Tytuł: Moja przeszłość nie należy do mnie

O autorze: Ajahn Brahmavamso

Wersja pdf: pdf2.jpg

zobacz źródło

print

Wersja epub: epub2.jpg

Plik z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")

Dzisiaj chciałbym pomówić o tym, co buddyzm mówi o uwalnianiu od przywiązań, szczególnie od przywiązania do przeszłości. Bo niezależnie od tego, ile mówimy o odpuszczaniu przeszłości, to nadal tkwimy w bolesnych doświadczeniach. Przez ostatni rok dużo mówiłem na ten temat odnośnie przyszłości: kiedy chcesz więcej, nie możesz się cieszyć tym, co już masz. To bardzo głęboka obserwacja: jeśli chcesz czegoś więcej, to nie jesteś w stanie docenić tego, co masz, więc odpuść wszystko to, co należy do przyszłości, żebyś mógł cieszyć się chwilą obecną.

Teraz jest weekend; jeśli nie pracujesz, być może układasz sobie plan na następne dni. W ten sposób nie cieszysz się, tym, co trwa teraz. I tak samo jest z przeszłością: jeśli nie możesz dać odejść temu, co się kiedyś stało, nie możemy sobie poradzić z problemami z przeszłości, to nie możemy być wolni w teraźniejszości i cieszyć się życiem. Nie mamy spokoju, bo wciąż tkwimy w wydarzeniach z przeszłości, a czasem jesteśmy wręcz przez nie dręczeni i prześladowani.

A więc dziś mam zamiar omówić niektóre z głębokich sposobów na uwolnienie się od przeszłości. W poprzednich mowach przytaczałem różne przypowiastki ilustrujące jak można się od niej uwolnić; nie mam zamiaru uwalniać się od tych przypowiastek, za to użyję ich żeby uzupełnić to o czym mówię.

Pewnego dnia mój mistrz, Ajahn Chah, i ja szliśmy po jałmużnę; w pewnym momencie Ajahn Chah zatrzymał się, podniósł patyk i zapytał: „Jak myślisz, ile waży ten patyk?”. Zanim odpowiedziałem, wyrzucił go. Chociaż raz coś zrobiłem, zamiast tylko mówić. Powiedział: „wyrzuciłem go, więc już nic nie waży. Jest ciężki tylko dopóki go trzymasz.” I tak samo wszystkie problemy i cierpienia, których doświadczyłeś w przeszłości, są ciężkie tylko dopóki je trzymasz. Ale trudno jest pozbywać się rzeczy. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni i nie wiemy jak to się robi. Ajahn Chah mówił dalej, przytaczając opowieść o dwóch hodowcach kurczaków – to znana historia, streszczę ją szybko, bo niektórzy są tu pierwszy raz. Dwóch hodowców, jeden poszedł rano do kurnika i nazbierał pełen koszyk kurzych odchodów, zostawiając jajka; zabrał ten koszyk do domu i cały dom przeszedł zapachem odchodów. To był głupi hodowca. Drugi hodowca poszedł do kurnika i nabrał do koszyka jajek, a odchody zostawił żeby zgniły w kurniku i stały się cennym nawozem, ale nie zabierał go do domu. Zabrał do domu jajka i zrobił pyszny omlet dla swojej rodziny, a resztę jajek sprzedał na rynku. To był mądry hodowca. Morałem tej historii jak mówił często Ajahn Chah, i to też już wiele razy cytowałem, jest to, że zbierając plon tego co wydarzyło się w przeszłości, bliskiej lub dalekiej, co wkładasz do koszyka i zanosisz do domu? Zbierasz jajka czy odchody? Śmiejecie się, bo wszyscy zbieracie odchody – wy to wiecie i ja to wiem.

Wszystkie dobre rzeczy, które nam się przydarzyły w tym tygodniu zostawiliśmy w przeszłości żeby zgniły, a ze sobą wzięliśmy to, co poszło źle. To jedna z najważniejszych rzeczy, które powinniśmy wiedzieć: nie powinniśmy pozwolić, żeby ból przeszłości przedostawał się do naszej przyszłości.

Są cztery kroki do odpuszczania przeszłości: pierwszy to świadomość, że należy to zrobić. Ból z przeszłości to nie jest coś, co powinno się zatrzymać. Numer dwa: można to zrobić. A skoro wiesz, że można to zrobić, odpraw jakąś symboliczną ceremonię, żeby poczuć że przeszłość odeszła. Wreszcie: uświadomienie sobie, jak to jest być wolnym od przeszłości, tak, żebyś nie musiał przenosić jej do przyszłości.

Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że należy uwolnić się od przeszłości. I to jest problem dla wielu ludzi, bo wiele ludzi nie chce się uwalniać. Chcą dalej zbierać przeszłe cierpienia. Pierwszy raz zetknąłem się z tym kiedy prowadziłem seminarium na temat żałoby; mówiłem dużo na temat tego, jak można uwolnić się od żałoby, przytaczając historię o tym, jak zmarł mój ojciec – to też wiele razy opowiadałem, więc znowu streszczę ją szybko: jego życie, dla mnie, przypominało koncert. Umarł kiedy miałem szesnaście lat, i tak jak po zakończeniu każdego koncertu na którym byłem w Londynie, nawet jeśli wiedziałem, że już nigdy więcej nie usłyszę tej muzyki, nie byłem smutny. Byłem wdzięczny, że mogłem, przez szesnaście lat, być na pięknym koncercie jakim było życie mojego ojca.

Ta historia znajduje się w mojej książce „Opening the Door of Your Heart” i pomogła wielu osobom pozbyć się żalu po jakiejś stracie. Żałoba to patrzenie w przeszłość na to, co straciliśmy. Rozwiązaniem jest patrzenie nie na to, co straciliśmy, ale na to, co mieliśmy. Zbieranie jajek, nie odchodów. Przeżyłeś coś wspaniałego – myśl o tym, nie tylko o śmierci, nie tylko o tym, że kogoś już nie ma. Nie płakałem, kiedy umarł mój ojciec. Niedawno w Malezji odprawiałem pewną ceremonię dla rodziców. Na zakończenie sesji podeszła do mnie pewna kobieta, bardzo zdenerwowana, i strasznie mnie zganiła; powiedziała: „proszę tego więcej nie robić. Proszę nigdy więcej nie mówić mi, że mam pozbyć się żałoby.” – „Proszę nigdy więcej nie próbować odbierać mi cierpienia” – naprawdę tak mówiła.

Była tak bardzo przywiązana do tego cierpienia, że korzystała z niego żeby poczuć się lepiej; brała udział w różnych konferencjach i ludzie użalali się nad nią i nad tragedią, którą przeżyła. Jej córka chyba była jedną z ofiar serii zabójstw w Claremont. Nie wiadomo kto to zrobił, ale w Claremont, parę lat temu, miała miejsce seria porwań i zabójstw młodych kobiet, i ta kobieta była matką jednej z nich. I w końcu „cierpiąca matka” stała się elementem jej tożsamości, dzięki któremu otrzymywała wiele wyrazów współczucia. A ja powiedziałem: odpuść to sobie.

To tak, jakbyś siedział w więzieniu przez kilkadziesiąt lat, i ktoś mówi: możesz wyjść, jesteś wolny. Ale ty się boisz wyjść, bo już się przyzwyczaiłeś do tego więzienia. A kiedy się do czegoś przyzwyczajamy, to się do tego przywiązujemy i boimy się to zostawić. I to jest właśnie problem: przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę, że powinniśmy wyjść z więzienia przeszłości. Zasługujemy na to, żeby wyjść. Czasem to przeraża. Tamta kobieta wcale nie chciała wychodzić; otworzyłem drzwi jej celi i próbowałem ją wypuścić, a ona miała mi to za złe.

Dlaczego tak ciężko jest ludziom przyznać, że powinni uwolnić się od przeszłości? To jest jeden z powodów, dla których klasyfikujemy przeszłość. Takie klasyfikacje to coś, czego nie powinno się utrzymywać. Niestety, nasza kultura mówi, że możemy się uczyć z przeszłości, a ludzie którzy nie pamiętają historii powtarzają ją. Ja uważam, że to bzdura z psychologicznego, socjologicznego i filozoficznego punktu widzenia. Powtarzamy historię wtedy kiedy ją pamiętamy. Dzieje się tak dlatego, że to, co pamiętamy z historii to złe rzeczy – zbieramy brud i rozmyślamy nad nim, przetrawiamy go i to dlatego te rzeczy ciągle się powtarzają.

Znowu nawiążę do więzień: zawsze, kiedy więźniowie, których spotykam myślą o zbrodniach które popełnili, o tym, że są mordercami, że są przestępcami, to kiedy wychodzą na wolność, robią to samo. A kiedy przychodzę i mówię im: „jesteś człowiekiem, nie jesteś mordercą ani przestępcą, popełniłeś błąd, ale nie jesteś tym błędem - jesteś człowiekiem; nie jesteś zabójcą, nie jesteś gwałcicielem, jesteś człowiekiem, i ja będę bronił twojego człowieczeństwa i będę cię szanował jako człowieka” – i wtedy oni odzyskują szacunek do samych siebie i przypominają sobie o innych aspektach swojej osobowości i nie roztrząsają swoich zbrodni, i dzięki temu po wyjściu z więzienia nie popełniają ich po raz kolejny. To jest prosty efekt psychologiczny. Przeszłość powinna odejść.

Inny przykład: wielu z was doświadczyło nieudanych związków; jeśli będziecie ciągle rozmyślać o tym nieudanym związku, to następny związek w który wejdziecie, też będzie nieudany.

Oblałeś egzamin? Możesz też oblać następny. To częściowo z powodu braku pewności siebie, ale jest w tym coś głębszego: w buddyzmie wiemy, że to coś głębszego to robienie tożsamości z tego, co stało się w przeszłości. „Oto kim myślę, że jestem: jestem zgwałconą dziewczyną”.

Rozmawiałem jakiś czas temu z dziewczyną, która została kiedyś zgwałcona: piękna, młoda dziewczyna z Malezji, która była przekonana, że nigdy się nikomu nie spodoba. Było oczywiste, że to ona nie lubiła samej siebie, przez to co się stało. Z wielkim trudem próbowałem ją przekonać, że ma prawo pozwolić temu odejść. Iść dalej. Uwolnić się od obsesji na tym punkcie. Gwałt jest oczywiście czymś strasznym, nie próbuję pomniejszyć okrucieństwa i bólu jakie towarzyszą takiemu doświadczeniu. Ale jednocześnie jeśli ciągle się na tym skupiasz, to odmawiasz sobie prawa do spokojnego, udanego, szczęśliwego życia. Nie musisz tego robić.

Powiedziałem jej: „to nie ty to zrobiłaś, to ktoś inny zrobił to tobie; nie wytworzyłaś złej kammy, to nie twoja wina, ty nic złego nie zrobiłaś, więc dlaczego się karzesz przez więzienie się w przeszłości? To więzienie jest otwarte, możesz z niego wyjść”.

Utrzymywanie łączności z przeszłością niszczy nasze życie i odbiera nam szczęście; proszę, nie celebrujcie cierpienia z przeszłości, i nie definiujcie na jego podstawie samych siebie: „jestem zgwałconą kobietą. Jestem nieudana. Jestem uszkodzona”.

Kilka dni temu próbowałem nauczyć ludzi jak porzucić takie myślenie i przytoczyłem taką przypowiastkę – mam zwyczaj powtarzać tą samą historię przez kilka tygodni, aż nie znajdę jakiejś lepszej. To była przypowiastka o drzewach w lesie. W lesie wszystkie drzewa są pokrzywione i z pobrużdżoną korą i nierówno rosnącymi gałęziami – w lesie wszystkie drzewa są uszkodzone, jeśli chcecie to przyjdźcie do świątyni i zobaczcie, i spróbujcie gdziekolwiek znaleźć doskonałe drzewo albo krzak. Nie ma czegoś takiego. Każde drzewo jest uszkodzone. I dlatego właśnie są piękne.

Byłem ostatnio przez dwanaście dni w Malezji; mają tam plantacje olejowców i kauczukowców, i te wszystkie drzewa rosną pod linijkę, są zadbane, nie są pokaleczone – poza kauczukowcami oczywiście. Są brzydkie. Nikt nie chciałby iść na spacer na plantację kauczukowców albo olejowców, ani zorganizować tam pikniku. To nie jest naturalne. Wchodzisz do naturalnego lasu albo do dżungli i to wygląda pięknie: pnącza, splecione pnie drzew, pochylone drzewa, niektóre na ziemi – to jest naturalny las, i jest piękny.

Więc powiedziałem tej kobiecie, i wam też mówię: wszyscy jesteście uszkodzeni. Ja też. I to czyni nas pięknymi. Im bardziej jesteś niedoskonały, tym piękniejszym drzewem jesteś w lesie. Idź i zobacz, jak wyglądają drzewa.

Więc, po pierwsze: nie musisz myśleć, że skoro przydarzyło ci się coś strasznego to nie lubisz siebie. Jeśli roztrząsamy negatywne wspomnienia to zwiększamy ich negatywność. I przez to mamy problem z tym, żeby się ich pozbyć i odpuścić. Może więc zacznijmy wyciągać z przeszłości pozytywne rzeczy?

Oblałeś egzaminy, nie przyjęli cię na uniwersytet, rozwiodłeś się. Straciłeś pracę. Straciłeś nogę, bo miałeś raka. Te wszystkie rzeczy nam się przytrafiają, a my dodajemy im jeszcze negatywności – bo nie możemy przebaczyć, uwolnić się i iść dalej. Dlaczego nie odszukać w tych zdarzeniach czegoś pozytywnego?

Mówiłem też już kiedyś o tym, żeby obniżyć swoje oczekiwania. Zasada 70%. Jako nauczyciel usłyszałem kiedyś, przygotowując egzamin: nigdy nie oczekuj 100% poprawnych odpowiedzi. Egzamin nie powinien być za łatwy, bo wtedy ludzie niczego się nie nauczą. Za trudny – uczniowie się zniechęcą. Ale jeśli zdajesz egzamin na 70% to zaczynasz myśleć, że coś ci się udało. A uczysz się z tych 30% które zrobiłeś źle. Dzięki temu możesz się rozwinąć i stać się pięknym. Bo nic w życiu nie jest stuprocentowe. I dlatego 70% to najlepszy wynik.

Popatrz na swoją przeszłość: czy możesz ją ocenić na 70%? Świetnie, masz wspaniałą przeszłość. Dlaczego nie wymienić odchodów na jajka? Innymi słowy, na wszystko co przytrafiło ci się w przeszłości można spojrzeć od pozytywnej strony i zmienić to w coś dobrego i pięknego.

Powiedzmy, że dzisiaj policja złapała cię na przekraczaniu dozwolonej prędkości. Wspaniale! Powinieneś to świętować! Po pierwsze: zwiększyłeś ilość pieniędzy które policja może przeznaczyć na twoje bezpieczeństwo w nocy. Po drugie: otrzymałeś zachętę, żeby w przyszłości nie jeździć tak szybko i się nie zabić. Bo prędkość zabija, wiem, byłem na kilku pogrzebach. Najgorszy pogrzeb na jakim byłem to pogrzeb dziewczyny z Chin – nigdy tego nie zapomnę, bo dla mnie to też było trudne i bardzo przykre przeżycie, bo jestem współczujący. Dziewczyna z Chin, studiowała tutaj, skończyła studia i zaprosiła rodziców – zgodnie z polityką jednego dziecka, była jedynaczką. Zachęciła rodziców, żeby wyemigrowali do Perth. Dopiero co przyjechali, byli tu może z tydzień i mówili tylko po Chińsku. Szła ulicą w Kelmscott na Albany Highway, kiedy pijany kierowca stracił panowanie nad samochodem, uderzył w nią i ją zabił. Dla rodziców, była największą nadzieją w życiu. Poświęcili dla niej wszystko – dosłownie wszystko – żeby otrzymała dobrą edukację, mogła mieszkać w Australii; płacili jej wszystkie rachunki, i wszystko szło jej dobrze, a potem dwa tygodnie po przyjeździe tutaj, ich dziecko zginęło. Nie z własnej winy. Bo pijany kierowca stracił kontrolę. To było bardzo smutne. Więc, proszę, nie jeździjcie za szybko, nie upijajcie się.

Więc jeśli policja złapała was na szybkiej jeździe, to się fantastycznie składa. Prawdopodobnie uratowali komuś życie. Dziękuję panie policjancie, że mnie pan złapał.

Co jeszcze mogło się stać? Może kogoś rzuciła dziewczyna? To super, teraz możesz zaoszczędzić trochę pieniędzy. Jest taki chłopak, jego matka przychodzi tu co tydzień, i ostatnio znalazł sobie pierwszą dziewczynę, i mówi, że przez rok, kiedy pracował w KFC czy w supermarketach, odłożył sobie trochę pieniędzy, aż do czasu kiedy znalazł dziewczynę. Ale rzuciła go, więc teraz znowu będzie miał pieniądze.

Więc jeśli spojrzymy na rzeczy, które zazwyczaj klasyfikujemy jako tragedie, i rzucimy na nie pozytywne światło, wtedy jest łatwiej się od nich uwolnić. Możemy tak podejść do wszystkiego, co nam się przytrafia: ktoś cię zdradził? Możesz wyciągnąć z tego naukę!

Inny sposób, z którego korzysta się w buddyzmie, żeby zmienić złe doświadczenia w dobre i który się sprawdza, i nie wiemy tego na pewno ale to może być prawda: jeśli dostaniesz mandat, albo ktoś cię oszuka w interesach, albo twój mąż cię zdradza – czasem ludzie w kulturze buddyjskiej mówią: to po prostu odpłata. Musiałem zrobić coś podobnego w poprzednim życiu i teraz to do mnie wraca.

Bo czasami robimy złe rzeczy w tym życiu i nie zostajemy złapani, i być może te wszystkie niesprawiedliwe rzeczy w tym życiu, to wszystko, od czego nie możesz się uwolnić – może to jest odpłata za poprzednie życie. Nauczyłem się tego kiedy po raz pierwszy odbyłem wizytę w pewnym więzieniu, i po moich zajęciach podszedł do mnie stary więzień, jeden z tych co wychodzą i ciągle wracają do więzienia, i zapytał:„czy mogę poprosić o prywatną rozmowę?”. Zgodziłem się. Powiedział: „Ajahn Brahm, nie popełniłem przestępstwa za które odsiaduję wyrok; byłem niewinny. I wiem, że wszyscy więźniowie tak mówią, ale panu nie skłamię. Nie popełniłem tego przestępstwa. Jestem w więzieniu za coś, czego nie zrobiłem.” Uwierzyłem mu; czasem patrzymy na kogoś i widzimy jego język ciała, i rozumiemy to co mówi, i możemy uwierzyć, że jest niewinny. Wiedziałem, że w więzieniu jest bardzo trudno zdobyć pieniądze na adwokata; więc zacząłem się zastanawiać do kogo ja mógłbym zadzwonić. Znam dużo prawników, może któryś z nich wziąłby tą sprawę. To był przypadek niewłaściwego użycia wymiaru sprawiedliwości. Mam silne poczucie sprawiedliwości i jeśli komuś dzieje się krzywda, chcę stanąć w jego obronie. Więc zastanawiałem się, do kogo mógłbym zadzwonić, żeby pomóc temu człowiekowi wyjść na wolność. Kiedy się tak zastanawiałem, on mi nagle przerwał: „to, co panu powiedziałem to prawda. Siedzę w więzieniu za kradzież, której nie jestem winny. Ale było mnóstwo kradzieży na których nie zostałem złapany, więc to jest fair.”

I pomyślałem, co za wspaniałe podejście do tej sytuacji; zawsze możemy uwolnić się od negatywnych rzeczy, które nam się przytrafiły. Ile razy zdarzyło ci się pomyśleć: „to nie fair, dlaczego nie dostałem tego awansu?”, „to nie fair, dlaczego skradziono mój samochód?”, „to nie fair, dlaczego to mi się przytrafia?” – może czas na spłatę długu?

Ludzie zawsze marudzą, kiedy dostaną mandat za niebezpiecznie szybką jazdę, a ja pytam: czy narzekasz też, że to nie fair, że nie dostałeś mandatu za każdym razem kiedy wcześniej przekraczałeś prędkość? „To nie fair, przekroczyłem dzisiaj prędkość i nikt mnie nie złapał”. To też nie jest sprawiedliwe, prawda?

Widzimy, jak kamma wyrównuje nasze rachunki. To nam mówi, że często ludzie mogą uwolnić się od bólu przeszłości. Musimy się z tego uczyć i zrozumieć jak to jest stracić młodego syna albo córkę. Musimy przez to przechodzić i uczyć się z tych doświadczeń, wykorzystać je tak, żeby się dzięki nim rozwinąć. Nawet takie doświadczenia jak gwałt. Dlaczego takie rzeczy się dzieją?

Dwa tygodnie temu, była tu pewna para, nie wiem, czy dzisiaj też przyszli; po prelekcji zostali, bo mieli kilka pytań. On opowiadał o tym, że jest w grupie wsparcia dla osób, które doświadczyły traumy; na jednym ze spotkań pewna kobieta opowiadała o tym, że została zgwałcona i ktoś się odwrócił i powiedział: „to straszne, tak mi przykro, że ci się to przytrafiło”. A ona odpowiedziała: „nie. Nie byłabym osobą, którą jestem dziś, gdyby to się nigdy nie wydarzyło.” Przepracowała to, przeszła dalej i odpuściła.

I to doprowadza nas do kolejnego punktu: nie tylko powinniśmy uwolnić się od przeszłości, ale możemy to zrobić. Dobrze jest mieć świadomość, że wszystko, co nam się przytrafiło, nieważne jak nieprzyjemne i okropne, możemy za sobą zostawić. To nie znaczy, że te rzeczy znikną z naszej pamięci. To nie znaczy, że możemy to wymazać, jak gdyby nigdy nie miało miejsca. To znaczy, że nadal to pamiętasz, ale przywiązujesz do tego inną wagę. Pamiętasz to jako część siebie – ważną część tego, kim jesteś. Część, która kształtuje to, kim jesteś. Która czyni cię pięknym, jak to drzewo w lesie o pobrużdżonej korze. Drzewo jest piękne, bo ma sporo oberwanych gałęzi. Jest piękne, bo silne wiatry przygięły je do ziemi. Te wszystkie burze życia sprawiły, że teraz można wygodnie usiąść pod jego koroną i je podziwiać.

Możemy wziąć to, co zdarzyło się w przeszłości i nadać temu inny kierunek. Możemy to przyjąć, a potem wznieść się ponad to i uwolnić się od tego. Odpuszczanie nie znaczy, że coś znika; odpuszczanie znaczy, że znika negatywna relacja z przeszłości i nasze negatywne reakcje na to, co się stało. Nie możemy wymazać przeszłości. Nie możemy wymazać niczego z historii, tak jak komunistyczne władze w Rosji, kiedy wymazywały kogoś, kogo władza nie lubiła ze wszystkich istniejących fotografii tej osoby, i ten ktoś znikał. Nie możesz tego zrobić z przeszłością. Twoja przeszłość po prostu jest, i jest częścią ciebie. Jedynym sposobem na to, żeby się ponad nią wznieść i od niej uwolnić jest zmiana naszego podejścia do przeszłości. Jak tylko zmienisz swoje nastawienie wobec niej, to znajdujesz się ponad nią – to jest właśnie odpuszczanie.

Ale jak to właściwie zrobić? Często mówimy ludziom, którzy przychodzą do nas, że to nie świat jest problemem, to nie ty jesteś problemem – problemem jest to, jak patrzymy na świat, to jak reagujemy na wydarzenia; to jest właśnie to pole, na którym możemy coś zmienić. Nie możemy zmienić świata, ale zdecydowanie możemy zmienić to, jak na niego reagujemy. Mamy taką moc. Nawet Obama nie ma mocy zmieniania świata, ani bogaci ludzie – tak, mogą trochę przechylić świat w tą albo tamtą stronę, ale - i to jest jeden z kluczowych elementów nauk Buddhy - to sposób, w jaki reagujemy na trudności i problemy, ale też na radosne zdarzenia, jest tym, co możemy kontrolować.

Proste rzeczy: ktoś nazywa cię świnią. Jeśli ktoś nazwie cię świnią, jak na to reagujesz? Ja mówię: „chrum, chrum”. Śmiej się z tego. To mi przypomina pewną starą historię, którą opowiadałem kiedy ostatnim razem byłem w Malezji. Opowiadałem historię o tym, jak jechałem szosą w Perth; to był gorący, letni dzień, a nie mieliśmy klimatyzacji w samochodzie, więc mieliśmy pootwierane okna. Siedziałem na siedzeniu pasażera w vanie. Zobaczyła nas grupa nastolatków, którzy pewnie byli właśnie na wakacjach i imprezowali; możecie sobie wyobrazić, co zrobili na widok samochodu pełnego mnichów. Jedna rzecz wywarła na mnie szczególne wrażenie; było to bardzo pomysłowe. Jak tylko zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, stanęli tuż obok nas; ich okno było otwarte, moje też. Zawołali: „hej, patrz!” Odwracam się, a tu otwarty „Playboy”. Nie zapomnę jednego z tych chłopców, który siedział z otwartą buzią i pokazywał palcem na „Playboya”, żebym na pewno zauważył.

To były tylko imprezujące nastolatki. Ludzie często złoszczą się w takich sytuacjach, albo są zażenowani. Ja nie. Po prostu się roześmiałem i powiedziałem: „dobry żart, bawcie się dobrze”. Ale muszę podkreślić, że nie patrzałem, jestem grzecznym mnichem. A jeśli zastanawiacie się, skąd wiem, że to był „Playboy”, to… inni w samochodzie mi powiedzieli. Taka jest moja wersja i nie będę jej zmieniać.

Ci chłopcy po prostu drażnili się ze mną i chcieli mnie zdenerwować; nie mogłem ich powstrzymać, poza tym sam robiłem podobne rzeczy w tym wieku. Mogę za to zmienić swoje nastawienie i potraktować to jako żart. Śmiać się zamiast się obrażać. Nauczyłem się tego również pracując jako nauczyciel: jeśli zrobisz jakiś błąd i cała klasa się śmieje, to ty też się śmiej. Dzięki temu świat nie śmieje się z ciebie, tylko z tobą. Jeśli zrobisz coś głupiego w biurze, to też się śmiej. Jeśli zrobię coś głupiego, a dosyć często robię, to wszystkim o tym opowiadam. Bo jak, jako mich, opowiadam o tym, co głupiego zrobiłem, to wy się śmiejecie. A więc jesteście szczęśliwi. Daję wam współczucie i miłującą dobroć. Jeśli zrobiliście coś głupiego, powiedzcie mi, ja to przeczytam, i ludzie będą się śmiać, a to zdrowo.

Więc nie chodzi o to, że robicie coś źle – chodzi o nastawienie, które macie do nieprzyjemnych zdarzeń z przeszłości, oraz do wad innych ludzi. Czasem trudno odpuścić sobie samemu, ale jakoś da się to zrobić, ale trudniej jest z tym, co robią nam inni ludzie. Czasem jest nam tak trudno uwolnić się od tego, jak zostaliśmy skrzywdzeni i unieszczęśliwieni. Pomyśl: to pewnie kamma, teraz mi się dostaje, bo pewnie w poprzednim życiu zrobiłem to samo. Nieuczciwy robotnik mnie oszukał, ok, pewnie w poprzednim życiu ja byłem robotnikiem i kogoś oszukałem, a teraz to wraca; to dla mnie lekcja. Nie wiadomo, czy to prawda, ale na pewno pomaga. Ktoś cię okradł, no to pewnie ty też kogoś wcześniej okradłeś i teraz spłacasz dług. To działa; nie wiem, czy to prawda, ale to piękna idea: OK, no dobra, nie będę się przejmować.

Ale kiedy ktoś cię krzywdzi, oszukuje, zdradza, i inni mówią: „nie przejmuj się” – dlaczego nie możesz się nie przejmować? Dlaczego tak łatwo jest innym to powiedzieć, ale ty nie możesz tego zrobić? Jest jeszcze jedna przypowiastka którą opowiadałem w Malezji, i którą też teraz przytoczę: to taka sama różnica, jak pomiędzy byciem gościem i właścicielem. I znowu wracamy do Ajahn Chaha - zgubiłem gdzieś patyk – patyk jest ciężki tylko dlatego, że należy do ciebie. To mój patyk. To mój patyk i nie mogę go wypuścić. Próbuję go wyrzucić, ale nie mogę go wypuścić, bo to mój patyk. Ale jeśli ten patyk nie należy do mnie tylko do Towarzystwa Buddyjskiego, to mogę go z powrotem wyrzucić. Proszę go drugi raz nie podnosić.

Rozmawiałem z pewną kobietą, która prowadzi ośrodek medytacyjny i centrum buddyjskie gdzieś w Malezji – może nas słucha, więc nie będę mówić gdzie dokładnie - i pracuje bardzo ciężko; powiedziałem jej, że musi się nauczyć jak być gościem, a nie właścicielem. To porównanie, które przyszło mi do głowy kiedy pracowałem tutaj w weekendy, a po weekendzie jadę do klasztoru Bodhinyana i tam pracuję, a potem przychodzę tutaj uczyć, żadnego odpoczynku, ciągle praca. Kiedy ludzie przychodzą do klasztoru Bodhinyana, to są zrelaksowani, przyjemnie spędzają czas, mówią, że to wszystko takie piękne, można medytować i robić co się chce, a ja muszę siedzieć i odpowiadać na głupie pytania, odprawiać te wszystkie ceremonie i opiekować się mnichami – to dużo pracy, i to siedem dni w tygodniu. I kiedy ludzie zachwycali się, jakie to piękne miejsce, ja im nie wierzyłem. Jak to, piękne i spokojne miejsce? Wiecie, ile to wymaga pracy? I zdałem sobie sprawę, że chyba coś przegapiam. Nie zauważałem spokoju i piękna klasztoru, w którym mieszkam. Więc postanowiłem co jakiś czas udawać, że jestem gościem. Więc w poniedziałek rano przespacerowałem się po klasztorze, ale nie jako opat. Ktoś podszedł i mówi: „Ajahn Brahm, chciałem zapytać o medytacje” – „Przepraszam, ale ja tu tylko zwiedzam”. „Trzeba zrobić to i tamto” – „Przykro mi, tylko zwiedzam”.

Bo jeśli idziesz do czyjegoś domu, to czy zmywasz za niego naczynia? Wchodzisz i mówisz, „pozmywam naczynia”, albo „skoszę trawę”? Nie robisz tego, nie po to tam jesteś, to ich dom. Zauważyliście, że kiedy odwiedzacie innych, możecie się wyluzować i odpocząć? Ale nie we własnym domu? Albo kiedy przychodzicie tutaj, a to miejsce też do was nie należy, tak jak ci biedacy z komitetu – nie wiem, gdzie oni poszli, pewnie odpoczywają, bo dla nich to jest miejsce pracy – oni nie mogą po prostu przyjść posiedzieć. A wy tak. Możemy się zrelaksować tylko w miejscach, które do nas nie należą.

Więc kiedy przeżywacie jakiś stres, to przez kilka godzin w tygodniu – chyba już wiele razy o tym mówiłem – we własnym domu przez dwie godziny udawajcie, że jesteście gośćmi. Patrzcie na swój dom oczami gościa. Cieszcie się nim tak, jakbyście tylko przyszli z wizytą. I dzięki temu będziecie mogli się rozluźnić, przestać być właścicielem i dobrze się bawić.

Do czego zmierzam? To samo można zrobić z przeszłością i z własnym umysłem: spójrz na swój umysł tak, jakbyś był tylko gościem. Nie należy do ciebie. Ty tu tylko zwiedzasz; tak jakbyś zajrzał na chwilę do cudzego umysłu. Łatwo jest powiedzieć innym, że mają sobie odpuścić. Ale jeśli jesteś gościem, to ty też możesz się uwolnić od całej tej przeszłości. Tylko jeśli myślisz, że jesteś właścicielem, możesz mieć z tym trudność. To jest podstawowy powód, dla którego nie możemy się uwolnić od bolesnego syfu przeszłości. Bo uznaliśmy się za jego właścicieli. To mój umysł, oto kim jestem, i nie pozwolę sobie tego odebrać. To niesamowite, że tak się tego trzymamy.

Buddyzm zakłada, że cały czas jesteśmy gośćmi; gościmy w naszych ciałach przez kilkadziesiąt lat, a potem je odpuszczamy. Nasze ciała nie należą do nas. Jeśli myślisz, że twoje ciało należy do ciebie, jedź na cmentarz i popatrz na tych wszystkich ludzi, którzy myśleli, że są właścicielami swoich ciał. Oni też odeszli. Jesteśmy tylko gośćmi w tych ciałach. Przez sześćdziesiąt-siedemdziesiąt lat, może mniej. Nie jest twoje. Pamiętaj o tym, a wtedy poczujesz się w swoim ciele o wiele lepiej. To nie moje, ja tu tylko na chwilę.

Nie musisz myć zębów, nie musisz czesać włosów – to nie moje ciało, jestem gościem i odpoczywam. A umysł? To samo. Nie jestem właścicielem własnego umysłu, jestem gościem, mogę robić co chcę.

Mówię to często ludziom którzy medytują: zostaw swój umysł w spokoju, nie należy do ciebie. Niech robi co chce. To niesamowite, jaki spokój i wolność wypełnia ludzi, kiedy zdają sobie sprawę, że ich umysł nie jest ich własnością. Nie mają już nic do zrobienia, nie starają się ulepszyć mojego klasztoru, zrobić większych pokoi, większej sali, większego tego i tamtego. Jeśli coś do ciebie nie należy, jesteś wolny. To jeden z powodów, dla których lubię wyjeżdżać za granicę. Lubię odwiedzać inne świątynie, bo mogę się zrelaksować. Naprawdę.

Popatrzcie więc na własny umysł udając, że zwiedzacie umysł kogoś innego. Udawajcie. Będzie wam łatwiej uwolnić się od przeszłości. Tak jak zawsze mówisz innym. „Nieważne, co ktoś zrobił. Zaakceptuj to. Nie wiadomo, dlaczego tak zrobił, pewnie miał swoje powody, wszystko ma dwie strony”.

To mi przypomina o takim powiedzeniu, bardzo mądrym – często zapominam takie rzeczy, ale od czasu do czasu coś mi wpadnie do głowy: „nieważne jak cienko coś pokroisz, to i tak będzie miało dwie strony”. Taka zgrabna sentencja: niezależnie jak cienko kroisz, wszystko ma dwie strony. Nieważne jak bardzo drążysz i próbujesz dociec prawdy, prawda i tak ma dwie strony. I to jest piękne. Dobrze być tego świadomym. Ludziom się wydaje, że prawda jest jedna, ma tylko jedną stronę, ale tak naprawdę ma dwie. Moją stronę i twoją stronę. I zawsze tak będzie.

Przez to nie możemy powiedzieć: „ty się mylisz, ja mam rację”, albo „ja się mylę, ty masz rację” – bo zawsze są dwie strony. Więc akceptujmy i bądźmy otwarci na to co robią; nawet jeśli tego nie rozumiemy, to pewnie mieli swoje powody, nie są złymi ludźmi, więc OK, akceptuję to.

Łatwo mi to teraz mówić. Ale jeśli myślę o wszystkich ludziach, którzy mnie skrzywdzili, wszystkich tych okropnych osobach, które uprzykrzyły mi życie, wszystkich tych, którym dzwonią komórki podczas medytacji – ojjj… Nie, na rany koguta, nie myślcie tak, dajcie im trochę luzu. I jako gość, jestem w stanie to odpuścić. Jako właściciel, mam z tym problem.

Czasem ludzie mówią, że jestem Dyktatorem Duchowym Buddyjskiego Towarzystwa Stanu Australia Zachodnia – to żart, mój tytuł to Dyrektor Ds. Duchowych – ale to nieprawda, człowiek niczego nie posiada. A kiedy się nic nie posiada, to niesamowicie łatwo jest po prostu pozwolić rzeczom się dziać, i uwolnić się od wydarzeń. Czy macie w pracy jędzowatego szefa? Który – albo która – chce zawsze wszystko kontrolować? Widzę, że kiwacie głowami, znacie takich ludzi.

Czcigodny Chunda może potwierdzić, że jestem jednym z tych opatów, którzy niewiele kontrolują – jednym z powodów jest to, że często jestem poza klasztorem – ale wszystko działa sprawnie i gładko, pozwalam mnichom załatwiać różne rzeczy, bo nie mam obsesji na punkcie kontroli. Mnisi nie są moją własnością, wy nie jesteście moją własnością; nie mam zamiaru dyktować wam co macie robić. Nie jestem jak papież, który mówi: to jest złe, nie rób tego więcej. Nie robię takich rzeczy, bo nie uważam się za właściciela. Jestem tutaj tylko gościem; jestem tylko gościem na świecie, który do mnie nie należy, więc mogę się nim cieszyć.

Kiedy myślę o przeszłości, to składam w niej tylko wizytę. Nie należy do mnie, więc mogę się od niej uwolnić. I przez to mogę się nią cieszyć, jak każdą inną wizytą. Kiedy jedziecie do jakiegoś kraju, możecie wybrać, którą część tego kraju odwiedzicie. Możecie jechać w góry, albo nad rzekę, albo nad morze; albo możecie wybrać się na wysypisko odpadów atomowych. Jadąc do Japonii, macie wybór: Fukushima albo jakaś piękna, buddyjska świątynia. Co chcielibyście zobaczyć w Japonii? Miejsce katastrofy elektrowni czy pięknej, egzotycznej świątyni buddyjskiej? Które z tych miejsc wolicie?

Kiedy wychodzicie na kolację, wolicie odwiedzić wspaniałą restaurację czy iść do śmietnika z tyłu supermarketu? Co wolicie? Możecie wybierać, co odwiedzicie. Możecie też wybierać, co odwiedzicie w swojej przeszłości. Możecie się nią cieszyć, zamiast tylko ciągle posiadać różne rzeczy.

Nauka uwalniania polega na tym, żeby nauczyć się nie posiadać własnej przeszłości, a zamiast tego być gościem, bo wtedy możemy przeżywać rzeczy o wiele bardziej pozytywnie. Nie musisz ciągle czegoś naprawiać. To jest jeden z problemów z ludźmi. Ciągle coś naprawiają. Przeszłość? Naprawić. Rozwiązać problemy. Przyszłość? Też trzeba naprawić. Zauważyliście, że im bardziej staracie się naprawić przyszłość, tym większy bałagan robicie? Zostawcie ją w spokoju, tak jest lepiej.

Byłem w tym ośrodku medytacyjnym w Malezji; jego teren to siedem akrów. Zapytali mnie jakie duże jest moje centrum w Australii? 140 akrów. „140 akrów? Utrzymanie siedmiu akrów zabiera nam tyle czasu, jak pielęgnujecie 140?” Nie pielęgnujemy. Po prostu pozwoliliśmy, żeby zajęła się tym natura. I świetnie jej to wychodzi. Pozwoliliśmy jej działać i o wiele lepiej to wygląda.

Parki wyglądają przyjemnie, są trawniki i w ogóle, ale wyobraźcie sobie prawdziwy las. Co byście woleli? Wymuskane trawniki pola golfowego, czy – my właściwie w ogóle nie mamy trawników. Kiedyś mieliśmy, ale zarósł chwastami. Co wolicie? Przyrodę, czy coś przyciętego pod linijkę? Z jaką dziewczyną wolelibyście się umówić? Z tą, która ma zrobiony manicure, czy z tą, która nie pielęgnuje paznokci?

Chcę powiedzieć, że jak tylko zaczynacie coś poprawiać, to zazwyczaj kończy się to źle. Więc po prostu dajcie rzeczom płynąć swobodnie. Tak samo z przeszłością: nie starajcie się czegoś w niej zmieniać, niech po prostu jest.

W klasztorze Bodhinyana, przy swoim stanowisku, mam obrazek przedstawiający mojego guru jeśli chodzi o zarządzania; za każdym razem kiedy mam problem z zarządzeniem klasztorem albo mnichami, patrzę na tę kartkę. Ci z mojego pokolenia mogą pamiętać tą postać z lat 60-tych – to był oficer w obozie jenieckim w Niemczech, sierżant Schultz z serialu „Hogan’s Heroes”. Jego zadaniem było pilnować więźniów, ale jak tylko widział, że idą do pubu na piwo, zakrywał oczy i mówił: „nic nie widzę, nic nie widzę, nic nie widzę”. To mój styl zarządzania. I mój styl patrzenia na przeszłość. Bolesne wspomnienie? „Nic nie widzę, nic nie pamiętam”. To nie jest życie w zaprzeczeniu, to po prostu znaczy, że nie zbierasz syfu. Daj temu minąć, przestań wszystko kontrolować, nic do ciebie nie należy. Mnisi zrobią co chcą, oni są odpowiedzialni za siebie, ty też jesteś za siebie odpowiedzialny; jest tylko zła kamma i dobra kamma.

Wszystko zależy od ciebie. Ludzie cię skrzywdzili, zrobili coś złego, więc przychodzi zła kamma; ty nie musisz się o to martwić. Możesz się od tego uwolnić. Bo inni nie są twoją własnością. Twoja przeszłość nie jest twoją własnością. Jesteś tylko gościem. Jesteś gościem w głębokiej studni, w której tym trudniej cokolwiek dostrzec, im dalej to coś jest od chwili obecnej. Zaakceptuj ludzi i nie trzymaj się tego, co się wydarzyło. Nie rób z przeszłości swojej własności; odwiedzaj ją co jakiś czas, ale nie kontroluj jej. Uwolnij się, a poczujesz się lepiej ze swoimi wspomnieniami.

To takie moje refleksje na temat tego, dlaczego ludzie uniemożliwiają sobie samym czerpanie radości z chwili obecnej, z życia, z dnia dzisiejszego. Bo wciąż trzymają w rękach ból przeszłości. Proszę, opuśćcie to więzienie. Można i należy to zrobić. Wiele osób to robi. Wy też możecie. Dziękuję za uwagę.

Sadhu, sadhu, sadhu!

Jakieś pytania albo komentarze na temat uwalniania się od przeszłości? Jest tu młody człowiek który może szybko podbiec z mikrofonem. Ale zaczniemy od trzech pytań.

Q 1: Pierwsze jest z Holandii. „Jeśli doświadczasz czegoś bardzo złego, i odczuwasz w związku z tym intensywne emocje, jak sprawić, żeby te emocje nie stanęły na drodze do uzdrowienia?”

AB: Wiele z tych emocji jest nam narzucanym przez naszą kulturę. Tak jak z żałobą. Kiedy ktoś mówi: „dziś zmarł mój ojciec”, to inni mówią: „ojej, tak mi przykro, moje kondolencje”. Co jeśli czyjś ojciec był potworem? „Nie jest mi przykro. Hurra”.

Historia z mojego życia: półtora roku temu umarła moja matka. Ludzie mówili: „bardzo mi przykro, że twoja matka umarła”. Jak to? Czy wy wiecie, jak żyła moja matka? Przez trzy lata miała demencję. Jej śmierć to było wyzwolenie, więc byłem szczęśliwy, że wreszcie jest wolna. Więc czemu odczuwamy emocje, które są nam narzucone kulturowo, bez zastanowienia: ktoś umarł, więc to jest straszne. Naprawdę? Lubię podważać takie normy. Pamiętam, że kiedy umarł mój ojciec, moja matka radziła sobie z tym dobrze, aż jej szwagierka przytuliła ją i zaczęła się nad nią użalać. Wtedy moja matka się załamała. Znałem ją i wiedziałem, że po prostu robiła to, czego od niej oczekiwano. Nie była w żałobie, ale ludzie oczekiwali, że będzie płakać, więc to zrobiła.

Tak często jest z emocjami. „Idziesz do więzienia? To okropne!” Dlaczego? Może to będzie dobre doświadczenie. Weźmy naprawdę straszne doświadczenia, jak gwałt. Co ja wiem o gwałcie? Jestem facetem, nigdy nie zostałem zgwałcony. Ale nie musimy mówić, że to coś strasznego. To tak jak z tą kobietą, o której ktoś mi opowiadał, która powiedziała, że nie byłaby tym, kim jest dziś, bez tego doświadczenia. To jest wyjście z emocjonalnego więzienia. Ucieczka od emocji, które oczekuje się, że będziesz odczuwać w odpowiedzi na sytuacje w życiu, które są uważane za trudne. Odczuwaj własne emocje, nie te, które narzuca ci społeczeństwo. Kiedy jesteś w stanie to zrobić, wtedy jesteś wolny. Ludzie mówią: „o, to musi być okropne”. Nie róbcie tego. „To musiało być okropne – co za okropne doświadczenie – to ja czuje się z tym okropnie”.

Kiedyś podczas spaceru w Tajlandii wdepnąłem w gwóźdź; wszedł mi na kilka cali w stopę. Nie bolało, aż do chwili gdy mnich, który był ze mną powiedział: „ojej, to musi boleć”. I wtedy zaczęło boleć. Tak się często dzieje: ktoś mówi „oj, to pewnie bardzo boli”, a ty wtedy zaczynasz płakać. Tak to działa, więc bądźmy ostrożni z narzucaniem własnych emocji innym ludziom. Oczekujemy jakichś emocji i mówimy im, co mają czuć.

Nie wiem, co tobie się przytrafiło, ale ja jestem odważny, i jeśli ktoś mówi, że został zgwałcony, to ja mówię: „bardzo dobrze”. Ludzie są w szoku. „Jak to, nie ma pan za grosz współczucia?” Mam współczucie. Dlatego daję ci swobodę spojrzenia na to z innej perspektywy.

Ludzie zawsze narzucają te same reakcje emocjonalne na wydarzenia w życiu. Załóżmy, że dostałeś mandat za przekroczenie prędkości. „Co za pech”. To nie pech, to szczęście. Dobrze się złożyło, że dzisiaj złapali cię za szybką jazdę; być może uratowało ci to życie.

Widzicie, jak wszystko można odwrócić? Przyjrzyj się tym emocjom: są naprawdę twoje, czy zostały ci narzucone przez społeczeństwo, przez oczekiwania innych ludzi? Jak już będziesz to wiedzieć, możesz się od nich uwolnić. To dość duża zmiana w myśleniu, ale w ten sposób właśnie można się pozbyć tych emocji, które otaczają to, co ci się przytrafiło – co zresztą określasz jako „bardzo złe”. Myślenie o tym, jako o czymś złym wzmacnia te negatywne emocje.

Jest taka historia o królu, który odciął sobie palec: to dobrze czy źle? Znacie tą historię? Król stracił palec, a lekarz raz mówił, że to dobrze, a raz, że to źle. Jeśli tego nie znacie, to nie przychodziliście w tym roku, bo opowiadałem to już sześć albo siedem razy.

Q 2: „Ajahn Brahm, chciałabym uwolnić się od bolesnej przeszłości, ale mam nawroty bolesnych wspomnień, których nie jestem w stanie kontrolować, i to wytrąca mnie bardzo z równowagi. Co możesz mi poradzić?”

AB: Nie możesz panować nad nawrotami, ale możesz zapanować nad wytrącaniem z równowagi. Pozwól żeby te przebłyski przychodziły, popatrz na nie inaczej i zmień swoje podejście do nich. Nie reaguj strachem i nie odrzucaj ich, bo to wzmacnia poczucie, że są czymś negatywnym; one przychodzą po to, żeby cię czegoś nauczyć, pomóc ci zrozumieć to, co się wydarzyło, i nie potrzebujesz postrzegać ich jako źródło stresu. Możesz spojrzeć na nie inaczej – na przykład jako na bóle wzrostowe. Ból czasami oznacza rozwój. Można to też porównać do zimy na północnej półkuli, kiedy wszystko wydaje się martwe, nic nie rośnie, wydaje się, że nie ma życia, nadziei, piękna, nie ma liści na drzewach, nie ma kwiatów, wszystko jest martwe, ale wszyscy wiedzą, że nasiona czekają pod ziemią, aż zrobi się cieplej i spadnie pierwszy deszcz, a wtedy życie wróci. To piękny widok. Czasami w śmierci jest obietnica piękna i życia.

Ból jest jak kwiat tuż przed tym, jak rozkwitnie. To musi boleć, kiedy te wszystkie płatki rosną i rosną, a zewnętrzna otoczka, w której są zamknięte, jest coraz bardziej rozpierana – ile siły jest w tym kwiecie, jakie to musi być bolesne. Aż nagle, to wszystko pęka i powstaje kwiat. Albo ból, kiedy dziecko przychodzi na świat. Tyle bólu, a później pojawia się to niesamowite stworzenie.

Czasem tak właśnie możemy zacząć patrzeć na ból. Jako na coś pięknego, jako na zimę przed wiosną. Bóle wzrostowe życia. Pozwól więc temu bólowi przyjść. Nie patrz na to jako coś złego. Zmień perspektywę, z której patrzysz na te przebłyski. One cię zabierają w jakieś miejsce, które jest dla ciebie ważne. Kształtują to, kim jesteś. Są jak bruzdy na korze drzewa, które sprawiają, że jest piękne.

Q 3: „Ajahn Brahm, moje życie było wcześniej bardzo udane, ale teraz jest mi trudno. Ciągle wspominam dobre czasy i popadam w desperację. Co mam zrobić?”

AB: OK. Życie jest trudne – to jest lekcja. To jest brud życia, to te odchody, które musisz przekopać, żeby stały się nawozem, na którym wyrosną drzewa. To to samo, co porównanie do ciężarówki gnoju – „Ciężarówka gnoju” to był tytuł „Opening the door of your heart” w amerykańskiej wersji. Właśnie kończę kolejną książkę, i zastanawialiśmy się w klasztorze Bodhinyana jak ją nazwać, i padła sugestia „Kolejna ciężarówka gnoju”. Albo „Znowu gnój”, to też dobry tytuł.

Jeśli doświadczasz trudności w życiu, to możesz się z nich uczyć. Dobry okres, który miałeś wcześniej, był rezultatem wcześniejszych trudności, które przekopałeś, zasadziłeś ogród, który teraz przekwita, bo nadszedł koniec sezonu i znowu nadchodzi zima, więc musisz znowu zacząć kopać w ogrodzie, a znów wszystko zacznie rosnąć. Kiedy życie jest trudne, to czas na pracę. To jest nasz nawóz. Gdyby życie zawsze było łatwe, to nigdy nic byśmy się nie nauczyli. Przechodzisz trudny okres w życiu? Świetnie. Dobrze się składa. Uczysz się. Więc nie narzekaj na trudności – zacznij kopać. Ucz się i rośnij na tych trudnościach. To ta ciężarówka gnoju, którą musisz przekopać w ogrodzie. Kop, kop, i jeszcze raz kop. Wiesz, że masz piękny ogród. A narzekanie na to, że masz ciężki okres, to ładowanie gnoju do kieszeni, do torby, za koszulę i do spodni. Jeśli wszędzie nosisz ze sobą gnój, to stracisz sporo znajomych. Bo narzekasz, jesteś negatywny, a niestety ludzie nie lubią przebywać w takim towarzystwie. Zamiast tego, przekop ten gnój. Przekop trudności, a ogród znowu zakwitnie.

Mam nadzieję, że to pomocna odpowiedź, chociaż to trudne, jeśli ma się tylko kilka linijek na tablecie, i nie wiadomo czy się dobrze zrozumiało pytanie. Więc jeśli ktoś nie uzyskał satysfakcjonującej odpowiedzi na swoje pytanie, to przepraszam, ale staram się jak mogę.

Jakieś pytania tutaj, w Perth? Nie. Czyli pytanie brzmi: „czy możemy już iść?” Odpowiedź: „OK”.

Dziękuję za uwagę. Znowu byłem w podróży, dopiero wróciłem z Malezji i jestem zmęczony, ale mam nadzieję, że mowa poszła dobrze. Możemy złożyć szacunek Buddzie, Dhammie i Sandze.


Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: BlinkListblogmarksdel.icio.usdiggFarkfeedmelinksFurlLinkaGoGoNewsVineNetvouzRedditYahooMyWebFacebook

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.3 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)

KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020


Oryginał można znaleźć na tej stronie: https://www.youtube.com/watch?v=UcSaCfuH-GU&list=UU6M_EhnSSdTG_SXUp6IAWmQ

Źródło: bswa.org

Tłumaczenie: KuHarmonii