KLIKNIJ TUTAJ - POSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUDZIE

Jedną z trudniejszych, a bardzo ważnych umiejętności, które musimy w sobie wykształcić jako medytujący, jest nauczenie się, jak być rozsądnym, ale bez osądzania. Aby rozwinąć tę zdolność, należy najpierw się zastanowić nad różnicą pomiędzy byciem rozsądnym a byciem osądzającym.

Osądzanie to próba pozbycia się czegoś, czego nie rozumiemy i prawdopodobnie nawet nie chcemy zrozumieć. Dostrzegamy coś, co się nam nie podoba i próbujmy to od siebie odepchnąć lub unicestwić, zdusić, nie poświęcając czasu na zrozumienie problemu. Jesteśmy niecierpliwi. Cokolwiek osądzamy, po prostu chcemy się tego szybko pozbyć. Bycie rozsądnym wymaga za to cierpliwości i zrozumienia. Rozsądny wybór to ten, którego dokonaliśmy po rozważeniu wszystkich możliwości i po zapoznaniu się ze wszystkimi stronami danego zagadnienia. Wtedy wybór bazuje na wiedzy, bo nie ulegamy chciwości, niechęci czy złudzeniu.

Gdy Buddha objaśniał Cztery Szlachetne Prawdy, mówił, że naszym zadaniem odnośnie do pierwszej z nich – prawdzie o cierpieniu – jest jej zrozumienie. Bardzo często traktujemy ból tak samo jak wszystko, czego nie lubimy. Chcemy się tego czegoś pozbyć tak szybko, jak to możliwe, bez poświęcenia nawet chwili na zrozumienie, czym to jest. Zatem podczas praktyki medytacyjnej chcemy się nauczyć, jak nie osądzać tego, czego w sobie nie lubimy. Uczymy się cierpliwości i tego, jak patrzeć na nielubiane rzeczy wystarczająco długo, by poradzić sobie z nimi w rozsądny sposób, czyli przez zrozumienie. Dajemy im przestrzeń, dzięki czemu jesteśmy w stanie je obserwować, a także zrozumieć, by w końcu orzec, że są naprawdę nieumiejętne i że nie chcemy, by dłużej trwały w umyśle, możemy się ich pozbyć, starannie i skutecznie.

Głównym problemem osądzania jest brak skuteczności. Próbujemy zdusić niektóre zjawiska, a one i tak się pojawiają gdzie indziej, tak jak w starym horrorze pt. „Coś” [„The Thing” (1982)]. Tytułowe „coś” mogło pozostawać w ukryciu, by po chwili niespodziewanie pojawić się gdzie indziej. Odetniesz wrogowi jedną głowę, zniszczysz jedną tożsamość, ale niewidoczne macki potwora wystrzelą w innym miejscu i w jeszcze groźniejszej postaci. Tak samo się dzieje, gdy staramy się usunąć z naszego umysłu coś, czego nie rozumiemy – kiedy nie znamy przyczyn ani pochodzenia naszych problemów.

Bycie rozsądnym jest bardziej efektywne i precyzyjne. Widzimy, co w umyśle jest prawdziwie umiejętne, a co nie, i uczymy się, jak to rozróżniać. Często nasze umiejętne i nieumiejętne zachowania splatają się ze sobą. Cechy, których w sobie nie lubimy, mają też pozytywne aspekty, ale my tego nie zauważamy. Skupiamy się na tym, czego nie lubimy lub czego się boimy. I cała sytuacja znowu kończy się próbą zduszenia w sobie wszystkiego – tego, co złe wraz z tym, co dobre.

Dlatego właśnie medytujemy – by zrobić krok w tył, by cierpliwie obserwować, by móc zobaczyć zjawiska takimi, jakimi są, i skutecznie sobie z nimi radzić. Praktyka skupiania daje nam wygodne ześrodkowanie w naszej uważności, dzięki czemu możemy odpocząć i poczuć się mniej zagrożeni przez zjawiska, które obserwujemy. Kiedy czujemy się mniej zagrożeni i przytłoczeni, znajdujemy w sobie siłę, która pomaga z cierpliwością patrzeć na to, co dzieje się w umyśle i rozwinąć odpowiednie postawy względem tego, co jest w nas umiejętne, a co nie jest.

To moment, w którym pojawiają się cztery wzniosłe stany. W latach 70. czytałem książkę, której autor próbował zorganizować wszystko wokół Czterech Szlachetnych Prawd, ale nie mógł zrozumieć, w jaki sposób cztery wzniosłe stany wpisują się w ramy Czterech Prawd. Zdawało się, że te stany w żaden sposób nie łączą się z Prawdami, więc autor postanowił potraktować je jako zupełnie odrębny temat. W rzeczywistości cztery wzniosłe stany są podstawą całej praktyki. To z ich powodu Buddha skupił się w swoim nauczaniu na Czterech Szlachetnych Prawdach. Potrzebujemy miłującej dobroci, by zainteresować się kwestią cierpienia, ponieważ chcemy znaleźć skuteczny sposób, by sobie z nim poradzić. Dzięki miłującej dobroci dla siebie i innych, chcemy pozbyć się cierpienia i doświadczyć szczęścia. Jako medytujący próbujemy posłużyć się tą postawą, tym pragnieniem, żeby zbudować w sobie silne centrum, którego potrzebujemy podczas pracy nad szczęściem. Jeśli jednak obce jest ci podstawowe uczucie miłującej dobroci, doświadczysz trudności, próbując wskrzesić w sobie energię niezbędną do doskonalenia skupienia, do trzymania się oddechu i powracania do niego bez względu na to, ile razy się rozproszysz.

Powiesz, że wolałbyś być na nieco bardziej zaawansowanym poziomie, niż ten, na którym nieustannie musisz trzymać umysł na wodzy. Chciałbyś usiąść do medytacji i voilà, oto i ona: pierwsza jhāna. Ale gdy to się szybko nie wydarza, zaczynasz się frustrować. Odłóż tę frustrację na bok. Odłóż dumę i jej mroczną stronę, czyli wstyd. Tak więc odpuść to i przypomnij sobie, że tak po prostu jest, a ty jesteś tu gdzie jesteś, i bądź chętny do przywracania umysłu, wracania i wykonywania tych wszystkich łatwych zadań. Ludzie, którzy stają się mistrzami w jakiejś dziedzinie, to właśnie ci, którzy wracają do podstaw, by dopracowywać proste działania, powtarzając je wciąż i wciąż. Najwięcej można się nauczyć dzięki obserwacji i cierpliwemu stawianiu małych kroków.

Te kroki nie są jednak mechanicznym procesem, którym musisz jak najszybciej zrównać z ziemią wszystkie przeszkody na swojej drodze. Powinieneś zwracać uwagę na to, co robisz, nawet jeśli nie wszystko idzie dobrze. Przyjrzyj się zwłaszcza temu, jak umysł odpływa i w jaki sposób przywracasz go do uważności. Nauczysz się z tego ogromnie dużo. Jednak w każdym przypadku fundamentem musi być postawa miłującej dobroci. Jeśli odczuwasz frustrację, przypomnij sobie, że jesteś tutaj, ponieważ chcesz praktykować dobrą wolę, a nie frustrację. Nie chodzi o to, by znaleźć nowy powód do bicia się po głowie lub osądzania siebie. Jesteś tutaj, by robić coś dobrego. Pragniesz podarować umysłowi przestrzeń, w której może osiąść i poczuć się zrelaksowanym.

Rozwiń współczucie dla samego siebie. Pomyśl o krzywdzie, którą zadawałbyś sobie, gdybyś nie medytował. Pomyśl o cierpieniu, które mógłbyś sprawić innym, gdybyś nie medytował. Takie podejście pomaga uzmysłowić sobie, że nawet kiedy medytacja nie idzie najlepiej, to i tak jest to lepsze zajęcie, niż większość tego, co robią ludzie w całym życiu. Czas medytacji to czas dobrze spędzony.

Następnie rozwiń postawę współradości – doceniaj szczęście, którego doświadczasz dzięki praktyce, doceniaj także szczęście innych. Spośród czterech wzniosłych stanów radość ze szczęścia innych jest najmniej popularna. Często najtrudniej ją rozwinąć. Zupełnie jakby w naszych głowach odzywały się głosy nienawistników, którzy nie znoszą szczęścia innych. Czasem, gdy inni nie mogli znieść naszego szczęścia, przyjmujemy ich głosy i przez to nie ufamy naszemu własnemu zadowoleniu. Dlatego musimy przeciwstawić się tym głosom i zdać sobie sprawę, że nie ma niczego złego w byciu szczęśliwym. Powinno się to przejawiać w naszych działaniach. Może ci się wydawać, że ktoś, kto doświadcza w danej chwili szczęścia, nie zasłużył na nie swoimi obecnymi działaniami, zatem musi być coś w przeszłości, co wyjaśniałoby to. Przypomnij sobie, że rozgoryczenie nikomu nie pomaga. To, że jedni ludzie są szczęśliwi, a inni nie, wydaje się czasem niesprawiedliwe. Chociaż na moment odłóż na bok kwestię sprawiedliwości lub jej braku. Jeśli gdzieś w umyśle znajdziesz dobre samopoczucie, naucz się doceniać ten dobrostan. Jest on użyteczny.

Ludzie, którym się dobrze powodzi, często stają się nadmiernie zadowoleni z siebie, dlatego właśnie dążenie do szczęścia zazwyczaj uważane jest za samolubne. Ludzie cieszący się władzą, pięknem lub bogactwem popadają w samozadowolenie i w rezultacie zaczynają nieumiejętnie się zachowywać. Jeśli jednak zdecydujesz się podejść do szczęścia tak, jak uczył Buddha, przekonasz się, że jest użyteczne. To cecha umysłu, która może przynieść spokój, jeśli odpowiednio jej użyjesz. Ostatecznie skupienie, którego szukamy w naszej praktyce, musi wyrastać z dobrego samopoczucia. W przeciwnym wypadku nasz umysł nie będzie pozostawał w teraźniejszości. Dlatego, jeśli nauczymy się wykorzystywać dobre samopoczucie bez popadania w samozadowolenie, odkryjemy, że w odczuwaniu szczęścia nie ma niczego złego.

Buddha, jeszcze przed swoim Przebudzeniem, przez lata praktykował ascezę w dzikich ostępach leśnych. Miał wówczas bardzo niezdrowe podejście do szczęścia. Bał się go. Bał się przyjemności, obawiał się, że doprowadzi go ona do szkodliwych stanów umysłu. Poprzez dokładne rozważenie poczucia przyjemności w jhānie, uświadomił sobie, że nie ma się czego bać i że w takim rodzaju przyjemności nie ma niczego szkodliwego, wtedy był w stanie oddać się całym sobą praktyce jhān. Kiedy napotykamy trudności w trakcie praktyki, pamiętajmy, że Buddha też doświadczył ich wszystkich. Nie dzieje się z nami nic złego, to są naturalne ludzkie skłonności. Buddha był człowiekiem, więc musiał radzić sobie z naturalnymi ludzkimi odruchami. Dlatego nie jesteśmy osamotnieni, gdy próbujemy sobie z nimi poradzić. Przykład Buddhy ukazuje, że pokonanie tych tendencji jest możliwe. Co więcej, Buddha gwarantuje też, że my, istoty ludzkie, mamy już wszystko, czego potrzeba, żeby tak się stało.

W końcu dochodzimy do zrównoważenia, które jest przydatne w wielu sytuacjach. Kiedy pracujemy z umysłem podczas medytacji, a rezultaty nie przychodzą tak szybko, jak byśmy chcieli, zrównoważenie uczy nas cierpliwości. Przypomina, że zasada działania często wymaga czasu. Jeśli pracujesz nad czymś, co jest czasochłonne, postaraj się rozwinąć zrównoważenie. Pomaga to w osiągnięciu cierpliwości. Uświadom sobie, że rzeczy nie muszą wydarzać się dokładnie w taki sposób, w jaki byś chciał. Kiedy jesteś gotów przyznać, że sytuacja właśnie tak wygląda w rzeczywistości, możesz działać bardziej efektywnie. Znowu, jest to tylko kwestia cierpliwości i podarowania sobie czasu na zrozumienie sytuacji.

Kiedy pracujemy nad wzniosłymi stanami i włączamy je do medytacji, zaczynamy rozumieć, że to one dają cierpliwość, dobre samopoczucie i zdolność do pracy nad zadaniem, które pochłania dużo czasu. Czasem praktyka medytacji zdaje się wymagać bezmyślnego powtarzania w kółko: przywróć umysł do oddechu, przywróć umysł do oddechu. Dlaczego? Nie zadawaj teraz pytań, po prostu wróć do oddechu. Ale bądź przy tym uważny, bo kiedy „łapiesz” odpływający umysł, możesz nauczyć się bardzo ciekawych rzeczy. Dotrzesz do momentu, w którym zauważysz, jak umysł zaczyna uciekać i będziesz mógł wybrać: pójść za nim czy nie. Uświadomienie sobie tego momentu pomaga pozostać z oddechem. Jest to ważna lekcja odczytywania poruszeń twojego umysłu.

Ta sama zasada odnosi się do sposobu, w jaki przywracasz umysł, gdy zdasz sobie sprawę, że gdzieś powędrował. Czy jesteś w tym rozsądny czy osądzający? A kiedy odkryjesz, że osądzasz siebie, to czy możliwy jest powrót do medytacyjnego skupienia bez balastu samooskarżeń? Przywróć umysł tak po prostu i pozostaw takim, jaki jest. Tego rodzaju proste działanie uczy wiele o różnicach pomiędzy byciem rozsądnym a oceniającym. Innymi słowy, starasz się zrozumieć, co się dzieje, znajdujesz schematy, a sposób, w jaki rozkazujesz umysłowi lub próbujesz stworzyć pewne poczucie kontroli nad nim, może stać się rzeczywiście skuteczny.

Powodem, dla którego maniacy kontrolowania mają złą reputację, jest to, że są nieskuteczni. Są osądzający. Nie są rozsądni w kontrolowaniu zjawisk. Tymczasem kontrola sama w sobie nie jest zła. Jednak – podobnie jak w przypadku bycia rozsądnym – musi być sprawowana umiejętnie. A to wymaga czasu, wymaga posiadania daru obserwacji. Obserwuj to, co robisz i sprawdzaj, co z tego wynika. Jeśli coś nie działa, przyznaj się do tego i wypróbuj inny sposób. Kiedy to zrobisz, odkryjesz, że jest ci coraz łatwiej rozróżnić momenty, kiedy polegasz na rozsądku, a kiedy jesteś nadmiernie krytyczny. W tym samym czasie zaczniesz mieć lepsze wyniki w medytacji, a to dlatego, że poświęciłeś czas na obserwację i zrozumienie tego, co się dzieje.

Jednym z większych problemów we współczesnym życiu jest brak czasu. Kiedy ludzie medytują, starają się wcisnąć jak najwięcej medytacji do swych krótkich momentów wolnego czasu. Oczywiście to tylko pogłębia skłonność do samoosądzania. Dlatego trzeba pamiętać, że medytacja to projekt długoterminowy. Kiedy uzmysłowisz to sobie, łatwiej ci będzie odprężyć się nieco i popracować nad podstawami. To jak z procesem uczenia się. Jeśli postanowisz nauczyć się gry w tenisa w ciągu jednego popołudnia, będziesz grał fatalnie, nie osiągniesz oczekiwanych rezultatów. Ale jeśli zdasz sobie sprawę, że to wymaga czasu, możesz przez jakiś okres pracować tylko nad jedną umiejętnością: jak utrzymać wzrok na piłce czy nad długością zamachu. Rozłóż każdą umiejętność na czynniki pierwsze, krok po kroku. A potem z chęcią pracuj kolejno nad małymi rzeczami, krok po kroku, aż naprawdę zrozumiesz i poczujesz w kościach sens tych działań. Kiedy przyjdzie czas na podejmowanie decyzji, będzie to rozsądny wybór, a nie taki, który jest osądzający – wtedy osiągniesz pożądane efekty.

O autorze

Thanissaro06.jpg

Thanissaro Bhikkhu
zobacz inne publikacje autora

Thanissaro Bhikkhu (Geoffrey DeGraff) (1949 - ) jest amerykańskim buddyjskim mnichem tajskiej leśnej tradycji Kammatthana. Po ukończeniu historii europejskiej w Oberlin College w 1971 roku wyjechał do Tajlandii gdzie uczył się medytacji u Ajaana Fuang Jotiko, ucznia Ajaana Lee.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Oryginał można znaleźć na tej stronie: LINK

Źródło: rozdział książki "Meditations 1: Dhamma Talks"
Copyright © 2003 Thanissaro Bhikkhu.
Access to Insight edition © 2013

Tłumaczenie: Barbara Orchowska
Redakcja: Artur Kawiński, Alicja Brylińska
Czyta: Aleksander Bromberek

Image0001%20%281%29.png

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/