Po więcej informacji sięgnij do książki Bhante Vimalaramsiego.

Gdy ludzie praktykują medytację miłującej dobroci, a zaleca im się medytację wybaczania, to myślą, że chodzi o zupełnie inną medytację. Miłująca dobroć jest… Wybaczanie jest częścią miłującej dobroci. To najprawdopodobniej najpotężniejsza medytacja, jaką znam. Może oczyścić blokady biorące się z przywiązania, z niechęci do rzeczy, które przydarzyły się wam w przeszłości. Może je rozpuścić. Ale kiedy praktykujecie medytację wybaczania, musicie być cierpliwi. Ta praktyka zaczyna się od wybaczania sobie.

Są różne stwierdzenia, które można stosować, ale wybierzcie tylko jedno i pozostańcie przy nim przez jakiś czas. „Wybaczam sobie, że nie rozumiem”. Wszyscy doświadczyli nieporozumień w swoim życiu, tak więc powtarzajcie: „Wybaczam sobie, że nie rozumiem”. Potem zwróćcie się do promieniowania w waszym sercu i miłującą dobroć skierujcie do siebie. Kiedy to uczucie zaniknie, powróćcie i znowu wybaczcie sobie nierozumienie. Gdy będziecie to robić, wasz umysł będzie stawiał opór. Zacznie myśleć: „To jest głupie. Nie powinienem tego robić. Są inne rzeczy, które muszę wybaczyć”. Wszystko to jest częścią drobnych przywiązań, więc zostańcie przy wybaczaniu. „Aaa… Nie muszę już tego robić, ta medytacja nie działa”. Każda myśl, która was odciąga od wybaczania sobie tego, że nie rozumiecie, jest przywiązaniem, które trzeba odpuścić. To tutaj używacie 6 kroków: 1. zauważacie, że wasz umysł jest rozproszony, 2. puszczacie to, co was rozprasza, 3. rozluźniacie się, 4. uśmiechacie się, 5. powracacie do powtarzania stwierdzenia, 6. i pozostajecie przy nim tak długo, jak możecie. Nieważne, ile razy wasz umysł się rozproszy, pozwólcie temu być, rozluźnijcie, uśmiechnijcie się i powróćcie.

Sporo ludzi popełnia błąd, myśląc, że medytacja polega tylko na siedzeniu. To zdecydowanie błędne myślenie. Musicie sobie zdać sprawę, że jesteście przywiązani do różnych rzeczy. I to, że akurat nie medytujecie, nie oznacza, że przywiązania nie ma. Sedno medytacji wybaczania tkwi w rozwoju osobowości, w odpuszczaniu starych, nawykowych cierpień i w rozwijaniu równowagi w umyśle. Tak więc, im mocniej wasz umysł stawia opór, tym bardziej tak naprawdę należy to robić, bo w ten sposób umysł pokazuje, do czego jesteście przywiązani, pokazuje przyczynę cierpienia. Ta medytacja jest najskuteczniejszą metodą odpuszczania przywiązań, jaką znam: odpuścić stare, twarde uczucia, odpuścić myśli na temat tego, jak według was „powinien” wyglądać świat. I ostatecznie będziecie mogli zaakceptować świat takim, jakim „jest”. „Ale to mi się nie podobało. Nie podobało mi się, że powiedzieli to, czy tamto”. Komu się to nie podobało? Kto osądza i potępia? Kto tworzy historyjki? Kto jest schwytany przez swoje przywiązanie? „No, JA jestem”. Ktoś może powiedzieć coś niewinnego, a wy słysząc to, przez przywiązania uznajecie, że to coś negatywnego, tak więc musimy się nauczyć, jak przez cały czas być świadomym, co się dzieje w naszym codziennym życiu.

Kiedy przestajecie medytować po 45 minutach, godzinie, czy po innym czasie, i zaczynacie się ruszać, żeby zrobić różne rzeczy, to, co wtedy robi wasz umysł? Jak zwykle zaczyna myśleć o tym i o tamtym, zwykle o bzdurach. I myślicie, że te wszystkie myśli i doznania, które się pojawiają, są wasze, osobiste, a to tylko przypadkowe rzeczy. Jeśli karmicie swoją uwagą jakąkolwiek myśl bądź uczucie, to sprawiacie, że stają się one większe i bardziej intensywne. Gdy zdacie sobie sprawę, że sami przyczyniacie się do swojego cierpienia, musicie sobie wybaczyć, czyli powiedzieć w myślach: „Wybaczam sobie, że nie rozumiem, całkowicie sobie wybaczam”. I wasz umysł znowu zacznie: „To jest głupie. To nieistotne, nieprawdziwe. Tak naprawdę rozgrywa się tu coś innego. Nie chcę tego robić!”. Cóż, każda z tych myśli jest przywiązaniem, prawda? Każda z tych myśli ma w sobie pragnienie, prawda? Każda z tych myśli jest źródłem cierpienia, prawda? Musicie więc dostrzec, że sami sobie to robicie, odpuścić te myśli. To i tak same bzdury, nie mają nic wspólnego z tym, gdzie jesteście i co robicie w danej chwili.

Wybaczcie sobie to, że nie rozumiecie, że sprawiacie sobie ból, że sprawiacie ból innym. Przebaczcie. Gdy dokądś idziecie, co robicie ze swoim umysłem? „Myślę o tym. Muszę zrobić tamto. Muszę porozmawiać z tą osobą. I jeszcze zrobić to”. To wszystko bzdury, co nie oznacza, że nie możecie planować. Możecie, ale zróbcie to raz. Gdy już zdecydujecie się na jakiś plan, to nie musicie o tym więcej myśleć. Wszystko to jest po prostu częścią waszych starych, nawykowych skłonności uznawania wszystkich myśli i doznań za swoje, co jest źródłem cierpienia. Najważniejsze jest więc praktykowanie wybaczania podczas codziennych czynności. Nieustannie sobie wybaczajcie, że nie rozumiecie, że dajecie się wciągnąć w to czy tamto, że bierzecie rzeczy do siebie. „Nie podobał mi się sposób, w jaki to powiedziałeś”. „Komu” nie podobało się „co”? „No, powiedziałeś coś krzywdzącego”. Krzywdzącego dla kogo? Widzicie, bierzecie to wszystko do siebie. A to nie jest wasze. To po prostu rzeczy, które się zdarzają. Wybaczcie. Nawet gdy idziecie drogą i uderzycie nogą o kamień. Wybaczcie bólowi, który się pojawił. Cały czas utrzymujcie w umyśle wybaczanie. O to właśnie chodzi na tym odosobnieniu. To nie tylko siedzenie. Trzeba to praktykować w życiu, przez cały czas. I jeśli naprawdę chcecie się zmienić, musicie być zdecydowani przejść przez wybaczenie, bo to pozwoli wam wiele zmienić. Musicie mieć cierpliwość. Jeśli ciągle myślicie o tym czy o tamtym i osądzacie to, i potępiacie tamto, to tym samym nieustannie zadajecie sobie cierpienie. Nie musicie tego robić.

Chcecie kłócić się z innymi ludźmi o własne przywiązania. Po co? Jeśli naprawdę zaczniecie praktykować wybaczanie sobie albo komuś innemu, wasz umysł zacznie osiągać równowagę. Zacznie rozwijać spokój, a dzięki temu nie będziecie tak bardzo brać do siebie myśli, uczuć, doznań i innych rzeczy. Będziecie to widzieć takim, jakim jest, i pozwalać temu takim być. To wszystko nie jest warte tego, by w kółko i w kółko przetwarzać to w umyśle. Nie warto. Strata czasu. Marnowanie wysiłku. Każda powtarzająca się myśl oznacza, że jesteście przywiązani. Identyfikujecie się z tą myślą. Bierzecie ją do siebie, a to, powtarzam, jest przyczyną cierpienia. I nie możecie za nie winić nikogo innego, jest wasze. Sami to sobie robicie. „No, ale to oni powiedzieli…”. Co z tego? Mogą mieć swoją opinię. To nie oznacza, że trzeba ich słuchać. Nie muszę tego brać do siebie i analizować, czy jest prawdą czy nie. To nie ma znaczenia. Im więcej wybaczacie w swoim codziennym życiu, podczas wykonywania czynności, tym łatwiej będzie wam wybaczyć duże rzeczy, które zdarzyły się w przeszłości.

Kiedy siedzicie i praktykujecie medytację wybaczania, to zatrzymajcie się przy jednym z zaproponowanych stwierdzeń, aż do momentu, gdy poczujecie: „Tak, naprawdę sobie wybaczam, że nie rozumiem”. Może to trochę potrwać. To nie tak, że raz usiądziecie i po sprawie. „Już to zrobiłem”. Tak nie doświadczycie prawdziwej zmiany, nadal będziecie przywiązani do różnych rzeczy. Musicie nieustannie wybaczać sobie nierozumienie. Wybaczać sobie popełnianie błędów, bo na tym przecież polega nierozumienie. Wybaczcie sobie, że osądzacie, potępiacie, analizujecie, myślicie. Wybaczajcie wszystkiemu, przez cały czas. Gdy zacząłem praktykować medytację wybaczania, robiłem to przez dwa lata, bo chciałem mieć pewność, że ją rozumiem. Przeszedłem poważne zmiany, naprawdę poważne. Poważne zmiany osobowości. Jeśli chcecie tego dla siebie, musicie mieć taką cierpliwość. Wyobrażacie sobie, np.: „O, już wybaczyłem tej czy tamtej osobie”, a potem łapiecie się na mówieniu, że nie podobało wam się, że zrobili to czy tamto. Zgadnijcie, kto nie dokończył swojej medytacji wybaczania?

Gdy zaczniecie pogłębiać medytację, utrzymując wybaczanie, przebaczając sobie popełnianie błędów, może przyjść moment, kiedy pojawi się w waszym umyśle ktoś, komu musicie wybaczyć. Nie prosicie, żeby się pojawił, nie mówicie sobie: „Muszę wybaczyć tej osobie”. Pojawią się sami z siebie. Gdy tylko taka osoba się pojawi, zacznijcie jej wybaczać, że nie rozumie. Dobrze? Nie ma znaczenia, co zrobili w przeszłości. Wszystkie wasze myśli, opinie na temat tego, co zrobili, przynoszą wam tylko więcej cierpienia. Z powodu przywiązań. „To mi się nie podobało. Nie chciałem tego. Oni są podli, bo mi to zrobili”. Cóż, zgadnijcie, gdzie jest przywiązanie? Gdzie jest pogląd, że mogę winić kogoś innego za swoje cierpienie? Jedyną osobą, którą możesz winić za cierpienie, jesteś ty sam. Bo to ty brałeś coś do siebie, ty miałeś opinie na jakiś temat, ty wciąż wpadałeś w swoje stare nawyki, żeby stwierdzać, że masz rację, a oni nie. Tak właśnie zadajemy sobie cierpienie. Medytacja wybaczania pomaga w odpuszczaniu, pomaga odpuścić opinię, pogląd, przywiązanie.

Gdy pojawi się w waszym umyśle ktoś, kto naprawdę sprawiał wam duże kłopoty i nie podobało wam się to, i zaczęliście nienawidzić tę osobę, nieważne z jakiego powodu, to spójrzcie jej prosto w oczy, w swoim umyśle, i szczerze powiedzcie: „Wybaczam ci, że nie rozumiesz tej sytuacji. Wybaczam ci, że sprawiłeś mi ból. Całkowicie ci wybaczam”. I trzymajcie tę osobę w sercu, wysyłajcie do niej miłującą dobroć, a gdy umysł się rozproszy, odciągnie was, mówiąc: „Wcale nie. Oni są podli, tacy owacy”, odpuście to za pomocą 6 kroków. Powróćcie i powtórzcie: „Wybaczam ci” – to musi być szczere. „Ale ja nie wybaczę”. Czemu nie? „Bo przez nich cierpię”. Ups. Kto komu zadał cierpienie? Wy spowodowaliście swoje cierpienie, bo wzięliście coś do siebie, a potem wzmocniliście wieloma myślami, opiniami, poglądami potwierdzającymi, że to było złe. Innymi słowy, zostaliście złapani przez swoje pragnienia, przywiązania, stare nawyki, a to prowadzi do coraz większego niezadowolenia, niechęci i bólu, więc bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że to nie jest łatwa praktyka. Trudno jest komuś wybaczyć.

Przykładowo zgwałconej kobiecie bardzo trudno wybaczyć osobie, która ją skrzywdziła. Użyto wobec niej brutalnej przemocy, ale przywiązanie utrzymuje się przez trzymanie się nienawiści do tej osoby. Nie ma znaczenia, jakie to było działanie, nie ma znaczenia, co się wydarzyło w przeszłości. Liczy się to, co z tym robicie w chwili obecnej, więc wybaczacie i wybaczajcie. W swoim umyśle spójrzcie tej osobie prosto w oczy i powiedzcie: „Naprawdę ci wybaczam”, a umysł odpowie: „Nie, wcale nie wybaczam”. Puśćcie to, zastosujcie 6 kroków, powróćcie i znowu powiedzcie: „Naprawdę ci wybaczam”. Umieśćcie tę osobę w sercu i wysyłajcie do niej miłującą dobroć. Jak długo musicie tak robić? Tak długo, jak trzeba. Żeby pozbyć się niektórych przywiązań, wystarczy jedna sesja siedzenia lub dwie, ale jeśli chodzi o inne przywiązania, to może potrwać tydzień, może dwa tygodnie. Kto wie? To nie ma znaczenia. Kiedy odpuścicie nienawiść do tych osób, poczujecie ogromną ulgę, a potem, za każdym razem, gdy będziecie o nich myśleć, to w ten sposób: „OK, popełnili błąd, nie wiedzieli, co robią. Jest OK”. Tak właśnie odpuszcza się przywiązania, tak właśnie odpuszcza się ból pochodzący z przeszłości. To nie oznacza, że kobieta, która została zgwałcona, nagle podbiegnie do osoby, która ją skrzywdziła i ją wyściska. Będzie jej unikać, ponieważ wie, że istnieje ryzyko fizycznej krzywdy, ale już nie nienawidzi tego człowieka. I o to chodzi w przebaczeniu, o odpuszczenie starego niezadowolenia i niechęci, o rozwijanie umysłu, który mówi: „OK, możesz taki być”, i nie bierze do siebie różnych rzeczy.

Najważniejszą częścią medytacji wybaczania jest nauczenie się, jak odpuścić opinie, poglądy, koncepcje, historie. Możecie pracować w umyśle z jedną osobą przez długi czas. Za każdym razem, gdy chodzicie czy siedzicie w medytacji, po prostu ciągle jej wybaczajcie. Wasz umysł się tym znudzi i powie: „Aaa, nie chce mi się już tego robić”. To kolejny rodzaj przywiązania, prawda? Więc co z tym począć? Trzeba przez to przejść. Wybaczcie nudzie, że się pojawiła. Jest OK. Umysł jest podstępny, będzie chciał was rozproszyć wszelkimi sposobami, więc żeby to zrobić, przywoła najróżniejsze doznania, myśli, poglądy, ponieważ nie podoba mu się pomysł porzucenia przywiązań. Umysłowi jest naprawdę wygodnie, gdy jest do czegoś przywiązany, ale w buddyzmie chodzi o to, żeby się zmienić. O uczenie się, jak odpuścić te stare nonsensy, poglądy i myśli. I o rozwijanie nowych poglądów i myśli, które będą was uszczęśliwiać, jak również ludzi wokół. To sedno przestrzegania wskazań, które zapewniają wam szczęście, ale także otaczającym was ludziom. Im bardziej jesteście zdolni do nieustannego wybaczania danej osobie, tym bardziej wasz umysł staje się łagodny wobec niej. A po jakimś czasie czujecie: „Tak, naprawdę ci wybaczam”, i nie wkładacie w to żadnej energii. Po prostu: „Zdarzyło się, to przeszłość, nic takiego”. O to właśnie chodzi w przebaczeniu. A jak to wpływa na wasze życie codzienne? Jesteście bardziej otwarci, bardziej akceptujący, nie osądzacie, nie potępiacie, nie czujecie niechęci, bo zauważacie, kiedy to napięcie umysłu się pojawia, i mówicie: „Wybaczam sobie, że tego nie rozumiem”.

Jedną z najtrudniejszych rzeczy, które muszę robić, to uczyć ludzi, że życie powinno być zabawą. To gra! Podchodźcie do niego lekko. Jeśli bawicie się ze swoim umysłem, z przywiązaniami, to znaczy, że już nie jesteście z nimi tak związani. Jeśli się z nimi bawicie, nie traktujecie ich poważnie, a gdy nie traktujecie ich poważnie, łatwiej je odpuścić. Właśnie tego uczył nas Buddha: jak przez cały czas mieć radosny umysł i lekko podchodzić do swoich myśli, doznań, poglądów i przeszłych działań. Popełniliście błąd – OK, witam w klubie ludzkich istot. Nie znam nikogo, kto nie popełniłby błędu w przeszłości i nie czuł się winny z tego powodu. A czym jest poczucie winy? Brakiem przebaczenia. Wasz umysł chwyta to i mówi: „Naprawdę spartoliłem i muszę się za to ukarać”. Tak mówi umysł, więc co można z tym zrobić? Im poważniejsi jesteście w swoim codziennym życiu, tym mocniej jesteście przywiązani, tym bardziej brakuje wam spokoju umysłu i równowagi psychicznej. Czujecie się, jakbyście byli w kolejce górskiej, emocjonalnej kolejce górskiej: góra – dół, góra – dół. Gdy zaczniecie coraz więcej wybaczać, te wyżyny i doliny zamienią się w łagodne fale. Nadal będą istnieć, ale nie będą się tak długo utrzymywać. I zaczniecie mówić: „To nie jest, aż tak ważne, żeby się tym przejmować”.

Gdy przebaczycie danej osobie, zostańcie z nią. Zostańcie z tą osobą, która pojawiła się w waszym umyśle, do chwili, kiedy poczujecie, że już naprawdę jej wybaczyliście. Wtedy, patrząc jej w oczy, w umyśle, przestańcie werbalizować i usłyszcie, jak do was mówi: „Ja również ci wybaczam”. Czujecie więc, że wam przebaczono i że wy wybaczyliście. Wybaczyliście sobie popełnianie błędów i nierozumienie. Wybaczyliście tej drugiej osobie popełnianie błędów, nierozumienie albo że sprawiła wam ból – którekolwiek stwierdzenie jest w tym przypadku prawdziwe. A potem usłyszeliście, że ta osoba wybacza wam. Wtedy naprawdę poczujecie ulgę. I co się dzieje w waszym umyśle? Pojawia się radość, czujecie się lekko i naprawdę szczęśliwi, bardziej szczęśliwi niż kiedykolwiek. Nie zdawaliście sobie sprawy, że cały czas dźwigaliście całe worki kamieni, które was obciążały. I gdy przebaczycie, wszystkie nagle znikną, czujecie się lekko: „O rety! To naprawdę świetne!”. Ale wymaga to dużo pracy i nie jest łatwe. Dlaczego nie jest łatwe? Bo jesteśmy bardzo mocno przywiązani.

Kontynuujcie tę medytację. Kiedy skończycie z jedną osobą, wróćcie do siebie: „Wybaczam sobie popełnianie błędów. Wybaczam sobie, że nie rozumiem”. Zostańcie ze sobą, dopóki ktoś inny nie pojawi się w umyśle i róbcie tak, dopóki umysł nie powie wam: „OK, zrobione, wszystko jest w porządku. Już wystarczy”. Wtedy możecie powrócić do praktyki miłującej dobroci, formalnej praktyki miłującej dobroci, ponieważ medytacja wybaczania jest częścią tej praktyki. Jak możecie praktykować miłującą dobroć, jeśli czujecie do kogoś nienawiść? To pomaga odpuścić tę nienawiść. Nie ma prostego, łatwego, fastfoodowego rozwiązania. Wszystko zależy od was i przywiązań, od tego, jak bardzo jesteście przywiązani do poglądu, że ktoś was oszukał, że tak spartoliliście, że nie możecie sobie wybaczyć, to będzie trwało dopóty, dopóki tego nie przejdziecie. A wtedy przekonacie się, że to działa. Nikt nie będzie musiał was do tego namawiać. Gdy będziecie dokądś iść – nie interesuje mnie, co będziecie robić, ale wybaczajcie wszystkiemu. Każdemu rozproszeniu, które się pojawi. Wybaczcie. Każdej osobie, która przychodzi i gada, a wy nie macie ochoty rozmawiać. Wybaczcie jej. Ona nie rozumie. Nie rozumie, co robicie. OK, że nie rozumie. To właśnie musicie pojąć. Jest OK, że nie do końca wie, w jakiej sytuacji się znajdujecie i co robicie. Mogą was osądzać, potępiać, próbować rozpraszać na wszelkie sposoby. I to jest w porządku. Mogą to robić, ale wy możecie im to wybaczyć. A gdy wybaczacie, przestajecie być przywiązani do tego, jak według was powinna wyglądać rzeczywistość.

Widzicie, niezrozumienie jest naprawdę ważną sprawą. Nie rozumiemy tak wielu rzeczy, bo mamy swoje opinie i poglądy na temat tego, jak powinny wyglądać. Ale co się dzieje, gdy te poglądy nie zgadzają się z tym, jak sprawy naprawdę się mają? Walczycie wtedy z rzeczywistością. Nie akceptujecie rzeczywistości, którą macie tuż przed sobą. Osądzacie i potępiacie. I najczęściej winicie kogoś innego za „przeszkadzanie w praktyce”. Przykro mi, oni nie przeszkadzają wam w praktyce, oni są jej częścią. Nie ma czegoś takiego jak ktoś „przeszkadzający w praktyce”. To tylko ja walczę z rzeczywistością obecnej chwili, bo nie podoba mi się to czy tamto. A potem winię za to kogoś lub coś. Podczas odosobnień z ludźmi, którzy praktykowali jednopunktową koncentrację, zauważam, że nawet skrzypnięcie drzwi bardzo ich irytuje albo to, że się trochę za głośno przejdzie obok nich. „Przeszkadzasz mi w praktyce!”. Widzicie, jakie to niedorzeczne? Obecna chwila mówi, że będzie hałas, i jest hałas, a umysł się wyrywa: „Nie podoba mi się to, nie tak powinno być, muszę się poskarżyć, żeby przestali i żebym mógł być w końcu spokojny!!!”. Czy to nie jest szalone? Jeśli nie potraficie ze zrównoważonym umysłem zaakceptować tego, co się dzieje w chwili obecnej… „OK, jest hałas. Ale ktoś gada!”. No i? To nie ma znaczenia, jeśli osiągnęliście spokój umysłu. Chodzi o tego typu równowagę: „Jest głośno. Tak, jest głośno”. Byłem kiedyś na trzymiesięcznym odosobnieniu, gdzie tuż obok naprawiali pompę od studni. Wiercili bardzo blisko sali medytacyjnej – trzy miesiące starego, klekoczącego silnika, który chodził od 8 rano do 6 wieczorem. I tak bez przerwy. Był naprawdę głośny i naprawdę irytujący. Ale to był tylko dźwięk. To wszystko. To przecież nie „mój” dźwięk. Moja niechęć do tego dźwięku wcale go nie zmieni. Moje krytykowanie osoby, która uruchomiła silnik, nie zmieni w żaden sposób tego dźwięku. Zauważcie, gdzie są te wszystkie przywiązania. Zaakceptujcie fakt, że te rzeczy się dzieją i to jest w porządku. Musi być w porządku, bo to jest właśnie to, co się dzieje tu i teraz. Nieustannie wybaczajcie takim zakłóceniom w swoim umyśle. Wybaczcie. „Wybaczam sobie, że nie rozumiem, wybaczam, że chcę, by rzeczy były bardziej idealne niż są. Wybaczam sobie popełnianie błędów. Wybaczam sobie, że jestem zdenerwowany, że nie podoba mi się to czy tamto”.

Wybaczenie nie jest jedynym stwierdzeniem. Jest ich wiele, ale kiedy medytujecie, zajmujcie się tylko jednym naraz. Pozostańcie tylko przy jednym takim wybaczającym stwierdzeniu. To nie jest mantra. Nie chodzi o to, żeby to powtarzać, nie wnikając w istotę rzeczy, a myśleć o czymś innym. To musi być szczere: „Naprawdę wybaczam sobie popełnianie błędów”. Albo nierozumienie, czy cokolwiek innego. Chodzi o to, żeby móc nieustannie wybaczać: podczas codziennych czynności, w trakcie medytowania w pozycji siedzącej, w medytacji podczas chodzenia czy w trakcie jakiejkolwiek czynności. Musicie sobie uświadomić, że o to właśnie chodzi w medytacji, nie o osiąganie jakichś nadludzkich stanów umysłu, tylko o nauczenie się, w jaki sposób przyczyniacie się do swojego cierpienia i jak to porzucić. Nadludzkie stany przyjdą same, nie trzeba nic z nimi robić. Im bardziej się oczyszczacie, im bardziej oczyszczacie umysł z osądów, opinii, koncepcji, poglądów, i im bardziej akceptujecie to, co się właśnie dzieje, tym radośniejsze staje się wasze życie, tym łatwiejsze. „Ale ja mam ten nawyk ciągłego analizowania i myślenia”. OK, odpuść go. „Ale robię tak przez całe życie”. No i? Zmień to. Wybaczcie sobie nierozumienie. Wybaczcie sobie, że tak robicie. Chęć analizowania to silne przywiązanie – to choroba Zachodu. „Chcę wiedzieć, jak wszystko działa”. Nie dowiecie się, jak coś działa, myśląc o tym, zrozumiecie to, kiedy odpuścicie. Gdy wybaczycie i odpuścicie, wtedy umysł ma przestrzeń, która pozwala mu obserwować, jak działają rzeczy. Myślący i analizujący umysł jest niezwykle powolny, a czujny i świadomy umysł jest niezwykle szybki, nadzwyczaj szybki. Ale nie możecie pozwolić słowom wchodzić mu w paradę. I nie możecie pozwolić opiniom wchodzić wam w drogę, ponieważ to powstrzymuje was od ujrzenia, jak jest naprawdę.

Tak więc medytacja wybaczania jest czymś więcej niż tylko: „Mały Jaś pobił mnie, gdy miałem 5 lat i od tego czasu go nienawidzę”. Chodzi tu o was i wasze przywiązania, o to, że trzymacie się tych przywiązań i sprawiacie sobie tym ból. Szczególnie w dzisiejszych czasach ludzie mają silną skłonność do obwiniania za swój ból wszystkich tylko nie siebie. Ale czy to współgra z rzeczywistością, czy nie? Łatwo powiedzieć: „Sprawiłeś mi ból, nie lubię cię”. Ale czy na pewno? Czy tylko coś powiedziałem, a ty masz inną opinię, więc osądziłeś i potępiłeś to, co powiedziałem? A wtedy pojawiła się awersja, niechęć do całej sytuacji. I już jesteś gdzie indziej, tysiące kilometrów stąd. „Ale ja tylko myślę i analizuję”. Jesteście przywiązani. Sami sprawiacie sobie ból i uciekacie się do myślenia, mając nadzieję, że: „To przywiązanie nie będzie boleć tak bardzo, jeśli będę się rozpraszać”. Myślicie też: „Mogę trzymać się swoich opinii na temat tego, jak powinny iść sprawy i nie muszę się zmieniać”. Ale w buddyzmie chodzi o zmianę. W buddyzmie chodzi o uświadomienie sobie, że musicie mieć zrównoważony umysł, który nie ulega wielkim wzruszeniom, nie jest przywiązany. W buddyzmie chodzi o równowagę, o widzenie rzeczy takimi, jakimi są. I zauważenie, że to wy jesteście przyczyną swojego bólu. Czymś, co pomoże wam stać się wolnymi, jest metoda 6 kroków i stosowanie medytacji wybaczania.

O autorze

5114029.jpeg

Vimalaramsi Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Bhante Vimalaramsi od ponad 40 lat praktykuje i naucza medytacji. Przedstawia medytację w kontekście najwcześniejszych tekstów buddyjskich, by zgłębić prawdziwe nauki Buddhy.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: http://www.dhammasukha.org/forgiveness-meditation.html

Tłumaczenie: Mateusz Karaś
Redakcja: Alicja Brylińska

Image0001%20%281%29.png


Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/