Tytuł: Dlaczego czynimy zło?

O autorze: Ajahn Brahmavamso

Wersja pdf: pdf2.jpg

zobacz źródło

drukuj

Wersja epub: epub2.jpg

Wersja z lektorem:

Wersja z napisami:


Plik z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")

Wiem, że najbardziej lubiane miejsca w tej sali, to te blisko drzwi – jeśli komuś nie podoba się, co mówię, zawsze może zdrzemnąć się na zewnątrz. Ostatnio ktoś mnie spytał, dlaczego w świątyniach buddyjskich nie nosi się butów. To dlatego, żeby nikt nie mógł we mnie nimi rzucić, gdy opowiem kiepski dowcip. Dlatego trzeba je zostawiać na zewnątrz. Buddyzm podchodzi praktycznie do wielu rzeczy.

Dziś chciałbym odpowiedzieć na pytanie, które zadano mi w e-mailu, brzmiało tak: „Dlaczego ludzie czynią zło?”. Unikałem tego tematu, bo wolę wyjaśniać, dlaczego ludzie robią dobre rzeczy – to inspiruje wszystkich do tego samego. Ale złe rzeczy również się dzieją. Każdy z nas zrobił coś złego. Czym innym jest mówienie o przebaczaniu – choć to oczywiście też ważne, szczególnie w buddyzmie, i dużo mówię o tym, jak poradzić sobie, kiedy ktoś nas jakoś skrzywdzi – ale ludzie nadal chcą wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego ten ktoś to zrobił? To ważne pytanie, bo jeśli zrozumiemy, dlaczego ludzie robią takie rzeczy, to być może uda nam się zrobić krok w stronę lepszego świata, w którym ludzie mniej krzywdzą innych. Poza tym to dotyczy również nas samych, my też czasem robimy coś złego. Jeśli jeszcze nam się to nie przytrafiło, to pewnie jesteśmy do tego zdolni i możemy to zrobić w przyszłości. Więc dobrze jest zastanowić się nad tym, dlaczego ludzie robią złe rzeczy, bo to również dotyczy nas i być może znajdziemy sposób na to, żeby uniknąć zwiększania cierpienia na świecie. Dlatego tematem dzisiejszego spotkania jest odpowiedź na pytanie: dlaczego ludzie czynią zło?

Przede wszystkim w buddyzmie nie ma czegoś takiego jak zło. Słowo „zło” brzmi jak dobra wymówka, ale buddyzm zastępuje je słowem „głupota”. Ludzie robią złe rzeczy z głupoty. Innymi słowy, pod wpływem jakiejś idei coś może się komuś wydawać dobrym pomysłem, ale później przychodzi refleksja: „Dlaczego to zrobiłem? To było głupie, ale wtedy wydawało mi się, że to dobry pomysł”. Jednym z powodów tego, że ludzie dają się omamić, jest to, że są pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Politycy niechętnie zajmują się tym problemem i nie chcą ujmować go w manifestach politycznych swoich partii.

Jak wiecie, mieliśmy tutaj ostatnio suszę. Wystarczy odwiedzić nasze klasztory w buszu i zobaczyć, ile uschło drzew. Mamy mało wody, więc pomyślałem, że zakaz sprzedaży piwa mógłby rozwiązać ten problem. Bo piwo i tak przelatuje przez organizm w ciągu pół godziny, to marnotrawstwo wody, więc żeby ją oszczędzać powinniśmy zdelegalizować piwo. Niesamowite, że politycy nie zgadzają się z tym pomysłem i nie chcieli włączyć go do swoich programów. To pewnie jeden z powodów, dla których buddyści nie powinni mieszać się w politykę.

Ale mówiąc poważnie, jest dużo cierpienia spowodowanego przez alkohol i narkotyki. Dlaczego ludzie w ogóle po nie sięgają? W wielu przypadkach piją, bo są pod presją znajomych, którzy zapraszają ich na drinka. Albo biorą narkotyki ze względu na innych i myślą, że jeśli też wezmą, to będą się dobrze bawić. Pamiętam, że kiedyś, gdy prowadziłem odosobnienie w Safety Bay, w przerwie między rozmowami wyjrzałem przez okno i zobaczyłem dwóch mężczyzn w średnim wieku idących do kościoła na niedzielną mszę, uścisnęli sobie dłonie i pożegnali się tymi słowy: – Zachowuj się. – Nie, to żadna zabawa. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego „zachowywanie się”, bycie dobrym, ma tak niskie noty. I jeśli się o tym pomyśli, jeśli spojrzy się w głąb siebie, zamiast słuchać innych, to okazuje się, że bycie dobrym to właśnie świetna zabawa. Więc jeśli ktoś mówi: „Zachowuj się, zrób coś dobrego”, to ty odpowiedz: „Tak! W tym tygodniu będę się dobrze bawić!”. Bo jeśli robisz coś dobrego, to dobrze się bawisz. Ja jestem mnichem i dobrze się bawię. Jeśli ktoś lubi sobie popić i poimprezować, ludzie mówią, że jest rozrywkowy. Jednym z powodów, dla których ludzie robią złe rzeczy, jest to, że myślą, że dzięki temu będą się dobrze bawić.

Jest taka historia, którą często opowiadam, gdy błogosławię domy, ale już dawno nie opowiadałem jej tutaj. Wydarzyła się w Sydney. Opowiedziałem ją kiedyś, gdy byłem w Malezji, a następnego dnia puścili ją w radiu. To zabawna historia, ale prawdziwa.

To było parę lat temu w Sydney. Pewien człowiek miał po pracy imprezę firmową w biurze. Upił się, a potem zamiast wziąć taksówkę, postanowił usiąść za kierownicą. Jeśli cię złapią, gdy prowadzisz po pijanemu, możesz mieć spore kłopoty, ale ten facet postanowił zaryzykować. Jadąc do domu, trafił na policjantów, którzy zatrzymywali i sprawdzali każdy przejeżdżający samochód. Wpadł w pułapkę. Nie mógł zawrócić – słyszał kiedyś opowieść o pijanym kierowcy, który w podobnej „pułapce” postanowił zawrócić. Niestety, w krzakach czekał już na niego radiowóz. Złapali go, dobrze mu tak.

Więc musiał poczekać, a kiedy przyszła jego kolej na badanie trzeźwości, wysiadł z samochodu, wziął alkomat, który podał mu policjant, i w tym samym momencie usłyszał dźwięk kraksy samochodowej. W tamtym miejscu był duży ruch, jeden samochód jechał trochę za szybko i uderzył w tył poprzedzającego go auta. Policjant, który miał badać tego pijanego kierowcę, powiedział: „Muszę iść na miejsce stłuczki, to jest ważniejsze niż badanie trzeźwości”, i biorąc z powrotem alkomat, zanim tamten zdążył w niego dmuchnąć, pozwolił mu odjechać. Zabrakło kilku sekund, żeby został złapany na jeździe po pijanemu. Naprawdę miał szczęście.

Ale istnieje coś takiego jak prawo kammy, nic w tym życiu nie uchodzi płazem. Następnego dnia rano obudził go dźwięk dzwonka do drzwi. Skacowany, wywlókł się z łóżka, w piżamie otworzył drzwi, a po drugiej stronie – dwóch policjantów. Pomyślał, że teraz nie mogą mu już nic zrobić za wczorajszą jazdę, więc spokojnie zapytał, czego chcą. Policjanci spytali, czy mogą zajrzeć do jego garażu. On wiedział, że w garażu nie ma żadnych skradzionych przedmiotów ani narkotyków, więc się zgodził. Kiedy otworzył drzwi garażu, prawie dostał zawału serca. Stał tam policyjny radiowóz.

Wiecie, co się stało, prawda? Kiedy policjant powiedział: „Może pan odjechać”, on wsiadł do złego samochodu. Policjanci zauważyli brak jednego radiowozu i porzucony samochód w miejscu wczorajszej zasadzki. To podobno prawdziwa historia. Teraz ten facet chyba siedzi w więzieniu. Takie są właśnie niebezpieczeństwa związane z piciem alkoholu. Niepicie to o wiele lepsza zabawa.

Czemu ludzie piją? Między innymi dlatego, że nie myślimy samodzielnie, zamiast tego naśladujemy innych. Inni ludzie mają na nas wpływ. To jest jeden z głównych powodów, dla których ludzie robią złe rzeczy: ulegamy wpływom i za mało przebywamy z dobrymi ludźmi.

Dlatego wspaniale, że tutaj przychodzicie. Na pewno czujecie, że to dobre miejsce, mnisi i mniszki są generalnie nieszkodliwi. Nie zachęcamy nikogo do robienia złych rzeczy, więc kiedy tu jesteście, macie okazję do przebywania z dobrymi ludźmi. Gdy byłem młody, zdarzało mi się pić alkohol, ale nie upijałem się – no, może kilka razy, ale wtedy byłem głupi. Pamiętam, że w Londynie było kilka pubów, w których co wieczór zdarzała się bójka. Zastanawiałem się, dlaczego ludzie w ogóle tam chodzą? Po co wdają się w bójki? Lubią się bić czy co? Nie mogłem zrozumieć, po co ktoś miałby chcieć dać się poobijać. Szaleństwo. Ale tak właśnie jest: z kim przestajesz, takim się stajesz.

To mi przypomina pewną historię z jednego z klasycznych tekstów buddyjskich. W zeszłym tygodniu Ajahn Sujato mówił o jātakach – to przypowieści z czasów Buddhy, które opowiadano w Indiach jako ilustracje różnych prawd. Jest taka opowieść o słoniu – często pojawiają się w nich zwierzęta, Disney powinien płacić buddystom tantiemy, bo to my wymyśliliśmy historie o zwierzętach – w każdym razie, był sobie słoń. A w tamtych czasach słonie były głównym środkiem transportu. Nie było samochodów, rowerów ani motocykli, nawet koni, chociaż może mieli parę koni, ale głównym środkiem transportu był słoń, więc wszyscy bogaci ludzie mieli słonie. Duży słoń był jak rolls-royce, nie jak lamborghini, bo słonie nie przemieszczają się tak szybko, ale można się na nich wygodnie dostać dokąd się chce.

Słoń z tej historii był wytresowany i dobrze się zachowywał, ale nagle, w ciągu kilku tygodni, jego charakter się zmienił, słoń stał się nieposłuszny, humorzasty i złośliwy, przestał wykonywać polecenia. Król myślał, że słoń jest chory, więc posłał po mechanika, czyli lekarza. Lekarz zbadał słonia, ale nie znalazł objawów żadnej choroby. Zaczęli się zastanawiać, co spowodowało u słonia taką zmianę. Wcześniej był dobrze ułożony, a teraz w ogóle się nie słuchał i był nieznośny. Co się mogło stać?

Na dworze tego króla był pewien mądry doradca – niektórzy wierzą, że był jednym z poprzednich wcieleń Buddhy – więc poproszono go, żeby to on zbadał słonia. Doradca spędził ze słoniem kilka dni. Pewnej nocy obudził go dźwięk dobiegający zza zagrody słonia. Poszedł to sprawdzić i okazało się, że spotykała się tam grupka złodziei. Co noc w tym miejscu obmyślali, co i komu ukradną. Wtedy stało się jasne, dlaczego słoń tak się zmienił. Słonie nie rozumieją ludzkiej mowy, ale wyczuwają nastroje otaczających ich ludzi.

Następnego dnia doradca powiedział o wszystkim królowi. Złodzieje zostali aresztowani, a dodatkowo król nakazał, żeby w miejscu ich spotkań gromadzili się teraz mnisi buddyjscy. Słoń, wyczuwając nastroje i emocje mnichów, znowu stał się spokojnym, ułożonym zwierzęciem.

Ta historia pokazuje, że nawet zwierzętom udzielają się myśli i uczucia ludzi, którzy są wokół nich. Morał jest taki: jeśli twój mąż jest ciągle zły i nie w humorze, przyślij go do naszego klasztoru, otoczony pełnymi wewnętrznego spokoju mnichami na pewno wróci do normy. Gwarancja zwrotu pieniędzy – mogę tak powiedzieć, bo i tak nic nie płacicie, więc nie mam nic do stracenia. Albo jeśli macie żonę, która ciągle gdera i marudzi, wyślijcie ją do mniszek!

Ważne jest z kim obcujemy, bo to ma na nas wpływ. Jeśli przebywamy w towarzystwie złych ludzi – nie złych, tylko głupich – to sami stajemy się głupi. To wspaniałe, że ludzie mogą przebywać z kimś dobrym, znaleźć czas, żeby wziąć udział w odosobnieniu albo po prostu przyjść do klasztoru. Nie trzeba zadawać pytań, nie trzeba medytować, wystarczy przyjść. Jeśli odwiedzicie jakiś klasztor, zobaczycie, że nawet zwierzętom udziela się pokojowa atmosfera. Gdy wychodziłem dziś ze swojego pokoju, spotkałem na ścieżce kilka kangurów. Nie chciały zejść mi z drogi, ja musiałem im ustąpić. Były bardzo niegrzeczne, ale my i tak je kochamy. Wiedzą, że nie zrobimy im krzywdy, bo wyczuwają dobre wibracje mnichów, więc są spokojne i zrelaksowane. Miło jest przebywać w towarzystwie zwierząt, gdy wiesz, że nie zrobią ci krzywdy, bo twoja obecność je relaksuje. Ludzie robią złe rzeczy, a węże kąsają i psy gryzą dlatego, że udzielają im się negatywne wibracje otoczenia. Przebywanie z dobrymi, życzliwymi ludźmi to dobry sposób na pokonanie złych wibracji świata. Bo w wielu przypadkach ludzie robią złe rzeczy przez to, że przebywają w otoczeniu osób czyniących zło. Ludzie uzależniają się od alkoholu i narkotyków, dlatego że przebywają w towarzystwie osób, które robią to samo. Wiele zła ma źródło w udzielających się wibracjach i w presji otoczenia. Presja to coś, z czym powinniśmy walczyć. Zamiast naśladować innych, powinniśmy podejmować własne decyzje.

Jeden z naszych mnichów dorastał na farmie, teraz jest chyba w Kuching w Malezji. Opowiadał mi, że kiedy dorastał na farmie, jego ojciec często dawał mu jakieś prace do wykonania. Pewnego dnia kazał mu zagonić owce. Kiedy poszedł po nie, zobaczył, że uformowały idealny krąg i chodziły w kółko. Owce zawsze podążają za tymi, które są przed nimi. Jeśli idą w linii prostej to jeszcze nic, ale jeśli utworzą okrąg, to mogą tak chodzić bez końca. Nie wiedział, jak długo te owce tak chodziły, ale wystarczyło, żeby wyciągnął jedną z nich na zewnątrz i krąg się rozsypał. Gdyby tego nie zrobił, chodziłyby tak, aż do śmierci. Taka jest natura owiec. A jaka jest wasza natura? Czy też podążacie jedni za drugimi?

Dlaczego robimy dobre i złe rzeczy? Tak, istnieje presja otoczenia, ale możemy stawić jej opór. Nie musimy podążać za innymi, możemy myśleć samodzielnie i odróżniać dobre rzeczy od złych. Ludzie często są słabi i nie chcą stanąć po stronie tego, co słuszne – i to też jest jeden z powodów, dla których na świecie dzieją się złe rzeczy. Trzeba, żebyśmy opierali się, nawet buntowali, trochę częściej. Ludzie wielokrotnie mówią, że religia to ostoja konserwatyzmu, ale czy wiecie, że wszystkie religie zaczynały od buntu? Wszystkie zaczęły od oporu wobec zła w świecie. Czasami kończyło się to ukrzyżowaniem albo poniżeniem i atakami. Religia powinna zawsze stawiać przed ludźmi wyzwania, nie tylko dawać pociechę. Powinna stymulować rozwój i zachęcać do samodzielnego myślenia, debatowania, a nie tylko do bycia kolejną owcą. Jeśli jesteś owcą, to dzieje się więcej złych rzeczy.

Jest takie powiedzenie – zapiszcie je sobie w kalendarzu albo na jakiejś kartce i powieście w biurze – „tam, gdzie wszyscy myślą to samo, nie myśli nikt”. Tam, gdzie wszyscy myślą to samo, nie myśli nikt, więc na tym polega problem z presją otoczenia i jest to jeden z ważnych powodów robienia złych rzeczy. Inną przyczyną – której ślady widzę nieraz w sobie – jest to, że ludzie w dzisiejszych czasach są tak bardzo zmęczeni. Budzimy się rano po kiepsko przespanej nocy i jesteśmy marudni. Dopóki nie napijemy się kawy, ciężko z nami wytrzymać.

Czy zauważyliście, jak zmęczenie wzmacnia w nas negatywność? I jeśli ta negatywność wciąż rośnie, to staje się coraz gorsza i gorsza, a my zmieniamy się w złych ludzi. Moim zdaniem źli ludzie na świecie biorą się między innymi stąd, że zbyt ciężko pracują. Jesteśmy po prostu zmęczeni. Za mało wypoczywamy. Znalazłem taką myśl pewnego francuskiego filozofa z XVI wieku, pewnie za chwilę przypomnę sobie jego nazwisko, powiedział: „Całe zło ludzkości bierze się stąd, że nie umiemy siedzieć spokojnie w jednym miejscu”. To był Laplace. Był filozofem i matematykiem.

Wszystkie kłopoty ludzkości biorą się stąd, że nie wiemy, jak zostać w jednym miejscu. To bardzo głęboka obserwacja. Nie umiemy usiedzieć na miejscu, więc nie mamy czasu na odpoczynek i na rozmyślanie, a zamiast tego żyjemy na autopilocie w zmęczonym ciele i zmęczonym umyśle. Przez to stajemy się negatywni i robimy sobie nawzajem okropne rzeczy. Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, podaruj sobie kilka chwil spokoju.

Dlaczego mnisi i mniszki tyle medytują? Dlaczego ludzie, którzy żyją spokojnie, mają w sobie naturalną dobroć? I dlaczego ci ambitni, którzy pracują po dwadzieścia godzin dziennie, stają się nieprzyjemni dla otoczenia? Dlaczego tak jest? Na pewno rozumiecie, że to wyczerpanie społeczeństwa rodzi negatywność, a z niej rodzi się zło. Myślę, że świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy mniej pracowali, a więcej wypoczywali. To pewnie kontrowersyjny pomysł, ale być może moglibyście pracować trochę mniej. Będziecie zarabiać trochę mniej, wasze samochody nie będą idealnie umyte i wysprzątane, ale będziecie szczęśliwsi, spokojniejsi i mniej marudni. Czy nie byłoby wspaniale?

Dlatego właśnie mnisi starają się zachęcić ludzi, żeby robili sobie przerwy. Chodzi o to, żeby robić mniej, mieć więcej czasu, a dzięki temu ograniczyć złość, która jest na świecie. Bo kiedy jesteśmy zmęczeni, ta negatywność zamienia się we frustrację. Chcemy kontrolować nasze otoczenie: „Dlaczego ludzie robią to i tamto, dlaczego świat nie może być inny?”. To przypomina obsesję na punkcie kontroli. W mniejszym lub większym stopniu każdy z nas tak ma, ale co się dzieje, gdy ogarnia nas frustracja? Gdy chcemy wszystko kontrolować, prędzej czy później trafimy na mur. Świat nie jest taki, jaki powinien być, nie dostajemy tego, czego chcemy, wszystko zawsze idzie nie tak.

Spędziłem kilka ostatnich tygodni na zabawie. Dla mnie zabawa to praca na budowie. Udało nam się skończyć dach domu dla nauczycieli, budujemy go w Jhana Grove Center. Świetnie się bawiłem, to było jak powrót do dzieciństwa: wspinanie się na drabinę, brudzenie ubrań, skaleczenia. Zawsze mówię, że wszystkie budynki w Klasztorze Bodhinyana – a przynajmniej te, które ja budowałem – zostały pobłogosławione moją krwią. Bo nie jestem wybitnym budowniczym i czasami uderzę się w palec młotkiem albo skaleczę o ostrą krawędź. Przelałem sporo krwi dla tego klasztoru – dziś też, mam nawet plaster. Ale sprawia mi to przyjemność, a poza tym to dobra gimnastyka.

Wiecie, co się dzieje, gdy pracujecie na budowie? Zamawiacie różne towary i czasem nie dostajecie tego, co chcieliście. Coś jest złej długości i nie działa tak, jak powinno. Łatwo się wtedy zezłościć i powiedzieć: „To nie tak miało być!”. Ale to już obsesja na punkcie kontroli. Kiedy pracowaliśmy na budowie, zdarzało mi się złościć na innych, na przykład na architektów – większość naszych budynków zaprojektował Dennis – albo na dostawców: „Cegły mają zły kształt, metalowe części są krzywe!”. Tylko że gniew w niczym nie pomaga, potem człowiek wyżywa się na innych mnichach, na żonie, na mężu. To jest właśnie zło w akcji. Bierze się ono z frustracji, więc teraz staram się już nie frustrować, bo wiem, dokąd to prowadzi. Pojawia się chęć kontrolowania świata i materiałów budowlanych. Ale to nie jest prawdziwy świat. Prawdziwy świat jest niedoskonały i nie da się go kontrolować.

Zamiast kontrolować, można się adaptować. Kontrolowanie zastępujemy przystosowywaniem się. Znajdujemy nowe sposoby na radzenie sobie z różnymi sytuacjami. Inne metody rozwiązywania problemów. Dlatego właśnie lubię pracę na budowie, wiem, że pojawi się dużo problemów. To trochę jak rozwiązywanie sudoku, trzeba sobie poradzić z czymś, co nie jest dokładnie takie, jakie miało być. Trzeba się zaadaptować i znaleźć jakieś rozwiązanie problemu, ale nie przez kontrolowanie. Kontrolowanie włącza frustrację: świat nie działa tak, jak powinien, mąż nie jest taki, jaki powinien być, żona to nie ta sama kobieta, z którą się ożeniłem. Mówiła, że będzie mnie zawsze kochać, a nie trzyma się umowy. Tyle razy już mówiłem: żony i mężowie po prostu tacy są. Nie chodzi o to, że coś jest nie tak akurat z waszym małżeństwem – to jest normalne. Nie myślcie o tym, żeby pozbyć się tej osoby, którą macie i znaleźć sobie lepszą. To tak, jakby zmienić karoserię samochodu – silnik nadal pozostaje ten sam. To ważna życiowa nauka.

Z kontrolowania rodzi się frustracja, a z frustracji gniew. Jesteś tak zmęczony i sfrustrowany, że zaczynasz odczuwać złość. A złość kieruje nas w niedobrą stronę. Ze złości ludzie robią głupie rzeczy: krzywdzą i biją, nawet zabijają. Ze złości bierze się agresja na drodze. Nie wiem, czy słyszeliście o tym znanym przypadku agresji na drodze? To chyba było w Nowym Jorku. Nie wiem od czego się to zaczęło, ale jeden kierowca rozzłościł się na drugiego i zaczął go gonić ulicami Nowego Jorku, aż wreszcie dogonił go na czerwonym świetle. Wściekły, wysiadł z samochodu i zaczął walić w okno drugiego auta, próbując dostać się do środka. Kierowca tego samochodu był przerażony, bo miałby duży problem, gdyby tamten zbił szybę i dostał się do środka. Na szczęście włączyło się zielone światło i kierowca szybko odjechał. A co się stało z tym, który go atakował? To dobra ilustracja prawa kammy – nie powinniście ulegać złości – kiedy rozgniewany kierowca wyskoczył ze swojego samochodu, żeby dostać się do drugiego wozu, zostawił otwarte drzwi z kluczykiem w stacyjce i włączonym silnikiem. Nie należy tego robić w Nowym Jorku. Kiedy odwrócił się, żeby wrócić do swojego samochodu, ten właśnie odjeżdżał. Jakiś dzieciak z ulicy go ukradł, a kierowca został sam na środku skrzyżowania.

W złości bezmyślnie robimy głupie rzeczy, a to daje kiepskie rezultaty i powoduje złą kammę. Po prostu nie wiemy, co robimy. W złości zachowujemy się nieprzyjemnie. I to dlatego ludzie stają się źli. Ciągle czują gniew i starają się naprawić świat, ale to nie działa. To błędne koło kontroli, frustracji i gniewu, a wreszcie przemocy. Wszystko przez pragnienie, żeby zmienić świat, zmienić partnera, zmienić wszystko. To nie jest mądre. Zamiast zmieniać system, postaraj się zmienić siebie. Zmień swoje podejście. Przestań się frustrować i kontrolować rzeczy. Naucz się żyć w świecie, zamiast ciągle starać się go zmienić. Postaraj się zrozumieć naturę żon i mężów, rządów, samochodów i kierowców. Zawsze trafia się ktoś, kto źle prowadzi i zajeżdża innym drogę. To część życia. Nie walcz z tym – to z góry przegrana walka, staniesz się przez nią złym człowiekiem. Nie możemy w ten sposób wygrać.

Wielu złych ludzi przeszło tę ścieżkę: od kontrolowania, przez opór wobec rzeczy, aż po frustrację i płynący z niej gniew, przez który stali się agresywni i nieprzyjemni. To nie jest dobra ścieżka. To właśnie stąd biorą się złe rzeczy.

Mówię o tym, bo jeśli zrozumiecie, dlaczego złe rzeczy się dzieją i skąd się biorą, to będziecie wiedzieć, jak ich uniknąć. Wrócę do tego, co mówiłem o zmęczeniu, chodzi o to, żeby pozwolić sobie odpocząć, zrobić przerwę albo pojechać na wakacje. Prawdziwe wakacje, w trakcie których się odpoczywa, a nie dalej pracuje, tak jak robi wiele osób. Nie mogłem uwierzyć, kiedy zobaczyłem ofertę wycieczki Club Mediterranean – na każdą godzinę było coś zaplanowane. W ogóle nie było czasu na odpoczynek. Rano pobudka, śniadanie, nurkowanie, skoki na bungee, a wieczorem impreza, na której się tańczy i dalej męczy, aż do północy, a potem znowu się wstaje i robi to samo. Przecież to jest męczące! To mają być wakacje, powinno się wypoczywać! Dlatego dla mądrych ludzi prawdziwy Club Med jest w Jhana Grove. Club Meditation, nie Mediterranean. Jest o wiele taniej niż w Club Mediterranean i można naprawdę się zrelaksować. Ludzie czasem rzeczywiście biorą wolne i przyjeżdżają na wakacje do klasztoru. Potem wracają do pracy i znajomi pytają: – Co robiłeś na wakacjach? Pojechałeś na Bali albo do Tajlandii, na Phuket? – Nie, pojechałem do klasztoru. – Co? Spędziłeś wakacje w klasztorze? Bez sensu! – Ale to nic nie kosztuje, a teraz jestem zrelaksowany i spokojny.

Powinniśmy zrobić taką broszurę albo zamieścić reklamę w magazynie podróżniczym: „Klasztor – tani i skuteczny wypoczynek”. To naprawdę dobry pomysł, bo zrelaksowani, stajemy się lepszymi ludźmi, więc proszę, starajmy się zmniejszać zło tego świata dzięki częstszemu wypoczynkowi oraz rezygnacji z pragnień i z kontroli. To, o czym mówię, to jedna z podstawowych nauk buddyzmu, związana z trzema splamieniami umysłu. Człowiek robi złe rzeczy powodowany chciwością, nienawiścią albo złudzeniami. Pragnienie to też chciwość. Złudzenia też często grają ważną rolę. Robimy złe rzeczy, bo ciągle czegoś chcemy i chcemy. Samo pragnienie nie jest złe, o ile pragniemy właściwych rzeczy. Jeśli pragniemy czegoś pod wpływem złudzeń, to może prowadzić do głupich, złych rzeczy.

Czego pragniecie w życiu? Mówiłem o tym jakiś czas temu. Czego ludzie tak naprawdę chcą? Jeśli umiesz określić, czego naprawdę chcesz, to nigdy nie będziesz złym człowiekiem, bo tym, czego rzeczywiście pragniemy, jest szacunek, spokój, satysfakcja w życiu, a nie potrzebujemy dużo, żeby to osiągnąć. Jest mnóstwo szczęśliwych ludzi, którzy nie mają wielkich domów i samochodów, i dużych sum na koncie. Nie potrzebujemy tego. Wygrana twojej drużyny futbolowej nie jest czymś, czego potrzebujesz do szczęścia i dobrze jest być tego świadomym, mieszkając w Australii Zachodniej. Nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, żeby być zadowolonym i spokojnym, a kiedy zrozumiesz, czego faktycznie pragniesz, to twoje pragnienie stanie się dobre. Ja chcę, żeby ludzie byli szczęśliwi, ty chcesz lekkiego, spokojnego życia dla siebie i swoich dzieci. Postaraj się, żeby twoje pragnienia były mądrymi pragnieniami. Bo mądre pragnienie nie prowadzi do złych rzeczy. Prowadzi tylko do dobra i piękna.

Ułudą jest też myślenie, że to, czego ty chcesz, jest odseparowane od tego, czego chcą inni. Takie skupienie na sobie, poczucie, że tyko ja istnieję na świecie, jest kolejnym źródłem zła. Niektórzy są tak egocentryczni, że nie potrafią być empatyczni w stosunku do nikogo innego. Każdy z nas jest do jakiegoś stopnia egocentryczny. Nie chodzi mi tylko o skupienie na własnej osobie, bo może to dotyczyć również rodziny, na której wyłącznie się skupiamy, może dotyczyć płci, narodowości, religii albo gatunku. Kiedy identyfikujemy się z czymś, co odróżnia nas od innych, to może wywołać ułudę prowadzącą do złych uczynków. Tak tworzy się myślenie „my i oni”, a więc zanika empatia wobec inności.

Tak było w przypadku tych biednych, dręczonych krów w Indonezji. Jak to się mogło stać? Ja tego nie widziałem, bo nie oglądam telewizji, ale inni ludzie opisali mi tę sytuację. To było naprawdę straszne i wiele osób było zaszokowanych tym, co zobaczyło. Jak ludzie mogą traktować zwierzęta w ten sposób? Mogą, bo myślą tak: „Zwierzęta to nie ludzie, są inne, nie mają duszy, są jak maszyny”. Podział na „naszych” i „innych” usprawiedliwia zło. I oczywiście ludzie, którzy widzieli to w telewizji, zareagowali z ogromną empatią, bo w cierpieniu krowy było coś, co potrafili znaleźć w samych sobie. Dlatego odbierali tę przemoc jako coś strasznego, jako zło.

W niektórych kulturach jest wyraźny podział: krowy nie są takie jak my, nie mają dusz, więc istnieją tylko po to, żeby je jeść. Dopiero kiedy stać nas na empatię i czujemy się połączeni z innymi istotami, jesteśmy w stanie okazać im współczucie i miłującą dobroć.

Jest taka historia, opisałem ją w „Otwórz drzwi swojego serca”, opowiada o zdarzeniu z czasów, kiedy co tydzień jeździłem uczyć w gospodarstwie więzienia w Karnet. Któregoś razu podszedł do mnie pewien człowiek, przyjechałem przed czasem, a on chciał ze mną porozmawiać. To było przed medytacją, którą miałem prowadzić. Facet był dobrze zbudowany, wielki jak goryl, z twarzą pooraną bliznami, i na początku odebrałem go stereotypowo, powiedziałem, że chyba źle trafił, bo tutaj będzie medytacja. Odpowiedział: – Ale ja chcę medytować! – Dlaczego? – Posłuchaj, co mi się przytrafiło w zeszłym tygodniu.

Z jego akcentu zgadłem, że pochodził z Irlandii Północnej. Do niedawna to było bardzo niebezpieczne miejsce. Powiedział, że jest z Belfastu i jako wstęp do swojej historii powiedział, że gdy miał 7 lat po raz pierwszy został dźgnięty nożem, a potem zdarzyło się to jeszcze wiele razy. W szkole podszedł do niego pewien chłopiec i kazał mu oddać pieniądze, które miał na obiad. Odmówił, więc usłyszał, że jeśli nie odda pieniędzy, tamten dźgnie go nożem. Siedmiolatek nie wierzył, że ktoś tak może zrobić, więc znowu odmówił. Wtedy tamten wbił mu nóż w ramię. Został dźgnięty nożem, w szkole, w wieku 7 lat. Wybiegł stamtąd i pobiegł do domu, który był tuż za rogiem i w którym był jego bezrobotny ojciec. Chłopiec wbiegł do kuchni, wołając, że został dźgnięty nożem. Krew lała mu się z ramienia. Jego ojciec spojrzał na ranę i nie opatrzył jej ani nie otarł krwi. Zamiast tego otworzył szufladę, wyjął nóż, podał synowi i powiedział: „Zrób mu to samo”. Oznajmił mi, że tak został wychowany.

Ta historia pomaga zrozumieć, jaki wpływ mają na nas inni, i jak ten wpływ może zmienić nas w złych ludzi już w dzieciństwie. Ten człowiek powiedział, że kilka razy siedział w więzieniu w Europie, potem w Australii, i wyznał mi, że zabijał ludzi. Ale przetrwał dzięki temu, że był silny i twardy. Opowiedział mi, że trafił na przywięzienną farmę, gdzie mieli kury, kaczki, owce oraz rzeźnię. Zabijano tam zwierzęta na mięso dla wszystkich więzień w Australii Zachodniej. Pracował w tym gospodarstwie, ucząc innych więźniów zawodu, a jako że miał skłonność do przemocy, został przydzielony do rzeźni. Musiał walczyć o pracę przy zabijaniu zwierząt. Okazuje się, że jest to stanowisko, o które trzeba walczyć. Dosłownie, fizycznie. W końcu przydzielono mu to zajęcie. Powiedział, że praca wśród tej całej krwi to terapia dla niebezpiecznych przestępców. To głupie, ale nieważne, nie o to chodzi w tej historii.

Był tam głównym rzeźnikiem. Mówił, że zabijanie odbywało się w dosyć humanitarnych warunkach – ale i tak nie jest to coś humanitarnego. Powiedział, że w rzeźni jest wydzielony korytarz i zwierzęta są wprowadzane tam gęsiego, pojedynczo. On czekał na specjalnej platformie z paralizatorem w ręce. Musiał najpierw ogłuszyć zwierzę, a potem je zabić. Robił to przez wiele miesięcy. Tego dnia miał zabijać krowy. Były wprowadzane, a on je zabijał. Powiedział, że nawet ogłuszone, muczały cicho i próbowały uciec. Nie wiem, nigdy tego nie robiłem, ale krowy wydają pewien określony dźwięk, gdy wiedzą, że dzieje się coś złego, a one wiedziały bardzo dobrze, co je czeka. Tak samo wy byście wiedzieli, gdybyście mieli być straceni. Krowy widziały zwierzęta, które szły przed nimi, czuły zapach krwi, więc wiedziały, co się dzieje i próbowały uciekać, wykręcały się, dlatego trudno je było trafić paralizatorem.

Ten człowiek zajmował się tym od miesięcy, aż pewnego dnia stało się coś, co zmieniło jego życie. Jedna z krów weszła, nie wydając żadnych dźwięków i nie próbując uciekać. Po prostu przeszła pomiędzy barierkami, prawie jakby to robiła z własnej woli. Pochyliła głowę, ustawiła się w dogodnej pozycji dla rzeźnika, a potem podniosła na niego wzrok. Przysięgał, że to prawda, ta krowa po prostu spokojnie stała i patrzyła na niego. To było tak niezwykłe, że nie był w stanie pociągnąć za spust. Nie wiedział, ile czasu minęło, nie mógł oderwać wzroku od oczu tego zwierzęcia, a ono po prostu stało i patrzyło na niego w ciszy. A potem wydarzyła się kolejna niezwykła rzecz. Wiecie, jak duże oczy mają krowy? Zauważył, że w jednym oku, nad dolną powieką, zaczęła zbierać się woda, zbierała się, aż powieka nie mogła jej dłużej utrzymać i spłynęła po pysku krowy. Nigdy wcześniej nic takiego nie widział. Po chwili zauważył, że to samo stało się z drugim okiem. W oczach krowy pojawiały się łzy i spływały po jej pysku. Krowa płakała.

To złamało tego człowieka. Coś w nim pękło. Rzucił na ziemię paralizator i powiedział do strażników: „Możecie mi zrobić, co chcecie, ale ta krowa będzie żyć”. To wielki facet. Miał na sumieniu ludzkie życia. A teraz poczuł, że miał coś wspólnego z tą płaczącą krową. Odezwała się w nim empatia. Poczuł, że w tej krowie jest coś, co jest również w nim, i nie mógł jej zabić. Według nowoczesnych standardów to był zły człowiek – choć tak naprawdę nie ma złych ludzi, są tylko ludzie robiący złe rzeczy – ale mimo że siedział w więzieniu, że był brutalnym przestępcą, zmienił się w jednej chwili. Kiedy przyszedł się ze mną zobaczyć, powiedział, że teraz jest wegetarianinem. Nie miał innego wyjścia. Dzięki krowie, która płakała. Byli przy tym inni więźniowie i potwierdzali, że faktycznie tak było.

Empatia, która zaniknęła w nim prawdopodobnie już w dzieciństwie, odżyła. Jednym z powodów, dla których ludzie robią złe rzeczy, jest brak empatii. Nie umieją postawić się w sytuacji innej osoby. „Oni wyznają obcą religię, więc są inni. Niewierni są źli, kogo obchodzi, czy żyją czy nie. Ktoś jest innej płci niż ja, więc jest gorszy. Albo innej orientacji seksualnej. My jesteśmy hetero, a homoseksualiści są inni, źli” – to jest brak empatii. Jeśli masz empatię, umiesz czuć to, co druga osoba. Uświadamiasz sobie, że inni są tacy jak my. I to „my” się powiększa. W końcu cały świat składa się z ludzi, którzy są tacy sami jak my. Krowy i owce też są takie same, i kangury, i ptaki. Im bardziej potrafisz poszerzyć tę strefę, tym więcej masz empatii. I zmniejsza się szansa, że będziesz złym człowiekiem.

Rdzenni mieszkańcy Australii są tacy jak my. Ziemia, po której chodzimy, również. Aborygeni głęboko odczuwają połączenie ze wzgórzami, strumieniami, polami i roślinami, i taką empatię wobec nich, że nie są w stanie niszczyć przyrody. Tak samo jak wegetarianie nie są w stanie zabijać zwierząt. Empatia.

Dlaczego krzywdzimy planetę? Bo wydaje nam się, że należy do nas i możemy ją kontrolować. Bo nasza empatia się nie rozwinęła. Tak samo agresywna osoba może nie być empatyczna wobec swojego wroga. „Oni” nie są tacy jak „my”, więc mogę ich zabić. Wiele zła ma źródło w braku empatii. Myślę też, że podróż duchowa, jaką jest ludzkie życie, polega na rozwijaniu w sobie empatii. Na poszerzaniu strefy ludzi, z którymi współodczuwamy i którzy są tacy jak my.

Na tym polegają spotkania międzyreligijne. Bo tak, muzułmanie ubierają się inaczej niż buddyści. Tak, obrządek chrześcijański wygląda inaczej niż żydowski. Ale jeśli przebywa się wśród różnych ludzi, to prędzej czy później dochodzi się do następującego wniosku: oni są tacy sami jak ja. A to oznacza, że nie jesteśmy w stanie ich skrzywdzić. Nie możemy tego zrobić. Chcemy ich wspierać. Przyjaźnić się z nimi. Będę ich chronić, bo są tacy jak ja. Są moją rodziną. Wy jesteście moją rodziną i wszyscy, którzy tego słuchają. Kangury w klasztorze są moją rodziną. Papugi i kukabury są moją rodziną. Jeśli się to rozumie, zło nie ma do nas dostępu. Brak empatii jest jednym z powodów, dla których na świecie dzieją się złe rzeczy.

Kończy mi się czas, chciałbym jeszcze o tym pomówić, ale starałem się przekazać przynajmniej ogólny obraz tego, skąd pochodzi zło. I oczywiście nie chodziło tylko o odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie robią złe rzeczy, bo skoro już wiemy, dlaczego tak się dzieje, to mamy możliwość powstrzymania tego mechanizmu i stworzenia lepszego świata. To dlatego tutaj jesteśmy.

Rzecz jasna, jedną ze złych rzeczy, których nie omówiłem, jest Ajahn Brahm i jego kiepskie dowcipy. To nie moja wina, to przez mojego ojca – on też opowiadał kiepskie dowcipy. I jako że tematem tego spotkania były złe uczynki, chciałbym zakończyć je złym dowcipem. Kiepski żart na dziś, mam ich kilka w zanadrzu, który by opowiedzieć?

Pewien facet poszedł do lekarza. Lekarz powiedział:
– Koniecznie musi pan iść na operację, pana zdrowie jest zagrożone. Mogę pana zapisać na zabieg za trzy miesiące.
– Trzy miesiące?? Nie mogę tyle czekać, za trzy miesiące mogę nie żyć!
– Proszę się nie martwić. Proszę dać znać mojej sekretarce, wykreślimy pana wizytę z kalendarza.

To bardzo prawdziwe, lekarze powinni się wstydzić. To był kiepski żart na dziś.

Podsumowując, rozumiecie teraz, skąd bierze się zło, a dzięki temu, że rozumiecie, możecie zrobić coś, żeby rozwiązać ten problem. Pamiętajcie, co powiedziałem o odpoczynku. Odpoczywajcie, bo zmęczenie prowadzi do złych rzeczy. Okazujcie więcej empatii i nie ograniczajcie tego do ludzi, których znacie, do ludzi tego samego koloru, płci, religii, orientacji seksualnej. Nie ograniczajcie tego do gatunku. Okazujcie empatię i uświadomcie sobie, że inne istoty są takie same jak wy. Przebywajcie wśród dobrych, mądrych ludzi, a jeśli znacie kogoś, kto robi złe rzeczy, spróbujcie skłonić go, żeby zaczął bywać wśród dobrych ludzi. I żeby więcej odpoczywał. Nie pragnijcie rzeczy, które nie są wartościowe. Skupcie się na tym, co naprawdę jest w życiu ważne, a dzięki temu wasze pragnienia będą mądre, nie będziecie się kierować złą wolą, a mądrość zastąpi ułudę. To niestety tylko powierzchowny zarys tego tematu, ale przynajmniej macie coś do przemyślenia. Dziękuję za wysłuchanie.

Sadhu, sadhu, sadhu!

Czy ktoś ma jakieś pytania dotyczące tematu dzisiejszego spotkania? Jak zwykle nikt nie ma pytań, ale kiedy tylko skończymy, ustawi się długa kolejka ludzi z pytaniami. Ale takie jest życie, odczuwam wobec was empatię i akceptuję to. Czy mamy jakieś ogłoszenia? Wiecie, to bardzo niedobrze wyjść przed ogłoszeniami.


Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Źródło: bswa.org

Tłumaczenie: KuHarmonii
Redakcja: Alicja Brylińska
Czyta: Robert Błaszczyk