Komentarz tłumacza:

Sutta ta ma bardzo ciekawe i jasne przesłanie, oprócz tego, jak postaram się wykazać, ma także kilka niebezpośrednich informacji w sobie zawartych. Na początku skupmy się na głównej historii i co ona oznacza.

Buddha opowiada historię dwóch akrobatów, pomijając czy młodszy był chłopcem czy dziewczynką, nie ma to dla nas większego znaczenia, aczkolwiek podczas głębszej analizy może być jeszcze bardziej wymowne, gdyby Medakathālika była dziewczynką. Jednak główne przesłanie nie potrzebuje aż tylu szczegółowych informacji. Mowa Buddhy opisuje starszego z akrobatów, mówiącego do młodszego, by wspiął się na bambusową tyczkę, ustawioną na sztorc na starszym i postawniejszym akrobacie, tak by młodszy, mniejszej postury i zwinniejszy drugi akrobata mógł wspiąć się i balansować u góry na tejże tyczce. Sztuczka wygląda na dość trudną, ale możliwą do zrobienia, być może niektórzy z nas widzieli tego typu występy w cyrku lub gdzie indziej. Tak jak my jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sztuczkę, tak też prawdopodobnie było i w czasach Buddhy, gdy opisywał on ją mnichom i słuchaczom.

Ważną informacją jest tu to, że starszy z akrobatów w historii mówi do młodszego, by ten ochraniał go a on, stojąc na dole będzie ochraniał i ubezpieczał młodszego, lżejszego, balansującego na czubku bambusowej tyczki. Wtedy też padają najważniejsze słowa tej sutty z ust młodego pomocnika:

‘Nie damy rady tego zrobić w ten sposób, mistrzu. Ty ochraniaj siebie, mistrzu, a ja będę ochraniał siebie.'

Buddha następnie zaczyna wyjaśniać przesłanie tej historii: ochraniając samego siebie, ochrania się innych, ochraniając innych, ochrania się samego siebie. Chodzi oczywiście o ochronę w postaci pomocy, ale także gdy chce się coś dla kogoś zrobić, z dobrymi intencjami. Wydawałoby się, że jest rzeczą oczywistą by pomagać innym będąc samemu w miarę „stabilnym” jednak zwykle nie jest to reguła w naszym codziennym życiu.

Po pierwsze, sutta ta może być pewnym dialogiem w łonie Theravādy z aspektami Mahāyāny, dwóch szkół, które prężnie działały na Sri Lance i próbowały się czasem zwalczać. W szkole Wielkiego Wozu istnieje ideał bodhisattvy czyli postawy życiowej, która polega na pomaganiu wszystkim żyjącym istotom w osiąganiu oświecenia, poświęcając przy tym swoje własne wyzwolenie. Jest to więc patrzenie się na równowagę innych i pomaganie im w osiąganiu tejże, samemu nie będąc w pełni zrównoważonym. Będzie to też dawanie rad, nawet nauczanie Dhammy przez osoby, które same nie wypraktykowały tego czego uczą. Jest to więc pewien rodzaj hipokryzji o którym wspomina sutta. Gdy spojrzymy na życie Buddhy, miał on możliwość nauczania, bez osiągnięcia pełnego Przebudzenia. Dwóch z jego wczesnych nauczycieli Udakka Ramāputta i Āḷāra Kālāma w ten czy inny sposób starali się go przekonać, by przejął ich szkoły i rozpoczął karierę nauczyciela. Buddha-in-spe (ponieważ nie był jeszcze w pełni samoprzebudzonym) nie skorzystał z oferty, właśnie dlatego, że czuł, że nie mógłby uczyć, ponieważ wiedział, że urzeczywistnienie, które osiągnął pod ich auspicjami nie było jeszcze pełne, nie dokonał się koniec cierpienia, wiedział, że istniały jeszcze niewielkie skazy w nim samym, w związku z czym nie mógł z czystym sumieniem zacząć pomagać innym tak jakby sobie tego życzył.

W dzisiejszych czasach jest wielu nauczycieli, w tym także Theravādyjskich, którzy sami przyznają, że nie są oświeceni, jednak mimo wszystko nauczają innych. Więc czy chodzi w przesłaniu tej sutty o pełne przejście treningu, osiągnięcie Nibbāny, by można było cokolwiek robić na rzecz innych? Czy możliwe jest pomaganie gdy nie jest się w pełni oświeconym? Czy może właśnie ideał bodhisattvy jest jednak możliwy – zważywszy na powyższe pytania?

Zostawmy na moment kłótnie między szkołami buddyjskimi na bok – interpretacja, że jest to sutta późniejsza oznaczałaby, że mowa ta jest dodana, późniejsza, nie jest autentyczną mową Buddhy. Trudno sobie to wyobrazić, zważywszy na prostotę i mądrość w niej zawartą. Można oczywiście podważać autentyczność wszystkich sutt, jednak nie powoduje to zwiększenia pewności i wiary, a raczej rodzi wątpliwości. Oczywiście warto mieć dozę sceptycznego nastawienia, by nie wierzyć we wszystko na ślepo, ale nie można też wszystkiego kwestionować – należy wykształcić w sobie środkowe podejście.

W mowie Buddhy wyjaśnione jest, co to znaczy ochraniać siebie i innych. W obu tych przypadkach jest to praktykowanie ustanowień uważności. Dalej, jak mówi Buddha, ochrania się siebie przez medytację, sumienną praktykę i doskonalenie umysłu, a innym daje się pomoc dzięki cierpliwości, łagodnemu życiu pozbawionemu przemocy, wzbudzaniu w umyśle miłującej dobroci oraz dzięki empatii. Warto tu także zwrócić uwagę w jaki sposób inni mogliby nam pomóc. To oni sami powinni praktykować i rozwijać umysł, dla siebie, a dla nas powinni mieć nastawienie miłującej dobroci i współczucia. Sutta kończy się powtórzeniem, ochraniając siebie (praktykując cztery satipaṭṭhāny) ochrania się innych, a ochraniając innych (praktykując mettę, etc) ochrania się siebie.

Jak widać Buddha w jakiś sposób chciał połączyć dwa podejścia, być może też dwóch grup, które zaczęły się wyłaniać w jego czasach. Jedni to ci, którzy stawiali na samorozwój i pewne ekstremum postawy: nie mogę pomagać innym, jeśli nie będę w pełni samo-przebudzonym, a drudzy to ci, którzy twierdzili: dam wszystko innym, poświęcając dla nich życie, bez patrzenia na siebie.

Musimy postarać się nie patrzeć na to w kontekście późniejszych szkół buddyjskich i ich podziałów (hīnayāna vs. mahāyāna) ale raczej na postawę, która dzieje się w łonie innych religii czy społeczeństw, które nie mają żadnego związku z buddyzmem. Te dwie postawy są dość naturalne, Buddha natomiast zawsze, nawet w takich, coby nie mówić, pełnych dobrych intencji postawach starał się znaleźć drogę środka pomiędzy ekstremami. Nie jest to więc sutta, w której Theravāda ma rację, a Mahāyāna nie. Jak wynika z ostatniego zdania mowy, należy umiejętnie praktykować i dzięki temu ochraniając siebie ochrania się innych a ochraniając innych ochrania się siebie. To bardzo istotne.

Weźmy przykład bardziej życiowy. Nie rozwiążemy biedy na świecie dając cały swój majątek biednym. To oczywiste, ale jest to pewne ekstremum. Tak jak wdowi grosz, o którym zapewne wielu słyszało z religii chrześcijańskiej, gdzie taka postawa jest chwalona – choć można powiedzieć, że jest tam pewien narracyjny chwyt w postaci nagrody Boga dla biedaczki, która sama niewiele miała, ale mimo wszystko dała na ofiarę. Oczywiście nie oznacza to, by być skąpym. Jak było wyżej, Buddha stara się nas przekonać do zdrowej równowagi. Nie dawać tak, by samemu przymierać z głodu, ale też nie gromadzić łapczywie majątku dla siebie, zrzędząc na bezdomnych i żebraków, nazywając ich pasożytami, etc. Czytelnik sam może przywołać przykłady w swoim życiu dwóch skrajności, czy będzie to w sferze ekonomicznej, czy pomocy duchowej czy może zwykłej pomocy i opieki, np. nad dziećmi, etc.

Należy pamiętać o intencjach, które można opisać w kilku krokach. Jeden, chcę pomóc innym. Dwa, mogę to zrobić. Trzy, podejmę pewne kroki, by to zrobić. Te trzy punkty z założenia istnieją wg Buddhy w tej sutcie. Jak pomóc umiejętnie i właściwie – właśnie tak jak sugeruje Buddha, w porównaniu do dwójki akrobatów. Przesłanie to jest dość jasne, pomagaj sobie, w ten sposób pomożesz innym, ale też pomagaj innym, a pomożesz sobie. Nie można skupić się za bardzo na jednej z dwóch skrajności. Jeśli skupimy się za bardzo na sobie, nasza intencja pomocy innym może zupełnie zniknąć, można także nie mieć na tyle współczucia by dostrzec, że przez własny rozwój ranimy innych. Z drugiej strony – poświęcając się dla innych, bez praktykowania naszego spokoju i dobrobytu, możemy popaść w niepotrzebne i niezdrowe kłopoty, w ostateczności nie radząc sobie ze sobą na tyle, że nie będziemy mogli pomagać innym. Innymi słowy – wynikiem powinno być zrównoważenie zarówno siebie jak i innych. Tego wszyscy chcemy. Podejrzewam, że nie potrzeba tu więcej komentarza. Spróbujmy teraz znaleźć nieco subtelniejsze, acz równie ciekawe i istotne przesłania tej mowy.

Po pierwsze – sutta ta jak kilka innych pokazuje nam pewne nastawienie nauki Buddhy jako ruchu sprzeciwu wobec „establishmentu” brahmińskiego. W dawnych czasach pozycja nauczyciela była bardzo wysoka i respektowana. W opowieści o akrobatach natomiast to uczeń, młodszy/a z akrobatów sprzeciwia się nauczycielowi i niejako uczy go tego co właściwe. Ten bunt Buddhy widoczny jest nie tylko tu, co zrozumiałe, ponieważ chciał on przewartościować ówczesne jemu wartości, by nauczać warstwy społeczne, które mogły być uznane w tamtych czasach za wyższe, wymagające szacunku. Błogosławiony nie szanował tradycji tylko dla samej tradycji, zwłaszcza jeśli nie posiadała ona mądrości i była kopiowaniem dawnych zwyczajów, ewentualnie była pewnym nietrafnym, niezdrowym założeniem.

Jeśli przyjmiemy, że Medakathālika była dziewczyną pojawić się tu może kolejny, można rzec jeszcze bardziej obrazoburczy znak czasów – bo oto młoda dziewczyna uczy weterana gimnastyki co ten powinien robić, zwracając mu uwagę na niewłaściwe instrukcje. Nie dość że podważa status nauczyciela to jeszcze jako kobieta, więc jeszcze niżej w hierarchii – sama go poucza. Mogło być to prawdopodobne, że w przypowieści młodym akrobatą była dziewczynka, co pasowałoby do mów Buddhy, który burzył stary porządek, na piedestał stawiając to co mądre, użyteczne i wiodące do prawdziwego, autentycznego końca cierpienia. Sutta ta na pewno mogła denerwować wszystkich, którzy kurczowo trzymają się przekazu i czczą status nauczyciela. W chińskich Agamach istnieje wersja z odpowiedzią nauczyciela. Nie ma po prawdzie znaczenia czy starszy akrobata zgodził się z młodszym/ą czy nie. Wydaje się, że reakcja nauczyciela w historii nie jest istotna, może jedynie pokazać w jaki sposób dana tradycja odnosi się do pozycji nauczyciela. Gdyby starszy z akrobatów pochwalił młodszego/ą, mówiąc, że to był jego plan, by sprawdzić mądrość młodszego, wtedy mamy tylko dowód na to, że mimo buntowniczej wymowy sutty, kolejne generacje chciały mimo wszystko ugruntować pozycję nauczyciela, jako wszechwiedzącego, mistrza, guru. Możemy domyślać się tylko, ale raczej Buddha wiedział, że niektórzy nauczyciele, czy to duchowi czy inni, mogą się mylić i młodsze pokolenie jest w stanie wytknąć im błędy merytoryczne, co jest całkiem naturalne i życiowe.

Kolejną nauką jaka wyłania się z lektury sutty to ta, że równowaga umysłu nie jest czymś prostym. Tak jak równoważenie ciała by uzyskać pewną pozycję akrobatyczną, wymaga czasu, treningu i skupienia, tak upekkha, zrównoważenie umysłu nie jest li tylko odpuszczaniem, porzucaniem, lub inaczej, odpuszczanie i porzucanie nie jest czymś prostym. Jest to wymagający proces, w który musimy włożyć całą naszą energię i zaangażowanie. Można oczywiście mówić o naturze Buddhy, która jest podstawą wszelkiego istnienia, jednak nie oznacza, że wystarczy nic nie robić i sama się przejawi (znów, nie chcąc wchodzić w spory dogmatyczne, Theravāda nie uznaje naturalnego stanu umysłu za pierwotny, ponieważ są sutty które mówią o przejrzystości, świetlistości natury umysłu, z drugiej jednak strony choćby druga Szlachetna Prawda wyjawia nam przyczyny cierpienia, które są bardzo prymarne).

Buddha był często krytykowany przez inne szkoły myślowe i duchowe za ścieżkę nie-robienia. Podział na szkoły w tej klasyfikacji oznacza, że jedne szkoły uznają, że należy coś zrobić by osiągnąć wyzwolenie, inne instruują, że powinno robić się jak najmniej, im mniej tym lepiej, dzięki czemu nastąpi wyswobodzenie się ze skaz. Ta sutta na pewno stoi po stronie robienia czegoś. Tak jak próbujemy stać na jednej nodze – co będzie procesem statycznym, ale aktywującym nasz mózg i ucho środkowe, tak też uspokojenie i równowaga umysłowa może być uznana przez innych jako inercja, jednak będzie również wymagała od osoby chcącej pozostać w równowadze dużej ilości energii, skupienia i siły by nie musieć zareagować niezdrowo na konkretną sytuację. Innymi słowy – jeśli ktoś nas zdenerwuje, a my nie zareagujemy gniewem, nie oznacza to, że nie zrobiliśmy niczego. Zrobiliśmy znacznie więcej niż osoba, która zareagowałaby gniewem, to ona byłaby tą, która niewiele robi, a gniew byłby najszybszym i najmniej „wytrenowanym” posunięciem. Stąd cały trening moralny polega właśnie na ćwiczeniu siebie, tak by będąc samemu w równowadze, móc dawać tę równowagę innym. Jeśli nie zezłoszczę się na kogoś o gniewnym nastawieniu, przerwę łańcuch, który mógłby trwać, ponieważ moja złość mogłaby wpłynąć na kogoś na kim ją bym wyładował, a ta osoba wyładowałaby się na kolejnej i tak dalej.

Kolejnym nie tak oczywistym a istotnym przesłaniem tej krótkiej historyjki jest powiedzmy, teleologia wyzwolenia, czyli cel w jakim praktykujemy. Jeśli medytujemy i trenujemy swój umysł, czy to poprzez jhāny, czy wglądy, czy pokłony, a może jeszcze inne formy, jednak nie pojawia się rezultat w postaci pomocy sobie i innym, wtedy nie będzie to miało większego sensu. Rezultatem, wg sutty, powinna być równowaga, ale po prawdzie pomoc, więc prawdziwe szczęście zarówno dla siebie jak i dla innych. Znajdując ten balans między odpowiednią asertywnością wobec siebie, oraz współczuciem i brakiem hipokryzji w stosunku do innych, odnajdziemy to co przykazał nam Buddha w tej mowie.

Medytacja dla samej medytacji, niczym sztuka dla sztuki, jeśli nic się w nas nie zmienia pod względem charakteru czy stosunku do innych, nie będzie zrównoważonym dążeniem do wyzwolenia z cierpienia. Nie możemy też liczyć na to, że niezdrowe czyny, słowa czy myśli zawiodą nas, jakimś magicznym pstryknięciem w palce w kierunku Nibbāny. Proces ten powinien być na każdym kroku pełen zrównoważenia, energii i siły oraz wytrzymałości. Powtarzalność, jak w treningu ciała, może być nudna i frustrująca, jednak z czasem zdamy sobie sprawę, że wszystko to było istotne, by zmienić nawykowe reakcje umysłu.

Chęć bycia kimś innym, na przykład wysportowanym, nie oznacza, że natychmiast się nim staniemy. Chęć bycia wyzwolonym także nie jest jedynym warunkiem do osiągnięcia Nibbāny. Zatem trzeba na nią zapracować. Niektóre drogi do tego są szybsze (zapisanie się na kurs akrobatyczny) a niektóre wolniejsze (próby samemu, lub we dwie osoby i z kijem z bambusa). Tak czy inaczej praktykujemy nie dla siebie wyłącznie (więc nie ma czegoś takiego jak hīnayāna sauté) ponieważ robiąc to umiejętnie pomagamy też automatycznie innym, ani nie robimy tego tylko i wyłącznie dla innych (w jakiś sposób specjalnie spowalniając nasze oświecenie – ideał bodhisattvy) ponieważ jeśli właściwie będziemy pomagać innym, sami także skorzystamy i, chcąc nie chcąc, także doznamy Przebudzenia. Ten balans i równowaga to właśnie ćwiczenie czterech podstaw uważności i praktyka miłującej dobroci, współczucia i innych. Instrukcje jak to robić znajdują się w innych suttach.

P.S.: To jedna z mów Buddhy, którą Bhante Sujato omawiał na odosobnieniu 25-29 Listopada 2015 - więcej informacji TUTAJ.

SN.47.019

Sedaka Sutta

Mowa wygłoszona w Sedaka

Tłumaczenie na podstawie oryginalnego tekstu w Pāḷi - Piotr Jagodziński

alternatywne tłumaczenie: KrzysiekZ

385. Ekaṃ samayaṃ bhagavā sumbhesu viharati sedakaṃ nāma sumbhānaṃ nigamo. Tatra kho bhagavā bhikkhū āmantesi –

Pewnego razu, Błogosławiony przebywał w kraju Sumbha, w Sedaka, jednym z miast targowych ludu Sumbha. Tam Błogosławiony zwrócił się do mnichów:

‘‘bhūtapubbaṃ, bhikkhave, caṇḍālavaṃsiko caṇḍālavaṃsaṃ ussāpetvā medakathālikaṃ antevāsiṃ āmantesi –
‘ehi tvaṃ, samma medakathālike, caṇḍālavaṃsaṃ abhiruhitvā mama uparikhandhe tiṭṭhāhī’ti.
‘Evaṃ, ācariyā’ti kho, bhikkhave, medakathālikā antevāsī caṇḍālavaṃsikassa paṭissutvā caṇḍālavaṃsaṃ abhiruhitvā ācariyassa uparikhandhe aṭṭhāsi. Atha kho, bhikkhave, caṇḍālavaṃsiko medakathālikaṃ antevāsiṃ etadavoca –
‘tvaṃ, samma medakathālike, mamaṃ rakkha, ahaṃ taṃ rakkhissāmi. Evaṃ mayaṃ aññamaññaṃ guttā aññamaññaṃ rakkhitā sippāni ceva dassessāma, lābhañca lacchāma, sotthinā ca caṇḍālavaṃsā orohissāmā’ti.

„Mnisi, zdarzyło się kiedyś, że pewien akrobata przygotowawszy bambusową tyczkę, zwrócił się do swojego pomocnika Medakathāliki:
’Zbliż się, drogi Medakathāliko, wespnij się na moje ramiona i stań na tej bambusowej tyczce.’1
‘Dobrze, mistrzu’, odpowiedział pomocnik, po czym, o mnisi, wszedł on na ramiona akrobaty i stanął na bambusowej tyczce. Wtedy to akrobata powiedział do pomocnika Medakathāliki:
‘Ochraniaj mnie teraz, drogi Medakathāliko, tak jak ja będę ochraniał ciebie. W ten sposób, ubezpieczając jeden drugiego i osłaniając jeden drugiego, pokażemy nasz talent, dostaniemy zapłatę i wyjdziemy bezpiecznie z pozycji z bambusową tyczką.’

Evaṃ vutte, bhikkhave, medakathālikā antevāsī caṇḍālavaṃsikaṃ etadavoca –
‘na kho panetaṃ, ācariya, evaṃ bhavissati. Tvaṃ, ācariya, attānaṃ rakkha, ahaṃ attānaṃ rakkhissāmi. Evaṃ mayaṃ attaguttā attarakkhitā sippāni ceva dassessāma, lābhañca lacchāma, sotthinā ca caṇḍālavaṃsā orohissāmā’’’ti.

Gdy było to powiedziane, pomocnik Medakathālika zwrócił się do swego mistrza:
‘Nie damy rady tego zrobić w ten sposób, mistrzu. Ty ochraniaj siebie, mistrzu, a ja będę ochraniał siebie. W ten sposób, gdy każdy z nas będzie ubezpieczał samego siebie i osłaniał samego siebie, pokażemy nasz talent, dostaniemy zapłatę i wyjdziemy bezpiecznie z pozycji z bambusową tyczką.’

‘‘So tattha ñāyo’’ti bhagavā etadavoca, ‘‘yathā medakathālikā antevāsī ācariyaṃ avoca. Attānaṃ, bhikkhave, rakkhissāmīti satipaṭṭhānaṃ sevitabbaṃ; paraṃ rakkhissāmīti satipaṭṭhānaṃ sevitabbaṃ. Attānaṃ, bhikkhave, rakkhanto paraṃ rakkhati, paraṃ rakkhanto attānaṃ rakkhati’’.

„Taka właśnie jest metoda” – powiedział Błogosławiony. „Podobna jest do tego, co powiedział Medakathāilka do swojego nauczyciela. Ochraniać siebie oznacza praktykowanie ustanowień uważności. Ochraniać innych także oznacza praktykowanie ustanowień uważności. Ochraniając samego siebie, o mnisi, ochrania się innych, ochraniając innych, ochrania się samego siebie."

‘‘Kathañca , bhikkhave, attānaṃ rakkhanto paraṃ rakkhati? Āsevanāya, bhāvanāya, bahulīkammena – evaṃ kho, bhikkhave, attānaṃ rakkhanto paraṃ rakkhati.

"A w jaki sposób, mnisi, ochraniając samego siebie, ochrania się innych? Dzięki praktyce, doskonaleniu umysłu i sumiennej medytacji. W taki sposób, mnisi, ochraniając samego siebie, ochrania się innych."

Kathañca, bhikkhave, paraṃ rakkhanto attānaṃ rakkhati? Khantiyā, avihiṃsāya, mettacittatāya, anudayatāya – evaṃ kho, bhikkhave, paraṃ rakkhanto attānaṃ rakkhati.

"A w jaki sposób, mnisi, ochraniając innych, ochrania się samego siebie? Dzięki cierpliwości, łagodnemu życiu pozbawionemu przemocy, wzbudzaniu w umyśle miłującej dobroci oraz dzięki empatii. W taki sposób, mnisi, ochraniając innych, ochrania się samego siebie."

Attānaṃ, bhikkhave, rakkhissāmīti satipaṭṭhānaṃ sevitabbaṃ; paraṃ rakkhissāmīti satipaṭṭhānaṃ sevitabbaṃ. Attānaṃ, bhikkhave, rakkhanto paraṃ rakkhati, paraṃ rakkhanto attānaṃ rakkhatī’’ti.

Ochraniajcie siebie, mnisi poprzez praktykowanie ustanowień uważności. Ochraniajcie innych także poprzez praktykowanie ustanowień uważności. Ochraniając samego siebie, o mnisi, ochrania się innych, ochraniając innych, ochrania się samego siebie.


Powrót do Tipiṭaki

O tłumaczu

pio.JPG

Piotr Jagodziński
zobacz inne publikacje autora

Piotr Jagodziński - ur. 2 lipca 1980 roku - twórca (2007) i redaktor naczelny (2007 - 2015) portalu Sasana.pl - w 2009 w Birmie pod przewodnictwem Ashin Tejaniya wyświęcony na mnicha buddyjskiego jako Vilāsa Bhikkhu, uzyskał dyplom na Uniwersytecie Theravādy (I.T.B.M.U.), po roku przeniósł się na Sri Lankę, gdzie między innymi odbył odosobnienie z Ajahnem Brahmavamso. W 2011 zrzucił mnisie szaty, pozostając świeckim wyznawcą - upāsaka. W 2016 po raz wtóry wdział mnisie szaty w klasztorze Sāsanārakkha, w Malezji, i dostał od swojego nauczyciela nowe imię - Vilāsadhammika. W 2017, po raz wtóry zrzucił mnisie szaty. Trzeciego razu, jak się zarzeka, już nie będzie. Jego lokalizacja pozostaje nieznana.


Poleć nas i podziel się tym artykułem z innymi: Facebook

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL: Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.

gnu.svg.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0

cc.png

Tłumaczenie: Piotr Jagodziński

Image0001%20%281%29.png


Podoba Ci się ten artykuł? Dołącz do nas lub wesprzyj nas finansowo.
POMÓŻ FUNDACJI "THERAVADA"
(KRS: 0000464215, NIP: 5223006901, Regon: 146715622)
KONTO BANKOWE: 89 2030 0045 1110 0000 0270 1020