Buddha-BBC.JPG

Ponad 2,500 lat temu jeden człowiek pokazał światu drogę do oświecenia. Ten przepięknie stworzony film starannie przedstawia fascynującą historię księcia Siddhatthy oraz jego duchowej przemiany, dzięki której stał się Buddhą.

Film w koprodukcji BBC i Discovery Channel opisujący życie Siddhatthy Gotamy, oraz proces w którym, bazując na własnym doświadczeniu, odkrywa podstawy buddyzmu. Liczne dowody archeologiczne jak też relacje współczesnych nauczycieli buddyjskich przybliżają nas do człowieka jakim był Buddha.

Film przybliża nam historyczne tło i podstawy buddyzmu w przystępny i przemyślany sposób. Młody książę Siddhattha Gotama wyrusza w podróż, ponieważ chce znaleźć przyczynę cierpienia. Przez kolejne 6 lat szukając odpowiedzi znajdzie tylko umartwienie. Dopiero gdy zda sobie sprawę, że droga do oświecenia wiedzie po środku, miedzy dwoma skrajnościami, wtedy też jest w stanie pokonać Marę i stać się Przebudzonym.

Tłumaczenie filmu: DAEMIA777
& Magdalena Kamińska (Maudgalyayana)

Plik .srt z napisami do ściągnięcia STĄD (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz "zapisz jako")


500 lat przed Chrystusem młody książę wyruszył w podróż. Jego droga przez ból i cierpienie zaprowadziła go do Nibbāny – wiecznego szczęścia, o którym wszyscy marzymy. Symbolem pokoju, symbolem współczucia, symbolem niestosowania przemocy –tym był Buddha. Dorastał w pałacu otoczony luksusem. Gdy był nastolatkiem, jego przywileje pozwalały mu na spełnienie każdej zachcianki, ale porzucił to wszystko, by osiągnąć ostateczną mądrość. Podróżował poprzez najmroczniejsze zakamarki swojego umysłu, aby stanąć twarzą w twarz ze złem ukrytym w swoim wnętrzu. Założył pierwszą religię świata, którą wyznaje dziś 400 milionów ludzi, religię, w której medytacja stosowana jest po to, by osiągnąć stan całkowitego spokoju i szczęścia. Nasz własny potencjał, nasz własny wysiłek mają doprowadzić do poznania ostatecznej rzeczywistości. Wydarzenia z życia Buddhy stanowią najwspanialszą historię, jaką kiedykolwiek opowiedziano. A Buddha stał się ponadczasową, światową ikoną.

2500 lat po śmierci Buddhy jego przesłanie nadal pozostaje żywe. Dalai Lama – duchowy przywódca buddyzmu tybetańskiego – przekazuje nauki Buddhy, podtrzymując praktykę, której początki sięgają dnia śmierci Buddhy. Buddyzm został przyjęty przez wiele różnych kultur i jest różnie objaśniany. Nauki Buddhy dotyczące doskonałego spokoju i jasności umysłu postrzegane są przez niektórych jako religia, przez innych jako filozofia czy nawet psychoterapia.

Niektórzy ludzie opisują buddyzm nie jako religię, ale jako naukę zajmującą się umysłem. Przesłaniem Buddhy jest tak samo aktualne dziś, jak było 2500 lat temu. To co sprawia, że buddyzm stał się tak popularny, to fakt, że jest on przepełniony wglądem i prawdziwy w tym sensie, że Buddha odkrył niezmiernie istotne kwestie.

W przeciwieństwie do innych religii buddyzm, skupiając się na umyśle, nie posiada idei najwyższego Boga. Jest natomiast znakomity nauczyciel – Buddha lub Przebudzony. Wydaje się to być bardzo przystępne, wręcz intuicyjne dla ery, w której psychologia staje się dla wielu ludzi alternatywą dla religii. Dzięki pewnym terapeutycznym sposobom radzenia sobie z problemem życia można zrozumieć, dlaczego buddyzm jest tak przystępny dla wielu ludzi. Istnieje wiele wyobrażeń Buddhy, a wszyscy buddyści mają swoją własną wizję tego, kim był: pewnego rodzaju wibracją całkowitego spokoju, niestosowania przemocy – te elementy powinny zawierać się w tym wyobrażeniu.

Jeszcze sto lat temu życie Buddhy pozostawało nieznane dla Zachodu. Gdy Brytyjczycy kolonizowali Indie – kraj, w którym urodził się Buddha – nie było tam już buddyzmu. Został zniszczony przez królów hinduskich i muzułmańskich najeźdźców. Źródła i miejsca powiązane z życiem Buddhy zostały zapomniane. Dopiero gdy brytyjscy archeolodzy kolonialni zaczęli badać północne Indie, ich odkrycia zaczęły umiejscawiać życie Buddhy w odpowiednim kontekście historycznym.

W latach 60. XIX wieku liczne grono archeologów rozpoczęło próby identyfikacji miejsc związanych z życiem Buddhy. Do lat 90. XIX wieku wiele z tych miejsc w obrębie rzeki Ganges zostało pomyślnie zidentyfikowanych. Ciągle jednak brakowało dwóch najistotniejszych miejsc powiązanych z buddyzmem. Pierwsze z nich to Lumbini, gdzie Buddha przyszedł na świat, oraz Kapilavatthu – miejsce, w którym spędził swoje dzieciństwo. Rejon na północ od Gangesu był mniej znany, głównie z powodu bardzo gęstej dżungli, tygrysów oraz malarii.

Potrzeba było przełomowego odkrycia, aby rozstrzygnąć historie o pochodzeniu Buddhy. W odległej wsi, po drugiej stronie granicy, w Nepalu, odkryty został słup. Wysłano tam brytyjską ekspedycję, która miała odszyfrować inskrypcję. Był to najstarszy system pisma indyjskiego – brāhmī – zapisanego w lokalnej odmianie języka pochodzącego z okolic północnych Indii; inskrypcja jednoznacznie wskazywała, iż tam właśnie urodził się Buddha, Oświecony.

Był to pierwszy dowód sugerujący, iż Buddha był postacią historyczną, a nie jedynie legendą. Starożytne teksty buddyjskie nazywały miejsce narodzin Buddhy Lumbini. Teraz archeologowie zlokalizowali to miejsce na mapie. Następnie próbowali odnaleźć miejsce, w którym Buddha spędził swoje dzieciństwo – starożytne miasto zwane w tekstach Kapilavatthu. Wiedziano o nim tyle, że znajdowało się około 10-15 kilometrów na zachód od Lumbini. Tam też rozpoczęły się bardziej intensywne poszukiwania.

Ekspedycje odkryły dwa miejsca, którym można było przypisać miano historycznego Kapilavatthu – jedno w Indiach, a drugie w Nepalu. Przez kolejne sto lat archeologowie spierali się o to, które jest prawdziwe. Nowe badania prowadzone przez dr. Coninghama i jego zespół sugerują, iż to starożytne miasto leży na terenie dzisiejszego Tilaurakotu w Nepalu. Jest to niezwykle ciekawe miejsce, gdyż jego stan pozostał do dziś dobrze zachowany. Przeprowadziliśmy serię geofizycznych badań, odkrywając szereg ułożonych względem siebie dróg, i stało się jasne, iż całe miasto w swym ostatecznym stadium miało pewien ustalony układ architektoniczny.

W jego centrum położony jest pałac. To tutaj zaczyna się historia Buddhy. 2500 lat temu północne Indie podzielone były na królestwa i republiki. Ojciec Buddhy – Suddhodana – był wybranym wodzem plemienia Sākya. Rządził swym królestwem z pałacu, niedaleko podgórzy Himalajów. Jego żona miała na imię Māyā. Legendy podają, że w noc pełni księżyca miała ona nadzwyczajny sen. Opowiadał, że wyjątkowa istota znana jako Buddha ma się ponownie pojawić na ziemi. Legenda głosi, iż cztery bóstwa opiekuńcze świata zaniosły Māyę na jej łóżku w Himalaje. Namaściły ją boskimi perfumami i przystroiły niebiańskimi kwiatami. Biały słoń z sześcioma kłami zstąpił z nieba, niosąc kwiat lotosu w swojej trąbie i wstąpił do jej łona. Buddha miał się narodzić z Māi.

Możemy spojrzeć na tę historię buddyjskiego poczęcia i porównać ją z historią poczęcia Jezusa, gdzie także pojawiają się anioły. Myślę, że ujawnia się w obu przypadkach podobna podstawowa idea. Mianowicie taka, że nadnaturalne istoty sygnalizują, że stanie się coś wspaniałego. Mówi się, że Buddha wybrał czas i miejsce, w którym się odrodzi.

Dziecko zostało nazwane Siddhattha, co oznaczało „każde życzenie spełnione”. Ale jego matka po narodzinach zachorowała i zmarła kilka dni później. Siddhattha był wychowywany przez swoją ciotkę. Rodzina wezwała bramińskich duchownych, a potem zaufanego, pałacowego wróżbitę, aby przepowiedzieć przyszłość młodemu księciu. Mówi się, iż zauważył on na ciele Siddhatthy pomyślne znaki sugerujące narodziny potężnej istoty, włączając w to znak koła na jego stopach.

Mówi się, że Buddha urodził się z pewnymi znakami na swoim ciele, z tzw. 32 znakami wspaniałej osoby. Można je zobaczyć na ciele dwóch rodzajów ludzi: tych, którzy zostaną Buddhami i tych, którzy zostaną władcami świata. Jego ojcu spodobał się pomysł, że jego syn stanie się wielkim przywódcą politycznym. Dlatego mówi się, że rozpieszczał swego syna, aby uchronić go od ujrzenia rzeczy, które mogłyby poprowadzić go w kierunku religijnym.

Każdy w państwie, a zwłaszcza król, wiedział, że znaki przepowiadały wyjątkowość Siddhatthy. Ale gdy patrzył, jak jego dociekliwy syn dorasta, zaczął martwić się o te przepowiednie. Bał się, że pewnego dnia jego syn porzuci pałac i stanie się duchowym przywódcą, zamiast zostać w pałacu, aby wyrosnąć na przywódcę Sākyów. Gdy Siddhattha dorastał, jego ojciec był zachwycony, widząc wyjątkowe zdolności chłopca w książęcych sportach, takich jak szermierka, zapasy i łucznictwo. Ale zauważył też, że Siddhattha był dzieckiem głęboko zamyślonym i ciekawym świata. Wyglądało to tak, jakby był bardziej zainteresowany próbą zrozumienia natury świata wokół niego niż zajęciami militarnymi.

Dla króla najważniejszą rzeczą było, by młody Siddhattha nabył umiejętności, które pozwoliłyby mu przewodzić państwem. Od Siddhatthy oczekiwano, że zostanie w przyszłości królem i obrońcą Kapilavatthu – jednego z pierwszych miast w północnych Indiach. Pałac, gdzie Siddhattha dorastał, dawno już rozpadł się i zniknął pod powierzchnią ziemi. Z konstrukcji z gliny i drewna nie pozostało nic, co mogliby zbadać archeolodzy. Niedawno udało się jednak odnaleźć lepiej zachowane pozostałości w Tilaurakot.

Zrobiliśmy wykop o wymiarach 3 na 3 metry i wyłonił się bardzo wyraźny obraz tego miejsca. Jednak pewne znalezisko wprawiło nas w niemałe zdumienie: zidentyfikowaliśmy pewien materiał znany jako ceramika szara malowana, która ma postać płaskiej misy pomalowanej na czarno. Ten mały kawałek misy miał ogromne znaczenie. Dr Coningham wierzy, że został on wykonany w V wieku p.n.e. – w czasie gdy Siddhattha dorastał w pałacu. Mamy tu więc centrum małego przemysłu – osiedle ludzkie, którego nie nazywanoby dziś miastem – skupione wokół dużego dziedzińca należącego do władcy. Większość ludności państewka żyła na prowincji, uprawiając rolę.

To właśnie ta prowincjonalna okolica leżąca poza murami miasta fascynowała Siddhatthę. Kiedy miał 9 lat, ojciec pozwolił mu wyjść z pałacu, by wziął udział w corocznym festiwalu orki. Książe ochoczo wziął w nim udział. Pierwsze spojrzenie na rzeczywistość poza murami pałacowymi pozwoliło Siddhatcie doświadczyć nowej perspektywy świata i stało się punktem zwrotnym w jego życiu.

Opowieść mówi, że Siddhattha obserwował orzącego rolnika. Zobaczył trud i znój, zmagania i powtarzalność tej wyczerpującej pracy. Było to coś, czego nigdy nie widział w pałacu. Udało mu się wymknąć z uroczystości, by pobyć w samotności. Pierwsze doświadczenie prawdziwego życia wywarło na nim ogromne wrażenie. Dla wszystkich było to święto, ale dla Siddhatthy ten dzień stał się symbolem czegoś innego. Poczuł, jak jego umysł wprowadza się w stan medytacji.

Przypatrując się, jak pług przecina i rozdziela ziemię, zauważył ptaka zjadającego robaka, który dopiero co wydostał się na powierzchnię. Zapytał sam siebie, dlaczego żyjące istoty muszą tak cierpieć. Jeśli rolnik by nie orał, ptak nie zjadłby robaka. Zdał sobie sprawę, że wszystko jest ze sobą połączone, a każdy czyn ma swoje konsekwencje. Ta prosta obserwacja stała się jednym z kamieni węgielnych jego nauk, a znana jest jako prawo karmy.

Kiedy umysł Siddhatty koncentrował się na tych ważnych rozmyślaniach, wszedł on w stan transu lub jhāny. Był to stan umysłu, który później stanie się pierwszym krokiem na drodze do Oświecenia.
Siedział pod drzewem i koncentrował się tylko na pługu orzącym ziemię. Mówi się, że w tym czasie zupełnie naturalnie wszedł w stan medytacji zwany pierwszą jhāną. Było to coś bardzo błogiego i budzącego poczucie szczęścia. Było to doświadczenie, którego użył później jako część swej duchowej ścieżki. Związek tego wczesnego doświadczenia księcia z buddyjską medytacją objawia się poprzez skupienie się na czymś, co ma uspokajający, koncentrujący efekt.

Wejście w buddyjską medytację to skupienie na czymś, co ma uspokajający koncentrujący efekt.
Zawiera w sobie także element współczucia dla robaków zabijanych przez ptaki, kiedy pług orał ziemię. Przypuszczam, że można na to patrzeć jak na część wyjątkowej natury Buddhy. Zachowanie młodego księcia bardzo zaniepokoiło króla. W brahmanizmie – tradycji religijnej tamtych czasów – wymagano, by synowie podążali tą samą drogą, co ich ojcowie.

Jedną z rzeczy, która moim zdaniem czyni tę opowieść tak poruszającą, jest to, że możemy sobie wyobrazić ojca starającego się za wszelką cenę chronić syna stającego twarzą w twarz z cierpieniem. Powodem, dla którego ojciec księcia podjął te starania, była przepowiednia mówiąca, że Siddhattha stanie się albo władcą świata, albo wyrzeknie się doczesnego życia i osiągnie Oświecenie. Oczywiście jego ojciec chciał, by syn został królem i podążał jego śladami.

Kiedy Siddhattha dorósł, ojciec robił wszystko co w jego mocy, by namówić księcia do pozostania w pałacu. Starał się stworzyć idealny i atrakcyjny świat, w którym Siddhattha mógłby beztrosko żyć. Jak to było w królewskim zwyczaju, Siddhatcie oferowano piękne panny, które miały zabawiać go muzyką i sprawiać przyjemność swoim fizycznym pięknem. Kiedy Siddhattha miał 16 lat, król znalazł dla niego piękną pannę młodą – księżniczkę Yasodharā. Siddhattha musiał rywalizować o jej rękę i król był zachwycony sposobem, w jaki jego uzdolniony syn pokonał konkurencję.

Król zaczął przekonywać sam siebie, że życie w pałacu zaczyna w końcu odpowiadać jego następcy. Ale było to tylko pobożne życzenie – Siddhattha nie dawał ojcu spokoju, nalegając, by ten pozwolił mu opuścić pałac. Nie mogąc dłużej odmawiać, król w desperacji nakazał usunięcie wszelkiej brzydoty z okolic pałacu. Jak na hollywoodzkim planie filmowym chorzy, biedni i starcy zostali usunięci z tej wizji rzeczywistości pokazywanej młodemu księciu.

Lecz mimo starań ojca pierwsze zetknięcie ze światem zewnętrznym ukazało księciu prawdziwą rzeczywistość. Z dziecięcą naiwnością Siddhattha wyruszył w podróż w towarzystwie Channy, swojego woźnicy, jako przewodnika. Książę odbył cztery podróże i zobaczył cztery znaki – tak jak przewidział to królewski jasnowidz. Wczesne teksty buddyjskie nadają duże znaczenie tej części historii, gdyż każda podróż ukazuje szczególny, do tej pory celowo ukrywany przed księciem aspekt życia.

Podczas pierwszej wyprawy Siddhattha wyruszył daleko w głąb kraju, z dala od wpływów swojego ojca. Zauważył starszego człowieka, który w wielkich bólach szedł przez wioskę. Książę zapytał, co dolega temu mężczyźnie, wtedy Channa wyjaśnił mu proces starzenia. Siddhartha zaniepokoił się, kiedy dowiedział się, że starzenie jest nieuniknione i nie omija nikogo. Rzeczywistość zaczęła odsłaniać przed Siddhatthą okrutny obraz świata, gdzie nieszczęście i cierpienie zdają się dominować nad każdym aspektem istnienia.

Drugi znak pojawił się zaraz potem, kiedy Siddhattha zauważył chorego mężczyznę z twarzą wykrzywioną chorobą. Zapytał Channę, czy każdy może zachorować i ponownie przeżył szok,
kiedy poznał brutalną prawdę. Ochronny mur fantazji zbudowany wokół niego powoli zaczynał się kruszyć. A im dalej młody książę podróżował, tym bardziej unaoczniały mu się okropności życia.
Następnie zobaczył ciało zawinięte w całun, niesione na stos pogrzebowy. Historia mówi, że Siddhatthę przeraziło odkrycie, że wszyscy nie tylko są śmiertelni, ale że, jak mówi brahminizm, po śmierci odradzamy się, by cierpieć i umierać znów, raz za razem. Wyglądało to tak, jakby nie było końca ani żadnego rozwiązania wobec marnego i nieuniknionego kołowrotu życia i śmierci.

Życie Buddhy jest pewną alegorią, a jej najistotniejsza metafora pokazuje, że młody mężczyzna wychowany w wielkim luksusie doznaje szoku, gdy uzmysławia sobie, iż takie życie nie daje pełni satysfakcji. Przeżywa szok, bo po raz pierwszy poznaje starość, chorobę i śmierć. To, że inteligentny, młody człowiek, jakim bez wątpienia był dorastający Siddhattha, nie zdawał sobie z tego zupełnie sprawy, wydaje się raczej niemożliwe. W przypowieści o życiu Buddhy chodzi raczej o to, by ukazać ogromną przemianę dokonującą się pod wpływem najważniejszych spraw dotyczących ludzkiej egzystencji, gdy stajemy z nimi bezpośrednio twarzą w twarz. Fakt ten musi mieć wpływ na każdego z nas i wywołuje naglące poczucie, by coś w związku z tym zrobić.

Ale dopiero czwarty znak ostatecznie ukształtował przyszłość Siddhatthy. Był nim mężczyzna ubrany w prostą szatę z wystawioną miską żebraczą. Dlaczego ktoś miałby poświęcić przyjemności tego świata, by wędrować po wioskach, żebrząc? – zapytał książę. Channa wyjaśnił, że człowiek ten wyrzekł się przyjemności, aby zmierzyć się z rzeczywistością i szukać odpowiedzi odnośnie naszej, pełnej bólu i cierpienia egzystencji.

Opowieść o czterech znakach bardzo dobrze oddaje istotę dociekań egzystencjalnych. Wiemy, że wszyscy się starzejemy, że wszyscy chorujemy i w końcu umieramy – zdajemy sobie z tego sprawę, ale jest to zupełnie coś innego, gdy pewnego dnia uświadomimy sobie, w swoim sercu, że starzeją się, chorują i umierają nie tylko ludzie obok nas, lecz że i my z całą pewnością tego doświadczymy. To ja się zestarzeję, ja zachoruję i ja umrę. Sensem opowieści o Siddhatcie jest pokazanie właśnie tego momentu, w którym po raz pierwszy dociera do ciebie, że i TY umrzesz – kiedy naprawdę to wiesz i czujesz, jak to smakuje.

Kiedy po zakończeniu swojej czwartej podróży Siddhattha wrócił do pałacu, jego umysł był niespokojny z powodu całkiem innego spojrzenia na świat. Wszystko wokół, owoce i kwiaty, zgnije, zepsuje się, zmurszeje. Mury królewskiego pałacu pewnego dnia także się rozpadną. Jego żona właśnie urodziła piękne dziecko. Ale przecież któregoś dnia i oni zestarzeją się, zachorują i umrą. To nieuniknione.
Siddhattha zrozumiał, co oznacza nietrwałość i zobaczył ją we wszystkim wokół siebie. Wiedział, że będzie musiał opuścić rodzinę, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, które nie dawały mu spokoju – nawet za cenę porzucenia żony i syna. Siddhattha opuścił więc dom wbrew przyjętej tradycji i wbrew religijnym nakazom braminizmu.

Uczynił to, by znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące niedoskonałości życia. Jedno z podań mówi, że odurzająca mgła sprawiła, że wszyscy wkoło, także strażnicy, zasnęli i dzięki temu, wspólnie z Channą, Siddhattha przez Bramę Wschodnią mógł uciec z pałacu. Mówi się też, że nad brzegiem rzeki Anomy Siddhattha zdjął z siebie biżuterię, ozdobne szaty zamienił na zniszczone ubranie i obciął długie włosy. Poprosił Channę, by odniósł to wszystko do pałacu. Po raz pierwszy w życiu Siddhattha był sam. Wreszcie udało mu się uciec od fałszywej wizji świata prezentowanej mu w pałacu, gdzie istniejące cierpienie ukrywano przed jego wzrokiem. Jeśli chciał rozwiązać problem bólu istnienia, teraz mógł spojrzeć rzeczywistości prosto w twarz. Gdy Siddhattha podróżował, zatrzymując się w różnych miastach, spotkał się z ogromem cierpienia, jakiego nigdy przedtem nie widział.

Stłoczeni w miastach ludzie byli skazani na siebie, panoszyły się choroby i ból. Niektórzy uważają, że właśnie ten widok sprawił, że Buddha tak mocno zaczął podkreślać istotę cierpienia. Uwidaczniało to powszechne problemy, z jakimi ludzie w każdym społeczeństwie musieli się zmagać. Siddhattha zdał sobie sprawę, że jeśli ma znaleźć odpowiedź na otaczające go cierpienie, będzie musiał rzucić wyzwanie braminizmowi, którego zasady regulowały wówczas życie każdego człowieka. Bramini posiadali świętą wiedzę zawartą w tekstach zwanych Wedami. Słowo véda tłumaczy się jako „wiedza”, co oznaczało, że była to jedyna warta posiadania wiedza. Wykształceni i znający Wedy bramińscy kapłani kontrolowali życie ludzi, od narodzin aż do śmierci.

W społeczeństwie hinduskim błogosławieństwo bramina było niezbędne, ale święta wiedza Wed mogła być przekazywana jedynie z ojca na syna. Pozycja rodzin bramińskich pozostawała niezagrożona aż do pojawienia się nowej fali myślicieli, którzy zaczęli kwestionować ten porządek. Był to czas, kiedy braminizm, wczesna forma hinduizmu, zaczął być krytykowany. Przypominało to nieco okres antycznej Grecji oraz pojawienie się takich filozofów jak Platon czy Sokrates. Ludzie debatowali, sprzeczali się, a Buddha próbował się przez to przedrzeć. Sytuację, w jakiej się znalazł, opisał jako zamęt poglądów, dżunglę opinii.

Kiedy Siddhattha zgłębiał tę dżunglę, stwierdził, że rozwiązanie problemu bólu istnienia powinno być dostępne dla wszystkich, a nie, jak w braminizmie, tylko dla wybranych. Buddha nie zgadzał się z braminami. Twierdził, że braminem nie jest się z racji urodzenia, ale dzięki życiu we właściwy sposób – tak jak nie można stać się wygnańcem przez urodzenie, a jedynie wtedy, gdy postępuje się niezgodnie z obowiązującym prawem. To wspaniała i bardzo ważna myśl, to tak jakby dziś powiedzieć, że prawdziwym gentlemanem nie jest ten, kto urodził w rodzinie o wysokim statusie, ale ten, kto potrafi zachować się jak gentleman.

Siddhattha w swych poszukiwaniach przemierzał północne Indie. Szukał alternatywnych ścieżek życiowych, których celem było pokonanie cierpienia. Był zainteresowany wszystkimi nowymi myślami filozoficznymi, ale pragnął czegoś więcej – chciał zgłębiać swój umysł. W pewnym momencie zdecydował, że skupi się na technice medytacyjnej i zaczął szukać najbardziej cenionych guru tamtych czasów.

Ogólnie rzecz biorąc, w starożytnych Indiach istniały dwa rodzaje medytacji, które polegały na poddawaniu się różnego rodzaju presji poprzez kontrolę oddechu, głodówkę czy inne niemiłe dla ciała praktyki, dyskomfort ciała, a których celem było osiągnięcie tego, co nazywamy wyższym stanem świadomości. Sądzono, że tylko w ten sposób można wspiąć się na bardzo wysokie poziomy egzystencji. Nie należy rozumieć przez to, iż wierzono, że można wzlecieć dwa kilometry ponad ziemię, ale uważało się, że istnieją pewne poziomy umysłu, które stają się coraz bardziej abstrakcyjne, jak poziom nieskończoności przestrzeni, a dalej poziom nieskończonej świadomości, a następnie poziom nieskończonej nicości. Tego z pewnością Buddha nauczył się od swoich mistrzów.

Mówi się, że Siddhattha opanował medytację w stopniu tak doskonałym, że przyłączyło się do niego pięciu uczniów, a jego nauczyciele poprosili go, by został z nimi i zajął ich miejsce. Siddhattha doszedł jednak do wniosku, że praktyki te nie są odpowiedzią na cierpienie i odrodzenie, czy reinkarnację.
Udał się w poszukiwaniu innych technik, tym razem koncentrując się na ciele. Zaczął praktykę surowego ascetyzmu polegającą na głodówce, niemyciu ciała i medytacji, w trakcie której wstrzymuje się oddech przez długi czas. Jest to bardzo trudna droga wymagająca niezwykle silnej woli. Asceci praktykują głodówki, a czasem nawet okaleczają swe ciała. Dla nich ciało jest przeszkodą na drodze do duchowego wyzwolenia. Pokonując przywiązanie do ciała, uważali, że w ten sposób będą mogli oczyścić umysł i wyzwolić duszę.

Siddhattha starał się osiągnąć ten stan wyzwolenia. Pościł tak długo, że jego życie było zagrożone. „Wszystkie moje kończyny stały się podobne do uschniętych pnączy, moje pośladki wyglądały jak kopyto bawołu, mój kręgosłup wystawał jak sznur korali, me wychudłe żebra podobne były do krokwi rozpadającej się stodoły. Moje oczy zapadły się, a ich blask zatonął w oczodołach, jak migotanie wody ginie w głębi studni. Tak jak niedojrzała dynia marszczy się i kurczy na gorącym wietrze, tak też wyglądała moja skóra na głowie”.

Kiedy Siddhattha był już niemal bliski śmierci głodowej, życie ocaliła mu młoda dziewczyna, dając mu miskę ryżu i mleko. Zdał sobie wtedy sprawę, że gdyby dalej pościł, umarłby i niczego by nie osiągnął.
Jak mówi historia, jadł wówczas dziennie tylko jedno ziarenko ryżu. Zagłodził się niemal na śmierć i uświadomił sobie, że narzucanie ciału dyscypliny poprzez ekstremalne wyrzeczenia, ascetyzm powodujący ból, nie prowadzi do rozwiązania. Kiedy jego pięciu uczniów zobaczyło, że Siddhattha porzucił post, odwrócili się od niego. Przestali wierzyć w to, że ma siłę, by sprostać swoim duchowym przekonaniom i porzucili go.

On zaś poczuł, że po wypróbowaniu dostępnych praktyk nie osiągnął rezultatów, których oczekiwał. Wtedy przypomniał sobie medytację, w którą wszedł spontanicznie, będąc w wieku dojrzewania. Pomyślał: „Hmmm, może to jest sposób na przebudzenie umysłu, bo przecież medytacja ta nie jest związana z poddawaniem się pragnieniom cielesnym, a jednak wzbudza błogość i daje poczucie szczęścia”. Przez przypadek Siddhattha natknął się na muzyka strojącego swój sitar.

Jeśli struna będzie zbyt luźna, nie zagra. Jeśli będzie byt napięta – pęknie. Gdzieś pośrodku leżała melodyjna harmonia. Siddhattha zdał sobie sprawę, że ta prosta obserwacja ma ogromne znaczenie.
To droga środka miała go poprowadzić do stanu umysłu, którego poszukiwał, do stanu melodyjnej harmonii – Oświecenia. Ale jak mógł go osiągnąć? Sposób, który Buddha ostatecznie zastosował, można nazwać uważnością lub świadomością ciała, ponieważ ani nie ignorował cielesności, ani nie starał się nad nią zapanować. Była to swego rodzaju droga środka.

Znalazłszy drogę środka, Siddhattha wędrował przez wsie i miasteczka całego kraju. Podróżował przez 6 lat, doświadczył bólu i cierpienia, poszerzając świadomość swojego umysłu. Ale wciąż nie odnalazł wewnętrznego spokoju i harmonii, stanu wiedzy absolutnej i wiecznej szczęśliwości znanego jako Oświecenie. Wreszcie Siddhattha przybył do Bodh Gaya. Tu jego udręka miała się zakończyć. Usiadł pod drzewem i poprzysiągł sobie, że nie wstanie, póki nie osiągnie Oświecenia. „Ciało może zgnić, kości mogą rozsypać się w proch, ale ja nie opuszczę tego miejsca, póki nie odnajdę drogi do Oświecenia”.

Nie chciał już dłużej utrudniać sobie życia ani poddawać się niemożliwej do zniesienia presji czy też bolesnym próbom. Myślał jedynie: „Cóż, życie samo w sobie jest pełne bólu, bez dokładania dodatkowych trudności. Moim zamiarem jest spokojnie wszystko przemyśleć, zastanowić się, jak działają prawa istnienia”.

Zaczął koncentrować umysł poprzez skupienie się na powolnym ruchu wdechu i wydechu, subtelnemu doznaniu, które pojawia się w okolicach nosa i prowadzi do uspokojenia umysłu, do wyciszenia, ustabilizowania, skoncentrowania i oczyszczenia.Umysł Siddhatthy stał się tak skupiony, że mógł dotrzeć do najmroczniejszych zakamarków swojej podświadomości. Wreszcie miał zmierzyć się z ostatnim i najgroźniejszym przeciwnikiem. Pojawił się przed nim demon Māra – władca ego i iluzji. Jego moc mogła urzeczywistnić każdą okropność w umyśle Siddhatthy.

Istotne jest to, by zdawać sobie sprawę, że Māra, władca demonów, nie jest odpowiednikiem chrześcijańskiego Szatana, ponieważ nie jest kusicielem ani przeciwieństwem Boga. Jest jedynie psychologiczną siłą, która istnieje w każdym z nas. Z rozkazu Māry armia demonów atakuje Siddhatthę płonącymi strzałami, ale w połowie ich lotu Siddhattha zamienia strzały w kwiaty lotosu, które opadają, nie czyniąc mu krzywdy. Māra ponosi porażkę, próbuje więc skusić Siddhatthę wdziękami swoich córek.
Siddhattha jest atakowany przez władcę demonów, jednoczesne uosobienie śmierci i pożądania. To przypomina freudowskie założenie – w tym, że pożądanie równa się śmierci, a śmierć pożądaniu. W rzeczywistości Māra oddaje mu swoje trzy córki, będące jednocześnie uosobieniem pragnienia czy też pożądania oraz awersji – co jest równie niewłaściwe, ponieważ ucieczka od czegoś, co uważamy za odpychające, jest także formą zniewolenia – pożądliwością. Siddhattha jednak zachował całkowity spokój i obojętność: patrzył na córki Māry, nie czując wobec nich ani pragnienia, ani awersji.
Wówczas na jego oczach twarze córek Māry poczęły gnić, by ostatecznie zapaść się pod ziemię.
Można zaryzykować stwierdzenie, że właśnie wtedy Buddha zrozumiał, że Māra jest częścią jego umysłu, jednym z jego aspektów. Całkowite zrozumienie tego, stało się dla niego Oświeceniem.

Mówi się, że kiedy pokonał zło w sobie, zatrzęsła się ziemia. Mając 35 lat Siddhattha przeszedł przez wszystkie cztery jhāny – osiągnął Oświecenie i stał się Buddhą, Przebudzonym. Spędził kolejne 7 dni, medytując pod drzewem w stanie absolutnej szczęśliwości. Umysł w takim stanie jawi się jako niezwykle czuły i wyrafinowany. Można to porównać do spokojnego jeziora, na tafli którego można odczuć nawet najdelikatniejszy ruch owada. Umysł ujawnia wtedy swoją potęgę jako instrument wiedzy, jest ogromnie czuły. W stanie owej doskonałej harmonii Buddha wreszcie znalazł sposób na wyzwolenie się z nieuniknionego kołowrotu starzenia się, choroby i śmierci. Zdał sobie sprawę, że jeśli pozbędziemy się pożądania, zniknie z naszego życia także niezadowolenie i cierpienie.

Głównym powodem bólu i frustracji jest pragnienie, swego rodzaju wymóg zaspokajania pożądań. Polega to na dysonansie między tym, jak chcesz, żeby wyglądał świat, a tym jaki jest w rzeczywistości.
Wgląd, jaki osiągnął Buddha, dał początek buddyzmowi – religii, którą wyznaje dziś 400 milionów ludzi. Buddha ujął swoją wiedzę w postaci Czterech Szlachetnych Prawd, które są podstawą buddyzmu. Pierwsza Szlachetna Prawda mówi, że wraz z życiem istnieje cierpienie. Druga diagnozuje powód cierpienia, którym jest pragnienie. W Trzeciej Prawdzie Buddha, niczym lekarz, wyjaśnia, że istnieje lekarstwo na pragnienie. Czwarta Szlachetna Prawda daje receptę na to, jak wyleczyć chorobę i osiągnąć Oświecenie czy Nibbānę.

Ostatecznym celem jest stan umysłu zupełnie wolny od pożądań, ignorancji, chciwości, nienawiści i ułudy, zatem wolny od wszelkich powodów, dla których się odradzamy. Kiedy umiera osoba oświecona, jest już poza odradzaniem, przechodząc do stanu ponad czasem i przestrzenią, jeśli można tak to ująć, i nie powraca więcej, co jest postrzegane jako wyzwolenie.

Buddha nauczał później, że dla osiągnięcia Oświecenia kluczowe są: moralność, medytacja i mądrość. Buddha poświecił resztę swego życia, pomagając innym w podążaniu ścieżką uwolnienia się od cierpienia. Kiedy zaczęło przybywać mu zwolenników, założył szkołę, Saṅghę. Dziś obok drzewa – potomka tego, pod którym Buddha stał się Przebudzonym – stoi świątynia. Tutejsi mnisi są żyjącą biblioteką nauk Buddhy. Pod drzewem bodhi intonują jego święte słowa, co jest szczególną motywacją w ich codziennych praktykach. Za utrzymywanie tej tradycji odpowiedzialny jest najstarszy mnich w świątyni. Najważniejsze jest praktykowanie nauk. Praktykuj pilnie, bądź zawsze uważny. Gdybym miał wyjaśnić buddyzm w dwóch słowach, byłyby to: „praktyka uważności”.

Ścieżka wiodąca do Oświecenia zaczyna się na skupieniu umysłu i polega na życiu zgodnie ze wskazaniami: moralnością, medytacją i mądrością. Nie należy zabijać, kraść, prowadzić niewłaściwego życia seksualnego, nie należy także kłamać i poddawać się działaniu odurzających napojów i toksykantów. Taki sposób życia został ustalony przez Buddhę w pierwszej Saṅdze. Po 8 latach Buddha powrócił do pałacu i rodziny, którą wcześniej porzucił. Ojciec wybaczył mu krzywdę, jaką spowodowało jego zniknięcie. Król Suddhodana zrozumiał, jak ważne były poszukiwania syna. Nawet macocha Buddhy błagała go, by pozwolił jej dołączyć do Saṅghi i w ten sposób stała się pierwszą w historii buddyjską mniszką.

Buddha jest usprawiedliwiony w oczach swoich zwolenników za opuszczenie żony i syna, by odbyć samotną podróż i odnaleźć rozwiązanie problemów egzystencji oraz sposobu, w jaki powinno się żyć. Dla Buddhy był to cel ważniejszy niż posiadanie czegokolwiek, czy nawet przebywanie z tymi, których kochał. Buddha opuścił swoją rodzinę ponownie. Wyruszył, by nauczać i przez 40 lat przekazywał wiedzę, którą posiadł pod drzewem bodhi. Przedtem jednak wyświęcił swojego syna na mnicha. Buddha zachęcał swych naśladowców do wspólnego życia w klasztorach czy Saṅghach, co miało pomóc w skupieniu się na ścieżce prowadzącej ku Oświeceniu.

Niektórzy zostają mnichami jedynie po to, aby medytować, praktykować medytację i samotne życie. Inni zostają mnichami buddyjskimi, by pracować nad propagowaniem tej religii. Mnisi z całego świata przybywają do klasztorów założonych wokół Bodh Gaya. Ci, którzy nie są mnichami i są świeckimi buddystami, także tu przyjeżdżają, by pobierać nauki od mnichów. Mnisi muszą przestrzegać celibatu i zrezygnować z egoistycznych dążeń. Częścią dyscypliny jest praca nad pozbyciem się samolubnych skłonności, myśleniem tylko o osobie, a zamiast tego oddanie się w pełni społeczności Saṅghi. Jeśli ktoś zdecyduje się na takie poświęcenie, zaczyna się żmudna praca – intonowanie pieśni oraz mantr, których trzeba nauczyć się na pamięć. Mantry te mają swój cel – są stworzone, by przetestować pamięć, koncentrację i oddanie naukom Buddhy.

W przeciągu wieków przesłanie Buddhy ewoluowało i zróżnicowało się, tworząc wiele różnych tradycji, które rozwinęły własną interpretację nauk i monastycznych rytuałów. Ale Buddha mówił, że osoby świeckie również mogą wejść na drogę ku wiecznej szczęśliwości i najwyższej wiedzy.
Dla osób z Zachodu buddyzm nie jest atrakcyjny jako forma porzucenia życia w społeczeństwie. Przyciąga ich medytacja, która pomaga żyć bardziej efektywnie w społeczeństwie. Tym sposobem nauki Buddhy stają się środkiem do rozwijania samego siebie, radzenia sobie ze stresem, zweryfikowania własnych celów oraz dążeń.

Wiele osób z Zachodu jest szczególnie zainteresowanych buddyjską medytacją. Myślę, że wielu z nas udaje się czasami dostrzec magię i tajemnicę chwili teraźniejszej. Medytacja pomaga dotrzeć tam znacznie częściej. Dzięki niej stajemy się bardziej spokojni, mamy zrównoważony umysł – zapewniamy sobie warunki, które pozwalają nam wejść świadomie w stan współzależności, nietrwałości, Nibbāny.
W niektórych szkołach buddyzmu wierzy się, że Buddha był nadczłowiekiem, postacią magiczną, będącą w kontakcie z bogami, dokonującą cudów. Inne wierzą, że był normalną ludzką istotą i właśnie to czyni jego przesłanie jeszcze bardziej doniosłym. Nie ulega wątpliwości, że sam Buddha chciał być pamiętany jako człowiek, z ludzkimi słabościami, może nie słabościami intelektualnymi czy moralnymi, ale z pewnością słabościami fizyczności. Buddha cierpiał pod koniec swojego życia z powodu silnego bólu pleców. Cierpiał z powodu wielu fizycznych dolegliwości i słabości.

Buddha zmarł w wieku 80 lat z powodu pospolitej choroby – zatrucia pokarmowego. Mówi się, że przed śmiercią wszedł w stan głębokiego transu w drodze z tego świata do Nibbāny – wiecznej szczęśliwości, wolny od ponownych narodzin, cierpienia i śmierci. Następnie zebrała się rada, by zachować dla potomności nauki Buddhy. Nauczono się ich na pamięć i przez kolejne wieki przekazywano z jednego pokolenia mnichów na następne. Ciało Buddhy poddano kremacji. Jego szczątki przechowano. Zostały uznane za święte 200 lat później za sprawą najznakomitszego władcy Indii, imperatora Aśoki, który przeszedł na buddyzm. Wybudował on monumentalne budowle – stupy – i wzniósł kolumny, by oznaczyć kluczowe miejsca z historii życia Buddhy.

Aśoka stał się niezmiernie ważną postacią, zarówno jeśli chodzi o szerzenie buddyzmu, jak również jako wzór dla przyszłych buddyjskich przywódców w Azji. Patrzą oni wstecz na Aśokę jak na idealnego króla i zwolennika buddyzmu.

Wiemy, że Aśoka, który w połowie III wieku p.n.e. władał imperium równym dwóm trzecim terytorium współczesnych Indii, pomagał mnichom wysyłać misje do sąsiadujących krajów. Misjonarze wyruszyli do Kaszmiru, Nepalu, z całą pewnością na Sri Lankę. Sprawili, że tamtejszy król przeszedł na buddyzm, objął patronat nad buddyzmem i dzięki temu Sri Lanka jest aż do dziś krajem buddyjskim. Wiemy, że na przestrzeni stuleci buddyzm rozprzestrzeniał się w ten sposób z jednego kraju do drugiego.
Kolumny Aśoki przetrwały dłużej niż sam buddyzm w Indiach, były świadkami muzułmańskich inwazji i zachowały się, by zwrócić uwagę pierwszych archeologów z czasów kolonialnych.

To zainteresowanie i odkrycia stały się silnym impulsem do odrodzenia buddyjskiego – spełniły pragnienie, by powrócić do miejsc związanych z Buddhą, dając pewne wyobrażenie o buddyzmie ludziom z Zachodu. Prowadzone badania stały się także podstawą dla odrodzenia buddyjskiego w Azji.
Dziś miejsca związane z Buddhą przyciągają turystów, pielgrzymi zmierzają do Bodh Gaya, by podążać śladami Buddhy, mając nadzieję, że – tak jak on – odnajdą wieczny spokój i szczęście oraz lekarstwo na cierpienie i śmierć.

Największą ironią pozostaje jednak fakt, że po swojej śmierci Buddha, ten, który nauczał o bezużyteczności rytuałów i kultu jednostki, stał się obiektem uwielbienia i kultu – największego, jaki kiedykolwiek pojawił się w historii. W Bodh Gaya powstały liczne buddyjskie świątynie reprezentujące tradycje z różnych zakątków świata. Buddyzm we wszystkich istniejących formach powrócił do miejsca swojego powstania, do drzewa bodhi, gdzie książę osiągnął Oświecenie i stał się Buddhą.

Buddha stał się Przebudzonym w jednym ulotnym momencie trwającym tyle, co mrugnięcie oka; ten moment jest chwilą, która jest potrzebna, by zrozumieć – nie da się jej wytłumaczyć. Ta szczególna chwila dała początek pierwszej światowej religii – religii bez Boga, w której droga do Nibbāny znajduje się w umyśle każdego z nas.