HEROICZNY WYSIŁEK: TRZECI CZYNNIK OŚWIECENIA

Trzeci czynnik oświecenia - wysiłek, czyli viriya - to energia zużyta na wytrwałe i ciągłe kierowanie umysłu na przedmiot obserwacji. W języku palijskim viriya jest określana jako vīrānaṁ bhāvo, co znaczy stan bohaterów. Daje to wyobrażenie o rodzaju i wysiłku w naszej praktyce. Powinien to być heroiczny wysiłek.

Ciężko pracujący i wkładający wysiłek w pracę ludzie postępują jak bohaterowie we wszystkim, co robią. W rzeczywistości to już wysiłek sam w sobie nadaje im cechy bohaterskie. Osoba zdolna do heroicznego wysiłku będzie śmiało postępować do przodu, nie będzie się obawiała trudności, jakie napotka, wykonując wybrane zadanie. Komentatorzy pism stwierdzają, że cechą wysiłku jest wytrwała cierpliwość w obliczu cierpień i trudów. Wysiłek jest umiejętnością pozwalającą na osiągnięcie celu, nawet jeśli trzeba zacisnąć zęby.

Jogin od samego początku praktyki musi wykazać się cierpliwością i akceptacją. Ktoś, kto udaje się na odosobnienie, porzuca przyjemne nawyki i rozrywki zwykłego życia. Niewiele śpi na prowizorycznie zrobionych materacach w małej celi. Potem zrywa się i spędza dzień, próbując siedzieć nieruchomo ze skrzyżowanymi nogami przez całe godziny. Ponadto w prostej i surowej praktyce musi cierpliwie znosić niezadowolenie i tęsknotę za wygodami domu.

Ilekroć zasiądziesz do medytacji, będziesz odczuwał opór ciała i różne bóle. Powiedzmy, że przez całe godziny będziesz starał się siedzieć nieruchomo ze skrzyżowanymi nogami. Po piętnastu minutach siedzenia nadleci jakiś paskudny komar, żeby cię ukłuć. Zaczyna cię swędzieć. Ponadto zesztywniał ci kark i coraz bardziej drętwieje stopa. Możesz poczuć się rozdrażniony. Przywykłeś do życia w zbytku. Twoje ciało jest tak rozpieszczone, że zmieniasz pozycję, ilekroć odczuje ono najmniejszą niewygodę. Ale teraz niestety ciało musi pocierpieć. I ponieważ ono cierpi, cierpisz i ty.

Nieprzyjemne wrażenia mają przedziwną zdolność wyczerpania i zaprzątania umysłu. Pokusa, żeby się poddać, może być bardzo silna. Umysł mogą przepełniać racjonalizacje: „Przesunę stopę tylko odrobinę, to dobrze wpłynie na moją koncentrację". Poddanie się takiej pokusie może być jedynie kwestią czasu.

Cierpliwa wytrwałość

Powinieneś się zdobyć na heroiczny wysiłek, którego właściwością jest wytrzymałość w obliczu trudności. Jeżeli podniesiesz poziom swojej energii, twój umysł nabierze siły, by cierpliwie i odważnie znosić ból. Wysiłek może odświeżyć umysł i sprawić, że będzie świeży nawet w trudnych okolicznościach. Dodając sobie odwagi lub szukając inspiracji u przyjaciela duchowego albo przewodnika, możesz podnieść poziom swojej energii. Po zdobyciu odrobiny więcej energii umysł wzmacnia się i ponownie staje się silny.

Wsparcie dla wycieńczonego umysłu

Komentatorzy pism stwierdzają, że funkcją wysiłku jest wspieranie. Wysiłek wspiera umysł, kiedy ten usztywnia się z powodu ataków bólu. Wyobraź sobie stary, chylący się ku upadkowi dom. Niewielki poryw wiatru obróci go w gruzy. Jeżeli podeprzesz czymś jego ściany, dom będzie stał dalej. W podobny sposób umysł ogarnięty bólem może zostać wsparty przez heroiczny wysiłek i nadal, wypoczęty i czujny, może kontynuować praktykę. Każdy może osobiście doświadczyć tej korzyści.

Jogini cierpiący na chroniczne dolegliwości mogą mieć kłopoty ze zwykłą praktyką. Ciągłe borykanie się z dolegliwościami wyczerpuje energię fizyczną i mentalną, jest kosztowne i zniechęcające. Nic dziwnego, że chorzy jogini często przychodzą na rozmowy z nauczycielem pełni rozpaczy i rozczarowania. Czują, że nie robią żadnych postępów. Jedynie biją głową w mur. Wszystko wydaje się daremne. Miewają mroczne myśli, chcą się poddać, opuścić odosobnienie lub po prostu przestać medytować. Czasami mogę pomóc w tej sytuacji krótką rozmową lub słowami zachęty. Wówczas twarz jogina rozpromienia się i pomaga to na dzień lub dwa.

Koniecznie trzeba skądś czerpać zachętę i inspirację, nie tylko z samego siebie, ale też od kogoś innego, kto umie pomóc na dłużej, kto nas popchnie, gdy utkniemy w miejscu.

Heroiczny umysł: opowieść o mniszce imieniem Citta

Efektem wysiłku jest śmiały, dzielny i odważny umysł. Żeby to dobrze zilustrować, przytoczę opowieść z czasów Buddy o mniszce imieniem Citta. Pewnego dnia, gdy Citta zaczęła przyglądać się cierpieniu umysłu i ciała, ogarnęła ją nagła duchowa potrzeba. Porzuciła świeckie życie i przywdziała mnisie szaty w nadziei, że wyzwoli to ją od cierpienia. Niestety cierpiała na pewną chroniczną dolegliwość, ataki drgawek, które zdarzały się bez żadnego ostrzeżenia. Jednego dnia czuła się dobrze, a potem nagle chorowała. Na szczęście była kobietą zdeterminowaną. Pragnęła wyzwolenia i nie była osobą, która daje za wygraną. Kiedy była zdrowa, starała się z całych sił praktykować i robiła to dalej pomimo choroby, aczkolwiek mniej intensywnie. Czasami jej praktyka była bardzo dynamiczna i pełna natchnienia. Ale kiedy następował silny nawrót choroby, traciła wszystkie osiągnięcia w medytacji.

Siostry mniszki obawiały się, że Citta „przedobrzy". Ostrzegały ją, żeby dbała o zdrowie, nie forsowała się, ale Citta ignorowała to. Medytowała dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Stawała się coraz starsza i chodząc, musiała podpierać się kosturem. Jej ciało było słabe i kościste, ale umysł - trzeźwy i silny.

Pewnego dnia Citta postanowiła, że ma już dosyć tych wszystkich trudów, i podjęła niezłomną decyzję. Powiedziała do siebie: „Dzisiaj dam z siebie wszystko, w ogóle nie zważając na ciało. Pokonam wszystkie skazy albo umrę".

Citta zaczęła wspinać się na wzgórze, podpierając się kosturem. Szła krok za krokiem, bardzo uważnie. Stara, chuda i słaba musiała czasami kłaść się na ziemi i pełzać na czworaka. Lecz jej umysł był wytrwały i dzielny. Była całkowicie oddana Dhammie. Z każdym krokiem, z każdym calem ziemi, podążając na szczyt wzgórza, była uważna. Kiedy dotarła na szczyt, była wyczerpana, lecz nie straciła uważności.

Citta jeszcze raz uroczyście obiecała sobie pokonać ostatecznie wszystkie kilesa albo umrzeć. Praktykowała tak mocno, jak mogła, i tego dnia osiągnęła swój cel. Ogarnęła ją radość i zachwyt, a schodząc ze wzgórza, miała silny i jasny umysł. Była już zupełnie inną osobą od Citty, która pełzła na czworakach na szczyt. Teraz była odświeżona i silna, z jasnym i spokojnym wyrazem twarzy. Kiedy pozostałe mniszki zobaczyły Cittę, były zdumione. Pytały ją, jakiż cud ją tak odmienił. Gdy Citta opowiedziała, co się jej przydarzyło, mniszki ogarnął głęboki szacunek i podziw.

Budda rzekł: „Lepiej jest przeżyć jeden dzień w zmaganiach medytacji, niż żyć setki lat bez niej". W świecie biznesu, polityki, spraw społecznych i nauki wszyscy wybitni ludzie zawsze ciężko pracowali. Ciężka praca wyniesie cię na wyżyny w każdej dziedzinie działań. To szczera prawda. W medytacji rola wysiłku jest również oczywista. Praktykowanie wymaga wielkiego nakładu energii. Naprawdę musisz pracować, żeby wykształcić ciągłą uważność i zachowywać ją nieustannie bez chwili przerwy. W takich staraniach nie ma miejsca na lenistwo.

Żar, który powoduje, że skalania wyparowują

Budda mówił o energii jako o rodzaju żaru, ātāpa. Kiedy umysł jest pełen energii, staje się gorący. Ta mentalna temperatura może sprawić, że skalania umysłu wyparowują. Możesz porównać kilesa do wilgoci. Umysł, któremu brakuje energii, łatwo może nimi przesiąknąć i dać się przygnieść. Jednakże przy znacznym wysiłku umysł może odparować kilesa, zanim zdążą go skalać. W ten sposób, gdy umysł dzięki wysiłkowi jest pełen energii, mentalne nieczystości nie mogą go dotknąć lub choćby zbliżyć się do niego. Nie mogą go zaatakować szkodliwe stany.

Na poziomie molekularnym ciepło objawia się jako wzrastająca wibracja cząstek. Rozgrzana do czerwoności sztaba żelaza w rzeczywistości bardzo szybko wibruje, staje się elastyczna i nadaje się do obróbki. Tak samo dzieje się podczas medytacji. Kiedy wysiłek jest znaczny, wzrastające wibracje umysłu manifestują się jako jego czujność. Pełen energii umysł z łatwością i bardzo szybko przeskakuje z jednego przedmiotu obserwacji na drugi. Mając do czynienia ze zjawiskami, podgrzewa je, roztapia ułudę ich trwałości i wyraźnie widzi, że podlegają przemijaniu.

Czasami, kiedy impet osiągnięty w praktyce jest bardzo duży, wysiłek towarzyszy mu jeszcze długo potem, tak jak to się dzieje z rozgrzaną sztabą żelaza, która pozostaje czerwona jeszcze długo po wyciągnięciu z ognia. Kiedy kilesa zostają odsunięte, umysł postrzega czysto i wyraźnie to, co się dzieje. Staje się przenikliwy i bardzo łatwo umie uchwycić szczegóły pojawiających się przed nim zjawisk. Ta energiczna uważność pozwala umysłowi głęboko wnikać w przedmiot obserwacji i pozostawać w nim bez rozproszenia i rozbicia. Gdy wykształci się uważność i koncentracja, pojawia się przestrzeń dla czystej intuicyjnej percepcji i mądrości.

Pilny wysiłek wykształca i wzmacnia korzystne czynniki, takie jak uważność, koncentracja i mądrość, które z kolei przynoszą ze sobą zdrowe, szczęśliwe stany. Umysł jest jasny i przenikliwy i zaczyna głębiej wchodzić w prawdziwą naturę rzeczywistości.

Szkody wynikające z lenistwa i rozkosze wolności

Jeżeli ogarnie cię niedbalstwo i lenistwo, twoja uwaga się stępi, a w umyśle zapanują szkodliwe dla niego stany. Kiedy przestajesz być skupiony, nie dbasz już o to, czy stan twojego umysłu jest korzystny, czy nie. Sądzisz, że nie musisz już przykładać się do dalszej praktyki. Ten rodzaj zuchwalstwa, próżniaczy rodzaj śmiałości, może nad tobą zapanować i spowolnić cię. Twój umysł stanie się wówczas przytłumiony i ociężały, pełen negatywnych i niekorzystnych tendencji, jak zapleśniały koc pozostawiony na deszczu.

Zazwyczaj kilesa zaciągają umysł w sferę przyjemności zmysłowych. A zwłaszcza do lubieżności (rāga), jednego z aspektów pożądania. Ludzie, którym brakuje heroicznego wysiłku, są bezradni w szponach rāga. Pogrążają się w przyjemnościach zmysłowych. Jeżeli umysł zdobędzie się na wysiłek, może uwolnić się od tego szkodliwego pola energii. Umysł staje się wtedy bardzo lekki, tak jak rakieta, która zdołała pokonać ciążenie i wyrwała się w kosmos. Umysł uwolniony od ociężałości pożądania i niechęci ogarnia zachwyt i spokój oraz inne rozkoszne, wolne stany umysłu. Taki rodzaj rozkoszy można osiągnąć tylko własnym wysiłkiem.

Takiej wolności każdy może doświadczyć osobiście. Być może pewnego dnia medytowałeś, a ktoś w pobliżu piekł ciasteczka. Rozkoszny zapach dotarł do twoich nozdrzy. Jeśli byłeś wtedy naprawdę uważny, po prostu odnotowałeś ten zapach jako przedmiot. Wiedziałeś, że jest przyjemny, ale nie wyniknęło w związku z nim żadne przywiązanie. Nie czułeś się zmuszony, żeby wstać z poduszki i poprosić o jedno ciasteczko. Podobnie stałoby się, gdyby dotarł do ciebie jakiś nieprzyjemny przedmiot. Nie odczuwałbyś niechęci. Nie uległbyś pomieszaniu ani ułudzie. Kiedy wyraźnie widzisz naturę umysłu i materii, szkodliwe czynniki nie mogą nad tobą zapanować.

Jedzenie może być dla praktykujących medytację jedną z największych trudności, zwłaszcza podczas odosobnienia. Nie chodzi tylko o łakomstwo, ale też o to, że jogini często odczuwają odrazę wobec jedzenia. Jeżeli jogin jest naprawdę uważny, może dokonać wstrząsającego odkrycia, że jedzenie jest niemalże pozbawione smaku. W miarę pogłębiania praktyki niektórzy jogini zaczynają odczuwać, że jedzenie jest tak odrażające, iż nie są zdolni do zjedzenia więcej niż jednego lub dwóch kęsów pokarmu. Podobnie się dzieje, gdy jogin doświadcza silnego uniesienia. Uniesienie to staje się pokarmem dla jego umysłu i wtedy już całkowicie traci apetyt. Wszyscy jogini powinni spróbować przezwyciężyć te początkowe reakcje i zdobyć się na wysiłek, aby jadać odpowiedni pokarm, żeby zachować energię. Kiedy ciało jest pozbawione fizycznego pokarmu, traci siły i wigor, co w końcu uniemożliwia praktykę medytacyjną.

Można marzyć o uzyskaniu korzyści płynących z viriya, ale jeśli nie zabiegasz o nie z wysiłkiem, to powiedziane jest, że będziesz tarzał się w odrazie. Kusīta to słowo w języku palijskim oznaczające właśnie taką osobę. Na człowieka, który nie pracuje, żeby utrzymywać siebie i swoją rodzinę, inni będą patrzeć z lekceważeniem. Mogą go nazywać próżniakiem lub ubliżać mu w inny sposób. Słowo kusīta odnosi się szczególnie do takiej osoby, która jest wyszydzana. W praktyce medytacyjnej jest podobnie. Niezbędna jest energia. Jogin, który nie potrafi zdobyć się na wysiłek, żeby podołać trudnemu doświadczeniu, a zamiast tego kuli się ze strachu, może zostać nazwany tchórzem. Nie ma w nim odwagi, poczucia śmiałości ani męstwa.

Osoba leniwa żyje w nędzy i cierpieniu. Nie dość, że jest nisko oceniana przez innych, to jeszcze z łatwością mnożą się jej kilesa, ponieważ jej wysiłek jest słaby. Wówczas jej umysł atakują trzy rodzaje myśli: myśli pożądliwe, niszczycielskie i okrutne. Takie stany mentalne są deprymujące, bolesne i nieprzyjemne. Osoba leniwa łatwo może paść ofiarą innego nieprzyjemnego stanu: lenistwa i ospałości. Ponadto bez energii może być trudno przestrzegać podstawowych wskazań. Człowiek łamie wtedy wskazania na własną odpowiedzialność, traci radość i korzyści płynące z moralnej czystości.

Praktyka medytacyjna jest poważnie podważona lenistwem: okrada ono jogina z szansy wglądu w prawdziwą naturę rzeczy czy wzniesienia się umysłu na wyżyny. Dlatego też Budda powiedział, że osoba leniwa traci wiele korzyści.

Wytrwałość

Wysiłek musi charakteryzować się wytrwałością, aby mógł rozwinąć się w czynnik oświecenia. Oznacza to, że energii ani nie ubywa, ani nie wpada ona w stagnację. Zamiast tego nieustannie wzrasta. Wytrwały wysiłek chroni umysł przed złymi myślami. Jest w nim tyle energii, że lenistwo i ospałość nie mają do niego dostępu. Jogini odczuwają zarówno trwałość wskazań, które przestrzegają, jak też trwałość koncentracji i wglądu. Doświadczają korzyści wynikających z wysiłku, czyli jasnego i czystego umysłu pełnego mocy, aktywnego i tryskającego energią.

Korzyści wynikające z dobrego wysiłku staną się zrozumiałe, gdy odniesie się w medytacji jakiś znaczący sukces. Być może ktoś zaobserwował niezwykle bolesne wrażenia i zdołał w nie wniknąć, nie reagując na nie i nie ulegając mi. Umysł czuje wtedy olbrzymią satysfakcję i heroizm z powodu takiego osiągnięcia. Jogin uświadamia sobie, że dzięki wysiłkowi umysł nie uległ trudnościom, lecz przeszedł przez nie zwycięsko.

Mądra uwaga jest źródłem energii

Budda był lakoniczny w opisie tego, skąd bierze się wysiłek lub energia. Powiedział, że rodzi je mądra uwaga i mądra refleksja nad wykształceniem trzech elementów wysiłku.

Kolejne stadia energii: wyrwanie się ze sfery działania kilesa

Trzy elementy wysiłku to według Buddy wysiłek początkowy, wysiłek wyzwalający i wysiłek wytrwały.

Wysiłek początkowy jest potrzebny na początku praktyki, zwłaszcza podczas odosobnień. Na początku umysł jest przytłoczony nową sytuacją i może tęsknić za wszystkim, co pozostawił. Wchodząc na ścieżkę medytacji, zastanawiasz się nad korzyściami, które da osiągnięcie wyznaczonego zadania, i wówczas naprawdę starasz się być uważny. Kiedy jogin rozpoczyna praktykę, ma za zadanie skupiać się jedynie na paru podstawowych przedmiotach. Ma po prostu obserwować główny przedmiot, a innymi zajmować się tylko wtedy, gdy będą rozpraszać jego uwagę. To proste, choć fundamentalne przedsięwzięcie stanowi pierwszy rodzaj wysiłku, wysiłek początkowy. To tak jak z pierwszym etapem lotu rakiety, podczas którego rakieta odrywa się od ziemi.

Kiedy już ktoś potrafi przez jakiś czas utrzymywać uwagę na głównym przedmiocie, nie znaczy to jeszcze, że „lot" będzie przebiegał spokojnie. Pojawią się przeszkody, ogarniać będzie senność lub różne bolesne doznania. Ktoś może stwierdzić, że stał się niewinną ofiarą bólu, niecierpliwości, żądzy, senności i zwątpienia. Być może ktoś cieszy się już, że potrafi skupić się na głównym przedmiocie, i odczuwa już jakiś spokój i dobre samopoczucie, gdy nagle zaczynają napastować go nieprzyjemne wrażenia. W takiej sytuacji umysł wykazuje tendencję do ospałości i zniechęcenia. Wysiłek początkowy już nie wystarcza. Potrzeba dodatkowych sił, żeby zmierzyć się z bólem oraz sennością i pokonać przeszkody.

Drugi etap energii, energia wyzwalająca, przypomina drugi etap lotu rakiety, podczas którego rakieta przebija się przez ziemską atmosferę. Słowa zachęty ze strony nauczyciela mogą ci wówczas pomóc lub sam możesz zastanowić się, dlaczego dobrze jest wzbudzić w sobie energię wyzwalającą. Dysponując zachętą zewnętrzną i wewnętrzną, dokonujesz teraz skoordynowanego wysiłku, by obserwować ból. Jeżeli zdołasz znieść trudności, poczujesz się bardzo rozradowany, nastąpi przypływ energii. Będziesz gotowy podążyć za wszystkim, co znajdzie się w polu uwagi. Być może pokonasz ból w plecach albo zajmiesz się nawrotem senności i przekonasz się, że znika jak kłęby obłoków. Umysł staje się coraz bardziej prężny, czysty i jasny. Możesz odczuwać wysoki poziom energii. Jest to bezpośrednie doświadczenie działania energii wyzwalającej.

Późniejsza praktyka może przebiegać gładko, a umysł może czuć się usatysfakcjonowany. Nie bądź zaskoczony, gdy nauczyciel wyznaczy ci dodatkowe zadanie, na przykład poprosi, żebyś zwracał uwagę na kilka punktów dotykowych na ciele. Posłuży to jako wsparcie do energii podtrzymującej, trzeciego rodzaju energii. Wytrwała energia jest konieczna do pogłębienia praktyki i skierowania cię ku twojemu celowi. Przypomina to trzeci etap lotu rakiety, podczas którego energia potrzebna jest do opuszczenia pola przyciągania ziemskiego. W miarę jak będziesz w sobie wykształcać wytrwałą energię, zaczniesz podróżować przez stadia wglądu.

Łatwo zapomnieć, że tymczasowe szczęście, jakie odczuwasz w obecnej praktyce, przeminie, kiedy wrócisz do świata, chyba że osiągniesz jakiś wyższy poziom spokoju. Warto byłoby się nad tym zastanowić. Dlaczego praktykujesz? Przynajmniej po to, żeby stać sotāpanna - wkraczającym w strumień, by osiągnąć pierwszy etap oświecenia, który uwolni cię od ponownych narodzin w niższych, niebezpiecznych i pełnych cierpienia światach. Cokolwiek jest twoim celem, nigdy nie powinieneś „spoczywać na laurach", dopóki go nie osiągniesz. Aby to zrobić, musisz zdobyć się na wytrwały wysiłek, który ani nie zmaleje, ani nie popadnie w stagnację. Będzie on coraz większy, aż wreszcie doprowadzi cię do ostatecznego celu. Wysiłek, który w ten sposób zostanie wypracowany, nosi w języku palijskim nazwę paggahita viriya.

Wreszcie, na koniec praktyki wysiłek wkracza w czwarte stadium - wysiłek spełniający. To on wyprowadzi cię całkowicie poza pole grawitacyjne przyjemności zmysłowych do wolności nibbāny. Być może zainteresuje cię, do czego jest to podobne. Cóż, zdobądź się na wysiłek, a sam się o tym dowiesz.

Jedenaście dalszych sposobów służących wzbudzaniu energii

Komentarze wymieniają jedenaście sposobów służących wzbudzaniu energii.

1. Refleksja nad stanami żałości
Przede wszystkim zastanawiasz się nad przerażającymi stanami apāya albo żałości, w które możesz popaść, jeżeli jesteś leniwy. Apa znaczy pozbawiony. Aya z kolei wiąże się z korzystną kammą, która przynosi szczęście - a zwłaszcza to szczęście, jakiego można doświadczyć jako człowiek, jako dewa, jako brahma, oraz w nibbānie.

Jeżeli ktoś nie praktykuje, może popaść w stany i światy, gdzie będzie mógł tworzyć tylko szkodliwą kammę. Istnieje kilka rzeczywistości pożałowania godnych ponownych narodzin. Spośród nich najłatwiej będzie ci za obserwować, a w ten sposób i uznać istnienie świata zwierzęcego. Zastanów się nad zwierzętami na ziemi, w morzu i w powietrzu. Czy którekolwiek z nich tworzy korzystną kammę - działania wolne od potępienia?

Zwierzęta żyją w mgle ułudy. Spowija je przerażająco gruba warstwa ignorancji i niewiedzy. Owady na przykład przypominają raczej maszyny zaprogramowane genetycznie do odtwarzania pewnych działań i nie mają nawet najmniejszej zdolności dokonywania wyboru, osądu lub uczenia się. Procesy mentalne większości zwierząt ograniczają się do zapewnienia rozmnażania i przetrwania. W ich świecie ich role są niewiarygodnie proste. Jest się albo drapieżnikiem, albo jego ofiarą, albo jednym i drugim. To złowrogi krąg, w którym przeżywają tylko najlepiej przygotowani. Wyobraź sobie strach i paranoję, jakie muszą gościć w umyśle istoty żyjącej w tak pożałowania godnych warunkach. Wyobraź sobie rozpacz i cierpienie, gdy jedno stworzenie ginie w szczękach drugiego. Jeśli zwierzęta umierają w takim cierpieniu, jak mogą ponownie narodzić się w lepszym życiu? Jakość umysłu w chwili śmierci determinuje jakość następnego wcielenia. Jak zwierzęta mogą wymknąć się ze swej pełnej lęku egzystencji?

Czy zwierzęta potrafią być szczodre? Czy są moralne? Czy potrafią przestrzegać wskazań? Nie wspominając już o szlachetnym i wymagającym zadaniu medytacji. W jaki sposób zwierzęta kiedykolwiek nauczą się kontrolować i rozwijać swoje umysły, aby osiągnąć dojrzałość? To przerażające i straszne rozmyślać nad życiem, w którym jedynie można zachowywać się w szkodliwy sposób.

Takie rozważania mogą wspierać twój wysiłek. „Jestem teraz joginem. Oto moja szansa. Jakże mogę marnotrawić czas, leniąc się? Co bym zrobił, gdybym w następnym życiu urodził się jako zwierzę? Wtedy nigdy nie zdołałbym zdobyć się na wysiłek. Nie mogę marnować czasu! Powinienem się starać już teraz!".

2. Refleksja nad korzyściami wynikającymi z energii
Drugi sposób wzbudzania energii polega na zastanawianiu się nad korzyściami wynikającymi z energii (niektóre z nich zostały opisane powyżej). Masz bezcenną okazję zetknąć się z Dhammą, naukami Buddy. Zetknąwszy się z niezrównanym światem Dhammy, nie powinieneś zmarnować okazji, aby podążać ścieżką wiodącą do istoty jego nauk! Możesz dostąpić ponadzmysłowych stanów, czterech kolejnych poziomów szlachetnej ścieżki i jej owocu oraz samej nibbāny. Dzięki praktyce możesz pokonać cierpienie.

Nawet jeśli nie pracujesz, żeby całkowicie uwolnić się od cierpienia w tym życiu, byłoby wielką stratą nie starać się zostać przynajmniej sotāpanna, wkraczającym w strumień, a dzięki temu już nigdy nie urodzić się ponownie w stanie żałości. Jednakże ścieżką tą nie może podążać każdy. Jogin potrzebuje wielkiej odwagi i wysiłku. Musi być osobą wyjątkową. Pracuj więc wytrwale, a osiągniesz swój wielki cel! Nie powinieneś zmarnować okazji do dążenia ścieżką wiodącą do istoty nauk Buddy. Jeżeli zastanowisz się nad tym, być może twoja energia i inspiracja wzrosną, a ty zdobędziesz się na większy wysiłek w praktyce.

3. Przypomnienie o szlachetnych poprzednikach
Po trzecie, pamiętaj o szlachetnych osobach, które podążały tą ścieżką przed tobą. Nie jest to jakaś zakurzona boczna droga. Od niepamiętnych czasów podążali nią Buddowie, milczący Buddowie, wielcy uczniowie, arahanci i wszyscy inni szlachetni. Jeśli chcesz wstąpić na tę znamienitą drogę, bądź poważny i pracowity. Nie ma na niej miejsca dla tchórzy i próżniaków, to droga dla bohaterów i bohaterek.

Nasi poprzednicy na tej ścieżce nie byli jedynie zbieraniną życiowych nieudaczników, którzy wyrzekli się świata, żeby uciec przed długami i swoimi problemami emocjonalnymi. Buddowie i szlachetni często byli zamożni i pochodzili z kochających rodzin. Gdyby dalej żyli w stanie świeckim, bez wątpienia czekałoby ich wygodne życie. Jednakże zamiast tego dostrzegli pustkę światowego życia i mieli przeczucie, że osiągną większe szczęście i spełnienie poza światem zwykłych przyjemności zmysłowych. Było też wiele mężczyzn i kobiet, którym niskie pochodzenie społeczne, świadomość ucisku społecznego albo klas rządzących, albo też walka z chorobą ofiarowały zupełnie nową wizję - pragnienie wykorzenienia cierpienia zamiast jedynie jego łagodzenia na poziomie świeckim lub szukania zemsty za wyrządzone im zło. To ci ludzie na drodze do wyzwolenia dołączyli się do podobnych sobie, bardziej uprzywilejowanych przez los. Budda powiedział, że prawdziwa szlachetność zależy od wewnętrznej czystości, a nie od klasy społecznej. Wszyscy Buddowie i szlachetni uczniowie mieli w sobie szlachetnego ducha dociekania i pragnienie wyższego i większego szczęścia, dla którego opuścili swe domy i ruszyli ścieżką do nibbāny. To szlachetna ścieżka, nie dla ludzi krnąbrnych czy nieudaczników.

Ktoś może powiedzieć: „Tą ścieżką podążali wybitni ludzie, więc muszę spróbować im dorównać. Nie mogę być niemrawy. Pójdę tą drogą z największą dbałością, bez trwogi. Mam szansę należeć do wielkiej rodziny, grupy ludzi znamienitych, którzy kroczą tą szlachetną ścieżką. Powinienem sobie pogratulować, że trafiła mi się taka okazja. Tą ścieżką podążali ludzie tacy jak ja i osiągnęli różne stany oświecenia. Zatem i ja również zdołam je osiągnąć".
Dzięki takim refleksjom wzrośnie twój wysiłek, a to powiedzie cię do twojego celu - nibbāny.

4. Docenienie wsparcia
Czwartym środkiem służącym wzmożeniu wysiłku jest szacunek i docenienie jałmużny, a także innych darów istotnych dla życia mnicha. Dla wyświęconych mnichów i mniszek oznacza to szanowanie darów ofiarowywanych przez osoby świeckie nie tylko w chwili ich wręczenia, ale też zachowywanie ciągłej świadomości, że dobroć innych umożliwia im prowadzenie dalszej praktyki.

Świeccy jogini również mogą stać się zależni od wsparcia udzielonego przez innych. Mogą pomagać im rodzice i przyjaciele - albo finansowo, albo doglądając ich spraw, dzięki czemu mogą oni uczestniczyć w intensywnych odosobnieniach. Nawet jeżeli ktoś sam zadba o wszystkie swoje sprawy na czas odosobnienia i tak jeszcze w różny sposób trzeba wspierać jego praktykę. Budynek, który daje mu schronienie jest gotowy; woda i elektryczność, są mu dostępne. Jedzenie jest przygotowane przez ochotników i wszystkie pozostałe potrzeby są zaspokojone. Powinieneś żywić głęboki szacunek oraz doceniać pomoc, jakiej udzielają ci ludzie, którzy nic nie są ci winni, ludzie, którzy mają dobre serce i są bardzo życzliwi.

Możesz sobie powiedzieć: „Powinienem praktykować tak ciężko, jak tylko się da, aby stać się godnym dobroci tych ludzi. To jedyny sposób, by odwzajemnić ich życzliwość. Oby ich wysiłki nie poszły na marne. Wszystko, co mi ofiarowują, wykorzystam uważnie, żeby powoli ograniczać i wyzbywać się kilesa, by chwalebne czyny moich dobroczyńców wywołały równie chwalebne skutki".

Budda ustanowił zasady postępowania dla mnichów i mniszek. Jedną z tych zasad jest pozwolenie na przyjmowanie tego, co życzliwie ofiarowują świeccy dobroczyńcy. Zasada ta nie służy temu, aby mnisi i mniszki wiedli luksusowe życie. Dary powinny być przyjmowane po to, żeby mogli należycie dbać o swoje ciała, zapewniając im odpowiednie warunki, żeby sami mogli się starać o wyzbycie się kilesa. Przyjmując wsparcie, mogą poświęcić cały swój czas praktyce i kształtowaniu sīla, samādhi i paññā, by w końcu wyzwolić się od cierpienia.

Przemyśl to, że jedynie przez pilną praktykę można odwzajemnić życzliwość okazaną przez dobroczyńców. W ten sposób pobudzona uważność stanie się wyrazem wdzięczności za całą pomoc, jaką uzyskujesz w trakcie praktyki medytacyjnej.

5. Przyjmowanie szlachetnego dziedzictwa
Piątym środkiem wzbudzającym energię jest refleksja nad przyjmowanym szlachetnym dziedzictwem. Dziedzictwo osoby szlachetnej składa się z siedmiu niematerialnych cnót: wiary (saddhā), moralności (sīla), moralnego poczucia wstydu i moralnych obaw (hiri i ottappa), omówionych w pełni w „Rydwanie do nibbāny" - ostatnim rozdziale tej książki. Do cnót tych zalicza się również wiedzę o Dhammie i szczodrość (człowiek szczodrze wyzbywa się kilesa i szczodrze ofiarowuje dary innym), poza tym mądrość, która wiąże się z serią wglądów vipassany, i wreszcie mądrość przenikania do nibbāny.

W dziedzictwie tym nadzwyczajne jest to, że wszystkie te cnoty są niematerialne i przez to nie są nietrwale. Różni się ono od dziedzictwa, jakie moglibyśmy otrzymać od naszych rodziców po ich śmierci. Dziedzictwo po nich jest materialne, a zatem może zostać utracone albo się rozpaść. Ponadto dziedzictwo materialne w wielu aspektach jest niezadowalające. Niektórzy ludzie szybko roztrwaniają wszystko, co otrzymują. Inni nie mają pożytku z nowo odziedziczonego majątku.

Dziedzictwo osoby szlachetnej zawsze jest dobre, chroni i uszlachetnia. Podąża za swoim dziedzicem za bramę śmierci i przez resztę cyklu wcieleń.
Jednak jeżeli dzieci są nieposłuszne i samowolne, rodzice mogą je wydziedziczyć i nie przekazać im żadnego dziedzictwa. Podobnie jest w świecie Dhammy. Jeżeli ktoś poznał nauki Buddy, ale potem praktykował niedbale i leniwie, to zostanie pozbawiony siedmiu typów szlachetnego dziedzictwa. Jedynie osoba obdarzona cierpliwą i wytrwałą energią jest godna tego szlachetnego dziedzictwa.

Energia zostaje wzbudzona w pełni tylko wtedy, kiedy ktoś jest zdolny przejść przez wszystkie poziomy wglądu aż do kulminacji - szlachetnej świadomości ścieżki. Tak wzbudzona energia (energia spełniająca) jest dokładnie tym, co sprawia, że człowiek staje się godny wszystkich dobrodziejstw szlachetnego dziedzictwa.
Jeżeli będziesz doskonalił wysiłek twojej praktyki, posiądziesz te właściwości na stałe. Myśląc w ten sposób, możesz praktykować jeszcze żarliwiej.

6. Przypomnienie wielkości Buddy
Szósta refleksja wzbudzająca energię poświęcona jest rozważaniu wielkości i zdolności tego, kto odkrył ścieżkę prowadzącą do wyzwolenia i nauczał o niej. O wielkości Buddy świadczy już choćby to, że Matka Ziemia zadrżała aż siedem razy podczas jego życia. Ziemia zatrzęsła się po raz pierwszy, kiedy Bodhisatta (w sanskrycie bodhisattva), przyszły Budda, po raz ostatni został poczęty w łonie matki. Zatrzęsła się znowu, gdy Książę Siddhattha opuścił swój pałac, by wieść tułacze życie ascety, oraz wtedy, gdy osiągnął najwyższe oświecenie. Ziemia zatrzęsła się po raz czwarty, kiedy Budda wygłosił swe pierwsze kazanie, po raz piąty, kiedy zwyciężył nad swoimi przeciwnikami, i po raz szósty, gdy powrócił z Niebios Tāvatimsa, gdzie udzielał nauk o Abhidhammie swojej matce, która się tam odrodziła. Ziemia zatrzęsła się po raz siódmy, gdy Budda osiągnął parinibbānę, kiedy w chwili swej fizycznej śmierci odszedł na zawsze z uwarunkowanej egzystencji.

Pomyśl, jak wielkie współczucie, olbrzymią mądrość posiadał Budda! Istnieją niezliczone opowieści o jego doskonałych cechach: jak długo i z jakim oddaniem bodhisatta pracował, żeby osiągnąć swój cel, jak doskonale go osiągnął i z jaką miłością służył później ludzkości. Pamiętaj, że kiedy dalej będziesz wytrwale pracował, ty także posiądziesz wspaniałe cnoty, które miał Budda.

Zanim Budda osiągnął wielkie oświecenie, wszystkie istoty żyły we mgle ułudy i ignorancji. Nie odkryto jeszcze ścieżki prowadzącej do wyzwolenia. Istoty poszukiwały jej w mroku. Jeśli chciały szukać wyzwolenia, musiały wymyślić jakąś praktykę albo podążać za kimś, kto twierdził, że posiadł prawdę, a w rzeczywistości nigdy jej nie odkrył. W tym świecie wymyślono wiele dróg do celu, jakim jest szczęście. Zawierają się one pomiędzy okrutnym samoumartwianiem się a bezgranicznym pogrążeniem się w przyjemnościach zmysłowych.

Ślubowanie wyzwolenia wszystkich istot

W jednym ze swoich poprzednich wcieleń Budda był pustelnikiem imieniem Sumedha. Było to w poprzednim eonie (systemie świata), kiedy żył Budda imieniem Dīpankara, ostatni przed wcieleniem Buddy Gautamy. Pustelnik Sumedha miał wizję, jak istoty bardzo cierpiały w ciemności poprzedzającej pojawienie się sammā sambuddha - w pełni oświeconego Buddy. Sumedha zobaczył, że istoty powinny zostać bezpiecznie przeprowadzone na drugi brzeg, nie potrafiły przejść tam same. Z powodu tej wizji pustelnik zrezygnował z własnego oświecenia, które miał wielką możliwość osiągnąć akurat w tym życiu. Poprzysiągł, że niezależnie od tego, ile czasu to zajmie, nawet przez niezliczone eony będzie doskonalił swoje umiejętności, aż stanie się sammā sambuddha. To dałoby mu możliwość poprowadzenia do wyzwolenia wielu istot, a nie jedynie samego siebie.

Kiedy ta istota zakończyła swoje przygotowania i pojawiła się w życiu Buddy, była nadzwyczajna i wyróżniająca się. Po swoim wielkim oświeceniu Budda był obdarzony tym, co jest znane jako trzy spełnienia: spełnienie przyczyny, spełnienie skutku oraz spełnienie służby.

Spełniła się w nim cnota przyczyny, która doprowadziła go do oświecenia, czyli że wysiłek, na jaki się zdobył w ciągu tylu egzystencji, udoskonalił pāramī, siły czystości w swoim umyśle. Istnieje wiele opowieści o wspaniałych aktach wielkoduszności, współczucia i prawości bodhisatty. Życie po życiu poświęcał siebie dla dobra innych. Osiągnięta w ten sposób czystość umysłu stała się podstawą jego osiągnięcia pod drzewem Bodhi, pod którym osiągnął oświecenie i wszechwiedzę. To dokonanie jest nazywane spełnieniem skutku, ponieważ było naturalnym skutkiem spełnienia przyczyny, czyli wykształcenia bardzo silnych mocy czystości jego umysłu. Trzecim osiągnięciem Buddy było spełnienie służby: pomaganie innym przez wieloletnie nauczanie. Nie poprzestał na swym oświeceniu, lecz powodowany wielkim współczuciem i miłością aż do dnia swojej parinibbāny niestrudzenie dzielił się naukami Dhammy ze wszystkimi istotami, które były na to gotowe.
Myślenie o różnych aspektach trzech wielkich spełnień Buddy może pobudzić cię do większego wysiłku w twojej praktyce.

Współczucie prowadzi do działania

Jedyną motywacją Sumedhy, żeby poświęcić własne oświecenie na rzecz wysiłku, by stać się Buddą, było współczucie. Pękło mu serce, kiedy z wielkim współczuciem patrzył, jak istoty cierpią wskutek nierozważnych działań. Ślubował wtedy posiąść wiedzę niezbędną do pokierowania ich tak doskonale, jak to możliwe.

Współczucie musi prowadzić do działania. Ponadto żeby działanie mogło wydać jakieś owoce, potrzebna jest jeszcze mądrość. To ona pozwala odróżnić dobrą ścieżkę od złej. Kiedy masz w sobie współczucie, ale nie masz mądrości, możesz wyrządzić więcej szkody niż pożytku, gdy starasz się pomagać innym. Z drugiej zaś strony możesz posiadać wielką mądrość, możesz nawet doznać oświecenia, lecz nie mając w sobie współczucia, nawet nie ruszysz palcem, żeby pomagać innym.

W przypadku Buddy mądrość i współczucie idealnie się dopełniły. Dzięki wielkiemu współczuciu dla cierpiących istot bodhisatta był zdolny do cierpliwej wytrwałości, podążając przez wszystkie cierpienia samsāry. Inni go znieważali i ranili, ale on potrafił cierpliwie i wytrwale znosić takie działania. Powiedziane jest, że jeśli zsumowano by współczucie, jakie wszystkie matki na tej planecie żywią wobec swoich dzieci, jeszcze nie byłoby ono porównywalne z wielkim współczuciem Buddy. Matki są niezmiernie skłonne do przebaczania. Wychowanie dzieci nie jest łatwym zadaniem. Dzieci potrafią być bardzo okrutne i czasami wyrządzają emocjonalną i fizyczną krzywdę swoim matkom. Nawet jeśli taka krzywda jest bolesna, serce matki zazwyczaj jest skłonne wybaczyć to dziecku. Zdolność Buddy do przebaczenia była niczym nieograniczona. Właśnie ta zdolność była jednym z przejawów jego olbrzymiego współczucia.

Pewnego razu bodhisatta urodził się jako małpa. Któregoś dnia włóczył się po lesie i natknął się na bramina, który wpadł w rozpadlinę. Kiedy małpa zobaczyła bezradnego bramina, ogarnęło ją współczucie. To uczucie miało wielki impet, ponieważ bodhisatta spędził wiele żywotów na doskonaleniu pāramī, współczucia.

Bodhisatta już miał zamiar wskoczyć do rozpadliny, żeby pomóc braminowi, ale nagle zastanowił się, czy będzie mieć dość siły, żeby go stamtąd wyciągnąć. W jego umyśle zagościła mądrość. Postanowił sprawdzić siły, podnosząc leżący w pobliżu głaz. Podniósłszy go i postawiwszy na miejsce, uznał, że potrafi uratować bramina.

Bodhisatta zszedł na dół i śmiało wyciągnął bramina. Po podniesieniu głazu i po wyciągnięciu bramina małpa padła wyczerpana na ziemię. Bramin, bynajmniej nie czując żadnej wdzięczności, podniósł kamień i uderzył nim małpę w głowę, chcąc ją zabić i zjeść. Bliska śmierci małpa uświadomiła sobie, co się stało, ale nie rozgniewała się. Stało się tak za sprawą jej doskonałej cnoty przebaczania. Odezwała się więc do bramina: „Czy słusznie jest mnie zabić, skoro przed chwilą uratowałam ci życie?".

Później małpa przypomniała sobie, że bramin zabłądził w lesie i bez pomocy nie trafi do domu. Współczucie małpy nie miało granic. Zaciskając zęby, postanowiła nie umrzeć, dopóki nie wyprowadzi bramina z lasu. Krwią cieknącą z rany wyznaczyła szlak, który doprowadził bramina w znajome rejony, potem małpa umarła.

Jeżeli Budda miał takie współczucie i mądrość nawet jako małpa, to możecie wyobrazić sobie, do jakiego stopnia rozwinął w sobie te cechy, do czasu gdy doznał oświecenia.

Pełne oświecenie

Po niezliczonych wcieleniach bodhisatta, kiedy miał zostać Buddą, w swojej ostatniej egzystencji urodził się jako człowiek. Udoskonaliwszy w sobie pāramī, zaczął poszukiwać prawdziwej ścieżki prowadzącej do wyzwolenia. Poznał już wiele dróg, zanim odkrył wreszcie szlachetną ścieżkę, dzięki której ujrzał z taką głębią nietrwałość, niespełnienie i nieobecność „ja" we wszystkich uwarunkowanych zjawiskach. Pogłębiając praktykę, przeszedł przez różne etapy oświecenia i w końcu stał się arahantem, człowiekiem całkowicie oczyszczonym z żądzy, nienawiści i ułudy. Potem wzrosła w nim wszechwiedza, jaką od dawna gromadził wraz z pozostałą wiedzą właściwą Buddom. Jego wszechwiedza polegała na tym, że gdy Budda zapragnął coś wiedzieć, wystarczyło, aby jedynie zastanowił się nad pytaniem, a odpowiedź spontanicznie zjawiała się w jego umyśle.

Po osiągnięciu oświecenia Budda uzyskał tytuł Spełnienie poprzez Cnotę Owocu Skutku, jak to się nazywa w pełnej postaci. To spełnienie dokonało się wskutek osiągnięcia pewnych przyczyn i cech, jakie kształtował w poprzednich żywotach.

Kiedy stał się doskonale oświeconym Buddą, nie zapomniał o intencji, którą powziął tyle eonów wcześniej, gdy był pustelnikiem Sumedhą. Powodem tak ciężkiej i długiej pracy była chęć udzielenia pomocy pozostałym istotom pogrążonym w oceanie cierpienia. Teraz - ponieważ Budda doznał całkowitego oświecenia - możesz sobie wyobrazić, jak bardzo silne i skuteczne stały się jego mądrość i olbrzymie współczucie. Opierając się na tych dwóch cnotach, głosił nauki o Dhammie przez czterdzieści pięć lat, aż do śmierci. Budda sypiał jedynie dwie godziny, poświęcając resztę czasu służbie dla Dhammy, W różnorodny sposób pomagając innym istotom, aby mogły skorzystać z dobrego życia i szczęścia i cieszyć się nimi. Nawet na łożu śmierci ukazał mnichowi innego wyznania - Subhaddzie - szlachetną ścieżkę, wskutek czego ten został ostatnim z wielu uczniów oświeconych dzięki instrukcjom Buddy.

Pełna nazwa tego trzeciego spełnienia brzmi Spełnienie Troski o Pomyślność Wszystkich Istot i jest ono naturalną konsekwencją poprzednich dwóch spełnień. Jeżeli Budda mógł doznać oświecenia i całkowicie uwolnić się z kilesa, dlaczego dalej żył na tym świecie? Dlaczego dalej przebywał z ludźmi? Trzeba zrozumieć, że Budda pragnął ulżyć istotom w cierpieniu i wprowadzić je na właściwą ścieżkę. Powodowały nim najczystsze współczucie i najgłębsza mądrość.

Doskonała mądrość Buddy pozwala mu odróżniać to, co jest korzystne, od tego, co jest szkodliwe. Jeśli ktoś nie potrafi dokonać tego kluczowego rozróżnienia, jak w takim razie może pomagać innym? Ktoś może być naprawdę mądry, dobrze wiedzieć, co prowadzi do szczęścia, a co do nieszczęścia, lecz nie mając współczucia, może być obojętny na dolę innych istot. Tak więc dzięki praktycznemu współczuciu Budda nakłaniał ludzi, by unikali niewłaściwych działań sprowadzających krzywdę i cierpienie. A mądrość pozwalała mu na właściwy wybór, dokładność i skuteczność w tym, do czego zachęcał ludzi. Połączenie tych dwóch cnót współczucia i mądrości uczyniło z Buddy niezrównanego nauczyciela.

Budda nie miał egoistycznych myśli o zdobywaniu zaszczytów, sławy czy uwielbienia wielu zwolenników. Nie obchodził się z ludźmi jak ktoś na wysokim stanowisku. Jego jedyną intencją było wskazanie im właściwej drogi, aby mogli uzyskać takie oświecenie, na jakie pozwalały im ich możliwości. Tak wyglądało jego olbrzymie współczucie. Kiedy zakończył swoją powinność, Budda oddalił się w leśne ustronie. Nie pozostawał wśród tłumów, mieszając się z nimi i zachowując tak jak wszyscy. Nie przedstawiał swoich uczniów, mówiąc: „Oto mój uczeń, zamożny kupiec, a to wielki profesor". Nie jest łatwo prowadzić samotne i odosobnione życie. Nie każdy człowiek umie cieszyć się z całkowitego odosobnienia. Ale Budda nie był kimś zwykłym.

Porada dla nauczycieli duchowych

Jest to ważna wskazówka dla każdego, kto pragnie zostać nauczycielem Dhammy albo medytacji. W relacjach z uczniami trzeba postępować z wielką delikatnością. Jeżeli mamy już z nimi jakąś relację, należy zawsze pamiętać o tym, aby kierować się olbrzymim współczuciem, tak jak w przypadku Buddy. Istnieje niebezpieczeństwo, że zwiążemy się zbyt blisko i poufale z tymi, którym należy pomóc. Jeżeli nauczyciel medytacji wiąże się z uczniami zbyt blisko, może to zaowocować brakiem szacunku i lekceważeniem.

Dla nauczyciela medytacji najlepszym wzorem do naśladowania jest Budda. Wtedy będzie miał właściwą motywację w dzieleniu się naukami Dhammy. Nikt nie powinien ekscytować się faktem, że stał się popularnym, odnoszącym sukcesy nauczycielem Dhammy. Motywacja musi być całkowicie bezinteresowna. Należy zabiegać o dobro uczniów, przedstawiając taką technikę, której praktykowanie rzeczywiście złagodzi zachowania ich ciała, mowy i umysłu, i w ten sposób przyniesie im prawdziwy spokój i szczęście. To dlatego nauczyciele powinni bez przerwy sprawdzać motywację, która nimi kieruje.

Pewnego razu zapytano mnie, jaki sposób uczenia innych medytacji jest najskuteczniejszy. Odpowiedziałem: „Po pierwsze i najważniejsze należy ćwiczyć, aż osiągnie się biegłość w praktyce. Później trzeba zdobyć dobre podstawy teoretyczne zawarte w pismach. Wreszcie trzeba zastosować w nauczaniu obydwie te rzeczy, kierując się prawdziwą miłością i współczuciem. Jeżeli spełnimy te trzy warunki, nasze nauczanie bez wątpienia będzie skuteczne".

W tym świecie wielu ludzi cieszy się sławą, zaszczytami i sukcesami, jakie zawdzięczają losowi lub karmie. W przeciwieństwie do Buddy mogli naprawdę nie osiągnąć spełnienia przyczyny. Oznacza to, że nie będą musieli ciężko pracować, lecz po prostu odniosą sukces i staną się zamożni dzięki szczęśliwemu trafowi. Tacy ludzie mogą spotkać się z dużą krytyką. Inni mogą powiedzieć: „To dziwne, że ktoś tak niedbały i leniwy zdobył taką pozycję. Nie zapracował na takie szczęście".

Z kolei inni mogą bardzo ciężko pracować. Ale być może nie są tak inteligentni i utalentowani i swoje cele osiągną powoli, jeżeli w ogóle im się to uda. Nie potrafią osiągnąć spełnienia się skutku. Takich ludzi również się krytykuje. „Biedny taki a taki. Tak ciężko pracuje, ale brak mu oleju w głowie".

Jeszcze inna grupa ludzi pracuje bardzo ciężko i zaczyna cieszyć się powodzeniem. Po spełnieniu swoich ambicji, jak to się mówi, spoczywają na laurach. Nie postępują jak Budda, który swoje sławne osiągnięcia poświęcił służbie ludzkości. Oni nie robią nic, by pomóc społeczeństwu lub innym istotom. Ci ludzie również będą krytykowani: „Popatrzcie, jacy to egoiści. Mają tyle rzeczy, bogactwo, talent, ale nie mają ani współczucia, ani szlachetności".

W tym świecie trudno jest żyć tak, żeby nie narazić się na jakieś oskarżenia albo krytykę. Ludzie zawsze kogoś obmawiają. Pewne opinie krytyczne to pomówienia, lecz inne wytykają czyjeś prawdziwe wady lub braki. Budda był naprawdę wyjątkową istotą ludzką, osiągnąwszy zarówno spełnienie przyczyny, skutku, jak i służby.

O wielkości i doskonałości Buddy, odkrywcy i nauczyciela ścieżki do wolności, można byłoby napisać całą książkę. Niemniej tutaj pragnę jedynie otworzyć ci drzwi, żebyś mógł kontemplować cnoty Buddy, co pozwoli ci zdobyć się na większy wysiłek w praktyce.

Kogoś, kto kontempluje wielkość Buddy, może ogarnąć podziw i uwielbienie. Może poczuć głęboką wdzięczność za wspaniałą możliwość podążania ścieżką, której nauczał i którą kroczył tak wielki człowiek. Być może zrozumiesz, że aby kroczyć taką ścieżką, nie można być niedbałym, ospałym czy leniwym.
Oby dało ci to inspirację. Obyś był dzielny, silny i wytrwały, i obyś doszedł tą ścieżką do końca.

7. Przypomnienie wielkości naszej linii przekazu
Siódma refleksja pobudzająca energię jest poświęcona wielkości linii. Medytujemy według Satipaṭṭhāna Sutta - rozprawy Buddy na temat czterech podstaw uważności. W ten sposób można uznać, że przynależymy do szlachetnej linii przekazu Buddów. Można być dumnym, nazywając siebie synem lub córką Buddy.

W miarę praktykowania vipassany Dhamma coraz bardziej „wchodzi w krew". Nie ma znaczenia, jak daleko ktoś znajduje się od miejsca narodzin Buddy ani to, jak bardzo różni się pod względem rasy, wyznania czy obyczajów. Te różnice są niemal nieistotne. Im bardziej jesteśmy zaangażowani w trening sīla, samādhi i paññā, tym bardziej jesteśmy członkami tej samej rodziny Dhammy. Dhamma to nasza krew i to ta sama, która płynęła w żyłach tych szlachetnych, którzy przeszli ten sam trening za czasów Buddy. Wytrwale praktykując, posłusznie i z szacunkiem, staniemy się godni wielkości tej linii.

Bracia i siostry za czasów Buddy byli mężczyznami i kobietami bardzo pracowitymi i odważnymi. Nie poddawali się. Pracowali z determinacją, aż całkowicie uwolnili się od cierpienia. Ponieważ my również zaliczamy się do tej rodziny, także nie powinniśmy dopuszczać myśli o poddaniu się.

8. Pamiętanie wielkości naszych towarzyszy
Ósma refleksja służąca pobudzeniu energii dotyczy wielkości tych, którzy są przed nami na drodze Dhammy. W języku palijskim noszą oni nazwę brahmacariya, ci, którzy wiodą święte życie.

Dawniej istnieli mnisi (bhikkhu), i mniszki (bhikkhunī), sikkhāmanā - mniszki na okresie próbnym oraz sāmaṇera i sāmaṇerī, czyli mnisi i mniszki w nowicjacie. Z biegiem czasu zakon sióstr Theravady przestał istnieć. W naszych czasach sanga składa się tylko z mnichów i nowicjuszy, którzy praktykują zgodnie z zasadami postępowania Buddy. Istnieją też mężczyźni i kobiety (anagārika) oraz mniszki (sīlashin), którzy, chociaż obowiązuje ich mniejsza liczba ślubów zakonnych, ciągle uważani są za wiodących święte życie.

Bez względu na powyższe cechą wspólną wszystkich joginów, formalnie wyświęconych, czy nie, są cnoty czystości, moralności, koncentracji i mądrości. Jako jogin masz te same cnoty co wielcy uczniowie z czasów Buddy: Czcigodny Sāriputta i Czcigodny Mahā Moggallāna, prawa i lewa ręka Buddy, oraz Czcigodny Mahākassapa. Do sangi mniszek należała Czcigodna Mahāpajāpatī Gotamī i jej uczennice oraz wiele innych wielkich i dzielnych mniszek dążących do Dhammy. Wszyscy ci wybitni mężczyźni i kobiety są naszymi towarzyszami w świętym życiu. Możemy o nich czytać i snuć refleksje nad ich wielkością, odwagą i dokonaniami. Zastanawiając się nad tym, możemy siebie zapytać, czy my również spełniamy te same, tak wysokie wymagania. Możemy również pomyśleć, o tym, że wszyscy ci poprzednicy udzielają nam wsparcia w naszych codziennych wysiłkach.

Niechciana i niekochana: opowieść o Sonie Therī

Pewna znamienita starsza mniszka w sandze nosiła imię Sonā Therī. Zanim wstąpiła do zakonu, była kobietą zamężną i miała dziesięcioro dzieci - według dzisiejszych standardów była to całkiem duża rodzina. Dzieci podrastały jedno po drugim i opuszczały dom, by założyć własne rodziny. Kiedy z domu wywędrowało ostatnie dziecko, mąż Sony postanowił zostać mnichem, więc opuścił dom i podjął trudy tułaczego życia. Wkrótce potem Sonā zgromadziła cały majątek, jakiego dorobiła się ze swoim mężem, i podzieliła go między dzieci. Poprosiła je, aby każde z nich po kolei opiekowało się nią.

Na początku była prawie szczęśliwa. Odwiedzała jedno dziecko po drugim. Była wtedy już dość stara. Miała sześćdziesiąt albo nawet siedemdziesiąt lat. Z czasem dzieci zaczęła nużyć jej obecność. Miały dość kłopotów z własnymi rodzinami. „Och, przybywa teściowa" - wzdychały. Sonā zauważyła, że jej dzieci nie czują już takiej radości jak kiedyś i zaczęła popadać w depresję. Przekonała się, że jej życie nie jest godziwe, że traktowana jest jak ktoś niechciany i niekochany. W naszych czasach także są rodzice, którym takie uczucia nie są obce.

Sonā zastanawiała się, co zrobić. Samobójstwo nie było dobrym rozwiązaniem. Udała się zatem do klasztoru i poprosiła o przyjęcie do zakonu. Przyjęto ją. Była już stara, więc nie mogła zbierać jałmużny ani wykonywać innych prac wyznaczonych mniszkom. Mogła jedynie gotować wodę dla swoich towarzyszek. Jednakże Sonā była bardzo mądra. Zastanawiając się nad swoją sytuacją, powiedziała sobie: „Zostało mi już niewiele czasu. Muszę wykorzystać tę możliwość i wytrwale praktykować. Nie mam chwili do stracenia".

Sonā była tak stara i słaba, że mogła wykonywać swoją medytację w ruchu, jedynie podtrzymując się ścian domu zakonnego. Chodziła więc w kółko, opierając się o ściany. Podczas medytacji w ruchu w lesie wybierała miejsca, gdzie drzewa rosły bliżej, by mogła się ich podtrzymywać. Dzięki temu pilnemu i wytrwałemu wysiłkowi, dzięki głębokiemu postanowieniu, jakie podjęła w sercu, Sonā szybko stała się arahantem.

Widzimy, że niewdzięczność dzieci Sony okazała się dla niej błogosławieństwem. Po osiągnięciu oświecenia Sonā Therī zwykła była śpiewać: „Ach, spójrz na ten świat, jak ludzie dają się złapać w życie rodzinne i cieszą się swym ziemskim szczęściem. Ale ja zostałam źle potraktowana przez własne dzieci, opuściłam rodzinę, by prowadzić życie mnisie. Teraz zrozumiałam prawdę wyrzeczenia się".

Za życia Sony Therī było łatwo i wygodnie pójść do klasztoru i poprosić o przyjęcie na mniszkę. Ale obecnie kobiety nie mają tej możliwości, bo jak powiedzieliśmy, zakon kobiecy wymarł. Jednak nie rozpaczaj. Jeżeli kobieta chce porzucić świat, nadal może pójść do klasztoru. Mimo że, ściśle mówiąc, nie można zostać bhikkhunī według wczesnych reguł Vinaya przeznaczonych dla sanghi, to nadal można zostać mnichem czy mniszką zgodnie z suttami - rozprawami Buddy. Jedynym wymaganiem jest szczera praktyka oczyszczania własnego umysłu zgodnie ze Szlachetną Ośmioraką Ścieżką. Ten rodzaj życia zakonnego nie traci żadnych przywilejów, a nawet może być ono bardziej stosowne w naszych czasach. Jeżeli każdy po prostu stanie się mnichem, nie będzie żadnych problemów, żadnej nierówności.

9. Unikanie leniwych ludzi
Dziewiątym sposobem pomagającym zwiększyć wysiłek jest unikanie leniwych ludzi. Istnieją ludzie, którzy nie są zainteresowani rozwojem, którzy nigdy nie próbują się oczyszczać. Jedynie jedzą, śpią i korzystają z wszelkich przyjemności, ile się da. Są jak pyton, który połyka ofiarę i pozostaje nieruchomy przez parę godzin. Jak wykrzesać w sobie energię, kiedy przebywa się w towarzystwie takich ludzi? Unikaj stania się członkiem ich grupy. Unikanie ich towarzystwa jest pozytywnym krokiem w gromadzeniu energii.

10. Poszukiwanie energicznych przyjaciół
Teraz powinieneś zrobić następny krok i wybrać towarzystwo ludzi obdarzonych rozwiniętą, trwałą i wytrzymałą energią. Jest to dziesiąty sposób wzbudzania wysiłku. Odnosi się zwłaszcza do joginów przebywających na odosobnieniu, ale naprawdę wyjdzie ci na dobre, jeśli będziesz spędzał czas z kimś, kto jest całkowicie oddany Dhammie, kto jest wytrzymały i energiczny, kto stara się być uważny w każdej chwili i utrzymuje wysoki poziom pozytywnej energii. Ludzie dający pierwszeństwo zdrowiu psychicznemu są twoimi najlepszymi przyjaciółmi. Podczas odosobnienia możesz uczyć się od osób, które są wzorowymi joginami. Możesz gorliwie naśladować ich zachowanie i praktykę, co pomoże ci we własnym rozwoju. Powinieneś pozwolić, aby zaraziła cię pilność innych. Czerp dobrą energię i pozwól, by na ciebie wpłynęła.

11. Skłanianie umysłu ku pobudzeniu energii
Ostatnim i najlepszym sposobem pobudzania energii jest wytrwale skłanianie umysłu do rozwijania energii. Kluczem do tej praktyki jest przyjęcie zdecydowanej postawy: „W każdej chwili będę tak uważny, jak to tylko możliwe, siedząc, stojąc czy chodząc z miejsca na miejsce. Nie pozwolę, by myśli uciekały. Nie pozwolę sobie ani na jedną chwilę nieuwagi". I przeciwnie, jeśli przyjmiesz beztroską, niszczącą cię postawę, twoja praktyka będzie od początku skazana na niepowodzenie.

Każda chwila może być wypełniona heroicznym wysiłkiem, spójnością i wytrzymałością. Jeżeli jednak chwila lenistwa zdoła się wkraść, zdołasz ją natychmiast złapać i przegonić! Lenistwo, kosajja, jest jednym z najbardziej niszczących i burzących czynników w praktyce medytacyjnej. Można się go pozbyć dzięki bohaterskiemu, wytrwałemu, cierpliwemu i wytrzymałemu wysiłkowi.

Mam nadzieję, że wzbudzisz w sobie energię za pomocą jednego lub wszystkich jedenastu sposobów i poczynisz szybkie postępy na ścieżce aż do osiągnięcia świadomości, która wykorzeni skazy na zawsze.

Artykuły o podobnej tematyce:

Sprawdź też TERMINOLOGIĘ


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Tytuł oryginału: In This Very Life. The Liberation Teachings of the Buddha
Źródło: © Suddhamma Foundation 1991
Polish edition: Alma Yoray, Copyright: Rony Epstein 2016
In memory of Alma Yoray

Tłumaczenie: Marek Tarnowski, Anna Klegon, Barbara Bolibok, Zbigniew Molski

Image0001%20%281%29.png


Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/