących prawidłowe formy małżeńskie. Buddha przykładał jednak dużą wagę współczuciu, a kwintesencją współczucia jest wyciąganie pomocnej dłoni cierpiącym, marginalizowanym i prześladowanym. Ludzie, których orientacja seksualna odbiega od większości, cierpią z powodu dyskryminacji, znęcania w szkołach, przemocy i emocjonalnej traumy. Jako buddyści powinniśmy dostrzegać imperatyw moralny obligujący nas do pomagania [pokrzywdzonym – przyp. red.] jak to tylko możliwe.

Ktoś mógłby użyć argumentu, że skoro Buddha nie wyrażał w jasny sposób swojej opinii na temat legalności homoseksualnych małżeństw, my również nie powinniśmy tego robić. Sprawa jest jednak trochę bardziej skomplikowana. Jesteśmy częścią kultury, która w oparciu o pewne religijne i kulturowe koncepcje uczyniła niektóre życiowe ścieżki nielegalnymi. Nie jest to przejaw ludzkiej natury, tylko efekt uwarunkowanego biegu historii. Dla przykładu, w Australii dopiero od 2004 r. istnieją federalne przepisy jasno zakazujące zawierania jednopłciowych ślubów.

Poparcie dla małżeństw jednopłciowych nie ma na celu wprowadzania czegoś nowego, a po prostu pozbycie się dyskryminujących przepisów. Niesprawiedliwość ma miejsce już teraz, a zmiana ma tylko znieść krzywdzący wpływ dyskryminujących przepisów, które nigdy nie powinny powstać.

Ludzie są ludźmi niezależnie od ich płci, koloru skóry, narodowości, czy orientacji seksualnej. Buddha uczył czujące istoty. Bycie czującą istotą jest jedynym wymogiem do praktykowania buddyzmu. W przeszłości nasze społeczeństwa ustalały, że małżeństwa nie powinny być zawierane między przedstawicielami innych ras, narodowości, czy religii. Z czasem jednak zrozumieliśmy, że takie prawa były krzywdzące i usunęliśmy je.

Zapowiadano katastrofy: Nic takiego nie miało miejsca.

Zamiast tego staliśmy się trochę bardziej otwarci i trochę bardziej świadomi cierpienia drugiego człowieka. Nasze pokolenie stoi przed testem: czy jesteśmy w stanie rozwijać się w kierunku bardziej tolerancyjnego i opierającego się na miłości stylu życia, czy cofniemy się do gorszego i bardziej nieczułego miejsca.

Moje społeczeństwo, moja kultura, te z którego jestem dumny i do którego chcę należeć, to społeczeństwo życzliwe, tolerancyjne i dociekliwe. Weźmy to co najlepsze w naszych kulturach – czy to będzie kultura buddyjska, czy jakakolwiek współczesna kultura – i odrzućmy to, co niesprawiedliwe, dyskryminujące i szkodliwe. W pełni poprzyjmy równouprawnienie małżeństw jednopłciowych, bo w przeciwnym razie zdradzimy to co w nas najlepsze.

Od tłumacza:

Artykuł prezentuje problem traktowania małżeństw jednopłciowych m.in. przez pryzmat sytuacji prawnej w Australii, z której pochodzi Bhante Sujato. Uznałem za stosowne podsumowanie w telegraficznym skrócie sytuacji osób homoseksualnych w Polsce.

Homoseksualizm nie jest w Polsce zakazany od 1932 r, jednak Polska nadal zajmuje wysokie pozycje w rankingach krajów nietolerancyjnych wobec osób homoseksualnych. Według przeprowadzanych w Polsce sondaży ponad połowa społeczeństwa sprzeciwia się nawet legalizacji homoseksualnych związków partnerskich. W wypadku jednopłciowych małżeństw, a tym bardziej prawa do adopcji dzieci proporcje są jeszcze gorsze. Tylko 6% Polaków zaakceptowałoby homoseksualizm u swojego dziecka bez żadnych zastrzeżeń według sondażu przeprowadzonego przez CBOS w 2005 r.

Art. 18. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Natomiast zarówno Kodeks Karny jak i Kodeks Pracy w coraz większym stopniu gwarantują osobom homoseksualnym ochronę przed dyskryminacją.

Przygotowanie tego tłumaczenia zbiegło się w czasie z debatą parlamentarną i pierwszym czytaniem trzech projektów ustaw wprowadzających związki partnerskie. Wszystkie trzy projekty zostały odrzucone.

Artykuły o podobnej tematyce:


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: BlinkListblogmarksdel.icio.usdiggFarkfeedmelinksFurlLinkaGoGoNewsVineNetvouzRedditYahooMyWebFacebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Oryginał można znaleźć na tej stronie: http://sujato.wordpress.com/2012/03/21/1430/

źródło: blog Bhante Sujato (http://sujato.wordpress.com)

Tłumaczenie: Tomasz Roksela