Tytuł: List od Mary

O autorze: Ajahn Punnadhammo

Wersja pdf: pdf.jpg

zobacz źródło

print

Wersja epub: epub2.jpg

Ujmująca praca oparta na opisie walczących szwadronów Mrocznego, odnalezionego w Sutta Nipata (III, 2). Dzieło Czcigodnego Punnadhammo efektownie przekazuje ważne aspekty nauk we współczesnym stylu, który jest urzekający i pełen życia.

List od Mary

(Dopisek Autora – przeprosiny zmarłemu C.S.Lewis, autorowi „Listów starego diabła do młodego”, za moje bezwstydne ściągnięcie jego genialnego pomysłu)

"Twój pierwszy szwadron to Zmysłowe Pragnienia,
Drugi zwą Znudzeniem,
Głód i Pragnienie stanowią trzeci,
A czwarte w szeregu jest Pożądanie,
Piąty to lenistwo i apatia,
Podczas gdy Tchórzostwo stoi jako szóste,
Niepewność jest siódma, ósma
Jest złośliwość w parze z Uporem;
Zysk, Honor i Sława, a ponadto
Nieuczciwie zdobyty Rozgłos,
Wysławianie siebie i Oczernianie Innych –
To są twoje szwadrony, Namuci;
To są walczące szwadrony Mrocznego;
Tylko odważny może je pokonać
By zyskać szczęście poprzez zwycięstwo.”


Sutta Nipata III, 2
„Życie Buddhy” str. 20

***

bz_0101.jpg

W odległym królestwie znajduje się najpiękniejszy park rozrywki w całym, olbrzymim roju wszechświatów. Śliczne panny i beztroscy młodzieńcy przechadzają się po gajach wiecznie kwitnących drzew. Złote liście kołysane przez delikatne wietrzyki, wydzwaniają delikatne i leniwe melodie. Przepiękne ptaki i olbrzymie motyle fruwają przez zacienione gaje. Ziemia łagodnie się wznosi, a w oddali widać czarodziejski zamek na szczycie stromego wzniesienia; cudowną konstrukcję krętych wieżyczek i zawiłych balustrad. Jego geometria oszałamia zmysły, bez potrzeby dotarcia do wysadzanych drogimi kamieniami ścian, złotych dachów, czy gargulców z alabastru i nefrytu.

W najwyższej wieży tej olśniewającej budowli znajduje się duży i gustownie urządzony pokój lub jak wolisz, biuro. Za masywnym biurkiem z najrzadszego drewna i o pomysłowej stolarce na wygodnym, skórzanym krześle rozpiera się elegancki osobnik. Jest wysoki i przystojny, nienagannie ubrany i schludny. Jego styl jest ponadczasowy, aczkolwiek modny, jego zachowanie wytworne i uprzejme. Na niskim stołku obok niego siedzi bogini o nieziemskiej urodzie, robiąca mu paznokcie. Druga siedzi po przeciwnej stronie z maszyną do pisania na kolanach.

Istota za biurkiem spogląda przez wielkie okno widokowe z uśmiechem zadowolenia. Obserwuje szczęśliwe, bawiące się bóstwa z ojcowską satysfakcją. Po chwili odwraca się do ślicznej boginki siedzącej obok niego, niebiańskiej sekretarki i mówi:

- Moja droga, za chwilę będę chciał podyktować list – w międzyczasie byłabyś tak kochana i przygotowała filiżankę kawy, podczas gdy będę dokonywał przeglądu stanu mego imperium…

Manikiurzystka zbiera swoje przybory i wychodzi z uśmiechem, puszczając oczko.

Podczas gdy jego sekretarka wdzięcznie szybuje w stronę niebiańskiego ekspresu do kawy, Książę Zmysłowych Królestw pozwala sobie na przyjemność pożądliwego spojrzenia, zanim zabiera się do pracy. Jego doskonale wymanikiurowana dłoń spoczywa na komputerowej myszce (rogu jednorożca z rubinowym przyciskiem); za pomocą kilku zręcznych manewrów programuje widok w oknie.

Najpierw sprawdza różne królestwa niebiańskie w zakresie jego dominium; światy przyjemności, gdzie bogowie i boginie bawią się w ogrodach i gajach; włócząc się w niebiańskich rydwanach, podróżując od przyjęcia do przyjęcia, od uroczystości do uczty. Ubrani w przepiękne szaty i przystrojeni wieńcami i klejnotami, upajają się swym własnym pięknem. Niebiańscy muzycy nieustannie grają, a boskie nimfy o czarującej urodzie tańczą przez eony bez żadnej przerwy. Oczywiście od czasu do czasu jedna z tych istot znika – puff! – jak wypalone światełko na bożonarodzeniowej choince. Inni zdają się praktycznie tego nie zauważać; co uważniejsi mogą na chwilę się zatrzymać i mrugnąć raz czy dwa, ale szybko odciągani są od chwilowej melancholii.

- Ach… moje dzieci, jak bardzo lubią się bawić! Ale niektóre nie bawią się tak dobrze, jak by mogły…
Kolejny szybki ruch myszką i okno pokazuje istoty w królestwie zwierząt. Biegnące i goniące, polujące i pożerające, parzące się i rodzące. Złapane w pułapki lub umierające z powodu zimna, czy gorąca, szybko zaczynają i przestają istnieć.

Widok ponownie się zmienia. Pojawia się królestwo duchów, mroczne i ciemne. Istoty poruszają się jęcząc i zawodząc – zdeformowane, surowe i brzydkie. Wiele z nich ma wzdęte brzuchy i malutkie główki, niektóre są jak żywe szkielety, inne czołgają się żałośnie pośród gór odpadów.

Potem pojawiają się piekła. Królestwa ognia i bólu. Światy niewysłowionego okrucieństwa i horroru. Istoty powbijane na rozgrzane do czerwoności, żelazne pale, wrzucane są do dołów z ogniem i ponownie wyławiane hakami. Gotowane w kotłach lub przebijane nożami.

Usta Księcia krzywią się w nikłym wyrazie wstrętu. Wdzięcznie przyjmuje swoją parującą kawę, gdy rój wijących się istot wpada do kotła pełnego płonących węgli. Sekretarka mówi z boskim grymasem:
- To po prostu okropne Maro, kochanie, nie wiem dlaczego ciągle utrzymujesz to miejsce.
Ciemna brew podnosi się.

- Wielkie nieba! Tak jakby to była moja wina! Również dla mnie piekło nie jest ulubionym miejscem. Wolałbym o wiele bardziej, gdyby te wszystkie nieszczęsne istoty posiadały dobry zmysł właściwego życia, ale one będą nadal szły tą swoją drogą zła, więc co ja mogę zrobić? Wiesz, niebo czy piekło - to wszystko ich sprawa. Ja tylko, powiedzmy, ułatwiam pewne rzeczy, poprzez pomaganie im w zobaczeniu nieocenionej wartości istnienia zmysłowego królestwa. Hmmm… Wspaniała kawa jak zwykle moja droga.
- Jesteś okropny.. Zmień kanał.

Marszcząc się Mara porusza myszką.
Bogini śmieje się: - Oooch.. świat ludzi! Tacy zabawni, głupiutcy, mali ludzie.

Mara marszczy się nieco bardziej i bada ruchliwe obrazy. Tłumy pędzące na peron metra. Rodzina bezmyślnie oglądająca telewizję. Młoda dziewczyna sprzedająca się na ulicy. Żołnierze palący wioskę.
Robi łyk kawy w zamyśleniu.

- Bardzo dobrze. Większość tego królestwa także jest całkowicie moja…
W oknie widać teraz zakurzoną ulicę miasta, kilka kur biega tu i tam, a gdzieniegdzie chodzą wyliniałe psy. Chłopiec idzie prowadząc bawoła na linie zaczepionej za jego nozdrza. Kilku mężczyzn rozsiadło się w cieniu drzewa mango i palą.

- Ale tam jest mały, irytujący… wyciek.

A teraz nadchodzi ogonek ubranych w szaty postaci, idących cicho ze spuszczonymi oczami. Pojawia się kilka kobiet i z szacunkiem wkłada kulki lepkiego ryżu do misek mnichów.

- Najbardziej irytujące… Na szczęście przeciek jest mały. Ale próby zatrzymania go zajmują nam trochę czasu. Nie możemy sobie teraz pozwolić na zbyt dużą ilość uciekających istot, prawda? Gdzie byśmy byli, gdyby Wielka Samsara się wyczerpała? Cóż, czas do roboty. Chodź tu i usiądź na moim kolanie, podczas gdy ja będę dyktował ogólną notatkę do szefów departamentów…

***

LIST OD MARY

OD JEGO NAJWYŻSZEJ EKSCELENCJI MARY NAMUCIEGO

DO WSZYSTKICH DOWÓDCÓW SZWADRONÓW

MIEJSCE OPERACJI PLANETA ZIEMIA, UKŁAD SŁONECZNY, KRÓLESTWO LUDZI

DOTYCZY OBECNEJ SYTUACJI I STATUSU BIEŻĄCYCH PROJEKTÓW

DATA XXVI WIEK OBECNEGO OKRESU BUDDHY

Pozdrowienia dla wszystkich moich ciężko pracujących sług! Jak doskonale wiecie, nasza strategia wydaje się działać jak zawsze znakomicie. Olbrzymia ilość istot, które wędrują po naszym małym placu zabaw, Wielkiej Samsarze, jest praktycznie nieświadomych prawdziwej natury swego położenia. Musimy kontynuować nasz nieustanny trud, aby utrzymać ich w naszym panowaniu. To prawda, że jedna – powiedzmy - mądra ryba uciekła z naszej sieci, dwa i pół tysiąca lat temu. Całkowicie biorę na siebie odpowiedzialność za tę katastrofę. Jako że wszyscy uczyliście się historii w czasie podstawowego szkolenia, nie potrzebuję mówić o tym szczegółowo. Pamiętajcie, że robiłem, co w mojej mocy. Nawet moje córki, które dla niego tańczyły, nie zdołały go poruszyć. Nawet mój potworny wygląd, którego czasem sam się boje, nie przyniósł żadnego efektu. Co gorsza, po tym jak przeniknął prawdziwą naturę naszej małej gry, nie byłem w stanie przekonać go, aby zatrzymał to dla siebie. Chociaż myślałem, że prawie go przekonałem. Niestety, co się stało, to się nie odstanie, a w naszej sieci jest mała dziura, przez którą ciągle uciekają istoty. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że z biegiem czasu dziura się zmniejsza. Bardzo trudno naszym małym rybkom wyobrazić sobie, że ich prawdziwe szczęście znajduje się poza siecią. Wszystko co musimy teraz zrobić, to odwrócić ich od myśli o zapuszkowanych sardynkach!

Wy, moi lojalni przywódcy szwadronów wykonujecie świetną robotę. Wykorzystajmy tę okazję, aby dokonać przeglądu waszych departamentów, jednego po drugim.

PIERWSZA ARMIA – Zastęp Pragnień Zmysłowych

Zdecydowanie należy Wam się zaszczyt bycia moim ukochanym Pierwszym Zastępem. W większości przypadków sama wasza praca wystarczy, aby utrzymać istoty w szeregu. Waszych Pięć Oddziałów naciera na nasze ofiary z całym czarem przyjemności zmysłowej. Istoty spędzają swoje życie przychodząc do was. Wasze ofiary chętnie, a nawet ochoczo, przychodzą na ołtarz ofiarny.

Ale to nie jest powód, aby zmniejszać wysiłki. Bądźmy ze sobą całkowicie szczerzy - zawsze istnieje zagrożenie, że zaczną widzieć tandetną naturę dóbr. Wiemy, że przyjemności zmysłowe są całkowicie niezadowalające i iluzoryczne. Pomimo całej naszej wynalazczości nie wymyśliliśmy żadnej przyjemności, która byłaby całkowicie zadowalająca, trwała czy znacząca. Na szczęście olbrzymia większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Wygląda na to, że ci głupi, mali żebracy wyobrażają sobie, że tylko owe przyjemności, których doznali do tej pory, są takie same; że gdzieś w jakiś sposób odnajdą magiczną błyskotkę, która pozwoli im żyć szczęśliwie.

Wiem, że to brzmi niedorzecznie, ale większość ludzi nie myśli o tym wszystkim zbyt głęboko. Lubią to, co daje przyjemność i nie przejmują się konsekwencjami. Sztuka w tym, żebyśmy odwracali ich uwagę i zabawiali.

Musimy wymyślać nowe pokusy, jako że stare się wyczerpały. Chociaż mamy kilka wypróbowanych standardów – głównie seks i jedzenie – to nawet tutaj musimy wymyślać nowe odmiany.

Jak dotąd, moja armio, zrobiliście kawał dobrej roboty! Np. seks, był naszą bronią z wyboru już od ok. miliarda lat.

Ponieważ jest to prosta biologiczna funkcja jaką pełni, [seks] daje dużą ilość kreatywnych możliwości. Cóż to za wspaniały szwindel! Zaczynają szaleć na punkcie tych wszystkich dziwnych i wspaniałych odmian, tak że wszystko ogranicza się do pewnej chytrej instalacji i małej dawki tarcia. W pewnym sensie to nie sam seks utrzymuje nas w interesie, ale wszystkie rzeczy poboczne, które się z nim wiążą - wszystkie oczekiwania i przygotowania, wszystkie akcesoria i bagaż emocjonalny. Na szczęście jest tego wszystkiego wystarczająco dużo, aby mogły trwać przez całe życie – i kolejno życie po życiu, to wszystko, czym musimy się zajmować. A oni będą wracać po więcej. Muszę powiedzieć, że ostatnio radziliśmy sobie znakomicie w tej dziedzinie.

Technologia ma tyle zalet. Jak tylko dostali dagerotyp, robili nim zdjęcia nagich kobiet, a teraz oczywiście mamy kolorowe fotografie, kino i wideo. Coraz łatwiej jest zdobyć te mamiące obrazki. Ostatnio rozprowadzali je przez Internet, tak więc nie trzeba nawet nigdzie iść, aby je znaleźć. (Może powinienem założyć stronę internetową – nie, to by było zbyteczne.)

Sama technologia jest w dużej mierze produktem zmysłowego pożądania – istoty tworzą narzędzia, aby ułatwić dostęp do zmysłowych przyjemności lub też, aby uniknąć pojawienia się zmysłowego dyskomfortu. To napędza całą ich ekonomię i zajmuje ich przez całe ich krótkie życie. Chcą, a tak naprawdę wyobrażają sobie, że potrzebują samochodu, wieży stereo, komputera, a potem nowszego samochodu, nowszej wieży stereo, itd. Musimy ich utrzymać w stanie pragnienia wszystkich tych urządzeń – im więcej będą pracować, tym mniej czasu zostanie im na refleksje.

Nauki naszego Wielkiego Przeciwnika są jedyną poważną przeszkodą na drodze do realizacji tego projektu. Ciągle na nowo wskazywał im zagrożenia tkwiące w pożądaniu zmysłowym. Jednak przez wieki udało nam się zagmatwać tę prawdę fałszywymi naukami, tak że coraz trudniej jest im odnaleźć prawdziwą Dharmę. Pomiędzy nimi jest wielu tak zwanych „nauczycieli”, którzy chcą mówić w jego imieniu, ale pod nasze dyktando.

Nie poprzez zwyczajne tłumienie idei wyrzeczenia, ale poprzez dumne ogłaszanie, że „same namiętności są oświeceniem”. Oczywiście jest dużo rybek, które lubią smak tej przynęty.

Jeśli zaczną się zastanawiać lub co gorsza praktykować wyrzeczenie i medytację, wtedy nie będziemy mogli się poddać. Bo wówczas niebezpiecznie zbliżą się do odkrycia sposobu uwolnienia się z naszej mocy. Kiedy odkryją, że ich prawdziwe szczęście nie jest oparte na naszym oszustwie, wtedy mogą uciec. Musimy użyć wszelkich dostępnych środków, aby ich rozproszyć. Choć mogą cicho siedzieć, to gdy robią to przez długi czas, ich umysły łatwo się rozpraszają. Fantazja to wspaniała rzecz, zwłaszcza gdy umysł wraz z odrobiną koncentracji może doskonale wizualizować i trzymać się obiektu, nawet niezdrowego obiektu. Rzeczą, na którą nie możemy im pozwolić, jest kontemplacja prawdziwej natury ciała. Pomyślelibyście, że jakakolwiek istota o nawet umiarkowanej inteligencji mogłaby zobaczyć nieczystą i nietrwałą naturę tych mięsnych maszyn, które wloką. Przecież muszą nieustannie myć i perfumować śmierdzące rzeczy, aby móc znieść przebywanie we własnym towarzystwie! Ale nie widzą tego i nie chcą tego widzieć. Musimy zwyczajnie sprawić, aby nadal patrzyli na swoje ciała w wysoce wybiórczy sposób, kładąc nacisk na te, głównie wizualne cechy, które identyfikowane są jako „piękne”. Jest to dość łatwy trik. I nie zapomnijcie robić podszeptów, co odciąga ich od wykonywania medytacji skierowanej na ciało. Wiecie co mam na myśli, że medytacja skupiająca się na nieatrakcyjnym jest „zaprzeczająca życiu, sztywna, represyjna.” Łatwo jest ich do tego przekonać, ponieważ jest to coś, co chcą usłyszeć. Sprawcie, aby dalej wyobrażali sobie, że mogą mieć ciastko i jednocześnie je zjeść, a wtedy będziemy mogli przestać się martwić. Niech medytują skupiając się na czym chcą – tak długo jak myślą, że nie muszą niczego puszczać, tak długo będziemy mieli kontrolę.

***

Mara zaplata ręce za głową i wzdycha, tworząc w głowie kolejny list. Sekretarka wyczuwając przerwę w pracy, ześlizguje się z jego kolan i podchodzi do okna z bezprzewodową myszką w dłoni.
- Jejku, Maro pewnie myślisz, że Pierwsza Armia by wystarczyła.
Poruszając myszką śledzi bogów i boginki. Zatrzymuje się na chwilę na scenie, przedstawiającej piękne istoty, baraszkujące w lotosowym stawie, w towarzystwie pływających obok łabędzi, na których delikatnych szyjach znajdują się baryłki z upajającym, boskim nektarem. Czasem gdy bóstewko sięga po łyk, ptaki zrywają się figlarnie, pośród ogólnego plusku i wesołości.
- Wiesz jak urządzić przyjęcie!
Mara mruży swoje ciemne oczy.
- Dziękuję kochanie. Ale nawet potężny Pierwszy potrzebuje trochę wsparcia.
Z uśmiechem obserwuje jak zaczyna się nudzić niebiańskimi, chudymi pijaczkami i coraz szybciej zaczyna przechodzić przez królestwa…
- Chodź, wracamy do roboty…

***

DRUGA ARMIA – Znudzenie

Do mojej drugiej armii, zastępu znudzenia, przesyłam pozdrowienia i gratulacje. Waszą rolą jest działanie we współpracy z moim pierwszym zastępem. Do pewnego stopnia jesteście artylerią zmiękczającą obronę wroga, dzięki piechocie atakującej zmysłowym pragnieniem. Musimy utrzymywać istoty w stanie niezadowolenia z obecnej rzeczywistości. Znudzenie jest przede wszystkim stanem awersji. Obecny wkład zmysłów nie dostarcza upragnionego kopniaka przyjemności, dlatego istota zdenerwowana jest tym, co nazywa monotonią swego środowiska. Staje się „znudzona” i chce ozdrowienia sytuacji nowymi i podniecającymi bodźcami, których z chęcią dostarczy mój pierwszy zastęp. Gubi się w zmysłowości i ponownie mamy ją tam, gdzie chcemy – tworząc podstawy nowego stawania się.

Co za przekręt! Utrzymujemy ich w ciągłym pragnieniu czegoś podniecającego, czegoś nowego. W rezultacie nieustannie biegną w Wielkiej Samsarze, jak jeden z ich nędznych, domowych chomików w kole do biegania. Gdyby kiedykolwiek zrozumieli i zdali sobie sprawę z tego, jak długo w niej byli i że tak naprawdę nie ma tam nic nowego czy świeżego, czego można by było doświadczyć…

Oczywiście, nie możemy pozwolić, aby tak się stało. Trik polega na tym, aby powstrzymać ich od skupiania uwagi na chwili obecnej. Kiedy są w pełni obecni, tu i teraz, nie mogą być znudzeni. Ostatnio udało nam się rozwinąć klimat społeczny, który bezwzględnie odpędza spokój i jasność. Ich cała nowoczesna kultura jest szybka i szalona. Moda we wszystkim, od muzyki po ubrania, zmienia się gwałtownie, a oni wszyscy chętnie za nią gonią. Masy nowoczesnych ludzi wolą podniecenie od subtelności. Mniej więcej ostatnie pół wieku widziało wiele postępów naszych wysiłków, aby skruszyć okres ludzkiej uwagi. Telewizja bardzo nam w tym pomogła, ale największym krokiem naprzód w stronę triumfu znudzenia, było wynalezienie pilota. Teraz są miliony, których okres uwagi jest tak godny współczucia, że nie są w stanie wysiedzieć do końca półgodzinnej akcji – nie potrafi ich nawet tak długo zająć szereg uwodzicielskich obrazów. Nie mówiąc o samotnym siedzeniu w ciszy! Odnieśliśmy tak duży sukces w tej dziedzinie, że bycie znudzonym uważane jest za największe zło życia. Oczywiście nie pojawiało się ono wtedy, gdy potrzebowali całej energii fizycznej, aby po prostu przeżyć. Ale teraz posiadamy całe pokolenie osłabionych dyletantów, którzy nie potrafią znieść swego towarzystwa (choć nie można ich za to winić…)

Ludzie sami tworzą sobie wirtualne, piekielne królestwa znudzenia. Możecie ich zobaczyć wszędzie w wielkich, nowoczesnych miastach – jadących metrem, czekających w kolejkach, siedzących w biurach. Posępny, ospały wyraz na ich twarzach, szkliste spojrzenie świadczące o tym, że umysł wolałby być gdzieś, gdziekolwiek indziej. Żałosne stworzenia! Gdyby tylko zdali sobie sprawę z tego, że jedynym miejscem, w którym w ogóle mogą być, jest tu i teraz!

Znudzenie oparte jest na tym, co nasz Wielki Przeciwnik nazwał vibhava tanha, pragnieniem nie bycia pospolitym. Ich obecny stan istnienia jest dla nich nie do zniesienia, głównie z powodu ich własnego stanu mentalnego, o którym chcą zapomnieć. W swej najczystszej formie wiedzie to do samobójstwa, a w konsekwencji do niższego odrodzenia. W delikatniejszej formie, do drobnych zniszczeń przy użyciu picia, narkotyków, snu lub bezmyślnej rozrywki.

Tak długo, jak będziemy ich więzić za pomocą tych dwóch strategii zmysłowości i letargu, pozostaną pod naszym panowaniem. Gdyby zabłąkali się blisko prawdziwej ucieczki, która oczywiście leży po Środku, wtedy musielibyśmy zdwoić nasze wysiłki.

Szepczcie im do ucha. Nie pozwólcie im znieruchomieć. Powtarzajcie im ciągle stare, dobre kłamstwa: „To jest naprawdę nudne. Wyjdź i korzystaj z życia!”

***

- Jestem spragniona Maro, czy możemy zrobić sobie przerwę? – grymasi sekretarka.
- „Wszystkie istoty żyją dzięki pożywieniu…”
Nalewa sobie wysublimowanego nektaru z kryształowej karafki do błyszczącej filiżanki.
- Coś mówiłeś skarbie?
- Nic.. Po prostu coś, co przeczytałem kiedyś w książce.
- Jesteś taki inteligentny… - grucha wspinając się z powrotem na jego kolana i przewracając stronę w swoim notatniku.

***

TRZECIA ARMIA – Głód i Pragnienie

Moja wielka i przerażająca Trzecia! Pozdrowienia! Wasze metody być może są brutalne w porównaniu z wyrafinowaniem mojej ukochanej Pierwszej Armii, niemniej jednak są one potężne. Pragnienia, które wywołujecie są nawet bardziej pierwotne niż te, dotyczące seksu. Jeśli chodzi o seks, to tylko wydaje im się, że nie mogą bez niego żyć.

Jedzenia i picia potrzebują naprawdę, aby utrzymać przy życiu fizyczny organizm. Zawsze będę pamiętać, że to właśnie wy, słudzy głodu zwabiliście rasę, zwaną teraz ludźmi w moje sidła. Ach! Jak dawno to było? Trzy czy więcej miliardów ich krótkich lat temu? Pamiętam, jakby to było wczoraj! Wielka planeta ziemia była bezkształtna i pusta, a istoty, które na niej zamieszkiwały były cudowne, emanujące światłem i karmione szczęściem jhan. Phi! Niewiele mogliśmy z nimi zrobić – monotonny stan rzeczy. Tak więc sprawiliśmy, że morza rozwinęły odżywczą pianę, a potem kilka z nich nieco się zaciekawiło. Cierpliwie i figlarnie, przez wiele tysiącleci, szeptaliśmy do ich boskich uszu „Mmm.. Pyszne.” Jedna po drugiej zanurzały koniuszki palców i delikatnie lizały. Jedna po drugiej zaczęły przyswajać surową fizyczną materię, a ich własne formy nabierały surowości. Stopniowo, niepostrzeżenie przybierały coraz surowsze formy i wymagały coraz więcej, coraz tłustszego jedzenia. Ha ha! Teraz mamy głupców stojących w kolejkach po tłuste burgery!

Oczywiście czysto fizjologiczna reakcja pustego brzucha nie jest naszą prawdziwą bronią – jest nią wyimaginowany głód, żądza smaków, pożądanie aromatów.

Mogą wpaść w obsesję dotyczącą jedzenia, a ta obsesja może przybrać wiele zabawnych form. Smakosz, który wydaje małą fortunę na egzotyczne dania, maniak zdrowia, który robi z diety fetysz, żarłok, który przeładowuje swój system kaloriami i anorektyczka, która głodzi się w patologicznej próżności – wszyscy są w stanie iluzji, która wyolbrzymia wagę tego, co jest koniec końców zaledwie paliwem dla organizmu. Bardzo ważny jest też brak hartu ducha w znoszeniu wrażeń cielesnych.

Istoty zawsze chcą być zadowolone – nigdy nie pozwólcie im nawet podejrzewać, że to jest jedyna rzecz, której dostarczenie jest poza naszą mocą.

Niemniej jednak brutalniejsze formy głodu, prawdziwa potrzeba jedzenia, dobrze służy naszym celom. Kierowani potrzebą utrzymania swoich ciał przy życiu, wykonują na świecie czynności, pracując na farmach i w fabrykach, a działanie jest karmą, a karma napędza stawanie się sfery zmysłów. Doskonale o tym wiecie.

Nasz Wielki Przeciwnik rozumiał zagrożenia ze strony Trzeciej Armii – jak zwykle na swój wściekle bezpośredni sposób nauczał Ścieżki Środka przez to bagno. Sam próbował krańcowego postu, który często służy naszym celom prawie tak dobrze, jak obżarstwo i odrzucił tę metodę. Jego zasada dla mnichów wymaga umiarkowania w jedzeniu i ograniczoną formę poszczenia – powstrzymywanie się od jedzenia przez połowę dnia. Niemniej jednak wasza Armia Głodu jest jedną z moich głównych broni przeciwko wysiłkom mnichów w stronę ucieczki. Często możemy prześladować ich umysły i sny obrazami pysznego jedzenia. Jeśli chodzi o osoby żyjące w celibacie, zawsze pamiętajcie, iż jedzenie jest ich głównym ujściem dla zmysłowości. Pośród mnichów spoza jego porządku, którzy nie przestrzegają zasad Vinaya, często odnosiliśmy wspaniałe sukcesy w tej dziedzinie, tworząc wielu wesołych Braciszków Tucków!

Najważniejszą rzeczą, o której należy pamiętać, jest powstrzymywanie ich przed uważnym jedzeniem. Jeśli człowiek ma się na baczności i je ze świadomością, kontemplując doznania i uczucia, które się pojawiają, wtedy może się wiele nauczyć. Jest to dla nas bardzo niebezpieczne. Na szczęście jest to trudne ćwiczenie, a wszyscy wiemy jak bardzo nie lubią oni trudnych ćwiczeń.

Gdy badam dziś stan świata, wygląda na to, że radzicie sobie doskonale. Połowa świata głoduje, a druga połowa jest otyła. W obu przypadkach [ludzie] opanowani są myślą o jedzeniu. Utrzymujcie ich w tym stanie, a nie zwrócą swoich myśli ku rzeczom spoza naszego królestwa.

***

Mara obraca się na swym krześle, dumając. Patrzy wokół na swoje dobrze urządzone biuro, swoją piękną sekretarkę, swoje własne, zadbane paznokcie.
Jak bardzo jest zadowolony z bycia Marą!

***

CZWARTA ARMIA – Pragnienie

Do moich pracowitych legionów Czwartej Armii – pozdrowienia i gratulacje! Ta armia ma trzy dywizje: Dywizję Pragnienia Zmysłowego, Dywizję Bytu i Dywizję Nie-Bytu. Podczas gdy Pierwsza Dywizja Czwartej Armii wykonuje taką samą pracę jak Wspaniała Pierwsza Armia, załączam kopię notatek, które jej przesłałem …

***

Sekretarka pyta:
- Czy nie powinniśmy zrobić czegoś w związku z tym nadmiarem?
- Dlaczego? Ta organizacja jest ostatnią we wszechświecie, która miałaby rozważać redukcję! A teraz nie przeszkadzaj mi więcej!

***

(Gdzie to ja byłem? A tak…) Druga dywizja, ci którzy promują Pragnienie-Istnienia, odgrywa kluczową rolę. Istnienia egzystują dzięki waszej pracy. Techniczne szczegóły tego procesu zostały wyjaśnione przez naszego Przeciwnika w jego Zależnym Powstawaniu i niechętnie, ale musimy przyznać trafność i jasność tego wykładu. Ale nie potrzebujemy zagłębiania się w szczegóły, ci z was, którzy są ku temu skłonni, mogą sięgnąć do odpowiedniej literatury. Rozważmy po prostu tę ideę pod praktycznym kątem; istnienia znajdujące się w naszej mocy, egzystują, ponieważ tego chcą.

Miejcie w tym względzie jasność. Nie jest regułą, że zaczną rozumieć co znaczy istnienie. W większości nie są nawet w pełni świadomi tego pragnienia. Wykonaliście swoją robotę dobrze i podstępnie. Pragnienie istnienia zazwyczaj objawiało się w brutalniejszej formie – drugiej pochodnej, która nie była zwykłą wolą bycia, ale pragnieniem bycia w szczególności tym czy tamtym. Bycia kochanym, bycia bogatym, bycia zdrowym, bycia prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Wasz atak także powinien być dwuskrzydłowy. Tak długo jak to możliwe, karmcie drugą manifestację - pragnienie bycia tym, czy tamtym. Pod tym względem radziliśmy sobie ostatnio całkiem nieźle. Nasze możliwości były ograniczone, gdy społeczeństwo było hierarchiczne i stabilne. Przez kilka ostatnich stuleci stare pewniaki stawały się coraz mniej efektywne. Teraz społeczeństwo jest tak otwarte, że aż prawie całkowicie chaotyczne. Nie żeby ta tak zwana „wolność” przynosiła im jakąkolwiek prawdziwą korzyść. Większość z nich nigdy nie będzie gwiazdami rocka, czy prezydentami lub też czymkolwiek z tych śmiesznych rzeczy, których tak bardzo pragną. Nie ważne. Dla nas wystarczy, że tego chcą. Utrzymujcie to marzenie przy życiu! Jeśli wszystko zacznie wyglądać zbyt beznadziejnie, przypomnijcie im o kupnie biletu na loterii.

Czasem mogą nas naprawdę zaskoczyć i do czegoś dojść, wtedy możemy zazwyczaj tylko podnieść stawkę. Jeśli jedno z nich stanie się prezydentem, upewnijcie się, że będzie chciało zostać wspaniałym prezydentem. Niemniej jednak, pomimo naszych największych wysiłków, od czasu do czasu mogą zbliżyć się do stanu zadowolenia, nawet w dość skromnych i zwyczajnych warunkach. To jest bardzo niebezpieczne. W takich przypadkach weźcie pod uwagę Plan B i przybliżcie ich do korzenia pragnienia czystego istnienia.

Naszą podstawową bronią zawsze był pogląd na temat Wieczności. Powiedzcie im „Jesteście, lub możecie być nieśmiertelni. Wasza istota będzie trwała wiecznie.” Nie pozwólcie im myśleć na temat śmierci. Jest to proste, ponieważ większość z nich i tak nie chce o niej myśleć. Jakakolwiek wersja tego poglądu będzie służyć naszym zamiarom. Nie musi to mieć zbyt dużego sensu, niewielu z nich chce rozmyślać na temat tych rzeczy, aby dojść do logicznych wniosków. W pobliżu jest kilka dobrych religii, które będą służyć temu kojącemu bulionowi i te powinny być wspierane, ale w wyniku kilku z naszych innych projektów wzrosła liczba materialistów i sceptyków. Wiele z nich będzie lepszym celem dla Trzeciej Dywizji i Anihilacjonizmu, aczkolwiek zaskakująca liczba ciągle jest skłonna kupić wersję o Wieczności.

Większość prostszych [istot] będzie szczęśliwa sztucznie przedłużając „młodość” za pomocą liftingu twarzy, przeszczepu włosów, ale kilka z nich będzie wymagało mocniejszego leczenia.

Mit o wszechmocnej nauce, choć tak naprawdę dość głupi, jest dla tego typu [istot] bardzo kuszący. Obecnie wiele z nich wierzy, że ostatecznie nauka przedłuży ludzkie życie do nieskończoności. Niektóre nawet zamrażają swoje zwłoki w płynnym azocie.

Pamiętacie starożytnych Egipcjan? Moi chłopcy z B&R (Badań i Rozwoju) robią badanie wykonalności rozpoczęcia tej gry na nowo.

Ale prędzej czy później, pomimo naszych największych wysiłków, wiele z nich zacznie tracić radość istnienia. Życie w królestwie ludzkim jest bardzo często nieprzyjemne, okrutne i krótkie, a pobożne życzenia nie wykraczają dalej. Będzie w porządku jeśli odpowiednio sobie z tym poradzimy – właśnie dlatego potrzebna jest Trzecia Dywizja, siły Pragnienia Nie-Bytu.

Powierzchownie może się to objawiać jako prosta awersja – pragnienie nie-bycia w długu, czy też pragnienie nie-bycia poślubionym osobie, leżącej obok w łóżku, albo pragnienie nie-bycia kimkolwiek się jest. Ciągle użyteczne są nawet jeszcze bardziej banalne formy – pragnienie nie-bycia na końcu długiej kolejki lub nie-bycia zmarzniętym, itd., itp. w nieskończoność. Wszystkie te zestawy umysłowe powodują niezadowolenie i utrzymują ich w naszej mocy.

Pamiętajcie o swojej okropnej, ostatecznej broni! Gdy odwrócenie uwagi przestanie zwodzić, wtedy może ich opanować rozpacz. Gdy po tym jak zainwestowali wszystkie swoje nadzieje w jakąś żałosną iluzję, która się ostatecznie rozwieje, wystarczy krótkie pchnięcie z naszej strony, aby przesunąć ich z niebezpiecznej ziemi środka w beznadzieję.

Pamiętacie Hamleta? „Być albo nie być…” ładnie podsumowuje nasz program, cokolwiek zrobicie, nie pozwólcie im nawet podejrzewać istnienia trzeciej alternatywy.

Oczywiście nie jest korzystne, gdy którykolwiek z naszych poddanych rzeczywiście przestaje istnieć, ale nie musimy się martwić, samobójcy nam nie uciekną. Jednak możemy wypromować iluzję, że jest to możliwe. Podstawą ideologiczną jest tu pogląd na temat unicestwienia. Historycznie było to mniejszościowe stanowisko filozoficzne, użyteczne jedynie do zastawienia pułapki na kilku intelektualistów. Jednakże odnieśliśmy olbrzymi sukces w popularyzowaniu tej doktryny w ciągu ostatnich trzech lub czterech stuleci.

Niektórzy z was byli sceptyczni, gdy rozpocząłem „Projekt Kartezjusz”, ale myślę, że rezultaty dowiodły tego, co przewidywałem. Naukowcy znajdujący się pośród nich, którzy pracowali nad kwestiami związanymi z umysłem i świadomością – neurologowie, psychologowie poznawczy, itp., są całkowicie ograniczeni pojęciem, że Umysł jest własnością powstałą w mózgu. Nie mają na to wszystko dowodów (skąd mogliby mieć?), ale akceptują to całkowicie jako oczywiste do tego stopnia, iż są w większości nieświadomi, że tak naprawdę nie zakładają niczego. To podejście zaczyna się rozprzestrzeniać wśród mas. Pogląd na temat unicestwienia wspiera wiele z nowoczesnych trendów: materializm, konsumpcjonizm, sekularyzacja, nauka, antyklerykalizm, itp. Sprawiliśmy, iż miliony zaczęły wierzyć, że ich ciała i umysły nie są niczym innym jak maszynami z mięsa. Ułatwia to upadek moralności. Gdy da im się materialistyczny pogląd na świat, nie ma nic, co mogłoby ich powstrzymać przed aborcją, eutanazją, samobójstwem (oczywiście) czy nawet ludobójstwem.

Jeśli zrobią ten ostateczny krok i „zniszczą” siebie, cóż, pech jak sądzę, aczkolwiek daje to pracę dla załogi na dole.

PIĄTA ARMIA – Lenistwo i Apatia

***

Sekretarka sprawdza swoje notatki.
- Następna armia to „lenistwo i apatia”. Maro, co to jest „apatia”?
- Mogłaś to sprawdzić w słowniku.
Wzdycha:
- Po co?

***

Pozdrowienia dla pochmurnych, szarych, ciężkich hord Lenistwa i Apatii!

(- Nawiasem mówiąc: „apatia” to patologiczne mentalne lub duchowe odrętwienie.
- Dzięki kochanie!)

Mam nadzieję, że nie zrozumiecie tego w zły sposób, ale wykonujcie nadal dobrą robotę!

Może się wydawać, że wasza moc się zmniejsza. Ludzie pracują coraz dłużej od czasu rewolucji przemysłowej, ale wiemy, że prawdziwe, duchowe lenistwo rozpanoszyło się bardziej niż kiedykolwiek. Doraźne rozwiązanie, natychmiastowe zbawienie jest tym, czego chcą. Natura sprawiła, że nasza praca jest prosta. Fundamentalne, kosmiczne prawo chaosu jest naszym największym sprzymierzeńcem. W sferze życia mentalnego oznacza to, że odrobina świadomości zawsze zajęta jest walką o nie utonięcie z powrotem w ciemności niewiedzy. Pozwólcie im zmniejszyć wysiłek - prosta i zachęcająca pokusa - a poziom umysłu nieuchronnie spadnie.

Ten ich Nauczyciel, ten, który niestety uciekł z moich rąk, często chwalił wysiłek i pracowitość. W ciągu wieków ten nacisk przyczynił się do podkopania prawdziwej popularności jego nauk. Przypominam sobie jednego z jego własnych mnichów, który złamał nakaz i ogłosił, że owe nauki są do niczego, ponieważ działają jedynie wtedy, gdy się ich przestrzega. Moglibyśmy poprzeć racjonalność tego poglądu.

Każdy z nas związany z pracą dla tej organizacji jest świadomy niesamowitej złożoności labiryntu, który budujemy dla naszych „klientów”. Ostrożnie i metodycznie konstruowana jest warstwa po warstwie iluzji. Nie jest łatwym zadaniem dla mieszkańca świata, przebić się przez tę ponadczasową gmatwaninę. Nie jest łatwe w żaden sposób, ale niestety ciągle po prostu możliwe. Tak więc podwójcie swoje wysiłki i wybijcie im broń z ręki! Nie przebiją się tępym ostrzem.

Przejrzyjmy techniki, które dobrze się sprawowały w przeszłości. Pamiętajcie, wartości, które chcemy rozwinąć to nuda, ociężałość, apatia, lenistwo i bezmyślność. Najstarszą i ciągle przynoszącą duże korzyści metodą jest sen. Dużo snu, w dużych, miękkich, wygodnych łóżkach. Nie jest trudno przekonać ich do rannego wylegiwania się! Pozwólmy im leżeć w łóżku więcej niż sześć godzin, a będą nasi!

Kolejnym wspaniałym narzędziem jest cała farmakologia ogłupiających i odurzających środków, które tak wielu z nich lubi aplikować do swoich ust, płuc i żył. Praktycznie nie da się pokonać starego, odwiecznego, standardowego alkoholu etylowego, jeśli chodzi o zdegradowanie ich do poziomu pod-ludzi, ale w dzisiejszych czasach mamy o wiele szerszy zakres łatwo dostępnych środków ograniczających inteligencję – zarówno naturalnych jak i syntetycznych.

Lepsze życie dzięki chemii! Wielu z nich tak bardzo chce zagłuszyć swoje myśli, że wciągną nawet różnorodne toksyczne materiały uboczne, pochodzące z rewolucji przemysłowej. (To był wspaniały pomysł, z całą masą nieoczekiwanych korzyści!)

Mówiąc o technologii, nie mogę wystarczająco nachwalić ogromnego pożytku z telewizji. Nie wymaga ona żadnego rodzaju myśli czy wysiłku i całkowicie ogłusza umysł za pomocą panoramy atrakcyjnych zmysłowo obrazów. Niektórzy z was byli sceptyczni, gdy rozpocząłem Projekt Vidiota, cytując nawet możliwe niepożądane edukacyjne i kulturalne skutki uboczne, ale teraz, gdy mamy całe generacje przyrośnięte do kineskopów, możemy zobaczyć, że wyniki bardziej niż zrekompensowały mój entuzjazm.

(- Dlatego zarabiasz tyle pieniędzy Maro!
- Nie przerywaj mi, gdy się przechwalam. Gdzie to ja byłem?)

Nie lekceważcie także prostszych sztuczek. Zwłoka jest wspaniałym przestępstwem. Można ich nabierać przez kilka żyć, jeśli dobrze się ich poprowadzi. Przejadanie się jest efektywnym środkiem. Pełny brzuch przyczynia się do otępienia umysłu. Zła postawa, miękkie meble, brak ćwiczeń – do tego wszystkiego trzeba zachęcać.

Prawdopodobnie najbardziej fundamentalne jest rozwijanie postawy beznadziejności. Niech myślą, że duchowe życie jest za trudne dla zwykłej osoby. Cel zbyt odległy, wysiłek zbyt odstraszający. Poczucie otępiającej, szarej nudy jest wyziewem, które dławi ducha współczesnej ludzkości i utrzymuje ją w naszym panowaniu. Gdy czasy są ekonomicznie dobre, oni są zamroczeni pustymi luksusami. Gdy czasy są złe, zniżają się do dna rozpaczy i atakują się nawzajem małostkową złośliwością. Podstawą wszystkich cyklów jest duch pustki i bezsensu, które są naszym najlepszym wkładem w wiek współczesny.

***

Słychać nieśmiałe pukanie do wypolerowanych, mahoniowych drzwi. Otwierają się cicho na naoliwionych zawiasach. Młody demon ze spuszczoną głową i trzęsącymi się rękami wbiega do pokoju, ściskając kurczowo plik papierów. Podaje je Marze i stoi trzęsąc się przed biurkiem. Szorstkim ruchem Mara chwyta papiery i przerzuca je. W jego oczach pojawia się blask strasznego ognia.
- Ty nędzny robaku! Nazywasz to sprawozdaniem?!
Ciska papierami w młodszego oficera, który sparaliżowany strachem nie łapie ich, pozwalając im rozsypać się po podłodze.
- PODNIEŚ JE I WYNOŚ SIĘ STĄD DO CHOLERY!!!!
Przerażający głos Mary dudni jak grom. Demon skomle i gorączkowo zbiera papiery, a potem czmycha z pokoju.
Sekretarka jest zszokowana.
- Maro, jesteś okropny.
Ten spokojnie bierze łyk kawy.
- Kiedy tego chcę, moja droga, kiedy tego chcę.

***

SZÓSTA ARMIA – Tchórzostwo

Moja szósta armio, zajmujesz szczególne miejsce w zadaniu utrzymania istot w stanie niewoli. Osłabiasz istoty, które atakujesz i sprawiasz, że stają się narażone na mój okropny wygląd. Preferuję urok i zachwyt, ale nie zniosę sprzeciwu, a tych kilku, którzy unikną uwiedzenia, musi być zmuszonych do uległości terrorem!

Fizyczne tchórzostwo jest użyteczne, ale najodpowiedniejsze dla naszych celów jest tchórzostwo duchowe i moralne. Trzeba przekonać istoty, aby uchwyciły się poczucia bezpieczeństwa. To jest sztuczka, którą musimy odegrać. Oczywiście wszyscy wiemy, że w moim królestwie nie ma bezpieczeństwa. Wszystkie istoty podlegają okropnej rzeczywistości narodzin, choroby, starości i śmierci. Ich dobro i majątek, ich relacje, przyjaciele i koledzy są tak ulotni, jak plewy na wietrze. Nie ważne. Marzenie o bezpieczeństwie może i jest beznadziejne, ale za to potężne.

Wszędzie istoty boją się ryzykować utraty tego co mają, a przez ten strach mogą być zdegradowane do duchowej impotencji.

Przekonujcie ich często, aby nie podejmowali ryzyka. Jeśli zaryzykują, mogą wzrosnąć, a jeśli wzrosną, mogą się przebudzić. Uczcie ich przylegania do kruchej tratwy ich życia, aż nie pochłonie ich wodospad. Mogą być utrzymywani w tym stanie strachu przez niezliczone cykle narodzin i śmierci. Ich ludowa mądrość mówi, że tchórz umiera wiele razy, a człowiek odważny tylko raz. W rzeczywistości niewielu z nich rozumie głębszą prawdę ukrytą w tym banalnym przysłowiu.

Możemy użyć tego tchórzostwa, aby powstrzymać ich przed mierzeniem się z rzeczywistością istnienia. Nawet myślenie o tym jest zbyt przerażające. Idea zbadania tego w sposób metodyczny, jak np. w czasie odosobnienia medytacyjnego, jest czymś ponad siły. Jeśli dojdą do punktu siedzenia, będą potrzebowali odwagi, aby ostatecznie przebić się przez zasłonę. Jeśli zdołają przejść przez drobne niepokoje ich dramatów życiowych, napotkają prawdziwe, pierwotne lęki. Skoczenie w Pustkę wymaga wielkiej odwagi, a tę możemy podkopać.

Koniec końców, to jest złoty wiek tchórzostwa. Nikt nie chce podejmować ryzyka. Objawia się to masą symptomów. Podczas gdy ich liczba zwiększa się, a presja na zasoby ziemi rośnie, ci którzy mają ich hojną część stają się skąpi i boją się tych, którzy nie mają nic. Ich kultura oparta jest na czarujących kłamstwach, wymyślonych przez nas, a brzydka rzeczywistość jest ukrywana. Chorzy i starzy są usuwani z widoku, a martwych nie widać nigdy. Firmy ubezpieczeniowe bogacą się na próżnych ludzkich próbach, aby uniknąć nieuniknionego.

Niech dalej boją się porzucać żałosne nawyki swojego malutkiego życia. Niech nadal boją się myśleć, kochać, dawać, rzucać wyzwania nieznanemu. Jeśli znajdą odwagę, aby to zakwestionować, będzie to początek końca.

Możemy zachęcić ich do uznania tchórzostwa za cnotę. Nazwijcie to roztropnością. Nazwijcie to odpowiedzialnością. „Bądź rozsądny. Po co się prosić o problemy? Zostaw to, tak jak jest.” Wstaną każdego ranka i założą kapelusze, wsiądą do metra jadącego do ich nudnej, ciężkiej pracy i ostrożnie będą planować emeryturę. Do tego czasu będą tak zbici, że z łatwością i bezmyślnie prześlizną się przez resztę drogi do grobu.

Obserwować musimy tych, którym zostało odrobinę rozsądku. Mogą zacząć myśleć o pójściu na pielgrzymkę, lub co gorsza do klasztoru.

Szepczcie o zagrożeniach. „Po co rzucać pracę w tych ciężkich ekonomicznie czasach? Bądź rozsądny, zostań tam, zostało tylko dwadzieścia lat do emerytury!”

***

Mara przerywa pracę i w zamyśleniu spaceruje w stronę okna widokowego, z rękami złączonymi za plecami. Obserwuje obraz wielkiego miasta. Ściany budynków formują gigantyczne, wijące się jaskinie, na poziomie ulic pokryte są krzykliwymi plakatami i świecącymi sloganami neonów. Hałas i kłęby dymu wypełniają powietrze. Wycieńczone postaci biegną bezcelowo tam i z powrotem przez ten labirynt, jak bezmyślne mrówki.
- Maro, czy to jest na ziemi, czy w jednym z twoich ponurych piekieł?
- Jedna szósta pierwszego i sześć dwunastych drugiego.

***

SIÓDMA ARMIA – Niepewność

Rolą mojej Siódmej Armii jest sparaliżowanie wątpliwościami. Macie pracować blisko z moimi Siłami Strachu. Dzięki waszym wspólnym atakom będziemy mogli utrzymać istoty w nieszczęsnym stanie jelenia, zahipnotyzowanego zbliżającymi się światłami samochodu.

To jest pokolenie niewierzących. Podczas gdy w pewnym czasie wasze zasoby były ograniczone i bardziej przydała nam się ich przeciwna słabość, łatwowierność, tak teraz posiadamy całe masy ludzi, którzy nie posiadają żadnych, pewnych wierzeń. Stara pewność co do religii, społeczeństwa, polityki, a nawet nauki o nowo przybyłych została odrzucona. Cieszą się z tego, co nazywają swoją „wolnością” i nie są w stanie posunąć się w żadnym kierunku. Jeśli utrzymamy ich w tym stanie niepewności, nigdy nam nie umkną.

Wątpliwości porównane zostały do wędrowania po pustyni bez mapy, czy przewodnika. To porównanie jest bardzo trafne, choć niechętnie to przyznaje, biorąc pod uwagę źródło tych słów. Kiedy istoty nie mają wiary, wtedy nie ma żadnej podstawy dla moralności i popadają we wszelkiego rodzaju wyborne i odrażające ułomności. Możemy to zaobserwować w czasach obecnych, które pod tym względem są bardzo podobne do późnej starożytności, okresu, który niesamowicie mi się podobał. W okresie Imperium Rzymskiego stara religia została otwarcie wykpiona, cnota uważana była za słabość, a jedynym celem w życiu była egoistyczna pogoń za osobistym zaspokojeniem. W rzeczy samej, cudowne przyjęcie. To prawda, destrukcja istot była okropna, ale była to ofiara, którą skłonny byłem ponieść.

I znów dzisiaj przekonaliśmy ich do wiary, że bezmyślny sceptycyzm jest mądry i modny. I ponownie nieuniknionym rezultatem jest destrukcja moralności. Gdy istoty nie rozumieją, że czynności mają swoje rezultaty, innymi słowy, gdy nie wierzą w Prawo Karmy, wtedy nie będą zachowywać powściągliwości w stosunku do swoich apetytów (które inne departamenty tak zachwycająco wzbudzają!) Z naszego punktu widzenia prawdziwie użytecznym szczegółem jest to, że ich nierozsądna niewiara nie ma żadnego wpływu na praktyczną efektywność tego prawa. (Ale nie pozwólcie, aby się o tym dowiedzieli!) Będą kontynuować szczęśliwie swoją rozwiązłość i przemoc, a po śmierci zostaną na naszych usługach, aczkolwiek z nieco mniejszą wydajnością.

Innym rezultatem rozprzestrzenionego sceptycyzmu tego wieku jest to, że jeśli zaczną kwestionować fakt swojej egzystencji, jak niestety wielu z nich robi, to nie będą w stanie znaleźć efektywnej drogi wyjścia, a żeby ją znaleźć, musieliby się o nią potknąć. We wszystkich sceptycznych erach widzimy namnożenie sekt i kultów. Biedny nieszczęśnik szukający swojej drogi wyjścia z labiryntu, będzie chodził od księdza do guru, aż po medium i z powrotem, bez zbadania żadnej z tych ścieżek w stopniu wystarczającym, aby zdobyć prawdziwy wgląd w swoje położenie. Wielu z nich porzuci całe to przedsięwzięcie jako beznadziejne oszustwo i zatraci się w zmysłowych przyjemnościach, które oferują przynajmniej chwilowe odwrócenie uwagi od ponurych faktów.

Wspierajcie w nich ten cyniczny i rozwiązły konstrukt umysłowy. Uczcie ich wyśmiewać starożytną mądrość i polegać na nowych i modnych fanaberiach dnia dzisiejszego. Szczególnie łatwo jest podkopać nauki, które nakazują powstrzymywanie chciwości i pożądania. Wątpliwości, przez które są zagubieni, nazywają oni rozsądkiem, ale nie zróbcie tego samego błędu co oni. Prawdziwy rozsądek jest dla naszej sprawy bardzo niebezpieczny. Prawdziwie krytyczne badanie zjawiska istnienia jest właśnie metodą, poprzez którą kilku tych uciążliwych przenika przez naszą sieć oszustwa. Upewnijcie się, że ich „krytyczne myśli” kierowane są pragnieniem. Nie pozwólcie im zadać prawdziwych pytań.

Jeśli właściwie się ich poprowadzi, wtedy mogą przejawiać najzabawniejsze przeciwieństwa. Będą wyśmiewać religię, ale bezwarunkowo wierzyć w codzienny horoskop. Będą udawać, że Karma jest przesądem, nawet gdy będą unikać stanięcia na pęknięciach chodnika. Gdy będą chcieli usprawiedliwić aborcję, wtedy ludzki organizm będzie jedynie masą komórek i impulsów elektrycznych, ale gdy będą chcieli trafić szóstkę na loterii, skonsultują się z medium i będą kontaktować się z głodnymi duchami. Choć są dumni ze swego nowoczesnego rozsądku, większość z nich jest dość śmieszna w swoich przesądach. Wykwalifikowani naukowo są często najgorszymi z serii. Są dość dogmatycznie przywiązani do materialistycznej iluzji, nawet gdy natkną się na dowód czegoś przeciwnego. (Chociaż muszę przyznać, że mieliśmy ostatnio pewne trudności z fizykami – zaczynam podejrzewać przeciek…)

Podsumowując, niech nadal zgadują! Namieszajcie im mnóstwem opcji i pozwólcie, aby bezcelowo zastanawiali nad życiem. Nazwijcie moralność reżimem i ograniczającą represją. Chwalcie płytkie, kpiące podejście jako wnikliwą inteligencję. Pomniejszajcie ponadczasowe prawdy, a chwalcie jedynie te modne. Pozwólcie im być stanowczo zbyt sprytnymi. Gdy już zaczną sprzątać ten bałagan, będzie zbyt późno, a my zafundujemy im kolejną jazdę karuzelą.

***

Gdy Mara przegląda dane na pulpicie monitora, słychać lekkie stukanie do drzwi biura i wchodzi inna, zachwycająca boginka z talerzem pełnym słodkości.
- Czas na przekąskę!
Podczas gdy Mara przygląda się jej z uznaniem, sekretarka mruży oczy. Pstryka palcami, gdy młodsza boginka wychodzi, sprawiając, że tamtej wyrastają ośle uszy.
Mara podnosi elegancką brew.
- Moja droga! Jestem zszokowany i zbulwersowany.
- Nie cierpię tej suki – syczy.
- Mmmm. Masz tu jeden z tych smakołyków, są dosłownie boskie!

***

ÓSMA ARMIA – Złośliwość i Upór

Moja ósma Armia jest negatywem Pierwszej. Waszym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby istoty popadały w mentalne nawyki awersji, wrogości, gniewu, nienawiści i złośliwości.

W naszym fachu, teoria jest podstawą, ale przejrzyjmy ją pobieżnie. Kiedykolwiek istota nawiązuje kontakt z obiektem zmysłowym, tj. w każdym świadomym momencie, wtedy pojawia się związane z tym uczucie. Może być ono przyjemne lub nieprzyjemne, lub tak subtelne, że na dobrą sprawę neutralne. Uczucia te są niesamowicie elementarnym poziomem życia umysłowego i na ogół są całkowicie naturalne i automatyczne. Najprostsze istoty nie podtrzymałyby istnienia bez pociągu do dobrze smakującego jedzenia i niechęci do szkodliwych czynników. Te podstawowe uczucia nie są naszym dziełem, jednakże możemy je wykorzystać, aby zwabić istoty do następnego kroku.

W przypadku szczęśliwych uczuć, praca pozostawiona jest w dobrych rękach utalentowanych sług Pierwszej Armii. Waszym zadaniem jest rozwijanie mentalnego nakręcania się wokół nieszczęśliwych uczuć. Jeśli wspomniane istoty nie są uważnie świadome swoich procesów mentalnych (a niewielu z nich jest choćby minimalnie świadomych), wtedy możemy obrócić to proste, nieprzyjemne uczucie w cały zespół awersji i urazy. Nagie uczucie jest rzeczą chwilową, o niewielkim znaczeniu, ale och! Jaką możemy mieć z nim zabawę.

Oczywiście to prawda, że poprzez rozwijanie tych negatywnych pomnożeń istoty dodają całkowicie niepotrzebnego cierpienia do jakichkolwiek nieuniknionych, fizycznych nieprzyjemności, przez które mogą przechodzić. To jest ich problem, nie nasz. My mamy pracę do wykonania.

Istota pochłonięta nieszczęściem czy gniewem, nie jest w stanie widzieć wszystkiego jasno. Nie potrafi zobaczyć prawdziwej sytuacji i zacząć pracować nad ucieczką. Istnieje wiele trików, których możemy używać, aby przekonać ją do iluzji. Jednym z najzabawniejszych jest „sprawiedliwy” gniew. Karmcie negatywne, mentalne pomnażanie poprzez jego usprawiedliwianie. „Skrzywdził mnie, okradł mnie, obalił mnie i pokonał!” Ma to w sobie dodatkowy zwrot w budowaniu obrazu ego.

Ostatnio poczyniliśmy wspaniałe postępy w tej sferze, ich psychologia powszechna chwali teraz „upoważniający” aspekt takiego gniewu. Niech to, kto jest upoważniany poprzez tę metodę, pozostanie naszym małym sekretem.

Powiązanym z tym syndromem jest wspieranie uczucia pokrzywdzenia. „O ja biedny” jest wspaniałym sposobem, aby wzmocnić pojęcie „mnie”. Wszelkie rodzaje wrogości działają poprzez powodowanie, iż istota rozumie wszechświat w odniesieniu do położenia swego własnego, arbitralnego ego. Tak długo, jak będą działać według takiego założenia, nie będą mogli zacząć widzieć jasno.

Mamy szerokie spektrum emocji, z którymi możemy pracować. Jest to na przykład bardzo delikatny i tymczasowy przebłysk awersji w stosunku do kierowcy, jadącego przed Tobą na autostradzie, któremu zbyt długo zajmuje skręcenie w lewo. Jest to tląca się uraza w stosunku do nieuprzejmego szefa. Jest to gorzka, trwająca całe życie nienawiść etniczna, która rozpala całe narody. Wszystko to jest wodą na nasz młyn i jest przejawem tego samego.

Można nawet sprawić, że poczują wrogość w stosunku do martwych obiektów, zwłaszcza swoich własnych tworów. Nie ma nic zabawniejszego, niż człowiek, który wpędza się w nieprzytomny gniew, skierowany na jakąś nie działającą prawidłowo maszynę.

Bezsens takiego działania praktycznie ich przed tym nie powstrzymuje. Upór jest oślim odmawianiem jakichkolwiek zmian. Tendencją wielu z nich jest ciągłe stawianie pieniędzy na złego konia. Zainwestowawszy pewną ilość energii emocjonalnej w urazę, puszczenie jej wydaje się porażką. Wyglądałoby to tak, jakby przyznawali się jacy byli głupi przez ten cały czas, a tak się nie może stać.

Nasza pozycja w tym departamencie jest dość logiczna. W miarę jak mnożą się na powierzchni ziemi, wpychają się na siebie nawzajem i działają sobie na nerwy. Niemniej jednak musimy być czujni w stosunku do jednego, prawdziwego antidotum na wrogość. Jest to uczucie uniwersalnej miłującej-dobroci.

Wzdrygacie się na samą nazwę, moi słudzy, ale muszę to nazwać. W starym Pali jest to metta, Grecy nazwali to agape. Jest to jedna z sił, której nie możemy pokonać. Zatem zatrzymajcie ją, zanim zostanie rozwinięta. Dyskredytujcie ją jako słabość. Staje się to łatwe, jako że współczucie traci wśród nich swoją wagę. Stało się dość niemodne np. żałować biednych. Nie wiedzą, że praktykowanie uniwersalnej życzliwości wymaga prawdziwej odwagi. Szczęśliwie dla nas, niewielu z nich posiada niezbędny zapał.

Jeśli którykolwiek z nich zacznie praktykować kulturę mentalną, np. poprzez medytację, wtedy nastanie czas, aby zdwoić nasze wysiłki, ponieważ może on uciec. Wspomniałem o tej kwestii w moich notatkach do jednej z pozostałych armii, ale w swojej specjalności macie wiele możliwości ataku medytującego. Atakujcie go poprzez ciało. Nieuniknione jest, że wysiłek pozostania w bezruchu spowoduje pewien dyskomfort tych wijących się, małych nędzników. Wystarczy tylko odrobina zachęty z naszej strony, aby przemienić to w zmartwienie lub rozczulanie się nad sobą.

Jest nieskończenie wiele niuansów. Może im zająć bardzo dużo czasu, zanim zdadzą sobie sprawę, że podczas gdy cielesny aspekt bólu jest nieunikniony, to mentalne samo-tortury są całkowicie zbyteczne. Możemy także wspierać urazę w stosunku do nauczyciela, praktyki, jedzenia, pogody i niezliczonej ilości innych czynników zewnętrznych. Mogą się tarzać w tych drobnych nieszczęściach przez wiele godzin. Nie pozwólmy żadnemu z nich przed tym uciec!

***

Sekretarka ponownie bawi się pilotem, a w oknie widokowym pojawia się rzut na złowrogo przystojnego piosenkarza, zawodzącego do mikrofonu, ruszającego biodrami w tańcu. Bliski histerii ryk tłumu jest wyraźnie słyszalny w tle płaczliwej piosenki.
- Oooooch! Po prostu kocham Elvisa!
Mara bierze myszkę i lekko nią porusza. Widać sławnego wykonawcę kilka lat później, jak z opuchniętą i bladą twarzą grzebie chwiejnie w szufladzie przy łóżku, szukając pomiędzy rozrzuconymi śmieciami swoich środków nasennych.

***

DZIEWIĄTA ARMIA – Honor, Sława i Rozgłos

Z racjonalnego punktu widzenia trudno jest zrozumieć, dlaczego ludzie pragną sławy. Wydaje się ona niszczyć tak wielu utalentowanych spośród nich. Patologiczne nadymanie ego-iluzji zaczyna być ponad siły zwykłej, śmiertelnej skorupki. A jednak tego pragną. Ktoś rozważny mógłby powiedzieć „mądry człowiek nie szuka rozgłosu”, ale jego rada niknie w tłumie śpiewającym „nie dopadnie cię żaden dreszcz” itp.

Musimy mieć jasność co do psychologicznej podstawy tego syndromu. Iluzja ego jest dla nich bardzo cenna. Niemniej jednak, ponieważ w rzeczywistości jest to zwykłe złudzenie, to tak naprawdę dość trudno ją podtrzymać i ogólnie wymaga ona niesamowitego wkładu energii. Nie trzeba dodawać, że jest to energia, niezdatna do niczego użytecznego. Jeśli to nierealne ego może być napompowane zewnętrznymi źródłami energii, jak uwielbienie tłumów, wtedy może być doświadczane w postaci czystego zysku. Oczywiście ciągle jest to iluzoryczne i bardzo niebezpieczne dla jednostki, ale jakże oszałamiające.

Do niedawna nasze zasoby w tej dziedzinie były dość ograniczone. W starożytności, sława oznaczała ogólnie bycie dobrze znanym pośród mieszkańców własnego państwa-miasta, chociaż mogliśmy sobie poradzić odrobinę lepiej ze sporadycznymi imperatorami i temu podobnymi. Jednakże teraz stawka jest o wiele wyższa. Wraz z wynalezieniem technologii przekazywania obrazów z miejsca na miejsce, stało się możliwe, aby cechy pewnej jednostki stały się globalnie rozpoznawalne.

Wraz z możliwościami technologicznymi, pojawił się potężny kult sław. Masy pragną polepszyć swoją ponurą egzystencję poprzez przeżywanie życia swoich idoli. Jest to wspaniały system wzajemnej samo-destrukcji.

Pospolici nałogowcy telewizyjni są w stanie uciec od swego własnego, prawdziwego życia, tkwiąc zamiast tego w egzystencji namiastki świata astralnego.

Bezowocne i żałosne, ale doskonale spełnia nasze oczekiwania. I w niedługim czasie skończy się to tym, że zaczną atakować i pożerać swoje niegdysiejsze obiekty czci. Wygrywamy w obu przypadkach.

Oczywiście ten poziom sławy jest z konieczności ograniczony do garstki istot. Ale ciągle posiadamy starszy, antyczny rodzaj sławy, który może usidlić o wiele więcej z nich. Jest to pragnienie - które może być nadmuchane do definitywnej obsesji – aby być znanym, szanowanym we własnym, malutkim otoczeniu. Jest to prosty sposób na podsycenie płomieni ego. Jak długo przejęci są swoją reputacją w pracy, pośród przyjaciół i znajomych, tak długo są uwięzieni w pojęciu siebie jako prawdziwych jednostek. Kiedy Joe słyszy, że wszyscy mówią: „Joe jest najlepszym mechanikiem w zakładzie” wtedy Joe jest przekonany o prawdziwości pojęcia „Joe, mechanik”. Tak samo dobrze zadziała to, gdy wszyscy powiedzą: „Joe jest najbardziej niechlujnym przypadkiem mechanika, jakiego kiedykolwiek widzieliśmy”.

Ogólnie rzecz biorąc, definiują siebie zgodnie z tym, jak widzą ich inni. To jest „persona”, publiczna maska. Popadając w obsesję przybierania dobrej miny, ostatecznie oszukują sami siebie i tracą kontakt z tym, kim naprawdę są. Tak długo jak patrzą na zewnątrz, nie są wewnątrz, a kierunek zewnętrzny jest naszym terytorium.

Ponadto innym potężnym źródłem przyjemności i bólu są Pochwała i Obwinianie. Pozwólcie, że powtórzę, iż jest to kijek i marchewka, za pomocą których prowadzimy osła po ogrodowej ścieżce. Wydaje się nie mieć żadnego znaczenia, że obiekty są tu tak ulotne. Dążenie do rozpoznawalności jest potężnym źródłem pragnienia i stymuluje proces stawania się tak samo dobrze, jak bardziej istotne nagrody.

Pochwała i Obwinianie są zwane doczesnymi wiatrami. Znajdują się pośród naszych najużyteczniejszych trików. Fakt, że są całkowicie pozbawione istoty, jest dla nas zabawny, ale dla nich niewidoczny. Sprawcie, aby te wiatry ciągle wiały, trzymając istoty w samsarze przez bardzo długi czas!

DZIESIĄTA ARMIA – Wysławianie Siebie i Oczernianie Innych

***

Mara wychyla się do tyłu na swoim krześle, z rękoma za głową.
- Czasami siebie zadziwiam. Mam na myśli to, gdzie byłaby ta organizacja beze mnie? Gdybym nie był taki skromny byłbym cholernie bliski doskonałości!
- Zawsze tak myślałam, Maro. A twoje armie są zdecydowanie nieubłagane!
- Co? Te niekompetentne dupki!? Gdybym nie bawił się bez przerwy w ich nianię, popsuliby wszystko w całym wszechświecie! W dzisiejszych czasach tak trudno jest o przyzwoitą pomoc! Ale nieważne…

***

Mojej odważnej i potężnej Dziesiątej, pozdrowienia! Wasze zadanie jest decydujące, ale na szczęście dla nas jest także łatwe. Ogólnie rzecz biorąc ludzie mają najbardziej niedorzeczne podejście do brania siebie na poważnie. Wydaje się, że nie jest dla nich możliwe mentalne odłączenie się od punktu widzenia ego. Jednym ze sposobów na wzmocnienie tej pierwotnej, poznawczej iluzji jest rozwijanie podejścia samochwalstwa. Sprawcie, aby myśleli o sobie jako o prawdziwie wspaniałych i sprawiedliwych, wypełnijcie ich dumą.

To jest zadanie dla pierwszej dywizji Dziesiątej Armii.

Samochwalstwo napędza wszystkie skazy. Jest to arcydzieło iluzji. Patrzą w lustro przez różowe okulary. Staje się dla nich niemożliwe zobaczenie ich własnych błędów i jeżą się z oburzenia, gdy ktoś im je wytknie. Oczywiście samochwalstwo napędza także przywiązanie i zmysłowość. W końcu, czy ktoś tak wspaniały jak Ja nie zasługuje na trochę zabawy? Rozpala także gniew, dziki gniew zadufanych w sobie, którzy myślą, że ich poglądy i opinie są właściwe, a wszyscy inni są idiotami. Tak zabawnie jest obserwować dwa zderzające się ludzkie ego.

Siły Dziesiątej mają do odegrania szczególną rolę w tych trudnych przypadkach, w których jednostka przejawia oznaki duchowego rozwoju. Jeśli zaczną się uwalniać z mocniejszych sideł moich pozostałych armii, wtedy często możemy zastosować przeciwko nim ich własne zwycięstwa, poprzez wspieranie duchowej dumy i arogancji. Szepczcie im do ucha o tym, jakimi są wspaniałymi, duchowymi istotami: „spójrz na mnie, wspaniałego, świętego człowieka!” To jest pułapka, w którą złapało się wiele ryb.

Nie przejmujcie się za mocno trafnością ich wspaniałych opinii. Są zdolni do najbardziej absurdalnego samo-oszukiwania się dotyczącego ich własnych zasług. W końcu bardzo niewielu z nich kiedykolwiek rozwija talent do samoobserwacji, a jeszcze mniej jest naprawdę zdolnych do samo-krytyki.

Jednakże musicie być świadomi, że będzie także duża liczba tych, którzy mają bardzo negatywny obraz siebie. Jeśli odpowiednio sobie z tym poradzić, nie powinno to powodować problemów. Negatywny, czy pozytywny - obraz siebie jest obrazem siebie i jest to podstawowa percepcyjna halucynacja samo-postrzegania, która utrzymuje ich w niewoli. Zarówno pozytywne jak i negatywne wersje bardzo dobrze służą naszym celom. Jeśli nie możecie przekonać ich, że są wspaniali, wtedy skłońcie ich do skopania się za bycie takimi nieudacznikami. Pamiętajcie, że istnieją trzy rodzaje próżności: „Jestem lepszy niż ty, jestem gorszy niż ty i jestem równy tobie”. Każda z nich jest ciągle próżnością i ciągle wzmacnia dwoistość.

Tak naprawdę pojawiły się znaki, że w nowoczesnej kulturze forma negatywna stała się dominująca. Spora większość ludzi zbytnio siebie nie lubi. (Nie, żebym mógł ich naprawdę winić…) Jest to skomplikowane zjawisko, ale ostatecznie zakorzenione jest we wzroście materializmu. Kiedy istota ludzka zaprzecza podstawowemu, duchowemu poziomowi istnienia, wtedy życie staje się dość puste. Nie pozwólcie im zgadnąć, że to jest problem – zamiast tego przekonujcie ich do opinii, że jako jednostki są oni nieudolni. Postmodernistyczne środowisko jest dość obiecujące jeśli chodzi o tę tendencję. Od rewolucji przemysłowej starali się za pomocą swoich maszyn stworzyć materialistyczny raj, a teraz ich własne wynalazki sprawiają, że miliony z nich stają się zbyteczni.

Zadaniem drugiej dywizji Dziesiątej Armii jest promowanie oczerniania innych. Jest to uzupełnienie samochwalstwa. Jest wiele istot, które będą się starały wychwalić siebie poprzez poniżanie innych. Nie dbają o to, że ta praktyka jest nielogiczna. Nie ważne, że zawsze pogarsza to sytuację – oni i tak to robią. O wiele łatwiej jest krytykować czyjeś skazy, niż pracować nad własnymi. Macie dużo broni i taktyk – besztanie, plotkowanie, osąd itd. Jesteście głównym narzędziem do wzbudzania wrogości i konfliktu. Zostało odnotowane, że ludzie są najbardziej gotowi do krytykowania dokładnie tych wad, którymi sami są zainfekowani. Naprawdę zabawnie jest to obserwować, ale oni nigdy nie widzą, kiedy dają się w to złapać.

Wszelkie formy oczerniania innych oparte są na iluzji bycia sprawiedliwym.

Plotka jest popularną formą tego występku. Każdy kocha skandale i nie ważne czy są one rzeczywiście prawdziwe, o ile są soczyste! Jak bardzo sprawiedliwi się czują, kiedy gdakają o czyichś grzeszkach! Jest to drobny występek, który możecie wzbudzić gdziekolwiek, gdzie zbierają się ludzie, w szkole, pracy, klubach, rodzinach, itp. Dzięki długiemu doświadczeniu odkryliśmy, że jest to doskonały koruptor klasztorów i innych wspólnot duchowych.

Ale nie zapomnijcie o paskudniejszych formach krytyki. Złośliwe, osobiste ataki mogą zrujnować czyjeś życie. Ale jeszcze bardziej destruktywna jest forma nazwana uprzedzeniem, gdzie wrogość oparta jest na nieosobowych kryteriach, takich jak język czy kolor skóry. Chociaż może to brzmieć jak absurd dla racjonalnej istoty, ludzie potrafią tak się wkręcić w te głupoty, że całe narody mogą popaść w chaos wojny. Wojna oczywiście jest aktywnością, którą należy wspierać, jako że jest wspaniałym pożeraczem wszelkich duchowych wartości.

Jednak subtelniejsze i głębsze szkody niż wszystko pozostałe wyrządza fakt, że tak długo jak ktoś szuka wad na zewnątrz, nie patrzy on do wewnątrz. I to jest coś, na co nigdy przenigdy nie możemy im pozwolić.

***

- Podpisz to „Mara, Pan Narodzin i Śmierci, Pożeracz Istot i Ten, który kręci Kołem" itd. itp. Wyślij jedną kopię do każdego z moich Przywódców Armii i jedną do mego adwokata.
Sekretarka wychodzi chichocząc i puszczając oczko. Mara zamyka sprawy dnia poprzez szybki przegląd swego rozległego imperium. Obserwuje ekran i skanuje wszechświat, patrząc jak istoty rozpoczynają i kończą swoje istnienie.

Widzi jak moralni umierają i pojawiają się ponownie w niebie, niemoralni trafiają do piekła. Czas istot z piekła i nieba kończy się i pojawiają się ponownie na ziemi… ciągle na nowo w bezowocnych cyklach niszczeni są przez wiatry pragnienia – wiatry podsycane przez wieki za pomocą wysiłków Mary.
Ale tam, na ekranie – w małej bambusowej chatce leży stara, umierająca kobieta. Nosi szaty, a jej głowa jest ogolona. Z cichą godnością prostuje swoje słabe ciało na cienkiej, tkanej macie, leżąc na prawym boku.

Mara obserwuje to z niesmakiem – wie i boi się tego, co nadejdzie, ale nie może odwrócić wzroku. Jest to tak bolesne i tak wciągające, jak badanie spróchniałego zęba językiem. Mniszka cicho i spokojnie oddaje ostatnie tchnienie, a ekran migocze. Automatyczne oprogramowanie szuka szybko we wszystkich królestwach istnienia i wraca z przerażającą wiadomością o błędzie: „Istnienie Nie Znalezione”.
- Phi! Na szczęście nie tracimy zbyt wielu w ten sposób.

Mara nie pozwala sobie na zbyt długie rozważania na temat miejsca pobytu starej mniszki – jest to w sposób niejasny niepokojące. Kontynuuje przeglądanie o wiele większej ilości łatwiejszych przypadków, które pozostają pod jego jurysdykcją. Krążą i krążą w kółko – w górę i w dół diabelskiego koła.

Przez wieki zajęty pracą Mara - złapał się w swoją własną sieć.. Kiedy relaksuje się po wypełnieniu zadań dnia, wyciąga grzebień z kieszeni swojej kamizelki. Elegancki bóg-demon refleksyjnie czesze swoje lśniące, czarne włosy. Oczywiście próżność jest jedną z jego wad. Po kilku minutach patrzy na grzebień z platyny i kości tygrysa i mruży oczy, jego oddech zatrzymuje się i pojawia się chorobliwe uczucie w żołądku.

Pomiędzy czarnymi włosami, jest jeden siwy…


Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: BlinkListblogmarksdel.icio.usdiggFarkfeedmelinksFurlLinkaGoGoNewsVineNetvouzRedditYahooMyWebFacebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Oryginał można znaleźć na tej stronie: http://what-buddha-taught.net/Articles/Punnadhammo_Letter_from_Mara.pdf

Źródło: ©1997 Arrow River Community Center

Tłumaczenie: Magdalena Kamińska (Maudgalyayana)