Tytuł: I co z tego?

O autorze: Ajahn Viradhammo

Wersja pdf:

zobacz źródło

print

Wersja scribd:

Poniższe nauczanie o Czterech Szlachetnych Prawdach pochodzi z wykładów wygłoszonych przez Czcigodnego Viradhammo podczas dziesięcio-dniowego odosobnienia ( ang. retreat ) dla świeckich Tajlandczyków w Bangkoku, w czerwcu 1988 roku.

bz_0120.jpg

Szczęście względnie spokojnego umysłu
nie jest zupełną wolnością
Jest to jeszcze jedno doświadczenie.
Ciągle pozostaje kwestia „I co z tego?”
Całkowita wolność Buddy pochodzi
Z wysiłku zgłębiania.

Nauki te nie mają na celu osiągnięcia jeszcze jednego doświadczenia. Dotyczą zupełnej wolności wobec jakiegokolwiek doświadczenia. Zacznijmy może dzisiaj od rozważań na temat legendy o życiu Buddy. Można podejść do tego jak do rzeczywistych wydarzeń.

Można też na to spojrzeć jak na rodzaj mitu – historii odzwierciedlającej nasz rozwój jako istot poszukujących prawdy.

Jest to opowieść o tym jak to Bodhisatta (przyszły Budda) przed swym oświeceniem żył w cieszącej się władzą i wpływami królewskiej rodzinie. Był niezwykle utalentowaną jednostką i posiadał wszystko, o czym człowiek może zamarzyć: bogactwa, inteligencję, urok, wygląd, przyjaźń, szacunek i rozliczne umiejętności. Żył życiem księcia, pełnym luksusów i wygód.

Według legendy, kiedy Bodhisatta miał się urodzić, jego ojciec król otrzymał przepowiednię do mędrców. Twierdzili, że są dwie możliwości: albo jego syn zostanie władającym światem monarchą albo doskonale oświeconym Buddą. Oczywiście ojciec pragnął żeby syn kontynuował „rodzinny interes”, a nie żeby został pustelnikiem. Każdy w pałacu starał się więc ochraniać księcia. Kiedykolwiek tylko ktoś stawał się widocznie stary czy chory, natychmiast zostawał usuwany. Nikt nie chciał żeby książę zetknął się z rzeczywistością starości, choroby i śmierci, żeby rozczarowały go zmysłowość i władza, i żeby zwrócił swój umysł ku głębszym rozważaniom.

Jednak, gdy miał dwadzieścia dziewięć lat owładnęła nim ciekawość. Książe zapragnął zobaczyć jak wygląda świat na zewnątrz. Wyruszył więc ze swoim woźnicą i cóż ujrzał? Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył był chory człowiek, cały pokryty ranami, cierpiący ból, leżący we własnych odchodach. Przykład nad wyraz nieszczęsnej ludzkiej kondycji.

– Cóż to takiego? – książę zapytał swego sługę.
– To chory.- odpowiedział służący.

Książę uświadomił sobie po raz pierwszy, że ciała ludzkie mogą stać się chore i bolesne. Sługa podkreślił też, że wszystkie ciała są potencjalnie na to narażone. Książe przeżył szok gdy dotarło to do niego.

Następnego dnia wyjechał znowu. Tym razem zobaczył starca zgarbionego ze starości, trzęsącego się, pomarszczonego, o siwych włosach, ledwo trzymającego się na nogach. Ponownie skonsternowany tym widokiem zapytał sługę:

- A cóż to?
-To starzec – odpowiedział sługa. – Każdy się starzeje.

Książę uświadomił sobie tym razem, że to właśnie, jego własne ciało też cechowała nieuchronność starości. Wrócił do pałacu zupełnie zdezorientowany tym wszystkim. Gdy za trzecim razem wyruszył zobaczył martwego człowieka. Większość ludzi była bardzo zaaferowana i wesoło machając rękoma do przystojnego księcia myślała, że on świetnie się bawi. Z tyłu jednak za tłumem jacyś ludzie zmierzali w kierunku miejsca całopaleń dźwigając na noszach trupa.

– A cóż to znowu?! - zapytał. Sługa odpowiedział więc:
- To trup. Wszystkie ciała tak skończą. Moje, twoje – wszystkie umrą.

Tego było już za dużo. To naprawdę go zbulwersowało.
Następnym razem Bodhisatta zobaczył wędrownego mnicha siedzącego pod drzewem w medytacji.

– A to kto? – zapytał. Sługa odpowiedział:
- To sadhu, ktoś kto poszukuje rozwiązania zagadki życia i śmierci.

Mamy, więc taką oto legendę. Jakie znaczenie może mieć ona dla mnie lub dla ciebie? Czy jest to jedynie opowiastka dla dzieci o człowieku, który aż do wieku dwudziestu dziewięciu lat nie widział starości, choroby ani śmierci?

Jeśli chodzi o mnie, ta historia obrazuje przebudzenie się człowieka do uświadomienia sobie ograniczoności doświadczenia zmysłowego. Osobiście odnoszę to do czasów gdy byłem na studiach. Zastanawiałem się wtedy dużo: - „O co tu chodzi? Dokąd to wszystko zmierza?” Zastanawiałem się też nad śmiercią i zacząłem myśleć: - „Jaki jest sens w zdobywaniu stopnia naukowego? Nawet jeśli zostanę słynnym inżynierem, albo jeśli zostanę bogaty to i tak w końcu umrę. Nawet jeśli zostanę najlepszym politykiem czy najlepszym prawnikiem czy też najlepszym czymkolwiek… Nawet jeśli zostanę najsłynniejszą gwiazdą rocka jaka kiedykolwiek istniała…Wielkie coś!” (Mniej więcej w tym czasie Jimi Hendrix przedawkował heroinę i zmarł.)

Nic, o czym mógłbym pomyśleć nie mogło rozwiązać sprawy śmierci. Zawsze pozostawało: - „I co z tego?… Jeśli będę miał rodzinę? Co z tego że będę sławny? Co z tego jeśli nie będę? Co z tego, że będę miał dużo pieniędzy? Co z tego jeśli nie będę miał dużo pieniędzy?” Żadna z tych rzeczy nie mogła rozwiać tego wątpienia: - „A co ze śmiercią? Co to jest? Czemu ja tu jestem? Po co szukać jakiegokolwiek doświadczenia skoro i tak wszystko zmierza ku śmierci?”

To ciągłe zapytywanie uniemożliwiło mi dalsze studiowanie. Zacząłem więc podróżować. Udało mi się zająć umysł na jakiś czas bo podróżowanie było interesujące: Maroko, Egipt, Turcja, Indie… Wracałem jednak ciągle do tej samej konkluzji: - „I co z tego? Co z tego jeśli zobaczę jeszcze jedną świątynię, jeszcze jeden meczet, będę jadł jeszcze jeden rodzaj jedzenia – co z tego?”
Ten rodzaj wątpienia czasem przytrafia się ludziom, gdy ktoś kogo znali umiera, albo gdy zachorują, albo gdy się starzeją. Może pochodzić też z religijnego wglądu. Coś w umyśle zaskakuje i budzimy się do faktu, że bez względu na to jakie nie byłyby nasze doświadczenia wszystkie się zmienią, zakończą się i odejdą. Nawet gdybym był kimś najsłynniejszym, najpotężniejszym, najbogatszym, najbardziej wpływowym na świecie wszystko to umrze, ulegnie zanikowi.

Tak więc pytanie “I co z tego?” jest przebudzeniem się umysłu. Gdybyśmy mieli brać udział w tym odosobnieniu z nastawieniem osiągnięcia jakiegoś „medytacyjnego doświadczenia” to „Co z tego?” Dalej musimy wrócić do pracy, zmierzyć się ze światem, wrócić do Melbourne, wrócić do Nowej Zelandii… Co z tego! Jak jest różnica miedzy „doświadczeniem medytacyjnym” a rejsem na „The Queen Elizabeth II”? To pierwsze jest może trochę tańsze!

Nauki buddyjskie nie mają na celu osiągnięcia, po prostu, jeszcze jednego doświadczenia. Dotyczą one rozumienia natury doświadczenia, jako takiego. Mają na celu rzeczywiste zobaczenie co to znaczy być ludzką istotą. Kontemplujemy życie, porzucamy złudzenia, zostawiamy źródło ludzkiego cierpienia i uświadamiamy sobie prawdę, urzeczywistniamy Dhammę. To jednak jest zupełnie inny proces.
Gdy praktykujemy uważność oddechu ( anapanasati ) nie robimy tego z nastawieniem zdobycia czegoś później. Robimy to żeby być z tym, co jest: zwyczajnie być z wdechem i wydechem. Jakie są skutki praktykowania tego rodzaju uważności? No cóż, wszyscy możemy się przekonać. Umysł staje się wyciszony, nasza uwaga jest stała, jesteśmy przytomni i widzimy rzeczy takimi jakimi są.

Możemy w końcu przekonać się, że wyciszenie umysłu to naprawdę zdrowa i współczująca rzecz, jaką możemy sami sobie zafundować. Można też dostrzec, jaką przestrzeń ta praktyka tworzy w naszym umyśle. Widzimy teraz możliwość bycia naprawdę uważnym w życiu. Nasza uwaga nie jest już przechwytywana. Nie jest już cały czas „porywana”. Możemy naprawdę pracować nad uwagą. Jeśli mamy obsesję na punkcie czegoś to nasza uwaga jest absorbowana przez obiekt tej obsesji. Kiedy jesteśmy zmartwieni, wyczerpani, w złym nastroju, podnieceni, pragnący czegoś, w depresji i tak dalej to tracimy naszą energię.

Przez wyciszenie umysłu tworzymy przestrzeń i uwalniamy uwagę. Poza tym jest w tym piękno. Kiedy wychodzimy na zewnątrz po pewnym czasie medytacji, zdarza się, że zaczynamy zauważać rzeczy w inny sposób – zielone drzewa, zapachy, to po czym chodzimy, czy kwitnące małe kwiaty. Te miłe doświadczenia wyciszają nas, relaksują i są bardzo pomocne, podobnie jak rejs statkiem. W Nowej Zelandii chodzi się w góry dla relaksu. Ten rodzaj szczęścia, czy sukkha, nie jest jednak pełnią stanu Buddy. Mnóstwo radości pojawia się na tym etapie praktyki, ale to nie wszystko. Szczęście względnie spokojnego umysłu nie jest zupełną wolnością. Jest to jeszcze jedno doświadczenie.

Ciągle pozostaje kwestia „I co z tego?” Całkowita wolność Buddy pochodzi z wysiłku zgłębiania dhammy (dhammavicaya)Jest to ostateczne położenie kresu wszelkim konfliktom i napięciu. Bez względu na to, gdzie byśmy nie znaleźli się w życiu, nie ma już problemów. Zwie się to „niewzruszonym wyzwoleniem serca” – całkowita wolność w jakimkolwiek doświadczeniu.

Wspaniałą rzeczą jeśli chodzi o tę Drogę jest to, że ma ona zastosowanie w każdej sytuacji. Nie musimy być w klasztorze, ani nawet czuć się szczególnie szczęśliwi, żeby móc kontemplować Dhammę. Możemy kontemplować Dhammę w nieszczęściu. Często widzi się, że ludzie cierpiący zaczynają chodzić do klasztoru. Kiedy są szczęśliwi i odnoszą sukcesy nawet im to przyjdzie do głowy. Jeśli jednak odejdzie ich partner albo stracą pracę, zachorują na raka lub coś w tym rodzaju zaczynają mówić „Ach, co ja teraz zrobię?!”

Dla wielu z nas nauki Buddy zaczynają się wraz z doświadczeniem cierpienia (dukkha). Właśnie to zaczynamy kontemplować. Później jednak musimy też kontemplować szczęście (sukkha). Ludzie jednak nie zaczynają idąc do Ajahn’a ze słowami „Czcigodny Panie, jestem tak szczęśliwy! Pomóż mi w tym szczęściu”. Zazwyczaj zaczynamy gdy życie mówi „To boli.” Być może czasem jest to zwykłe znudzenie. W moim przypadku była to kontemplacja śmierci – „I co z tego?” Może to być wyobcowanie w pracy. Na Zachodzie jest coś takiego jak „kryzys wieku średniego”. Mężczyźni około czterdziestu pięciu – pięćdziesięciu lat zaczynają myśleć „Mam już wszystko” albo „Nic nie zdobyłem – i co z tego? Wielkie rzeczy”. Coś w nas się budzi i zaczynamy kwestionować życie. Ponieważ każdy doświadcza cierpienia w mniej lub bardziej oczywistej formie, ciekawe jest, że nauki tu właśnie się zaczynają. Budda mówi „Jest dukkha.” Nikt nie może temu zaprzeczyć. Na tym właśnie bazują nauki buddyjskie – rzeczywiste obserwowanie własnych doświadczeń – obserwowanie życia.

Zwyczajowy sposób radzenia sobie z dukkha to próby pozbycia się tego. Zazwyczaj używamy naszej inteligencji próbując maksymalizować sukkha i zminimalizować dukkha. Zawsze staramy się wykoncypować jak bardziej wygodnie wszystko sobie ułożyć.

Przypomina mi się wykład jaki Ajahn Chah o tym wygłosił. W klasztorze nosiliśmy wspólnie wodę ze studni. Polegało to na tym że dwóch mnichów niosło na długim bambusowym drągu dwa pojemniki z wodą. Ajahn Chah pytał: "Czemu zawsze nosicie wodę z mnichem, którego lubicie? Powinniście to robić z mnichem, którego nie znosicie”.

Była to święta prawda. Byłem bardzo szybkim nowicjuszem I zawsze unikałem noszenia wody ze starym, powolnym mnichem z przodu. Doprowadzało mnie to do wściekłości. Czasem zdarzało się, że utkwiłem za jednym z nich i starałem się spychać na bok.

Tak więc, noszenie wody z mnichem, którego się nie lubiło było dukkha. Jak mówił Ajahn Chah, zawsze próbowałem ułożyć sobie wszystko po mojej myśli. Było to po prostu używanie inteligencji w celu maksymalizowania sukkha i minimalizowania dukkha. Oczywiście nawet jeśli dostaniemy to, czego pragniemy dalej doświadczamy dukkha ponieważ przyjemność zaspokojenia nie jest stała – jest anicca. Wyobraźmy sobie na przykład jedzenie czegoś smakowitego. Na początku jest to naprawdę przyjemne. Jeśli jednak przyszłoby nam jeść to cztery godziny było by to okropne.

Cóż więc robimy z dukkha ? Nauki buddyjskie zachęcają byśmy użyli inteligencji i przyjrzeli się temu. Dlatego też stawiamy siebie sami w sytuacji odosobnienia takiego jak to i przestrzegamy Ośmiu Wskazań. Rzeczywiście przyglądamy się dukkha zamiast ciągłych prób maksymalizowania sukkha. Życie klasztorne w zasadzie polega na tym samym - jesteśmy ograniczeni tą szatą. Mamy jednak niebywałą wolność żeby raczej przyglądać się cierpieniu niż z niewiedzy ciągle starać się go pozbyć.

Noszenie szat na Zachodzie może być naprawdę trudne. To nie to samo co noszenie szat w Tajlandii! Kiedy tylko zamieszkaliśmy w Londynie czułem się nadzwyczaj nie na miejscu. Jako osoba świecka ubierałem się zawsze tak żeby nie być zauważonym, ale w tej sytuacji byliśmy cały czas na widoku. To była moja dukkha - czułem sie bardzo spięty. Ludzie ciągle na mnie patrzyli. Gdybym miał możliwość maksymalizowania sukkha i minimalizowania dukkha nałożyłbym dżinsy, jakąś brązową koszulę, zapuściłbym brodę i byłbym jednym z tłumu. Nie mogłem jednak tego zrobić, bo miałem wskazania wyrzeczenia. Wyrzeczenie jest porzucaniem tendencji do ciągłego maksymalizowania przyjemności. Naprawdę dużo się nauczyłem będąc w takiej sytuacji.

Wszyscy mamy jakieś obowiązki - rodziny, pracę, karierę i tak dalej. Są to ograniczenia, nieprawdaż? Jak sobie z nimi radzimy? Zamiast ich nienawidzić i narzekać - "Ach, żeby tylko mogło być inaczej byłbym szczęśliwy!" możemy się zastanowić - "Mam teraz szansę żeby coś zrozumieć." Mówimy sobie - "Jest jak jest. Jest dukkha". Wychodzimy do tej dukkha; sprawiamy by było to świadome, dopuszczamy do umysłu.

Nie musimy tworzyć dukkha celowo, jest zawsze wystarczająco cierpienia na świecie. Nauki zachęcają jednak żeby rzeczywiście poczuć dukkha jaką mamy w życiu. Być może podczas tego odosobnienia stwierdzicie w czasie siedzenia, że jesteście zmęczeni, rozkojarzeni i czekacie jedynie by zadzwonił dzwonek. Teraz właśnie można to naprawdę dostrzec. Jeśli nie mielibyśmy mieli takiej metody można by po prostu wstać i odejść. Co dzieje się jednak gdy odchodzimy w rozproszeniu? Można pomyśleć, że pozbyliśmy się rozproszenia, ale czy rzeczywiście? Idę oglądać telewizję czy coś poczytać - napędzam jedynie to rozproszenie. Stwierdzam potem że mój umysł nie jest wyciszony, jest pełen aktywności. Dlaczego? Ponieważ goniłem za sukkha i starałem się pozbyć dukkha. Jest to ciągłe, bolesne rozbieganie naszego umysłu. Jest niezadowalające, niespokojne - nie Nibbana.

Pierwsza Szlachetna Prawda buddyjskich nauk nie mówi "Zdobądź takie doświadczenie". Mówi żeby przyjrzeć się doświadczeniu dukkha. Nie wymaga się od nas byśmy jedynie wierzyli w buddyzm jako nauczanie, ale byśmy patrzyli na dukkha bez osądzania. Nie mówimy, że nie powinniśmy mieć dukkha ani też nie myślimy jedynie o tym. Czujemy to rzeczywiście i obserwujemy. Dopuszczamy do umysłu. A więc jest DUKKHA.

Dalej nauki stwierdzają, że dukkha ma przyczynę i że ma też koniec. Budda nie mówił, więc jedynie o dukkha. Mówił też o przyczynie dukkha, ustaniu dukkha oraz ścieżce wiodącej do ustania dukkha. Są to nauki o oświeceniu - Nibbanie. To przedstawia wizerunek Buddy. Nie jest to wizerunek cierpiącego Buddy. Jest to obraz oświecenia; dotyczy to wolności. Żeby się oświecić jednak musimy raczej wziąć co jest nam dane niż zdobywać to co byśmy chcieli. Każdy pragnie Nibbany, nieprawdaż? Nawet nie zdając sobie sprawy co to może być. Kiedy zgłodniejemy idziemy do lodówki i bierzemy coś albo idziemy coś kupić. Zdobywanie, zdobywanie - zawsze zdobywanie czegoś. Jeśli jednak próbujemy zdobyć oświecenie przestaje to działać. Jeśli można by było zdobyć oświecenie w ten sam sposób jak zdobywa się pieniądze albo samochód było by to względnie łatwe. Jest to jednak dużo subtelniejsze. Wymaga inteligencji (panna). Wymaga też zgłębiania dhammy (dhammavicaya).
Używamy więc inteligencji nie po to by zmaksymalizować sukkha i zminimalizować dukkha, ale żeby rzeczywiście przyjrzeć się dukkha. Używamy inteligencji by rozważyć to dogłębnie: - "Dlaczego cierpię?" Jak widzicie nie odrzucamy myśli, myśl jest bardzo istotną zdolnością. Jeśli nie moglibyście trzeźwo myśleć, nie możliwe by było zastosowanie buddyjskich nauk. Jednakowoż nie jest wymagany doktorat z buddyzmu.

Swego czasu podczas pobytu w Anglii pojechaliśmy zobaczyć się z pewnym gościem z Lancaster. Właśnie skończył swoją pracę magisterską o sunyata (pustka –dop. tłum) - dziesięć tysięcy słów o pustce. Chciał zrobić nam filiżankę herbaty. Włożył więc herbatę do filiżanek, dodał cukier, mleko i podał nam zapominając jednak dolać wody. Potrafił napisać pracę magisterską o pustce, ale uważne zrobienie filiżanki herbaty było już za trudne. Inteligencja w buddyzmie nie jest więc jedynie nagromadzeniem idei. Jest to coś bardziej ugruntowanego. Jest to ugruntowane poprzez doświadczenie.

Inteligencja jest zdolnością obserwowania życia i zadawania właściwych pytań. Używamy myśli do kierowania umysłu we właściwym kierunku. Obserwujemy i otwieramy umysł na sytuacje. W tej otwartości właśnie, zadając właściwe pytania mamy praktykę vipassany - wgląd w to, czym jesteśmy. Umysł używa koncepcji nauk i kieruje inteligencję ku ludzkiemu doświadczeniu. Otwieramy się, jesteśmy uważni i uświadamiamy sobie jak się sprawy mają. Zgłębianie Czterech Szlachetnych Prawd jest klasycznym zastosowaniem inteligencji w buddyzmie Theravady.
Obserwowanie dukkha nie jest więc próbą osiągnięcia jakiegoś doświadczenia, czyż nie tak? Jest to przyjęcie odpowiedzialności za dukkha, za ten nasz wewnętrzny konflikt. Czujemy ten konflikt - "Ja cierpię." Pytamy wtedy - "Jaka jest tego przyczyna?" Nauki głoszą: dukkha zaczyna się i kończy - nie jest stała.

Powiedzmy, że nie jest mi wygodnie podczas siedzenia, więc kieruję się ku tej dukkha i pytam "Jaka jest przyczyna tego cierpienia?" - "To dlatego że ciału nie jest wygodnie" pada odpowiedź. Postanawiam więc się poruszyć. Po pięciu minutach stwierdzam, że ciału znów jest niewygodnie. Tym razem postanawiam przyjrzeć się uczuciu bardziej dokładnie. Zauważam coś więcej: "Nie chcę dyskomfortu. Chcę przyjemnego uczucia." Aha, więc to nie bolesne uczucie stanowi problem, ale niechęć w stosunku do niego. To z kolei jest bardzo pożyteczny wgląd, nieprawdaż? To już jest nieco głębsze. Stwierdzam teraz, że mogę pogodzić się z tym bolesnym odczuciem i nie muszę się poruszać. Nie rozprasza mnie to już, a umysł staje się całkiem spokojny. Przekonałem się już, że to nie bolesne uczucie jest problemem, ale "niechęć" tego szczególnego uczucia. Chęć to niesamowicie sprytna rzecz. Pojawia się pod wieloma postaciami, ale zawsze możemy zastosować to samo podejście: Czego chcę teraz? Druga Szlachetna Prawda, samudaya mówi, że przyczyną cierpienia jest przywiązanie do chęci - tanha. Sprawia ono, że czujemy, że jeśli tylko zdobędziemy to, czego pragniemy będziemy zaspokojeni: "Jeśli zdobędę to" albo "Jeśli zostanę tym" albo "Jeśli tylko pozbędę się tego i nie będę tego miał …" Tak oto kręci się samsara. Pragnienie i lęk nieustannie popychające istoty ku stawaniu się - ciągłe pragnienie odradzania się i życia w ciągłym rozbieganiu. Budda jednak mówi, że jest droga wyjścia, że jest ustanie cierpienia. Koniec cierpienia zwany jest nirodha - ustanie albo Nibbana.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem o Nibbanie rozumiałem to jako brak chciwości, nienawiści i ułudy. Myślałem, więc że jeśli tylko pozbędę sie chciwości, nienawiści i ułudy to będzie wtedy Nibbana. Tak mi się wydawało. Próbowałem, ale nie działało. Popadłem w jeszcze większe pomieszanie.

W miarę praktyki dochodziłem jednak do przekonania, że ustanie cierpienia oznacza zakończenie każdej z tych rzeczy w odpowiednim czasie i że mają one swoją energię. Nie mogłem powiedzieć sobie: "O.K., od jutra nie będę chciwy ani nie będę się bał". To oczywiście śmieszny pomysł. To, co można zrobić to panować nad tymi energiami aż naturalnie wygasną, rozproszą się. Gdybym poczuł się zły i działał pod tego wpływem to może kopnąłbym kogoś w kość. Ten ktoś kopnąłby mnie i doszłoby do bójki albo poszedłbym medytować do mojej chatki i nienawidziłbym samego siebie. Ciągnęło by się to od nowa i od nowa, ponieważ działałbym pod tego wpływem. Czy idę za tym czy też staram się tego pozbyć nigdy się to nie skończy. Ogień nie umiera.

Nauki o Czterech Szlachetnych Prawdach mówią więc: Mamy cierpienie - dukkha; jest przyczyna - samudaya; jest ustanie - nirodha i jest ścieżka prowadząca do ustania - magga. Jest to tak praktyczna nauka. W każdej sytuacji wewnętrznego konfliktu możemy wziąć odpowiedzialność za to co czujemy. Dlaczego cierpię? Czego teraz chcę? Możemy to badać używając dhammavicaya.

Ważne jest byśmy rzeczywiście zastosowali te nauki. Ajahn Chah mawiał "Czasem ludzie będący blisko buddyzmu są jak mrówki pełzające wokół mango. Nigdy nie zasmakują soku". Czasem usłyszymy o podstawowych strukturach nauk i wydaje się nam, że rozumiemy - "To po prostu sposób obserwowania życia"- mówimy.

Nauki nie są jednak jedynie intelektualną strukturą. Głoszą, że doświadczenie jako takie ma swoją strukturę, którą należy zrozumieć. Nie używamy naszej inteligencji jedynie po to by zmaksymalizować sukkha i zminimalizować dukkha. Używamy jej żeby uwolnić umysł, wyjść poza i osiągnąć niewzruszone wyzwolenie serca, osiągnąć Nibbanę.

Używamy inteligencji by być wolnym, a nie dla zabawy - żeby wyzwolić umysł, a nie jedynie po to by być szczęśliwym. Wychodzimy poza szczęście i nieszczęście. Nie staramy się osiągnąć jeszcze jednego doświadczenia - to zupełnie inne podejście.
Zostawiam was z tym dziś wieczór.

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

Oryginał można znaleźć na tej stronie: http://www.buddhamind.info/stillness/

Źródło: Viradhammo Bhikkhu 2005
All commercial rights reserved.
This book may be copied or reprinted for free distribution without permission from the publisher.

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/

Tłumaczenie: Zbigniew Molski
Współpraca: Maciej Królikowski.