Tytuł: Wcielając nauki w życie

O autorze: Ajahn Viradhammo

Wersja pdf:

zobacz źródło

print

Wersja scribd:

Na podstawie wykładu wygłoszonego w klasztorze w Chithurst w lipcu 1989.

bz_0117.jpg

Koncepcje buddyjskie mogą nam pomóc. Mogą przebudzić nas do pewnych rzeczy o ludzkim doświadczeniu, które musimy zrozumieć aby móc się wyzwolić. Nie są one jedynie ideami, które się odkłada, aż do następnego egzaminu z buddyzmu - są to zasady i koncepcje poprzez które patrzymy na życie jak przez mikroskop.

Jeśli chodzi o mnie, życie klasztorne jest wzorem, jaki zaproponował nam Budda żebyśmy wszyscy mogli praktykować. Czasem ludzie świeccy pytają: "Ale jak mam praktykować jako świecki?" Życie świeckie jest tak zróżnicowane. Życiowe sytuacje różnią się bardzo - niektórzy mają rodziny, inni nie. Jest mnóstwo stylów życia i trudno jest ustanowić jakiś szczególny model.

Pewne ogólne sugestie zostały przedstawione jeśli chodzi o świecką praktykę: utrzymywać wskazania, żyć w sposób moralny, praktykować hojność. Zaleca się Właściwą Mowę, Właściwe Działanie i Właściwe Źródło Utrzymania, ale świecka praktyka musi być twórcza w używaniu życia samego w sobie jako środka wiodącego ku wolności i jest to bardzo indywidualne. Życie klasztorne jest bardziej zuniformizowane ponieważ żyjemy tu zgodnie z zasadami - jako świeccy praktykujący możecie zastanowić się do jakiego stopnia wzór ten służy refleksji i kontemplacji.

Podstawowym, fundamentalnym wymogiem życia klasztornego jest wyrzeczenie się, poddanie się pewnej formie i dyscyplinie. Przyjmujemy wskazania i akceptujemy ten styl życia - jest to nasz wybór.

Wtedy jednak staje się to sytuacją, w której nie mamy już tylu możliwości wyboru. Żyjemy w w pewnej hierarchii. Mamy przepisowy sposób odnoszenia się do mężczyzn i kobiet. Mamy reguły dotyczące dbania o nasze szaty i wyposażenie klasztoru. Mamy zasady określające dzielenie się rzeczami. Mamy tez różne sposoby upominania i wyświęcania, procesy prawne. Jako zakon poddajemy się tej formie, temu rodzajowi treningu.

Niektórzy myślą, że zasady są pogwałceniem wolności, ale tak naprawdę poddanie się czy poświęcenie daje możliwość obserwowania, zamiast jedynie wolności robienia zawsze tego, co nam się podoba.

Zanim zostałem wyświęcony na mnicha mieszkałem w Indiach jakiś czas i cieszyłem się niesamowitą wolnością w sensie fizycznym. Byłem w stanie przeżyć miesiąc za kilka dolarów. Nie doświadczałem skrępowania mojej własnej kultury i wynikała z tego niebywała wolność.

Stałem się jednak bardzo pomieszany. Pomieszanie wynikało z tego, że ciągle myślałem jakoby robiąc co mi się spodoba osiągnę jakieś spełnienie. Stwierdziłem jednak, że wręcz przeciwnie - robienie tego, co mi się podoba sprawiało że jeszcze bardziej byłem pomieszany ponieważ nie zaprzestałem "chęci". Nie zakończyłem tego podstawowego rozkojarzenia, które próbowałem przezwyciężać poprzez gromadzenie doświadczeń - podróże, związki czy cokolwiek. Ten rodzaj wolności był zabawny jakiś czas, ale prowadził do rozpaczy - im więcej rzucałem się w świat sytuacji i wydarzeń, tym bardziej uświadamiałem sobie, że to nie działa. Wtedy jakimś szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się zostać mnichem. Bynajmniej nie było to łatwe, ale nie o to chodzi. Pierwszy rok życia klasztornego był nad wyraz frustrujący, drugi był pełen frustracji a trzeci… też był pełen frustracji! Tym razem byłem tylko pionkiem. Nie mogłem pójść do klasztoru do którego chciałem.

Chodziłem do Ajahn'a Chach i mówiłem: "Luang Por, chciałbym udać się do takiego i takiego klasztoru." On odpowiadał: "A co ci się tu nie podoba? Nie lubisz mnie?"

Styl Ajahn'a Chach polegał w dużym stopniu na "frustracji pragnienia" i był przy tym nieustraszony. Nie przeszkadzało mu, że jego uczniowie wściekali się na niego! W taki sposób demonstrował swoje współczucie - współczucie wywoływania frustracji.

Wymagało to wiele odwagi, nieprawdaż? Stwierdziłem więc, że jeśli kiedykolwiek ma mi być dane zbliżyć się chociaż do nauk wskazanych przez Buddę to muszę zatrzymać się i przyjrzeć. Nie mogłem już więcej przestawiać rzeczy zgodnie ze swoimi upodobaniami.

Już to przerabiałem i wiedziałem, że to nie działa. Wybrałem ten wzór, ten "pojazd" nie po to by się bawić, ani nie po to żeby coś przez to osiągnąć. Zrobiłem to po to żeby być w stanie obserwować naturę zarówno frustracji z powodu pragnienia jak i spełnienia pragnienia.

To podstawowe poddanie się strukturze daje wolność obserwowania. Czy możecie to przełożyć na język swojego własnego życia? Na przykład w rodzinie, pracy, ramach społecznych - może to być środkiem prowadzącym do zrozumienia duchowego, jeśli tylko zaakceptujesz fakt, że wewnątrz tego zawsze będzie frustracja zamiast ciągłych prób zmiany sytuacji w celu zaspokojenia swoich osobistych pragnień i potrzeb. Oczywiście jeśli sytuacja jest groźna w jakiś sposób to musisz coś zmienić. Zwyczajny kołowrót, nudne, dokuczliwe sprawy w życiu mogą być czynnikiem oświecenia, jeśli tylko mamy wolę zaobserwowania jak to działa.

Poddanie się jest więc bardzo ważne; takie jest znaczenie noszenia szaty - jest to symbol poddania się. Odpowiedzialność może być użyta jako poddanie się, albo może być postrzegana jako brzemię. Mogę podjąć odpowiedzialność bycia starszym mnichem i popaść z tego powodu w syndrom męczennika - "Ach, mam za swoje, muszę być starszym mnichem…" Mogę też być rozanielony - "Aha! Popatrzcie jestem starszym mnichem…" albo mogę traktować to jako pewną konwencję - "Jestem starszym mnichem. Wolałbym być szarą myszką, ale cóż - oto jestem starszym mnichem."

Mogę obserwować wtedy jak to na mnie działa, czy jest „lubię” czy „nie lubię”, czy jest uczucie, że robię to dobrze czy też, że jestem beznadziejny - zacząć raczej obserwować jak funkcjonuje umysł w każdej sytuacji niż starać się ciągle przystosowywać sytuacje odpowiednio do swoich osobistych opinii.

Stosując to do swojej własnej sytuacji możesz sam siebie zapytać: "Co się dzieje ze mną w pracy?". "Co się dzieje ze mną w domu?" Praca po prostu nie zawsze daje zadowolenie. Może być nudna, interesująca albo irytująca, ale zawsze można użyć tego poddania się. Jeśli zawsze zmieniamy pozycję w zależności od naszego osobistego pragnienia to nigdy nie zrozumiemy jak to się rozgrywa w umyśle. Poddanie się jest zasadniczą sprawą, jeśli chodzi o zrozumienie ludzkiego umysłu.

Jeśli zaś chodzi o to poddanie się, zauważam, że trzy czynniki są bardzo pomocne w mojej własnej praktyce: odkrywanie, trening i oczyszczenie. Odkrywanie (czasem zwane vipassaną) ma znaczenie podstawowe, jako że droga buddyjska jest drogą budzenia się. Nie jest to droga pozbywania się czegoś albo osiągania czegoś w przyszłości - to są sprawy związane z ego, z tym co nazywamy "poglądem o istnieniu ego". Przebudzenie się jest zawsze czymś natychmiastowym: budzimy się…

Do czego się budzimy? Do rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Odkrywamy rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Nauki Buddy wskazują jedynie na rzeczy, które były od dawna, ale być może nie dostrzegaliśmy ich dotąd.

W taki oto sposób buddyjskie koncepcje mogą nam pomóc. Mogą przebudzić nas do pewnych rzeczy o ludzkim doświadczeniu, które musimy zrozumieć, po to by być wolnym. Nie są one jedynie ideami, które się odkłada, aż do następnego egzaminu z buddyzmu - są to zasady i koncepcje poprzez które patrzymy na życie jak przez mikroskop.

Weźmy dla przykładu intelektualną koncepcję jaką są Trzy Cechy Egzystencji: niestałość, niespełnienie i bezjaźniowość, (anicca, dukkha, anatta) i zbadajmy jak można to odnieść do własnego życia.

Na przykład anatta, nie-ja - nauka o tym, że umysł i ciało nie są mną. Jeśli jednak nie jestem tym ciałem i tym umysłem to kim jestem? Umysł zaczyna się zastanawiać. To zastanawianie ukierunkowuje umysł, zaczyna nas budzić. Piękno nauk Buddy polega na tym, że pozwalają wątpić i używają tego wątpienia do wyzwolenia umysłu.

Jeśli zaś chodzi o anicca: "To, co ma naturę pojawiania się ma też naturę zaniku." Zacznijmy patrzeć przez to na życie. Doświadczenia życiowe są rozmaite, więc jeśli ciągle uwikłany jestem w doświadczanie, to może być to bardzo dezorientujące. Jeśli jednak użyję tych nauk jako mikroskopu by się temu przyjrzeć, to zobaczę, że to, czego naturą jest pojawianie się ma też naturę odchodzenia i nie jest to niczym osobistym.

Zaczynam w ten sposób odkrywać naturę mojego świadomego doświadczenia ponieważ nie jestem już do tego przywiązany. Zaczynam odkrywać rzeczy związane z doświadczaniem, których wcześniej nie dostrzegałem. Na przykład myśl pełna gniewu nie jest moja, - jest uwarunkowaniem natury; pojawia się i znika. Być może zacznę w końcu uwalniać poczucie winy, gniew i tego rodzaju rzeczy widząc, że nie są niczym osobistym, nie-ja. Coś odkryłem. Często mówimy o dukkha - niespełnieniu jako o konflikcie. Każdy w swoim życiu przeżywa jakiś konflikt, ale zanim spotkałem się z tą nauką zawsze starałem się pozbyć konfliktu; być miłym gościem kiedy byłem zły; pozbyć się chciwości kiedy byłem obsesyjnie chciwy; próbując zająć umysł gdy byłem znudzony. Były to swego rodzaju nieuporządkowane próby obejścia tego jakoś. Kiedy jednak usłyszałem, że konflikt ma przyczynę, zacząłem zapytywać i odkrywać przyczynę cierpienia.

Złudzenie w życiu polega właśnie na tym że mamy tendencję popadania w fascynację poszczególnymi rodzajami doświadczenia. Jeśli złoszczę się na spóźniony autobus zaczynam myśleć, że to problem kierowcy albo mój problem. Zawsze szukam na zewnątrz próbując określić dany problem, ale nigdy nie patrzę na gniew sam w sobie.

Nauka, jaką tu wykorzystujemy jest bardziej obiektywnej natury: "O.K., to jest doświadczenie gniewu, ale jest to coś, co powstaje i odchodzi. Co jest tu przyczyną cierpienia?" Oddzielamy się więc od tej pozornej natychmiastowości, złożoności i fascynacji naszym doświadczeniem. W tym procesie nie jest istotne na co jesteśmy źli. Chodzi tu o to by przyjrzeć się dokładniej tym podstawowym mentalnym schematom żeby móc je zrozumieć.

Jeśli zechcemy przyjrzeć się naszym konfliktom, otworzyć umysł na dany konflikt możemy coś odkryć, nieprawdaż? Kiedy jednak sądzimy, że powinniśmy być kimś, kto nigdy się nie boi czy nie złości, powinien zawsze być błyskotliwy i czarujący, to gdy coś wręcz odwrotnego się przytrafia próbujemy to wypierać. Nie ma wtedy refleksji. Jest jedynie jakiś rodzaj wyobrażenia albo oczekiwania do którego się przywiązujemy i frustracja, gdy nie można tego osiągnąć. Jeśli natomiast podejdziemy do tego w inny sposób zobaczymy, że doświadczenie jest jedynie procesem i że w tym procesie jest coś co można odkryć, czemu można się przyjrzeć. Musimy zrozumieć co jest przyczyną konfliktu.

Okazuje się więc, że doświadczenie to nie problem: pożądanie nie stanowi problemu, lęk czy nuda nie są problemem. Problem tkwi w przywiązaniu do wyżej wymienionych.

Co oznacza samo słowo przywiązanie? Co to jest przywiązanie? Przywiązanie zawsze wynika z poczucia „ja”. Uwolnienie natomiast jest otwartą akceptacją tej chwili taką jaką jest. To właśnie powinniśmy odkryć, zobaczyć to całkowicie przejrzyście. Jest to droga wglądu.

Przedsięwzięcie treningu (bhavana) wymaga od nas wysiłku. Czasem to nauczanie o uwalnianiu może brzmieć jak zachęcanie do naiwnej akceptacji. Mógłbym na przykład przyłożyć komuś w nos i powiedzieć sobie: „W porządku, po prostu uwolnij to. Nie ma sprawy!”. Następnie znowu rozzłościć się na kogoś, przyłożyć mu w oko i powiedzieć: „Jestem złym człowiekiem. Jest jak jest!”. Nie o to jednak chodzi, nieprawdaż? Nie to mieliśmy na myśli mówiąc o uwalnianiu. Trzeba przejść trening..

Dwie rzeczy, które moim zdaniem są bardzo pomocne w treningu to: 1 – widzieć przyczynę i skutek, 2 – intencja. Zawsze można czynić refleksję na temat przyczyny i skutku pytając na przykład: Jaki jest skutek mojej praktyki? Jak długo już praktykuję i z jakim skutkiem? Czy jestem bardziej pogodzony z życiem po tych dziesięciu latach czy po roku? Może jestem bardziej spięty? Jeśli jestem bardziej spięty to muszę zastanowić się nad swoją praktyką. jeśli jestem bardziej rozluźniony też powinienem brać pod uwagę praktykę.

Przyglądamy się, więc przyczynom i skutkom pytając wprost: Do czego prowadzi moje życie, sposób w jaki żyję? Nie jest to żadne osądzanie na zasadzie „No znowu! Ciągle ulegam irytacji!” Taka postawa nie ma nic wspólnego z refleksją. Zamiast tego zauważmy: Sposób w jaki mówię – jaki jest tego skutek? Sposób w jaki chłonę elementy świata zmysłów - czy są to idee z książek czy kanapki z szynką – jaki jest tego skutek? Jaki jest skutek mojej siedzącej medytacji? Jak to oddziałuje na mój umysł i ciało, na moje otoczenie? Można to kontemplować. Jest to proste, ale bardzo istotne – zobaczyć co się sprawdza, a co wręcz przeciwnie.

Popełniamy błędy, bo nie rozumiemy - cała sztuka polega, więc na tym, żeby popełniać jak najmniej błędów, a przynajmniej nie popełniać ciągle tych samych. Czasem jednak dopada nas ta ślepota i nie mamy pojęcia dlaczego cierpimy w naszym życiu. Ignorancja zaślepia. Co można wtedy zrobić? Gdziekolwiek jest cierpienie czy pomieszanie można spróbować przyglądać się schematom powielanym w naszym życiu. Jeśli przyjrzymy się temu całemu schematowi być może odkryjemy przyczyny cierpienia i postanowimy nie dopuszczać by pojawiały ciągle od nowa.

Powiedzmy, że jestem kimś, kto zawsze musi inteligentnie dociąć innym. Patrzę jak inni zaczynają się odsuwać, nikt mnie nie lubi i sam siebie w końcu nienawidzę. Pojawia się, więc refleksja: ten rodzaj mowy skutkuje wyrzutami sumienia i żalem. Ten styl mowy powoduje , że inni cierpią. Zaczynam dostrzegać: Aha, taki jest skutek. Co mogę z tym zrobić?

Dobrze jest w takiej chwili umieć odróżnić wstyd od poczucia winy. Wstyd to zdrowa reakcja na niewłaściwe działanie, mowę lub myśl. Jest to zdrowe, bo pokazuje mi: „To jest bolesne”. Większość z nas zamienia to jednak na poczucie winy. Jest wstyd, ale też nieproporcjonalna ilość „samo-ubiczowania”. Tak wygląda niezdrowe poczucie winy.

Wydaje mi się, że poczucie winy jest przykrywką dla bólu. Łagodzę ból pokrywając go myślami pochodzącymi z poczucia winy: „Tak, jesteś zepsuty do szpiku kości Viradhammo!” Jest to jednak działanie ego. Jak to jest gdy po prostu staniemy twarzą w twarz z bólem? Jeśli powiem komuś coś niemiłego, a potem widzę , że go zraniłem myślę „No nie, znowu to zrobiłem!” – i o to właśnie chodzi. Jest ból. To skutek mojego działania.

Medytacja jest tak ważna, ponieważ gdy siedzimy widzimy jasno czym skutkuje nasze życie. Czasem zbyt trudno jest siedzieć gdy cierpimy, ponieważ pragniemy uciec od tego cierpienia. Jeśli jednak rzeczywiście siedzimy i czujemy ból, bez osądzania – na prawdę odczuwamy fizyczne i emocjonalne uczucie, możemy kontemplować: to jest skutkiem tego. Gdy jest to pojawia się tamto. Widzimy współzależne powstawanie – pojawienie się określonego uczucia zależne jest od określonych działań lub warunków. Jeśli na prawdę poczujemy ból rejestrowany przez umysł w intuicyjny, najbardziej podstawowy sposób zrozumiemy, że jeśli będziemy robić pewne rzeczy zaczniemy cierpieć. Uświadomimy sobie przyczynę i skutek.

Co w takim razie możemy zdziałać? No cóż, zamiast myślenia zakorzenionego w poczuciu winy można myśleć „zręcznie”. Możemy powiedzieć: „Od dzisiaj nie będę mówił w ten sposób”. Możemy uczynić postanowienie którego utrzymywanie w umyśle pomoże być bardziej uważnym.

Pięć dni później gdy znowu powiem coś takiego, zamiast myśleć “Znowu to samo! Nic z ciebie nie będzie! Jesteś kompletne dno !” mogę zawrócić i przyjrzeć się temu. „Czym to skutkuje? Boli, naprawdę boli! Czuję to.”

Ten ból może mnie nauczyć: pojawiło się takie uwarunkowanie – powstało więc to, ale gdy się nie pojawia nie otrzymujesz tego. Jeśli będę przechodził ten proces ciągle od nowa przyglądając się nawykowym schematom cierpienia, w końcu zacznę dostrzegać pojawianie się tych niewłaściwych warunków. Pojawia się uważność.

Uważność jest niezwykle skuteczna. Jest jak rozważanie czy pamiętanie. Widzimy na przykład: „Aha, znowu… ten impuls żeby komuś dociąć… nie będę jednak reagował na to. Nie pójdę za tym. Zacisnę zęby i nic nie powiem.” Pojawia się wtedy radość: „Nie zrobiłem tego! Nie dałem się wciągnąć”. Serce uwolniło się od tego szczególnego nawyku.

Nie było już w tym wszystkim nienawiści. Była intencja, ale nie związana z działaniem ego, nie było tu działania pod wpływem pragnienia. Nie staram się być „kimś”, kto tego nie robi. Nie ma tu działania pod wpływem awersji. Jest jedynie, uważność, przytomność. Jest to trening, działanie zawsze z uważnością i postanowienie: będę przytomny, nie będę się niczym stawał, po prostu będę postrzegał rzeczy takimi jakimi są.

Oczyszczenie, trzeci rodzaj rozważań, który uważam za pomocny, jest być może najtrudniejszy dlatego, że jest tak nudny. Wypowiadać się mogę oczywiście jedynie na temat życia klasztornego ponieważ nigdy tak na prawdę nie prowadziłem treningu jako osoba świecka. Wiem, że życie w klasztorze to nic zabawnego – nie na tym to polega. Chociaż kocham braterstwo i sądzę, że mnisi są inspirujący czasem po prostu nie lubię ludzi, czuję się zirytowany, poniżany lub że mam po prostu dość. Mam jednak możliwość obserwowania tego i to właśnie jest oczyszczenie.

Trzeba mieć niezwykłą cierpliwość. Moje ulubione powiedzenie to “Nieskończona cierpliwość, bezgraniczne współczucie”. Na tym polega praktyka. Kiedy to wszystko zaczyna się ujawniać, kiedy denerwuje cię twoje mieszkanie albo małżeństwo, albo masz dość własnych dzieci pragnienie manifestuje się jako frustracja. Wtedy jednak, jeśli wytrzymamy z tą frustracją bez osądzania, przechodzimy przez oczyszczenie. Pozwalamy więc, żeby te sprawy dotarły do świadomości – musimy sprawić żeby “śmieci” stały się świadome.

Nauki o anatta i anicca, bezjaźniowości i ciągłej zmianie są tak ważne dlatego, że gdybyśmy ich nie mieli, bralibyśmy wszystko do siebie. Im bardziej jednak kontemplujemy to nauczanie i odkrywamy, że jest prawdziwe, tym więcej odwagi mamy żeby to wszystko dopuszczać do świadomości, tym więcej mamy cierpliwości żeby to znosić, tym bardziej uświadamiamy sobie tło tego wszystkiego - spokój umysłu.

Ten spokój nie jest czymś, co zdobywamy stając sie kimś. Wydarza się on raczej poprzez “odpuszczanie”, pozwalanie żeby sprawy same odeszły. Dlatego właśnie tak dużo mówimy o zaniku. Powiedzmy, że gdy jestem na przykład w zrzędliwym nastroju pamiętam nauki: “To się zmieni, nie rób z tego problemu.”

.
Pozwalam więc sobie na bycie zrzędliwym, co nie jest ani folgowaniem sobie, ani też rzutowaniem tego na innych mnichów, czy wypieraniem. Jest to po prostu uznanie, że to co ma naturę pojawiania się, ma też naturę zanikania – mogę się “przebudzić do tego” i wtedy rzeczywiście to znika. Uświadamiam to sobie coraz bardziej i staje się to wówczas ścieżką odwagi i pewności siebie. Z ufnością pozwalam żeby rzeczy się pojawiały, stawały się w pełni świadome – żeby lęk, gniew, czy cokolwiek, były w pełni świadome.

Tendencja do wypierania nieprzyjemnych rzeczy jest niezwykle silna. Panikujemy pod wpływem pewnych uwarunkowań, a one stają się wtedy prawdziwym zagrożeniem. Próbujemy je gdzieś zepchnąć, ale one wracają. Jeśli więc, stwierdzimy, że to ciągle wraca musimy się zastanowić: “ Czy ja na prawdę pozwalam temu dotrzeć do świadomości, czy jedynie to spycham?” Trudno uchwycić tę granicę między folgowaniem sobie, a wypieraniem , chociaż właściwie to bardzo proste – należy się “przebudzić” do tego co jest tu i teraz.

Jest to na prawdę natychmiastowa praktyka, gdy pojawia się pytanie „Czy ja wypieram czy pozwalam sobie zbytnio?” traktuj to jako wątpienie – po prostu uwarunkowanie umysłu. „Jest jak jest. Tak czuję się w tej chwili” – budzenie się, dopuszczanie do świadomości. Zauważcie, że nie ma w tym ani pragnienia, ani awersji. Nie pochodzi to ani z pragnienia stawania się czymś, ani z chęci pozbycia się czegoś. Nie jest to ruch od tej chwili do chwili następnej. Jest to bezczasowe. Natychmiastowe. Jest to budzenie się tu i teraz.

gnu.svg.png

Chcąc wykorzystać część lub całość tego dzieła, należy używać licencji GFDL:

Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję lub/i modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.


cc.png

Można także użyć następującej licencji Creative Commons:
Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0


sasana_banerros.jpg

Oryginał można znaleźć na tej stronie: http://www.buddhamind.info/stillness/

Źródło: Viradhammo Bhikkhu 2005
All commercial rights reserved.
This book may be copied or reprinted for free distribution without permission from the publisher.

Redakcja portalu tłumaczeń buddyjskich: http://SASANA.PL/

Tłumaczenie: Zbigniew Molski
Współpraca: Maciej Królikowski.