Rozwinięte czynniki przebudzenia: osiągnięcie bezśmiertelności

Wszystkie czynniki Przebudzenia przynoszą nadzwyczajne korzyści. Kiedy już zostaną w pełni rozwinięte, mają moc przerwania ciągu saṃsārycznego cierpienia. Tak mówią nam pisma. Oznacza to, że można całkowicie zatrzymać cykl nieustannych narodzin i śmierci istot, które są jedynie zjawiskami mentalno-fizycznymi.

Czynniki Przebudzenia dają również możliwość starcia w pył dziesięciu armii Māry, destrukcyjnych sił wewnętrznych, które trzymają nas w więzach koła cierpienia i ponownych narodzin. W tym celu Buddhowie i Przebudzeni rozwijają czynniki Przebudzenia i dzięki nim mogą wykroczyć zarówno poza rzeczywistość przyjemności zmysłowych, jak i poza rzeczywistości form subtelnych oraz poza te, które pozbawione są form.

Można by zapytać, dokąd się udajemy po wyzwoleniu od tych trzech typów rzeczywistości. Nie można powiedzieć, że później jest jakiś inny rodzaj narodzin, gdyż wraz z osiągnięciem Nibbāny ustaje cykl narodzin i śmierci. Narodziny nieuchronnie skazują nas na życie, starzenie się, chorobę i śmierć – wszystkie elementy cierpienia. Uwolnienie się od cierpienia oznacza uwolnienie się od narodzin. Inaczej nie unikniemy śmierci. Nibbāna jest wolna od narodzin, jest także wolna od śmierci.

W pełni rozwinięte czynniki Przebudzenia pozwalają joginowi osiągnąć Nibbānę. W tym wypadku można porównać je do silnego i skutecznego leku. Wspomaga on siły umysłu niezbędne do wytrzymywania życiowych wzlotów i upadków. I co więcej, często leczy choroby fizyczne i mentalne.

Nie ma żadnych gwarancji, że jeśli będziesz medytować, to wyleczysz każdą chorobę. Jednakże jest możliwe, że rozwijanie czynników Przebudzenia przyniesie ci ulgę w chorobach, nawet tych nieuleczalnych.

Oczyszczanie umysłu z chorób

Przypadłościami chorego umysłu są chciwość, niechęć, ułuda, zazdrość, skąpstwo, próżność itd. Kiedy takie siły pojawią się w umyśle, czynią go nieczystym i mętnym. Mętny umysł zacznie tworzyć zjawiska fizyczne, które będą odzwierciedlały jego mętny stan. Zamiast mieć czystą i promienną twarz, przy umyśle zmąconym negatywnością, będziesz wyglądał na przytępionego, nieszczęśliwego i niezdrowego, jakbyś oddychał zanieczyszczonym powietrzem.

Jeżeli jednak z całą siłą starasz się pobudzić przenikliwą uważność skupioną w każdej chwili na przedmiocie obserwacji, umysł całkiem naturalnie skoncentruje się na nim i nie będzie się rozpraszał. Wtedy jest obecne samādhi, czyli skupienie. Po odpowiednim czasie umysł oczyści się z więzów negatywnych tendencji. Wówczas zacznie wyłaniać się mądrość. Kiedy zaś pojawi się wgląd, umysł stanie się jeszcze czystszy, tak jakby znowu oddychał świeżym powietrzem po powrocie z miasta pełnego zgiełku.

Uważność, energia i dociekanie prowadzą do wystąpienia, w kolejnych stadiach, skupienia i wglądu. Każdy nowy wgląd jest dla umysłu jak kolejny wdech świeżego powietrza. Etap wglądu w powstawanie i przemijanie zjawisk jest początkiem dobrej, głębokiej praktyki. Umysł zaczyna być stabilizowany przez czynnik Przebudzenia, a uważność pogłębia się. Powstawanie i przemijanie obiektów obserwacji staje się doskonale wyraźne i nie ma żadnych wątpliwości co do prawdziwej natury tego, czego bezpośrednio się doświadcza.

Nagły napływ energii może sprawić, że praktykowanie wydaje się pozbawione wysiłku. Jogini mogą zrozumieć, że w chwili obecnej nawet nie ma potrzeby podejmowania jakiegoś wysiłku. Kiedy jogin bezpośrednio postrzega zarówno czystość własnego umysłu, jak i tajemnicę rzeczywistości wyłaniającej się z chwili na chwilę, ogarnia go radość i zachwyt. Po niebywałej radości następuje spokój, a umysł jest wolny od wątpliwości i zmartwień. W tak spokojnej przestrzeni można widzieć coraz bardziej wyraźnie. Kiedy ustaną wszystkie niepokoje, pogłębia się również skupienie.

Na tym poziomie praktyki naprawdę można doświadczyć zrównoważenia umysłu – umysłu niezaprzątanego przyjemnymi wrażeniami, mimo że ogarniają go nadzwyczajna radość i zachwyt. Nie wzburzają go żadne nieprzyjemne obiekty. Jogini nie odczuwają niechęci do bólu ani przywiązania do przyjemności.

Skutki odczuwane w ciele

Naturalnie siedem czynników Przebudzenia wpływa zarówno na umysł, jak i na ciało, gdyż między ciałem a umysłem istnieje bliski związek. Kiedy umysł jest naprawdę czysty i znajdują się w nim czynniki Przebudzenia, wywiera to olbrzymi wpływ na układ krążenia. Wytwarzana przez organizm nowa krew jest nadzwyczaj czysta. Przenika różne organy i narządy zmysłów, oczyszczając je. Ciało staje się świetliste i wzrasta wrażliwość zmysłów. Obiekty widzialne stają się niezwykle jasne i przejrzyste. Niektórzy jogini mogą postrzegać tak dużo światła emanującego z ich ciał, że może ono oświetlić w nocy całe pomieszczenie. Umysł także jest przepełniony światłem. Mamy zarówno wielką wiarę, jak i wiarę bezpośrednio sprawdzoną tym, co się dzieje. Umysł staje się jasny, a ciało zwinne, nawet czasami czuje się tak, jakby unosiło się w powietrzu. Często staje się wręcz nieodczuwalne, a siedzący przez wiele godzin jogin nie odczuwa żadnego bólu.

Cudowne uzdrowienia

Siła czynników Przebudzenia, zwłaszcza na głębszych poziomach praktyki, wpływa na stare choroby i nieuleczalne dolegliwości. W ośrodku w Rangunie tak zwane cudowne ozdrowienia są czymś powszechnym. Opis wszystkich takich przypadków zająłby całe tomy. Tutaj wspomnę jedynie o dwóch, wyróżniających się.

Przypadek gruźlicy

Pewien człowiek od wielu lat cierpiał na gruźlicę. Szukał pomocy zarówno u różnych lekarzy, jak i u tradycyjnych birmańskich zielarzy, spędził jakiś czas na oddziale przeciwgruźliczym głównego szpitala w Rangunie i nie mógł się wyleczyć. Przygnębiony i zdesperowany przeczuwał, że jego droga wiedzie do śmierci. Postanowił medytować w ośrodku w Rangunie, żeby wykorzystać ostatnią szansę, ale nie powiedział nic o swoim kiepskim stanie zdrowia, by nie zabroniono mu tam wstępu – mógł przecież zarazić innych joginów.

W ciągu dwóch tygodni ujawniły się z dużą siłą chroniczne symptomy jego choroby, a jego stan dodatkowo pogorszyły bolesne doznania, które na pewnym etapie praktykowania Dhammy są czymś naturalnym. Ból, jaki odczuwał, stał się tak dręczący, rozdzierający, że nie mógł w ogóle spać i przez całą noc leżał, kaszląc.

Pewnej nocy przebywałem w swoim domku i usłyszałem okropny kaszel dochodzący z kwatery tego człowieka. Zabrałem pewne birmańskie lekarstwa ziołowe na kaszel i poszedłem do niego, spodziewając się, że ulżę mu w cierpieniach spowodowanych niedawno nabytą grypą czy katarem. Człowiek leżał w swoim pokoju i był tak wyczerpany, że nie mógł odezwać się do mnie ani jednym słowem. Stojąca tam spluwaczka była pełna krwi. Zapytałem, czy chce jakieś lekarstwo, a kiedy wreszcie był w stanie mówić, przyznał się, że ma gruźlicę. Wtedy najpierw pomyślałem o tym, że mogłem się od niego zarazić.

Człowiek opowiadał dalej, przepraszał, że przybył do ośrodka, przynosząc taką niebezpieczną chorobę, ale prosił, aby pozwolono mu kontynuować praktykę: „Jeśli opuszczę to miejsce, zostanie mi tylko jedno, umrzeć” – powiedział. Te słowa mnie ujęły. Natychmiast zacząłem zachęcać go do praktyki i starałem się zainspirować. Po poddaniu go kwarantannie, żeby jego choroba nie rozniosła się po ośrodku, udzielałem mu dalszych wskazówek.

W ciągu miesiąca człowiek ten zrobił fantastyczne postępy w medytacji i pokonał gruźlicę. Opuścił ośrodek całkowicie zdrowy. Trzy lata później pojawił się w nim jako silny i zdrowy mnich. Zapytałem go wtedy, jak się czuje. Czy powróciły jakieś objawy gruźlicy lub kaszlu? „Nie – odpowiedział. – Gruźlica już nigdy się nie odnowiła. Co do kaszlu, to czasami boli mnie gardło, ale kiedy natychmiast stanę się świadomy takich wrażeń, przestaję kasłać. Dhamma jest fantastyczna, cudowna. Po zażyciu lekarstwa Dhammy jestem całkowicie zdrowy”.

Nadciśnienie pewnej kobiety

Z innym przypadkiem miałem do czynienia mniej więcej dwadzieścia lat później. Pewna kobieta mieszkająca w ośrodku była krewną jednego z pracowników. Przez długi czas cierpiała na nadciśnienie i zażywała lekarstwa od różnych doktorów. Któregoś razu przyszła do mnie, a ja zachęciłem ją do medytacji, mówiąc, że nawet jeśli umrze w trakcie praktyki, zazna wiele szczęścia w następnym wcieleniu. Mimo to zawsze miała jakieś wytłumaczenie i dalej szukała pomocy u lekarzy.

Wreszcie skarciłem ją: „Przybywa tu wielu ludzi z różnych stron, nawet z zagranicy, żeby skosztować Dhammy podczas odosobnienia w ośrodku. Taka praktyka jest głęboka, a oni mają wiele fantastycznych doznań. Żyjesz tutaj, a jeszcze nie medytowałaś w zadowalający sposób. Przypominasz mi dziko wyglądającego kamiennego lwa, który stoi obok stupy. Wiesz, że te lwy stoją zwrócone do niej plecami i nigdy nie okazują jej żadnego szacunku?”.

Kobietę dotknęła ta uwaga i postanowiła spróbować medytacji. Po krótkim czasie osiągnęła etap wielkiego bólu. Bóle wywołane chorobą i dodatkowe bóle Dhammy przysporzyły jej naprawdę wielkich cierpień. Ledwie mogła jeść lub spać. W końcu członkowie jej rodziny, którzy również mieszkali w ośrodku, mocno zaniepokoili się jej stanem zdrowia. Prosili, żeby do nich wróciła, by mogli się o nią zatroszczyć. Byłem temu przeciwny i usilnie namawiałem ją, żeby kontynuowała praktykę i żeby nie słuchała rodziny.

Jej krewni ciągle przychodzili, a ja upierałem się, by nadal medytowała. O tę kobietę toczyła się niemalże bitwa, lecz ona sama obstawała przy medytacji. Była bardzo twarda. Miała już nowe źródło inspiracji i postanowiła praktykować do końca, nawet jeśli miałaby umrzeć.

Jej bóle były niezwykle okrutne. Czuła, jakby jej mózg miał rozlecieć się na kawałki. Żyły na jej głowie pulsowały, rwały i tętniły. Cierpliwie znosiła to wszystko, po prostu obserwując ból. Niebawem jej ciało ogarnęła wysoka gorączka. Buchał z niej żar. Wreszcie pokonała te doznania, a wszystko znieruchomiało i uspokoiło się. Wygrała bitwę. Choroba nadciśnieniowa została całkowicie wyleczona, a kobieta już nigdy nie musiała zażywać żadnych lekarstw na tę dolegliwość.

Inne choroby – nie zapominaj o wyzwoleniu!

Byłem świadkiem wyleczeń skrętów kiszek, włókniaka macicy, chorób serca, raka i innych chorób. Nie ma żadnych gwarancji, że się ich pozbędziesz, chociaż mam nadzieję, że powyższe historie zachęciły cię. Mimo to, jeżeli jogin jest gorliwy, wytrwały, bohaterski i odważny w byciu świadomym bolesnych doznań wywodzących się z chorób lub dawno odniesionych ran, może w cudowny sposób ozdrowieć. Wytrwały wysiłek otwiera olbrzymie możliwości.

Medytacja satipaṭṭhāny jest nadzwyczaj użyteczna dla cierpiących na raka. Rak jest straszną chorobą. Powoduje tak wiele cierpienia i w ciele, i w umyśle. Ten, kto nabędzie biegłości w medytacji satipaṭṭhāna, może ulżyć swoim cierpieniom dzięki skupieniu się na bólu, nieważne jak okrutnym. Może umrzeć spokojną śmiercią, będąc doskonale i nieskalanie uważnym. To dobry, szlachetny rodzaj śmierci.

Obyś w pełni wykorzystał przedstawioną w tym rozdziale wiedzę o siedmiu czynnikach Przebudzenia. Obyś rozwijał w sobie każdy z tych czynników, zaczynając od uważności, a kończąc na bezstronności, byś dzięki temu stał się w pełni wyzwoloną istotą.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Tytuł oryginału: In This Very Life. The Liberation Teachings of the Buddha
Źródło: © Suddhamma Foundation 1991
Polskie wydanie: Alma Yoray
Copyright: Rony Epstein 2016
Dla upamiętnienia Almy Yoray

Tłumaczenie: Marek Tarnowski, Anna Klegon, Barbara Bolibok, Zbigniew Molski
Redakcja: Agnieszka Dacuń-Skowronek, Alicja M. Lewińska, Krystyna Szczepaniak, Marcin Fabjański
Redakcja II wydania: Alicja Brylińska, Piotr Jagodziński
Digitalizacja: Jacek Wosiński
Skład: Monika Zapisek

Image0001%20%281%29.png


Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/