Z kategorii:
strona 1123...następna »

Jeśli dobrze rozumiem, buzzard_pl miał na myśli sprzeczność tekstu Buddhadasy Bhikkhu z suttami i tu przyznaję, że mam podobne wątpliwości. Dlatego polecam ten elaborat głównie osobom, które mają "problem" z reinkarnacją. :)

Natomiast nie widzę sprzeczności pomiędzy zaprzeczaniem przechodzeniu świadomości z wcielenia na wcielenie i jednoczesnym ich pamiętaniem. Buddha twierdzi nawet (jeśli dobrze pamiętam), że widzi poprzednie wcielenia innych istot. Z tego wynika, że ciągłość świadomości, nie jest warunkiem wejrzenia w dowolne sankhary. Wygląda mi to jak wgląd w pewien rodzaj bazy danych, którego jest się świadomym, gdy się patrzy, potem można być świadomym tego, co się pamięta, ale po rozpadzie sześciu baz - świadomość, pamięć itp. znikają. Potem, wraz z ich odrodzeniem się, świadomość znów może osiągnąć wgląd w sankhary.

Pozdrawiam. :)


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: Michał przez NagiljumNagiljum, 18 Feb 2018 18:02
Michał (gość) 08 Feb 2018 07:17
w dyskusji Teksty / Wasze opinie » Śmierć. Co dalej?

buzzard_pl
Masz rację, ja również dostrzegam tu sprzeczność. Z jednej strony w Mahātaṇhāsaṅkhaya Sutta (MN.038 - Dłuższa mowa o zakończeniu pragnienia) zaprzecza, że "ta sama świadomość, która przebiega i wędruje", a z drugiej twierdzi, że pamięta ja z innego wcielenia.

przez Michał (gość), 08 Feb 2018 07:17

Masz rację, nie ma sensu tracić czasu na tego typu publikacje/tematy.

Ha, ha. :D A co tu sądzić? Najlepiej na "człowieczeństwo" wpływa zapewne czytanie GW i finansowanie grantów dla "uczonych" półgłówków, którzy nie mając pojęcia o medytacji, zabierają się za ocenę jej skutków. :D Żeby dopełnić miary imbecylizmu, wszystko wrzucają do jednego worka pod nazwą buddyzm. Jakby w obrębie samej therawady nie było przeróżnych technik, obiektów medytacyjnych i celów każdej z nich.

Według mnie, nie ma sensu się tym zajmować, ani tym bardziej przejmować. Niech buraki wierzą w co chcą. Jedynym słusznym rozwiązaniem, będzie pewnie zaćpanie się "towarem" od dilera, albo od psychiatry. Kasa i tak trafi do big farmy a stamtąd do lobbystów z gatunku GW.


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

http://wyborcza.pl/7,75400,22986296,dalaj-lama-sie-myli-medytacja-nie-uczyni-cie-lepszym-czlowiekiem.html

"Dalajlama się myli. Medytacja nie uczyni cię lepszym człowiekiem Naukowcy ostrzegają, że wcześniejsze badania, które postulowały łagodzący wpływ medytacji na ludzką osobowość, to pic na wodę. "Gdyby każdego ośmiolatka nauczyć praktykowania medytacji, w ciągu jednego pokolenia świat uwolniłby się od przemocy" - tym cytatem, przypisywanym obecnemu dalajlamie, uczeni z Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii rozpoczynają w piśmie "Scientific Reports" swój artykuł, w którym… rozprawiają się z prospołecznym wpływem medytacji. Badacze przeprowadzili metaanalizę wcześniejszych prac (w sumie przeszło 20) traktujących o jej zbawiennych efektach. Jak piszą, naukowcy postulowali w nich, że techniki medytacyjne przeniesione z buddyjskiej filozofii na grunt zachodnich społeczeństw czynią nas bardziej współczującymi i empatycznymi, sprawiają, że czujemy większą więź z ludzkością i światem oraz spada nam poziom agresji i uprzedzeń. Jednak zdaniem autorów obecnej publikacji wskazujące na to badania były m.in. obarczone poważnymi błędami metodologicznymi. Nowozelandzcy i brytyjscy uczeni wspominają, że z początku ich analiza wykazała, iż rzeczywiście - medytacja lekko łagodzi nieprzyjemne cechy człowieczeństwa i poprawia ludzką zdolność do współczucia i empatii. Kiedy jednak bliżej przyjrzeli się publikacjom, które stały za tym wnioskiem, okazało się, że w wielu przypadkach ich współautorami byli… nauczyciele medytacji. Mogło więc dojść do poważnego konfliktu pomiędzy etyką bezstronnego badacza a wynikającą z zawodowego interesu i własnych przekonań chęcią udowodnienia, że szare jest czarne. Poza tym do grup kontrolnych autorzy owych publikacji wybierali osoby pasywne - które ani nie praktykowały medytacji, ani nie poszukiwały innych sposobów na poprawienie swojej ludzkiej kondycji. Ciekawe byłoby, jak twierdzą, porównanie współczujących i empatycznych postaw pomiędzy osobami medytującymi i tymi poszukującymi innych sposobów "uwolnienia świata od przemocy". Co więcej, okazało się, że nawet publikacje pisane przez nauczycieli medytacji nie były w stanie wykazać, iż jej praktykowanie zmniejsza poziom agresji, uprzedzeń czy zwiększa nasze poczucie jedności ze światem. A bez tego trudno uznać, że medytacja łagodzi ciemną stronę człowieczeństwa i czyni nas lepszymi - czyli bardziej prospołecznymi - ludźmi. - Nasze badanie nie przekreśla, oczywiście, moralnych aspiracji reprezentowanych przez buddyzm czy inne religie - komentuje współautor publikacji dr Miguel Farias z Uniwersytetu w Coventry."

Miguel Farias wydał książkę "The Buddha Pill: Can Meditation Change You?" - oto jej opis:

Millions of people meditate daily but can meditative practices really make us ‘better’ people? In The Buddha Pill, pioneering psychologists Dr Miguel Farias and Catherine Wikholm put meditation and mindfulness under the microscope. Separating fact from fiction, they reveal what scientific research – including their groundbreaking study on yoga and meditation with prisoners – tells us about the benefits and limitations of these techniques for improving our lives. As well as illuminating the potential, the authors argue that these practices may have unexpected consequences, and that peace and happiness may not always be the end result. Offering a compelling examination of research on transcendental meditation to recent brain-imaging studies on the effects of mindfulness and yoga, and with fascinating contributions from spiritual teachers and therapists, Farias and Wikholm weave together a unique story about the science and the delusions of personal change.

Mogę podesłać link do książki jeżeli ktoś chciałby ją przeczytać.

Co sądzicie?

Jak zwykle stronniczy artykuł z GW przez Lukasz3Lukasz3, 05 Feb 2018 16:34

Re: Nagiljum
Witaj!
Oczywiście; choć to nieco zabawne, sam używam identycznego określenia. Doszedłem również do wniosku, że inspirować może mnie tylko to czego nie wiem. To co najpierw staje się wiedzą bardzo rzadko i trudno przekuć w głębokie doświadczenie. Pozdrawiam również serdecznie i życzę wielu sukcesów w poszukiwaniach.
M.

Re: Śmierć. Co dalej? przez hlinhlin, 04 Feb 2018 10:28

Dzięki. :) Przebadałem lekko temat. Wygląda na to, że tam żadnej inspiracji nie znajdę.
Pozdrawiam. :)


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: hlin przez NagiljumNagiljum, 04 Feb 2018 09:49

Dobry wieczór!
Wybaczcie Panowie ponownie, że się odezwę - jakkolwiek przeczytałem z uwagą każdy z postów w wątku - odniosę się tylko do pytań, które padły wobec mojej wypowiedzi, Metoda, z której skorzystałem nazywa się regresją lub regresingiem niehipnotycznym. Łatwo namierzyć w googlach, zdecydowanie trudniej namierzyć kogoś kto ma o tym pojęcie. Ci co mają stosują niechętnie, ponieważ zbyt często osoby poddawane sesjom "kręcą się w kółko". Oznacza to wciąż dużą ilość wizji, ale brak równie dużej chęci przyswojenia sobie ich przekazu:) Tu właśnie widzę sztukę iluzji : dopóki istnieje złudzenie Ja dopóty można "dostrzegać" związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tym co "było" i tym co obecnie 'jest" czyli tym co może lub nie może wpływać na "Ja". Takie postrzeganie faktycznie prowadzi do cierpienia, ale nie ma to nic wspólnego z wizją. Wizja bowiem zawsze jest wynikiem SPOSOBU postrzegania przez osobę postrzegającą czyli - mam na myśli dokładnie odzwierciedla nasz sposób myślenia o sobie, o Ja. To rzecz jasna opinia powstała wyłączne w wyniku o moje doświadczenia, nie mam najmniejszej ochoty przekonywania kogoś jej słuszności. Ale z tego co mi się wydaje : podobnie jak we śnie doświadczamy widzenia, słyszenia, smakowania i dotyku podobnie w wizjach doświadczamy dokładnie precyzyjnego w sposobie "przekazu". Nie jest on tyle wart jak sam sposób - to z niego wynika nasze pojęcie ja. Co szczególne jest w regresowych wizjach - to fakt jednoczesnego odczuwania przez "siebie" widzianego wizji (z pełnym zrozumieniem odczuć, uczuć, intensywności.." oraz beznamiętnej obserwacji. Coś jak jednoczesne dwa punkty widzenia - zupełnie jakby czytało się książkę, w której ulubiony przez nas bohater doznawał opisywanych rozterek.
W odniesieniu do życzliwej propozycji skorzystania z dobrodziejstw medytacji - oczywiście korzystam :) od wielu lat z przerwami. Ostatnie podejście uważam za wybitnie owocne po faktycznie przeżytym kryzysie. Tu widzę żywe słowa Buddy o istnieniu cierpienia, niemniej widzę je jako osobiście doświadczaną ścieżkę, nie konceptualne rozważania. Cytując mistrza Suzuki - nie ma innego życia dla ludzkiej istoty niż życie które przeżywa obecnie" z czym zgadzam się całym sercem. Wszelkiego rodzaju doświadczenia i wizje, przebłyski świadomości i nagłe olśnienia miały miejsce wyłącznie w chwilach intensywnych momentów osobistego przeżycia. Innymi słowy - jak nie da się nauczyć odpuszczania nie mając nic do odpuszczenia - tak nie da się wyciągnąć spod powierzchni umysłu tego, co jest odpowiedzią na pytanie o przyczynę przeżywanego cierpienia. Wybaczcie jeśli się mylę, ale sądzę, że kłopot w uzyskaniu niektórych doświadczeń w głównej mierze jest w głównej mierze skutkiem ich odmiennej definicji. Dla przykładu : w naszej kulturze chleb na ogół się kroi. W innej - rwie się go rękoma. Bardzo trudno uzyskać ten sam efekt w wyniku rwania, kiedy chleb jest już pokrojony. Sposób dzielenia chleba w przykładzie jest niczym innym jak szkieletem naszego umysłu - wynika on z czasu i okoliczności w jakich żyjemy, wiedzy ogólnej (nie uczymy się przecież dziś rozniecać ognia lub wysysać szpiku jak przodkowie, prawda? ) oraz informacji przekazanych przez osoby znaczące a także przekonań zgromadzonych w okresie przed rozpoczęciem świadomych poszukiwań. Inaczej rzecz biorąc - Jhana dla współczesnego człowieka będzie czym innym niż dla rówieśnika Buddy - i moim skromnym zdaniem - opis pozostanie tylko opisem, właśnie z punktu autora. Jeśli się mylę,a nie wykluczam tego - Jhana musiałaby należeć do jakiegoś rodzaju "uniwersalnej" rzeczywistości i przebiegać w sposób tożsamy dla innych. W tym wypadku tylko określona grupa ludzi o identycznym aparacie pojęciowym mogłaby jej doświadczać. To mniej więcej tak jak zakładać, że do czasu lub od czasu Buddy tylko buddyści osiągają Nibbanę…Wniosek wydaje się nieco karkołomny więc z mojego punktu widzenia słusznie jest rozpoznać własne doświadczenie i dać mu się wchłonąć. Jeśli w efekcie uzyskamy wiedzę, wizję, wgląd - który z pewnością ma dla nas znaczenie lecz ponad wszelką wątpliwość , pozostaje poza naszymi aktywnymi wysiłkami - to z takiej informacji warto - jak sadze skorzystać.Przepraszam za ogromy wpis.Pozdrawiam i owocnej osobistej praktyki.
M.

Re: Śmierć. Co dalej? przez hlinhlin, 04 Feb 2018 00:21

Dzięki. :) Podział bardzo udany - moim zdaniem. :)
Natomiast w Instrukcji wchodzenia w jhanę jest o uśmiechu.

Teraz ja będę czytał i rozważał Twoje komentarze po wiele razy. :)

Pozdrawiam. (niedźwiedź). :D


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: buzzard_pl przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 20:31

Dzięki chłopaki, przez kilka dni miałem wątpliwości czy wrzucać tego posta, bo to było bardzo osobiste i intymne przeżycie. Ale pomyślałem, że jednak wrzucę, by zachęcić do praktyki medytacji.

Nagiljum dzięki za Twój komentarz odnośnie nimitty. Teraz odpuszczę i ją, wiedziałem, że za bardzo ją wypatrywałem.

Wiecie co, zapomniałem o jeszcze bardzo ważnej rzeczy. Pisaliśmy o tym już wcześniej oraz pojawiła się taka informacja w "instrukcji wchodzenia w jhanę" a zabrakło tego w moim powyższym opisie. To ważne i nie można tego pomijać.
Jeśli podzielimy sesję na trzy etapy- 1. przed błogością 2. błogość 3 . jhana*
to pod koniec etapu numer 1- powiedzmy po 20 minutach medytacji kiedy poczujesz, że odpuściłeś juz wszystko i scaliłeś się z oddechem należy
-uśmiechnąć się; jeśli trzeba można wymusić ten uśmiech
-spróbować znaleźć przyjemność z medytacji "hej, ale to przyjemne"
-poczuć jakieś przyjemne doznanie na ciele (dotyk koszulki, jakieś odczucie na twarzy czy na ręce)

a umysł w to uwierzy, i punkt 2 pojawi się sam z siebie- wtedy nie trzeba już nic więcej robić- tylko dalej odpuszczać kontrolę.

Moje "nieudane" medytacje są tylko wtedy gdy nie potrafię uciszyć dialogu, przyszłości i przeszłości.

  • ten sztuczny podział wprowadziłem tylko po to by umiejscowić w czasie wzbudzenie radości o której piszę.
Re: Śmierć. Co dalej? przez buzzard_plbuzzard_pl, 03 Feb 2018 20:18

Brzmi strasznie mądrze i naukowo, ino coś mi równie strasznie zgrzyta. :D

Buddha mówi o uważności ciała, która prowadzi do bezobiektowości. Rozumiem, że chodzi dokładnie o to samo, co w zen nazywają "shikantaza". Nigdzie ani słowa o nimittach i o niemożności utrzymania "zwykłego pojawienia się", tudzież "znaku", "przejawienia", "objawienia"…

Tak sobie myślę, w czasach Buddhy, wgląd na poziomie sotapana, był dość pospolitym osiągnięciem. Czyżby tak istotna sprawa, jak nimitta, została przez Buddhę pominięta?

A jak to się ma do sutt opisujących pierwszą jhanę?

To jest sytuacja, gdy mnich całkowicie wycofany ze zmysłowości, wycofany z nierozsądnych wartości mentalnych - wchodzi i pozostaje na pierwszym poziomie skupienia medytacyjnego. Odczuwa rozkosz i błogość zrodzone z wycofania, którym towarzyszy ukierunkowana myśl i rozpoznanie.

http://sasana.pl/sn-45-008-nag

Zatem nie niszczą jej żadne "konstrukty mentalne". Co więcej, wyraźnie mamy wskazanie, że w pierwszej jhanie trzeba myśleć i poznawać. W rinzai myślą "mu", albo "jak wyglądała moja twarz, przed narodzeniem moich rodziców", współcześnie wykorzystywane są nawet takie jak "zanim Mojżesz stał się, Ja Jestem", tudzież "kim jestem"… Prowadzą nie tylko od dhyany, ale i do zerwania przynajmniej pierwszych kajdan (z dziesięciu).


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: Łukasz przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 20:01

Znalazłem coś takiego, sorry za moje niedoskonałe tłumaczenie:
"Parę słów należy dodać odnośnie medytacyjnego obiektu używanego do wchodzenia w jhany. Palijskie słowo oznaczające "pojawienie się" to "nimitta" a zatem musimy mówić o "pojawieniu się" jako o medytacyjnym obiekcie. Żadne zwyczajne doznanie, nawet doznanie oddechu jest właściwe do utrzymywania medytacyjnego wchłonięcia. Zwykłe "pojawienie się" (parikamma-nimitta) oddechu jest w rzeczywistości złożonym konceptualnym konstruktem zakładającym hipotetyczne podmioty takie jak powietrze, nos, skóra, wdech i wydech jako wyjaśnienie doświadczanych doznań. Jest to zbytnio konceptualne i wymaga zbytniego mentalnego przetwarzania by nadawać się na odpowiedni obiekt dla jhany."
Oryginalne tłumaczenie:
"A brief word needs to be added regarding the meditation object used for entering the jhānas. The Pali word meaning “appearance” is “nimitta”, and so we must speak of the “appearance” of the meditation object. No ordinary sensation, even the sensation of the breath, is suitable for sustaining a meditative absorption. The ordinary appearance (parikamma-nimitta) of the breath is in reality a complex conceptual construct positing hypothetical entities such as air, nose, skin, in and out as an explanation for the sensations experienced. It is too conceptual and involves too much mental processing to serve as a suitable object for jhāna. "
https://dharmatreasure.org/wp-content/uploads/jhanas-and-mindfulness-handout.pdf

W książce "Wisdom Wide and Deep" ćwiczenie 4.1 dotyczy widzenia nimitty.

Re: Śmierć. Co dalej? przez Lukasz3Lukasz3, 03 Feb 2018 19:30

Piękny opis. :) Wart osobnego wątku, to przecież nasza perełka. Słowo daję, nie mam wątpliwości, ani co do tego, czym jest Twoje doświadczenie, ani co do jego prawdziwości. Tego samego nie mogę powiedzieć o różnych Ajahnach. :D W związku z tym wolę wziąć pod uwagę Twoje sugestie, niż wydumane teorie "uczonych". Dzięki. :)

Natomiast co do nimitty, nadal twierdzę, że to jedynie rodzaj halucynacji przy skupieniu dostępu. Może niektórzy znajdują sposób, aby je wykorzystać, ale to śliska droga. Pamiętasz jak pytałem co z praktykami, w których żadne nimitty nie występują? Nie chodziło mi, że "jeszcze nie występują", ani "nie występuję bo coś tam robisz źle", tylko "nie występują i nigdy nie wystąpią". :) Jak makyo, nimitty towarzyszą tylko niektórym praktykom i nawet wtedy - nie wszystkim ludziom. Jedne i drugie są raczej wyjątkiem, niż regułą. Jak na razie w suttach też nie znalazłem niczego o nimittach, ale jeszcze calusieńkej Stuta pitaki nie przeczytałem. Ktoś może zna taką, gdzie Buddha coś o nich mówi? Nawet jednak i to, nie znaczy, że nimitta jest rzeczą obowiązkową. :)

Dlaczego jhana nie mogłaby fizycznie powodować takich skutków jak ayahuasca, ale w sposób naturalny i kontrolowany? :) Nigdy niczego nie ćpałem, ale jhanę chętnie zaćpam. :D


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: buzzard_pl przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 19:01

I właśnie tu jest pies pogrzebany :)
Doświadczamy różnych stanów, ale nie wiemy czym dokładnie one są. Czy przeszkodą, czy pomocą. Najważniejsze jest chyba to, by nie porzucać medytacji. Gdzieś czytałem że po przepłynięciu rzeki nie ma sensu dźwigać na swoich barkach łódki którą przepłynęliśmy rzekę, ale skąd mamy pewność że ją przepłynęliśmy?
Dzięki Buzzard że podzieliłeś się swoim doświadczeniem, to z pewnością jest ważne dla nas wszystkich, jest potwierdzeniem że warto medytować. Polak potrafi :)

Re: Śmierć. Co dalej? przez Lukasz3Lukasz3, 03 Feb 2018 18:36

A może by tak uczynić sobie następującą praktykę w oparciu o pytanie: "dlaczego nie mogę doświadczyć jhany?" bądź "co stoi na przeszkodzie doświadczenia jhany?"
Po czym gdy nastąpią jakieś myśli/wizje/uczucia to po prostu pozwolić im by "się ulotniły".
Możliwe że to doprowadzi do jej doświadczenia, możliwe że nie.

IMHO postawienie pytania i rozmyślania tylko oddalą jhanę. Według mnie zgadza się to co pisał wielokrotnie Nagiljum, że najważniejsze jest odpuszczenie.

Z mojej praktyki- jeśli jest odpuszczenie i cierpliwe powracanie do oddechu pojawi się błogość lub coś więcej.

Ostatnio miałem cięzkie chwile- chodzi o zdrowie- podczas jednej z ostatnich medytacji odpuściłem wszystko. Powiedziałem sobie "nawet jeśli nie przeżyję kilku następnych dni to liczy się tylko tu i teraz. nic nie moge na to poradzić, musze się zrelaksować i odpuścić"

Odpuściłem i miałem najlepszą medytację w całej praktyce. Błogość rozlała sie jak ciepłe mleko po całym ciele, a potem poczułem jak w mojej krwi płynie ogromna energia. Serce waliło jak opętane, miałem skurcze różnych części ciała, nie panowałem nad tym, a błogość była nie do opisania. Poczułem, że moge unieść się w powietrze. Nic takiego się nie stało, ale tak właśnie się czułem- że mogę dokonać wszystkiego.

Jeszcze kilkanaście godzin później chodziłem uśmiechnięty- tak byłem naładowany pozytywną energią. Następna medytacja wyglądała tak, że siadłem na poduszce i od razu z pierwszym oddechem byłem w krainie błogości, ale juz bez ekstazy jak dzień wcześniej.

Nigdy nie doświadczyłem nimitty a więc nie mogła to być jhana* . Może to był wyrzut serotoniny lub DMT z szyszynki jak po ajuhasce - nie wiem ale chcę więcej :-)

  • patrz opis Ajahna Brahma
Re: Śmierć. Co dalej? przez buzzard_plbuzzard_pl, 03 Feb 2018 18:03

Mnie tam nic nie wiadomo o widzeniu przyszłości przez Buddhę. :) Sądzę, że raczej wszystkie odłamy buddyzmu są zgodne co do nieistnienia przyszłości i przeszłości. Czasem można się nawet spotkać z pewną formą negowania nawet teraźniejszości. :) W każdym razie ja też absolutnie nie kupuję. :)

Natomiast ja potrafię przewidywać przyszłość. :) Za chwilkę wyślę ten komentarz i powrócę do kaligrafowania. Zobaczymy, czy spełni się moje proroctwo. Jeśli Buddha miał szersze horyzonty ode mnie (o co Go poważne podejrzewam), mógł przewidzieć nawet trudniejsze sprawy. :)


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: Łukasz przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 16:32

Wiadomość wysłana.
Muszę przyznać że oprócz zdarzeń z 2011 czy 2014r. to szczególnych "doświadczeń" nie miałem. Po prostu skupiałem się na oddechu i starałem się powracać do "domu", do swojego ciała. Będę heretykiem i powiem że przyszłość nie istnieje, to złudzenia. Budda rzekomo widział przyszłość, ale ja tego nie kupuję, w to nie wierzę. Być może oświecenie to zmieni, ale do tego daleka droga :)

Re: Śmierć. Co dalej? przez Lukasz3Lukasz3, 03 Feb 2018 16:23

Porządne makyo, najprawdopodobniej oznacza dotarcie do skupienia dostępu, albo jak ktoś woli - skupienia sąsiedztwa. Mistrzowie zen, często wtedy radzą zintensyfikowanie wysiłków, zamiast przerywanie praktyki. Słynne nimitty, uważam za makyo i dlatego mam do nich stosunek dość… ambiwalentny. :)


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: Łukasz przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 15:55

Tytuł bardzo intrygujący. :) Chętnie zerknę do tej książki. Natomiast Twój koan istotnie może tak wpływać. Szczególnie wtedy, gdy masz pewne inklinacje w kierunku uważności ciała. Za to praktyki bym nie przerywał w przypadku wystąpienia makyo. One są wynikiem ospałości umysłu. Zwykle wiążą się z osiągnięciem pewnego poziomu skupienia i wtedy najmniejsza nieuważność, senność itp. prowadzi do makyo, albo wręcz do zaśnięcia.

Makyo, które mnie się przydarzały, występowały już po przełamaniu morderczej granicy snu. Wówczas widziałem sny przy otwartych oczach, ale i to było wynikiem osłabnięcia skupienia. Ogólnie, świadczą one o pozytywnym procesie - wzrastającej mocy skupienia. Gdy nadejdzie makyo, można wzmocnić uważność i powinno ustąpić. Podobno niektórzy mają tak silne omamy, że przerwać je może dopiero wskoczenie do basenu z zimną wodą, ale nie ma się czego obawiać. Nie należy tylko za nimi podążać, zagłębiać się w nie itp. Nie dlatego, żeby były jakieś niebezpieczne - to tylko myśli. Unikać ich trzeba dlatego, że to już nie jest ścieżka do wygaśnięcia cierpienia. Coś, jak badanie snów. Mogą być prorocze a mogą być zwykłymi zwidami. Bardzo polecałbym Ci przeczytanie "Trzech filarów zen", Philipa Kapleau. To była jedna z najbardziej inspirujących lektur w moim życiu. :)
Pozdrawiam. :)


Gdyby poszukiwacz prawdy nie znalazł lepszego, lub równego sobie towarzystwa, niech bez ociągania się podąża samotnym szlakiem. Nie ma dlań wspólnoty z głupcem.

Dhammapada

Re: Łukasz przez NagiljumNagiljum, 03 Feb 2018 15:32

Starałem się praktykować przez ostatnie kilkadziesiąt minut podczas wykonywania codziennych czynności. Co zauważyłem? Że zadawanie tego pytania pozwala wrócić do chwili obecnej, pomaga wyrwać się z "autopilota".
Dzięki za ostrzeżenie przed makyo, będę starał się pilnować i jeżeli moja praktyka z owym pytaniem będzie szła za daleko, to po prostu ją przerwę.
Przy okazji - ostatnio natrafiłem na książkę "The Path to Nibbana. How Mindfulness of Loving-kindness Progresses Through the Tranquil Aware Jhanas to Awakening". Jak chcesz to mogę tobie przesłać link w prywatnej wiadomości.

Re: Śmierć. Co dalej? przez Lukasz3Lukasz3, 03 Feb 2018 11:58
strona 1123...następna »