KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Jednym z ulubionych tematów Ajaana Muna podczas nauczania Dhammy było praktykowanie Dhammy zgodnie z Dhammą – innymi słowy, zgodnie z wymaganiami Dhammy, a nie zgodnie z naszym upodobaniem czy niechęcią.

To jedno z najtrudniejszych rzeczy do przyjęcia przez ludzi, w miarę jak Dhamma dociera na Zachód. Wszędzie, gdzie się nie spojrzy, Nauka Buddhy jest przerabiana, przekształcana tak, aby wszyscy ją polubili. To, czego ludzie nie lubią, jest po cichu odcinane; a jeśli brakuje czegoś, co ludzie lubią, jest to dodawane. Potworek, który powstaje, przypomina ulepszonego komisyjnie ptaka: na początku ptak wygląda całkiem nieźle, ale potem, gdy komisja się nim zajmie, rezultat przypomina strusia bez nóg. Nie może chodzić ani latać, ale za to się sprzedaje. W kraju, gdzie prawidła demokratyzacji i gospodarki rynkowej są wszechpotężne, kwestia tego, co się sprzedaje, będzie determinować to, czym jest Dhamma - nawet jeśli to coś nie może chodzić ani latać. A kto traci? My tracimy. Dhamma nie traci; zawsze jest tym, czym jest. Ale my chcemy tu trochę dodać, tam trochę ująć i w efekcie dostajemy tylko to, co już lubimy.

Buddha wskazał cztery sposoby, w jakie ludzie schodzą z obranego kursu. Dwa z nich to podążanie za upodobaniami i niechęciami; dwa pozostałe to uleganie złudzeniom i strachowi. To wszystko odciąga od ścieżki. Idziemy w chaszcze, a potem wędrujemy nie wiadomo dokąd, tylko dlatego, że lubimy podążać za tym, co lubimy, i unikać tego, czego nie lubimy — mimo że często rzeczy, których nie lubimy to coś, czemu musimy się naprawdę uważnie przyjrzeć. Dlaczego czujemy do nich taką niechęć? A jeśli chodzi o te, które lubimy — dlaczego je lubimy? Co w nich takiego jest?

Łatwo wątpić w innych ludzi. Łatwo wątpić w nauki. Ale z jakiegoś powodu bardzo trudno jest nam podać w wątpliwość nasze skażenia – wszystkie te przekonania i z góry przyjęte poglądy, z których nie chcemy zrezygnować. Tylko wtedy, gdy jesteśmy gotowi odłożyć je na bok i zgodzimy się ze stwierdzeniem: „A może one się mylą”, możemy otworzyć się na Dhammę.

Sprowadza się to do szacunku. Buddha mówi, że powodem naszego cierpienia jest pragnienie w umyśle, a mimo to lubimy trzymać się tego pragnienia. Jesteśmy do niego przywiązani. Ze wszystkich rzeczy, do których jesteśmy przywiązani w życiu, to jest prawdopodobnie najtrudniejsze do odrzucenia: nasze przywiązanie do pragnień. To właśnie w związku z tym Buddha mówi: „Na tym polega problem”.

Więc jest to kwestia tego, jak bardzo jesteśmy gotowi cierpieć, zanim stwierdzimy: „Może Buddha ma rację?” i zaczniemy szanować Jego nauki. Wtedy odłożymy na bok szacunek dla naszych upodobań i niechęci, naszych z góry przyjętych wyobrażeń o tym, co jest właściwe, a co niewłaściwe, co jest dobre, a co złe, i zaczniemy wzbudzać w sobie szacunek do tego, co Buddha ma do powiedzenia. To dla nas wszystkich bardzo trudne, nie tylko dla Amerykanów. Jednak biorąc pod uwagę całą współczesną kulturę, musimy być szczególnie ostrożni w kwestii brania tylko tego, co lubimy, i unikania tego, czego nie lubimy jeśli chodzi o praktykowanie.

Co nas omija, gdy to robimy, skoro tak duża część praktyki jest na przekór wszystkiemu? Lubimy tworzyć dla samych siebie małe światy — nazywa się to skażeniem procesu stawania się, który fermentuje w umyśle — i jesteśmy w tym naprawdę dobrzy. Możemy stworzyć wszelkiego rodzaju światy: piękne, brzydkie, zachwycające, okropne. Filmy, które grają w kinach, są niczym w porównaniu z produkcjami, które bezustannie tworzymy w naszych umysłach. Świetnie sobie z tym radzimy. W ten sposób dostajemy naszą rozrywkę. To gra, w którą lubimy grać.

Istnieją dwie części umysłu: ta, która lubi się oszukiwać, i ta, która lubi być oszukiwana. Są jak małe dzieci bawiące się razem. „Dobra, ja będę lekarzem, ty będziesz pacjentem” albo „Ja będę lekarzem, a ty pielęgniarką” albo cokolwiek innego. Te dwie części umysłu mówią: „Dobra, pobawmy się”, a następnie zagłębiają się w udawanie. Robimy to niemal profesjonalnie, każdego dnia.

Kiedy zabieramy się do praktyki, chcemy, aby była to jeszcze jedna fajna rzecz do zrobienia, chcemy się rozerwać, więc kiedy mówi się nam, by zdekonstruować te mechanizmy, okazuje się to bardzo trudne. Potrafimy składać, tworzyć te światy, ale celowe wychodzenie z nich jest mozolne. Dopiero gdy zaczynamy sobie uświadamiać, że im bardziej tworzymy ciągi myślowe, za którymi uwielbiamy podążać tam i z powrotem, tym więcej sprawiamy sobie cierpienia. Wtedy zaczynamy się zastanawiać: może jest wyjście; może jest coś lepszego.

Buddha naucza o tym, co nazywa się transcendentnym współzależnym powstawaniem. Zaczyna się to od standardowego łańcucha współzależnego powstawania aż do cierpienia. Wtedy jednak dodane jest kolejne ogniwo: „oparte na cierpieniu powstaje zawierzenie”. Musisz wycierpieć tyle, by w pewnym momencie powiedzieć: „Musi być z tego wyjście”. I szukasz tego wyjścia. Tym razem podchodzisz do tego poważnie. Jesteś gotów ponieść wszelkie konieczne poświęcenia, nawet jeśli oznacza to poświęcenie swojej dumy, poświęcenie przywiązania do swojego pragnienia, poświęcenie wszystkich tych małych światów, które tworzysz dla samego siebie, aby wypełnić dzień. Chcesz przejrzeć przez ten proces.

Nie jest to łatwe, ale rezultaty są lepsze, niż można sobie wyobrazić. Do tej pory żyłeś w wyimaginowanych światach i spójrz, dokąd cię to zaprowadziło: niezbyt daleko. Ale jeśli nauczysz się wychodzić poza nie, odkryjesz, że rzeczywistość jest o wiele szersza niż mógłbyś sobie wyobrazić. Już po pierwszych etapach, kiedy umysł osiada w stanach skupienia, odkrywasz, że jeśli cokolwiek przedstawia się jako temat dyskusji w umyśle lub jego pracy, możesz po prostu powiedzieć: „Nie, nie jestem zainteresowany”. Możesz ten obiekt zestrzelić, wymazać, wyrzucić poza zasięg swojej świadomości. To daje duże poczucie przestrzeni. Nawet na tym poziomie zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego procesu, który śledzimy od tak dawna: „Może Buddha ma rację; może jest wyjście”.

Od czasu do czasu recytujemy teksty odnoszące się do szacunku dla skupienia. Naucz się szanować to spokojne miejsce w umyśle, miejsce, które nie tworzy ciekawych pomysłów, nie prowadzi żadnej interesującej rozmowy. To bardzo ciche, spokojne miejsce w umyśle, który jeszcze nigdzie nie osiadł. Pozwól umysłowi osiąść na oddechu i pozostań tam. Złap go, jeśli wydaje się, że zmierza w innym kierunku. Przyprowadź go z powrotem. Naucz się, jak utrzymywać go w tym miejscu. Innymi słowy, gdy tylko wydaje się, że chce się poruszyć, aby coś chwycić, po prostu go zatrzymaj, a następnie pozwól mu się zrelaksować w tej pozycji i w niej pozostań. Być może umysł będzie narzekał: „Cóż, nie dzieje się tu nic ciekawego, to dość głupie.” Dobra, po prostu pozwól mu narzekać, ale nie słuchaj go. Po pewnym czasie, gdy będziesz ćwiczył się, by poczuć się bardziej komfortowo w tym cichym miejscu, nie będziesz musiał już tak usilnie utrzymywać tam umysłu. Dopasujesz się naturalnie, ponieważ jest to dobre miejsce.

Naucz się rozwijać tę bardzo ważną umiejętność — gotowość do rezygnacji z normalnych wewnętrznych rozmów i podjęcia się czegoś naprawdę nowego. Aby tego spróbować, potrzeba nieco wyobraźni. Aby tam pozostawać potrzeba dużo uważności i czujności, ponieważ jesteśmy bardzo dobrzy w natychmiastowym tworzeniu małych światów, w pozwalaniu, by te rzeczy bulgotały i wypływały. Problem polega na tym, że ciągle bulgoczą i wypływają, aż ich powódź cię przytłacza . Słowo asava, skażenia czyli wypływy, wycieki, fermentacje, mieści cztery odmiany — skażenie umysłu jakim jest pragnienie przyjemności zmysłowych, stawanie się, poglądy i niewiedza. Tyle samo jest rodzajów ogha, czyli powodzi, które, gdy wypływają, mogą zatopić umysł. Naucz się, jak utrzymywać głowę nad wodą. Naucz się, jak kontrolować te skażenia.

Jeśli zamierzasz stworzyć coś w umyśle, stwórz poczucie bezruchu, wyśrodkowania, rozszerzonej świadomości. Pracuj nad tym, ponieważ wówczas bierzesz te surowce, swoje tendencje do tworzenia czegoś dobrego, i obracasz je we właściwym kierunku. Łączysz te tendencje z Dhammą, która wskazuje wyjście. Mówi: „Patrz! Do wolności idzie się w tym kierunku”.

Próbowałeś wielu innych rzeczy; dlaczego nie spróbujesz podejść do tego naprawdę poważnie?

O autorze

Thanissaro06.jpg

Thanissaro Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Thanissaro Bhikkhu (Geoffrey DeGraff) (1949 - ) jest amerykańskim buddyjskim mnichem tajskiej leśnej tradycji Kammatthana. Po ukończeniu historii europejskiej w Oberlin College w 1971 roku wyjechał do Tajlandii gdzie uczył się medytacji u Ajaana Fuang Jotiko, ucznia Ajaana Lee.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: rozdział książki "Meditations 2: Dhamma Talks"
Copyright © 2006 Thanissaro Bhikkhu.
Access to Insight edition © 2013

Tłumaczenie: Bartek Pełka
Redakcja polska: Bartosz Klimas
Czyta: Aleksander Bromberek

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/